Kornel Filipowicz, Romans prowincjonalny i inne historie, (wybór: W. Bonowicz), Wydawnictwo Znak, Kraków 2018

Nie wiem, co się dzieje na świecie, ludzie o czymś mówią, a ja nie wiem, o czym oni mówią.
– Kornel Filipowicz, Adela, czyli list znaleziony w szufladzie[1].

Mistrz krótkiej formy, więzień obozów koncentracyjnych, mąż malarki Marii Jaremy, zapalony wędkarz, wieloletni partner Wisławy Szymborskiej, poeta, miłośnik prowincji. W 2020 roku minie 30 lat od śmierci Kornela Filipowicza.

Kornel Filipowicz, „Romans prowincjonalny i inne historie”, (wybór: W. Bonowicz), Wydawnictwo Znak, 2018

Kornel Filipowicz, „Romans prowincjonalny i inne historie”, (wybór: W. Bonowicz), Wydawnictwo Znak, 2018

Pisarz przyszedł na świat w 1913 roku w Tarnopolu. Wczesne lata swojego życia spędził w Cieszynie, później przeniósł się do Krakowa, gdzie studiował biologię. Tuż po wybuchu II wojny światowej wziął udział w kampanii wrześniowej, zajmował się też konspiracją. Za swoją działalność trafił do więzienia, był także więźniem nazistowskich obozów koncentracyjnych Gross-Rosen oraz Sachsenhausen. Po wojnie zamieszkał w Krakowie i poświęcił się karierze pisarskiej. Współpracował m.in. z ówczesną awangardą, do której zaliczali się artyści skupieni wokół Grupy Krakowskiej oraz teatru Cricot. Później, w latach 50. i 60. współpracował z braćmi Różewiczami, Stanisławem i Tadeuszem, zajmując się pisaniem scenariuszy filmowych. Filipowicz współredagował takie pisma, jak np. „Nasz Wyraz”, „NaGłos”, „Zapis” czy „Pismo”, został także członkiem Związku Literatów Polskich. Wielokrotnie angażował się politycznie; jednym z jego najsłynniejszych utworów jest wiersz Niewola, który opowiada o stopniowej utracie wolności w państwie totalitarnym. Był mężem malarki Marii Jaremy, a po jej śmierci ożenił się z Marią Próchnicką. Przez wiele lat był partnerem Wisławy Szymborskiej, choć nigdy nie zawarli formalnego związku.

Jedną z pierwszych jaskółek zwiastujących przywracanie pamięci o Kornelu Filipowiczu była opublikowana w 20 lat po śmierci pisarza biografia, Ku wielkiej opowieści. O życiu i twórczości Kornela Filipowicza, pióra Jana Pieszczachowicza[2]. W tym samym roku ukazała się także książka Byliśmy u Kornela. Rzecz o Kornelu Filipowiczu[3], zbierająca wspomnienia i anegdoty związane z autorem Romansu prowincjonalnego. Rok 2016 przyniósł publikację Najlepiej w życiu ma twój kot[4], będącą zbiorem korespondencji prozaika i Wisławy Szymborskiej. Ostatnie miesiące obfitowały natomiast we wznowienia opowiadań pisarza: w 2017 roku ukazał się zbiór Moja kochana, dumna prowincja[5], a w 2018 – Romans prowincjonalny i inne historie[6]. Trzy ostatnie pozycje wydane przez Znak charakteryzują się dodatkowo jednolitą szatą graficzną, dzięki której wyglądają jak kolejne pozycje jednej serii wydawniczej.

Najnowszy wybór opowiadań Kornela Filipowicza dzieli się na dwie części. Pierwszą z nich stanowią dwie tzw. „mikropowieści”: Jeniec i dziewczyna oraz Romans prowincjonalny. Druga część to zbiór piętnastu krótkich form, z których żadna nie przekracza dwudziestu stron.

Pierwsza mikropowieść, Jeniec i dziewczyna, traktuje o plutonowym podchorążym Macieju Tuchowiczu, którego bateria została rozbrojona pod koniec II wojny światowej w Szwajcarii. Spokojne dni spędzane w niezbyt uciążliwej niewoli zmienią swój bieg, kiedy plutonowy pozna Szwajcarkę Ingę. Lekcje obcego języka, połączone ze wspominaniem utraconej ojczyzny wytworzą więź między młodymi ludźmi, którzy pewnego dnia potajemnie uciekną razem w góry. Kilkunastodniowe odosobnienie zmieni relację panującą między nimi: zamiast ją pogłębić, uwypuklą się dzielące ich różnice oraz odmienne podejście do życia. Powrót do jednostki i wojennych towarzyszy Tuchowicz powita z ulgą; paradoksalnie gorzej czuł się na wolności z młodą Szwajcarką. Dopiero bliskość rodaków posiadających podobne zaplecze kulturowe i bagaż doświadczeń sprawiły, że poczuł się jak w domu – mimo że de facto ponownie znalazł się w niewoli.

Bohaterką tytułowego opowiadania najnowszego zbioru opowiadań Kornela Filipowicza jest Elżbieta Jabłońska, 24-letnia nauczycielka gry na pianinie, która mieszka w małym miasteczku wraz ze starą, schorowaną matką. W ich domu często odbywają się spotkania lokalnej śmietanki, w których biorą udział ksiądz Ryba, pani Brygierowa oraz starszy inżynier Soniewicz, zdaniem starszej pani Jabłońskiej idealny kandydat na męża Elżbiety. Senną atmosferę prowincjonalnego miasteczka przerywa przyjazd warszawskiego poety, Fabiana Miłoszewskiego, który przybywa na swój wieczór autorski. Elżbieta, zafascynowana spotkaniem z poetą, oferuje mu oprowadzenie po mieście, z czego pisarz z chęcią skorzysta, tocząc z dziewczyną dyskusje na wiele poważnych tematów:

– Ja uciekłam tylko na chwilę z mojego świata. Ale to nie znaczy, że należę do twojego świata.
– Nie ma żadnych światów. Są tylko ludzie.
– Ludzie mają swoje światy. Ja mam swój świat, ty masz swój; pan Soniewicz i moja matka – także. Nie mówiąc już o Turleju…
– Spotykamy się ciągle na wspólnym, neutralnym świecie.
– I powstają z tego nieporozumienia…[7].

Pamiątką kilku wspólnie spędzonych dni staje się wiersz o tytule Romans prowincjonalny, będący podsumowaniem pobytu Miłobrzeskiego w sennym miasteczku. Elżbieta przypadkowo znajduje ten utwór w lokalnej gazecie i czuje się poniżona – jej zdaniem poeta strywializował to, co się między nimi zdarzyło, a co było ważne i piękne. Musi ona także samodzielnie zmierzyć się z kolejnymi problemami, które wywracają jej uporządkowane życie do góry nogami: niechcianą ciążą, o wiele starszym adoratorem, z którym matka coraz natrętniej ją swata, oraz dalszym życiem w miejscu, w którym wszyscy wiedzą o jej kłopotach.

Opowiadanie czytane w szerszym kontekście przybliża styl życia na prowincji: w małym miasteczku, gdzie wszyscy się znają i wszystko o sobie wiedzą, nie ma miejsca na tajemnice, dlatego tak ważne jest utrzymywanie dobrej opinii oraz pielęgnowanie właściwych znajomości. Wszelkie odstępstwa od tej reguły zostaną gruntownie omówione na forum publicznym, choć za plecami głównych zainteresowanych.

Pozostałe opowiadania dotyczą zróżnicowanych kwestii. Wojciech Bonowicz, który dokonał wyboru tekstów do tego zbioru, w posłowiu do tej książki przyznał, że cechą wspólną tych opowiadań jest ich tematyka: wszystkie bowiem w rozmaity sposób traktują o miłości. Można jednak popatrzeć na nie szerzej za sprawą stylu pisania Filipowicza, charakteryzującego się szerokością w mapowaniu ludzkich emocji. Takie podejście sprawia, że jako kryterium doboru równie dobrze można uznać opowieść o przełomowym zdarzeniu z życia bohatera, który zmienia sposób patrzenia na świat lub nawet przestawia zwrotnice jego losu na inne tory.

Dzień poprzedzający to z pozoru zwykły opis jednego dnia z życia młodego ojca i męża, jednak jest to także dzień poprzedzający jego niespodziewane aresztowanie. Między snem a snem opowiada o człowieku, który po wojnie wyjechał z kraju, jednak raz do roku wracał, by zapytać o dalsze losy niektórych znajomych – nigdy jednak nie podejmował z nim próby kontaktu, nawet jeśli dotyczyło to ukochanej z czasów młodości. Po trzydziestu latach traktuje o powrocie do miejsca kiedyś znanego i bliskiego; kiedy jednak bohater opowiadania orientuje się, że nic nie jest takie, jakie zapamiętał – woli odejść bez pożegnania. O stopniowym, acz nieuchronnym odchodzeniu traktuje także dość nostalgiczny utwór Wspomnienia są moim słodkim pokarmem, w którym narrator wielokrotnie podejmuje temat sensu życia oraz przemijania:

[w]spomnienia, kiedy przychodzą, są natarczywe, nie ma przed nimi obrony ani ucieczki. Są chaotyczne i nieuporządkowane w czasie i przestrzeni, ich ruch jest niemożliwy do przewidzenia. Jawią się niespodziewanie i równie nieoczekiwanie znikają. Ale czekamy na nie, jesteśmy szczęśliwi, gdy przychodzą. Są naszym najsłodszym pokarmem, który spada na nas z góry, z nieba, niczym manna. Wspomnienia żywią nas najlepszą cząstką tego, co było kiedyś, dawno, każą zapominać zło, które przyszło później, i pozwalają mieć nadzieję, że, być może, mamy jeszcze przed sobą coś dobrego. Dzięki nim możemy żyć nie tylko tym, co jest i będzie, ale także tym, co było. A nawet, gdyby nam pewnego dnia odjęto całą teraźniejszość i przyszłość – czyż nie pozostanie nam jeszcze pod dostatkiem tego, co było?[8].

W opowiadaniach Kornela Filipowicza narrator jest zawsze blisko portretowanych przez siebie postaci oraz ich emocji. W krótszych utworach bohaterowie noszą tylko imiona, dzięki takiemu zabiegowi skraca się dystans pomiędzy przeżyciami postaciami a emocjami, jakie wywołują one w czytelniku. Wobec swoich bohaterów narrator wykazuje sporą dawkę zrozumienia, traktuje ich uczucia i postępowania bardzo poważnie, powstrzymując się od wartościowania i oceniania ich wyborów. Refleksyjność, czułość i zrozumienie, z jakimi opisywane są emocje i losy literackich postaci przysłużyły się do nadania pisarzowi miana „realisty metafizycznego”.

W tle tak zakrojonych utworów bardzo często pojawia się Historia, jednak bohaterowie Filipowicza mają świadomość, że ważniejsza od niej jest teraźniejszość i chwila obecna. Stąd też konstatacje o godzinie policyjnej, chłopcach z lasu, przymusie posiadania kenkarty, powrocie z wojny bądź obozu lub spostrzeżenia „nie mam z nią kontaktu od 1939 roku” zaledwie majaczą w tle; zazwyczaj nie poświęca się im zbytniej uwagi. Wyjątkiem mogą być przemyślenia bohatera opowiadania Jeniec i dziewczyna, który usiłuje w obcym języku przełożyć swoje polskie doświadczenie w formie zrozumiałej dla młodej Szwajcarki posiadającej zupełnie inne zaplecze kulturowe i historyczne. Również narrator opowiadania Co jest złączone powołuje się na swój aktywny udział w wojnie, wspomina wywózkę z kraju oraz swój późniejszy powrót.

Do swych opowiadań autor wielokrotnie wprowadza wątki autobiograficzne; spora część tekstów opowiada o pisarzu, zapalonym wędkarzu lub uczestniku wojny, w innym narrator wprost określany jest jako „pan Filipowicz”. W opowiadaniu Fizjologia pojawia się malarka o imieniu Maria, z którą narrator wykonujący profesję pisarza jest mocno związany emocjonalnie – to dość oczywiste odniesienie do Marii Jaremy, pierwszej żony Kornela Filipowicza. Autor nie stroni też od rozważań nad kondycją i statusem twórcy; dobrym tego przykładem jest dialog zawarty w opowiadaniu Romans prowincjonalny, toczący się pomiędzy Elżbietą a poetą Miłobrzeskim:

– Przychodzi mi na myśl, że wy, ludzie zajmujący się pisaniem, musicie być wszyscy troszeczkę, troszeczkę – zakłamani…
– Troszeczkę!… To świetne!… – śmiał się Miłobrzeski. – Proszę pani, my jesteśmy zakłamani od stóp do głów. We mnie, na przykład, nie ma ani kawałka prawdziwego człowieka. Wszystko jest zafałszowane. My, stwarzając fikcje, zatracamy sami poczucie granic. Nie wiemy, gdzie się kończy rzeczywistość, a zaczyna nasz wymysł…
– Na szczęście jest pan poetą i opisuje pan tylko swoje uczucia; gdyby pan był powieściopisarzem – miałby pan większe kłopoty. Musiałby pan umierać, popełniać zbrodnie, cierpieć, nienawidzić, kochać – na cudzy rachunek, na konto swoich bohaterów. Musiałby pan być świętym i nikczemnikiem, bohaterem i tchórzem, człowiekiem z charakterem i tak zwaną świnią… I niewiele by pan miał czasu, żeby być sobą, to znaczy zwyczajnym człowiekiem[9].

Czas powstawania opowiadań zamieszczonych w tomie Romans prowincjonalny… jest rozmaity. Teksty nie zostały uporządkowane chronologicznie, jednak zbiór ten może stanowić przekrój przez całą twórczość Filipowicza: wchodzące w skład Romansu… opowiadania powstawały na przestrzeni około czterdziestu lat; pierwsze ukazało się drukiem w 1954 roku, ostatnie – w 1995 roku, w zbiorze opublikowanym już po śmieci pisarza.

Kornel Filipowicz zmarł w 1990 roku w Krakowie. Jego odejście Wisława Szymborska upamiętniła w wierszu Kot w pustym mieszkaniu. W 2016 roku na terenie ogrodu Dworku Łowczego, siedziby Wydawnictwa Znak, zasadzono drzewa honorujące pisarza i poetkę. Wisławie Szymborskiej zadedykowano akację, a dla Kornela Filipowicza posadzono buka, jak bowiem w okolicznościowym przemówieniu stwierdziła prof. Teresa Walas: „Dorosły, duży buk produkuje dziennie ok. 700 litrów tlenu, co wystarczy na zaspokojenie potrzeb 50 osób. Kornel-człowiek był naszym moralnym tlenem, jego drzewo będzie wspomagać zwykłe oddychanie”[10]. Jest to tym potrzebniejszy łyk tlenu, jeśli patrzy się przez pryzmat miałkości i naskórkowości wielu współczesnych wytworów kultury.

  1. K. Filipowicz, Adela, czyli list znaleziony w szufladzie, [w:] tegoż, Romans prowincjonalny i inne historie, Znak, Kraków 2018, s. 311.
  2. J. Pieszczachowicz, Ku wielkiej opowieści. O życiu i twórczości Kornela Filipowicza, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2010.
  3. Byliśmy u Kornela. Rzecz o Kornelu Filipowiczu, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2010.
  4. K. Filipowicz, W. Szymborska, Najlepiej w życiu ma Twój kot. Listy, Znak, Kraków 2016.
  5. K. Filipowicz, Moja kochana, dumna prowincja, (wybór: J. Sobolewska), Znak, Kraków 2017.
  6. K. Filipowicz, Romans prowincjonalny i inne historie, (wybór: W. Bonowicz), Znak, Kraków 2018.
  7. K. Filipowicz, Romans prowincjonalny [w:] tegoż, dz. cyt., s. 157.
  8. K. Filipowicz, Wspomnienia są moim słodkim pokarmem [w:] tegoż, dz. cyt., s. 335.
  9. K. Filipowicz, Romans…, [w:] tegoż, dz. cyt., s. 128–129.
  10. https://culture.pl/pl/artykul/w-krakowie-zasadzono-akacje-szymborskiej-i-buk-filipowicza [dostęp: 03.07.2018].

ANNA MICHALIK – doktorantka na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Interesuje się literaturą XX i XXI wieku, nową polską fantastyką oraz religioznawstwem.

Dodaj komentarz


Artykuły

Rozmowy

Czytelnia

Wydarzenia

U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR