The Florida Project, reż. Sean Baker, USA, 2017

Sean Baker powoli wyrasta na kronikarza współczesnej Ameryki. Po spacerach ulicami Nowego Jorku i pokazaniu dwóch stron Miasta Aniołów, postanowił odwiedzić siedzibę Myszki Miki na Florydzie. Ale nie tę słodką jak cukierek, którą częstuje Disney Channel, tylko jej obrzeża, gdzie wystawne pałace i rozświetlające niebo fajerwerki podgląda się zza wejściowych bramek. Wokół Disneylandu życiu daleko do spełnionej fantazji.

„The Florida Project”, reż. Sean Beaker, USA 2017 (źródło: materiały promocyjne dystrybutora)

„The Florida Project”, reż. Sean Baker, USA 2017 (źródło: materiały promocyjne dystrybutora)

Choć widząc dumnie wyprężone szyldy pobliskich moteli, pierwszy z brzegu turysta mógłby się srogo pomylić. Magiczny Zamek, Magiczne Królestwo czy Kraina Przyszłości to pociągnięte jaskrawymi pastelami trzeciorzędne noclegownie, podnajmowane czasowo Robinsonom i Robinsonkom Cruzoe doby dojrzałego kapitalizmu. Trzydzieści osiem dolarów za noc, czynsz raz na tydzień. W jednej z tych lingwistycznie zaczarowanych krain mieszka sześcioletnia Moonee wraz ze starszą o jakieś dwie dekady matką, Halley (dwa obsadowe strzały w dziesiątkę: Brooklynn Prince i Bria Vinaite). Dzień Moonee rozpoczyna i kończy zabawa. Czasem z dwójką, innym razem z trójką równie rezolutnych kompanów. Wspólnie urządzają konkursy plucia przez balustradę niby z Titanica, buszują po pustostanach jak Indiana Jones po jaskiniach, no i przede wszystkim psują krew nudnym dorosłym. Elektryczny wiatrak, przewrócone przez huragan drzewo czy tęcza po deszczu, urastają do rangi magicznych artefaktów zaklętych w realnym świecie. Dzień Halley jest z innej baśni, bliższej Andersena. To powtarzalne pasmo wyzwań, by utrzymać siebie i córkę na powierzchni: tu i tam trzeba sprzedać parę flakoników z zamiennikami perfum, spróbować ugrać jakiś socjal w opiece społecznej lub zwyczajnie coś ukraść. Oczywiście, różnica tkwi w percepcji: dla Moonee i reszty spragnionych przygód dzieciaków kompleks moteli jest jedną wielką areną harców, dla Halley i dla nas, widzów – śmietnikiem wielkiego miasta.

Baker mimo arsenału środków łagodzących pożyczonych z kina familijnego, bynajmniej nie ukrywa, że egzystencja wszystkich mieszkańców przydrożnych „Zamków” i „Królestw” jest strasznie gówniana i tylko czeka, by się rzucić i przygwoździć do ziemi. Położony rzut beretem od moteli Disneyland odbija lepsze życie – odległe i niedostępne jak stąd do wieczności. Bardziej lub mniej legalne próby zmiany status quo naraz uruchamiają dwie zsuwające się ściany, by niczym w Sąsiadach nieodżałowanego Grzegorza Królikiewicza ograniczyć horyzont nadziei na przyszłość do cienkiej szczeliny, przez którą nie sposób się przecisnąć.

„The Florida Project”, reż. Sean Baker, USA 2017 (źródło: materiały promocyjne dystrybutora)

„The Florida Project”, reż. Sean Baker, USA 2017 (źródło: materiały promocyjne dystrybutora)

Zderzenie szorstkiej rzeczywistości z dziecięcą wrażliwością często skutkuje rozmyciem lub nawet estetyzacją prawdziwych tragedii; wstrząsem, który – owszem – działa, ale zazwyczaj krótko i bezrefleksyjnie. Filtr niezwykłości, nakładany na rzeczywistość, kładzie się wówczas cieniem na istocie problemu: doznanych traumach, wyrządzonych krzywdach. U Bakera jest inaczej. The Florida Project jest wolna zarówno od emocjonalnych szantaży skoncentrowanych na celebracji cierpienia, jak i fałszywego przeświadczenia dorosłych, że są w stanie ponownie patrzeć na świat oczami dzieci. Chmury nad Florydą Baker odgania więc humorem, głównie werbalnym. Certyfikat ucha do dialogów zapewniła mu poprzednia Mandarynka, tragikomedia rozgrywająca się w środowisku transseksualnych prostytutek. Tamten język miał własną melodię i rytmikę, nierzadko na granicy zrozumienia, a jednak pobrzmiewał czymś czystym, autentycznie niepodrabialnym. Płynął tak, jak płynie nurt ulicy. Jednocześnie, mimo niecodziennego tematu, strumienia przekleństw rymowanego ciężkim dubstepem, Mandarynka posiadała taką dawkę czułości i wrażliwości jakiej nie powstydziłby się Mike Leigh.

„The Florida Project”, reż. Sean Beaker, USA 2017 (źródło: materiały promocyjne dystrybutora)

„The Florida Project”, reż. Sean Baker, USA 2017 (źródło: materiały promocyjne dystrybutora)

Podobne, pozbawione protekcjonalizmu ciepło, bije również od portretu motelowych gości. Żaden to korowód świętych czy panteon męczenników, ale też nie diabły wcielone. Ot, zwykli ludzie, którzy lepiej lub gorzej, ale jakoś ciągną ten wózek z codziennością i starają się iść względnie w pionie. Najbliżej cnót i wzorów do naśladowania byłby poczciwy zarządca motelu Bobby, grany bez pudła przez Willema Dafoe. Bobby chodzi jak szwajcarski zegarek i dogląda interesu: jest strażnikiem, powiernikiem i skarbnikiem. Jego wyżłobiona zmarszczkami twarz zdradza, że wiele widział i wiele jeszcze zobaczy, ale stara się jak może robić swoje i pomagać, kiedy i komu może. Chciałby mieć twardą dupę, ale ma miękkie serce.

„The Florida Project”, reż. Sean Beaker, USA 2017 (źródło: materiały promocyjne dystrybutora)

„The Florida Project”, reż. Sean Baker, USA 2017 (źródło: materiały promocyjne dystrybutora)

Sam Baker patrzy na tę małą, zawiązaną przez biedę komunę łagodnym wzrokiem dokumentalisty, a prowadzi pewną ręką wytrawnego prestidigitatora. Taka zresztą jest jego dotychczasowa twórcza droga: paradoksy i kontrasty zamiast się wzajemnie znosić, współgrają w najlepsze, jak sekcja dęta i smyczkowa w bezbłędnie dyrygowanej orkiestrze. Taka Gwiazdeczka z 2012 roku rozkręcona była pretekstowo (początkująca aktorka filmów porno kupiła na wyprzedaży garażowej opryskliwej emerytki termos, w którym znalazła dziesięć tysięcy dolarów), opowiadana trochę na serio, a trochę z przymrużeniem oka, w równym stopniu prawdziwa, co lekko odrealniona, a w finale, niebywale intymna i pełna. The Florida… podobnie: ot, słodko-gorzka rejestracja grona reprezentantów klasy niższej, która dobrze ponad godzinę zdaje się krążyć bez celu, by nie wiadomo kiedy urosnąć do rangi panoramy części społeczeństwa wykluczonej z amerykańskiego snu; wiarygodnej zarówno na poziomie ogólnym, jak i jednostkowym. Ale Baker w swoich filmach robi coś jeszcze: ludziom, którym kamera – obojętnie czy trzymana przez filmowca, czy reportera – musi przyprawić jakąś gębę, on daje godność i podmiotowość. Może jeszcze za wcześnie by wymachiwać porównaniami z Charlie Chaplinem, ale sposób w jaki Baker ogrywa na poły rozdzierający i na poły eskapistyczny finał historii małej Moonee, nie pozostawia wątpliwości, że mamy do czynienia z jednym z artystów kina.

SEBASTIAN PYTEL – krytyk filmowy, wyróżniony w XX Konkursie im. Krzysztofa Mętraka. Publikuje w prasie i internecie. Współautor książek David Cronenberg w oczach krytyków filmowych (2016) i David Lynch. Polskie spojrzenia (2017). Fanatyk Bloodborne'a, Davida Lyncha i Cormaca McCarthy'ego.

Dodaj komentarz


Artykuły

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Amir Yatziv, Guy Slabbinck. Standby Painter

Od 23 lutego do 21 maja 2018 roku

Amir Yatziv, Guy Slabbinck, „Standby Painter” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Magdalena Łazarczyk. Ziemia niczyja

Od 23 lutego do 18 marca 2018 roku

Magdalena Łazarczyk, „Ziemia niczyja”, stopklatka, 2018 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Paderewski

Od 17 lutego do 20 maja 2018 roku

Leon Kaufmann (Kamir) (1872–1933), „Zebranie członków Komitetu Generalnego Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce, w Vevey w Szwajcarii”, po 1916, pastel, papier na płótnie, 114 x 180 cm, fot. Krzysztof Wilczyński, Muzeum Narodowe w Warszawie (źródło: materiały prasowe)

Dyplom 2017

Od 16 lutego do 11 marca 2018 roku

Natalia Krajewska (źródło: materiały prasowe organizatora)

Wojciech Leder. Sztuczna obecność

Od 14 lutego do 25 marca 2018 roku

Wojciech Leder, „Sztuczna obecność” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Assaf Gruber. Pogłoska

Od 16 lutego do 13 maja 2018 roku

Assaf Gruber „Ewidentne rzeczy”, 2018, kadr z filmu (źródło: materiały prasowe organizatora)

Strategie niewidzialności

Od 9 lutego do 24 marca 2018 roku

Amy Suo Wu, „Greetings from the Invisible Borderlands” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Katarzyna Ramocka. Nie żałuję, że wcześniej nas nie było

Od 9 lutego do 9 kwietnia 2018 roku

Katarzyna Ramocka, „Nie żałuję, że wcześniej nas nie było” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Bettina Bereś. Moja mama urodziła się w Poznaniu

Od 9 lutego do 4 marca 2018 roku

Bettina Bereś (źródło: materiały prasowe organizatora)

Wystawa Finalistów Konkursu o Nagrodę Artystyczną Siemensa 2017

Od 5 do 12 lutego 2018 roku

Wystawa Finalistów Konkursu o Nagrodę Artystyczną Siemensa, fot. Agnieszka Aleksiewicz (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR