Nad pięknym, modrym Dunajem życie płynie spokojnie i regularnie. Kolejne raporty Mercera[1] potwierdzają intuicyjne przekonanie, że stolica Austrii to jedno z najlepszych miast do życia. Świetne powietrze, dobry stosunek płacy do lokalnych cen, wygodna komunikacja miejska, godny pozazdroszczenia system mieszkań socjalnych. Dla koneserów jest jeszcze jeden walor – miłość do sztuki, wciąż powiewająca dumnie na sztandarach miasta Wiedeń. Miłość, co warto podkreślić, regularnie potwierdzana urzędowo przez liczne programy rezydencyjne (prowadzone przez instytucje miejskie lub państwowe jak MuseumsQuartier, KulturKontakt, lub galerie prywatne, w których finansowanie programów odbywa się z pieniędzy publicznych) i stypendia. Za tym podąża kilkaset eventów rocznie: wernisaży, wykładów, prelekcji. Eldorado?

Mumok (zdjęcie: dzięki uprzejmości autorki)

Mumok (zdjęcie: dzięki uprzejmości autorki)

Każdy Wiedeńczyk odpowie oczywiście, że nie. Bo Wiedeńczycy, podobnie jak Polacy, chętnie narzekają. Na płace, perspektywy i tamtejszy trójpodział rynku sztuki, w którym najsmaczniejsze kawałki tortu już dawno zostały rozdane. Te największe – korporacyjne, to muzea-molochy: Mumok, Leopold, Kunsthistorisches, Albertina, Belweder z 21 Haus. Piętro niższe tortu zbierają miejsca drobniejsze, acz znaczące – Musa, Fotogalerie, galerie prywatne – Kunstforum, Mario Mauroner Contemporary Art, Galerie Elisabeth&Klaus Thoman, galeryjki przy Schleifmühlgasse. Na dole piramidy zostają miejsca niskobudżetowe i działające nieregularnie – Zentrale, Kunsttankestelle, galerie i studia w rejonie Thaliastrasse, gdzie policja prosi o zachowanie szczególnej ostrożności. I te trzy piętra wiedeńskiego art stage’u portretują napięcia lokalnych dyskursów społecznych i kapitałowych tęsknot. Od Chanel w wyremontowanych kamienicach, po duszącą, targową mieszaninę arabskich serów i owoców przy linii U6 i pragnienie, by być gdzieś indziej.

Bo Wiedeń, choć pozornie statyczny i stabilny, to dziś miasto w procesie zmian. Miasto Conchity Wurst i wzorcowej polityki mieszkaniowej. Miasto wyborców lewicowego Alexandra van der Bellena, ale i młodego konserwatysty Sebastiana Kurza. Miasto wielkiej[2] Regenbogenparade (Parady Równości) i lokali, w większości zamykanych przed północą. To też miasto, w którym w ciągu kilku lat ze sceny kulturalnej zniknęło wiele znaczących wydarzeń i instytucji tworzących nastrój i charakter tutejszego światka artystycznego.

Zniknęło więc Essl Museum, czyli imponująca kolekcja dzieł współczesnych artystów Europy Centralnej, prezentowana w nowoczesnym budynku (proj. Heinz Tesar) w podwiedeńskim Klosterneuburg. Muzeum, założone przez Agnes i Karlheinza Essl było efektem biznesowego sukcesu sieci supermarketów Baumax również założonej przez małżeństwo Essl. To właśnie sprzedaż śrubek, doniczek i młotków stała u podwalin wielkiego marzenia o sztuce, jakie Esslowie dzielili ze sobą niemal pół wieku, aż do kryzysu finansowego, perturbacji w zarządzie i finalnego zamknięcia handlowej korporacji. Skończyło się więc Muzeum i konkurs Essl Art Award CEE. Jak niosą plotki – na prośby o wsparcie instytucji w kryzysie, miasto Wiedeń pozostało głuche. Białe muzeum Klosterneuburg stoi więc puste, a kolekcja Essli trafiła do Albertina Contemporary, w samym sercu Wiednia.

TBA21, zdjęcie wystawy „Rare Earth”, 2015 (zdjęcie: dzięki uprzejmości autorki)

TBA21, zdjęcie wystawy „Rare Earth”, 2015 (zdjęcie: dzięki uprzejmości autorki)

Zniknęła też Fundacja Generali z siedzibą przy Favoritenstrasse, Bawag Contemporary (prezentujący głównie sztukę dźwiękową), zniknął Vienna Gallery Weekend i niewielkie centrum kultury MOE. Znika też właśnie i Thyssen-Bornemisza Art Contemporary – miejsce wyjątkowe, ukryte w parku miejskim Augarten, skupione na sztuce w dyskursach eko-społecznych. TBA21 – budowane przez Francescę von Habsburg – jedną ze spadkobierczyń kolekcji i biznesów rodziny Thyssen-Bornemisza – od kilku miesięcy pozostaje bez ekspozycji. Na pytania o plany, dział prasowy milknie.

Ponoć jedną z przyczyn miał być „niesprzyjający nastrój”.

Wiedeński art stage w porównaniu z innymi europejskimi stolicami wciąż wypada nieźle. Choć muzea-molochy umacniają swoją pozycję, podobnie jak galerie prywatne o dużym zapleczu kapitałowym (silnie reprezentowane na jesiennych targach Vienna Contemporary), wciąż działają tu też miejsca pomiędzy. Pomiędzy galerią, fundacją czy centrum edukacyjnym. Takim pomiędzy jest uruchomiony ponad 10 lat temu przez Alexandrę Grausam – das weisse haus. Działają na zmiennych budżetach i przestrzeniach (nie jest to space sharing, tylko lokalizacje czasowo udzielane przez miasto), dlatego większość prezentowanych przez das weisse haus artystów to autorzy prac site specific. Jak mówi mi Alexandra Grausam: Przez ostatnie zmiany, przestrzeń między prywatnymi galeriami budującymi rynek kolekcjonerski, a wielkimi muzeami miejskimi, zmniejszyła się, chwilowo więc brakuje zróżnicowanego charakteru, ale on się odbuduje. To kwestia czasu.

Schleifmühlgasse (zdjęcie: dzięki uprzejmości autorki)

Schleifmühlgasse (zdjęcie: dzięki uprzejmości autorki)

Czy ten charakter i klimat miasta, w którym sztuką się żyje i konsumuje ją w rozmaitych warunkach, przestrzeniach i upodobaniach, da się wybudować urzędniczymi dekretami? I czy konsument w tej sytuacji przegrywa czy coś zyskuje? Stolica Austrii, przez niechętnych (i tych zakochanych w Berlinie) nazywana jest czasami „stęchłą rybą”. Trudno nie czuć, że znów petryfikuje się tu wizerunek miasta zamkniętego i kontrolującego, w którym rozmowy odbywają się przy dziennym świetle i białych firankach. Postępująca silna kategoryzacja art space’ów i eliminacja spotów niestandardowych (zwłaszcza tych z innym niż publiczny kapitał austriacki), pomimo jednoczesnego wsparcia dla wybranych działań niekomercyjnych, musi prowadzić do homogenizacji i nacjonalizacji rynku. I nawet Parallel Vienna[3], od kilku lat próbujący wprowadzić, hipsterski klimat na wiedeńskie salony, wydaje się bezsilny.

Wiedeń sobie poradzi. Jak zawsze. Pozostanie najlepszym miastem do życia, miastem bogatych i najedzonych. Wahnięcia rynku prowadzące do eliminacji miejsc, które współtworzyły scenę sztuki miasta, które były już niezależnymi brandami, a niektóre i landmarkami miasta (Essl, TBA21), na razie prowadzą jedynie do kanalizacji i centralizacji wrażeń. Czy na tym gruncie wyrośnie coś nowego?

  1. https://www.mercer.com/newsroom/2018-quality-of-living-survey.html [data dostępu: 16.04.2018].
  2. W 2017 roku w Paradzie wzięło udział ok. 185 tys. osób – https://diepresse.com/home/panorama/wien/5236437/Many-Colours_Regenbogenparade-2017 [data dostępu: 15.04.2018].
  3. Offowa wersja gallery weekendu – edycja 2017 odbyła się w zaniedbanym i opustoszałym budynku uniwersyteckim przy Schnirchgasse; Parallel wydarzył się tym samym czasie co targi Vienna Contemporary.

Dodaj komentarz


Recenzje

Open'er Festival 2018 – legendy kontra młodzi

Wojciech Michalski

Open'er 2018, fot. M. Murawski (źródło: materiały prasowe organizatora)

Światy między ludźmi

Anna Michalik

Kornel Filipowicz, „Romans prowincjonalny i inne historie”, (wybór: W. Bonowicz), Wydawnictwo Znak, 2018

Fakap Misi-Cherysi

Aleksandra Kumala

Miranda July, „Pierwszy bandzior”, tłum. Łukasz Buchalski, Wydawnictwo Pauza, 2018 (źródło: materiały prasowe wydawcy)

Pojutrze

Sebastian Pytel

„Detroit. Become Human”, reż. David Cage, studio Quantic Dream (źródło: materiały prasowe dystrybutora)

Czarci Kamień

Monika Malessa-Drohomirecka

Monika Milewska, „Latawiec z betonu”, Wydawnictwo Mandu, Kraków 2018 (źródło: materiały prasowe wydawcy)
więcej artykułów

Rozmowy

Czytelnia

Wydarzenia

U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR