Trzeba od razu przyznać, że bodaj najlepsze, najbardziej naturalne i najwymowniejsze pierwsze zdanie, jakim wypada rozpocząć artykuł o związkach Brunona Schulza i Józefa Piłsudskiego, zostało już napisane. Zatem nie pozostaje mi nic innego, jak rozpocząć cytatem: „Piłsudski i Schulz? Zaskakujące połączenie. Przez całe lata czytania Schulza nie przyszło mi – a chyba też innym – do głowy, żeby postawić obok siebie te dwa nazwiska[1]”. To stwierdzenie otwiera szkic Stanisława Rośka Mit jako wódz. Szkic ten jest pierwszą i chyba jedyną podjętą przez schulzologów poważniejszą próbą zmierzenia się z faktem, że Bruno Schulz opublikował trzy krótkie teksty poświęcone Józefowi Piłsudskiemu: Powstają legendy[2] w 1935 roku oraz Wolność tragiczną i Pod Belwederem[3] rok później, teksty zaskakujące, bo całkowicie schulzowskie, a zarazem apologetyczne, które zmieniają dotychczasowy obraz Schulza w kilku istotnych kwestiach[4].

Bruno Schulz, Autoportret (źródło: Wikimedia Commons)

Bruno Schulz, Autoportret (źródło: Wikimedia Commons)

Trudno pisać na temat Schulzowskich tekstów o Piłsudskim bez interpretowania ich historyczno-społecznych kontekstów. Literatura (jej historia, panoramy i idee) nie istnieje poza interpretacją. O tym, z jak ciekawą i złożoną sytuacją mamy do czynienia, świadczą paradoksy recepcji tych trzech szkiców, recepcji obciążonej wysokimi emocjami, a nawet ocierającej się o działania nieuprawnione w świetle historycznoliterackiej rzetelności. Teksty te nigdy nie ukazały się w całości w kanonicznych wydaniach prozy autora Sklepów cynamonowych! Jeśli zważy się, jak bardzo skromny jest znany dorobek piśmienniczy Schulza, że mieści się w jednym tomie (poza listami) i to niezbyt obszernym, sytuację wypada ocenić jako nadzwyczaj zaskakującą i tajemniczą. Eliminowanie tych wypowiedzi autora Sklepów cynamonowych miało świadomy charakter[5] – stwierdza kategorycznie Władysław Panas, aczkolwiek wprost nie wyjaśnia, co ma na myśli. W wydaniu tekstów Schulza ogłoszonym przez Jerzego Ficowskiego[6] w 1984 roku znajdują się fragmenty Powstają legendy i Wolności tragicznej. Nie ma żadnego z tekstów o Piłsudskim w kanonicznej edycji[7] Biblioteki Narodowej z 1989 roku pod redakcją Jerzego Jarzębskiego. Natomiast w innym kanonicznym tomie Opowiadania, eseje, listy[8] z 2000 roku pod redakcją Włodzimierza Boleckiego Powstają legendy przedrukowano w całości, dwa pozostałe teksty we fragmentach. Razem i w całości trzy szkice Schulza ukazały się po raz pierwszy w odrębnym, specjalnym wydaniu[9] opracowanym przez Stanisława Rośka i opatrzonym jego esejem Mit jako wódz dopiero w 1993 roku. Siedem lat później ogłoszone zostały w pełnych wersjach w tomie schulzowskich szkiców krytycznych[10] przygotowanym przez Małgorzatę Kitowską-Łysiak.

Józef Piłsudski zmarł 12 maja 1935 roku, uroczystości pogrzebowe o niespotykanym rozmachu trwały od 13 do 18 maja. Poświęcony marszałkowi i jego pogrzebowi numer „Tygodnika Ilustrowanego” ukazał się 2 czerwca. Na okładce umieszczono reprodukcję obrazu Józefa Świrysz-Ryszkiewicza, legionisty i malarza batalisty: monumentalny Piłsudski na koniu wśród żołnierzy, którzy patrzą, gdzie ich prowadzi wódz. Wrażenie robią znakomite fotografie oddające dostojeństwo i wielkość wydarzeń pogrzebowych (jakby już wtedy używano… dronów). Numer otwierał tekst Jana Emila Skiwskiego Piłsudski a Polska wieczna, zupełnie dzisiaj zapomnianego krytyka literackiego międzywojnia. Spośród innych autorów broni się przed niepamięcią bodaj tylko Władysław Pobóg-Malinowski, historyk i wydawca pism marszałka. Tekst Brunona Schulza Powstają legendy zamakietowano „wysoko”, jako trzeci, zajmuje jedną stronę pisma. Zaczyna się zdaniem akapitowym: Legenda jest organem ujmowania wielkości, jest reakcją ducha ludzkiego na wielkość[11].

Powstają legendy to zwięzły esej, w którym postać Józefa Piłsudskiego przedstawiona zostaje na tle charakterystyki epoki. Życie codzienne i generowany przez nie obraz dziejów opierają się na wierze typowej dla „epok małych”, że wszystko da się podporządkować pewnym regułom i da się zrozumieć w oparciu o psychologię, pragmatyzm i realistycznie traktowaną historię. Nie ma tu miejsca dla wielkości, która jest czymś odrębnym i nie poddaje się takiej unifikacji oraz zawiesza jej obowiązywanie. Dlatego kiedy wielkość pojawi się, nie jest akceptowana, „bo masa ludzka opiera się tym, którzy ją prowadzą w wielkość[12]”. Kiedy umysł żyjący w codzienności chce pojąć wielkość, stwarza konstrukcję pod nazwą „legenda”. Schulz pisze z charakterystyczną ironią i przekąsem: „Jest to nagłówek, pierwszy prowizoryczny tytuł romansu, którym brzemienna jest ludzkość. Wytycza się granice świętego obszaru, na którym staną świątynie i sanktuaria, akropol narodu – i zatyka się na tym terenie tabliczkę z napisem: legenda[13]”. Co więcej, ponieważ „istota wielkości wyraża się w wielkich antynomiach[14]”, takich jak ta, że ktoś jest synem narodu, a jednocześnie jego ojcem i twórcą, specjaliści od polityki, historii i moralności rozparcelowują między siebie te zrodzone z wielkości problemy, aby je skutecznie pomierzyć i opanować, czyli umniejszyć. Jednakże, zdaje się konkludować Schulz, wielkości takiej jak Piłsudski nie da się w ogóle w ten sposób objąć i określić. Wystarczy zestawić go z Napoleonem, aby skonstatować, że Francuz dokonał czynów wielkich i się w nich spełnił i wyczerpał, zatem dopowiem od siebie: niczym mumia jest wdzięcznym obiektem badań i egzegezy, natomiast – podkreśla Schulz – z Piłsudskim jest zupełnie inaczej: „jego rola dziejowa dopiero się zaczyna[15]”, jego twarz jako konkretnej osoby będzie rozmywać się we wspomnieniach, ale jednocześnie będzie przekształcać się i reprezentować się w zwielokrotnionych twarzach zastygających w „oblicze Polski”.

Warto przywołać większy i ważny (o czym przekonamy się dalej) fragment z schulzowskiej konfrontacji Napoleon – Piłsudski:

Napoleon reprezentował sam siebie. Ubrał się w historię jak w płaszcz królewski, zrobił z niej tren wspaniały dla swojej kariery. Jednym z momentów jego siły było to, że był bez tradycji, nie obciążony przeszłością. Tamten wyszedł z podziemi historii, z grobów, z przeszłości. Był ciężki marzeniem wieszczów, mglisty rojeniami poetów, obciążony męczeństwem pokoleń. Był cały dalszym ciągiem. Ciągnął za sobą przeszłość, jak płaszcz ogromny na całą Polskę[16].

Dwa kolejne teksty Brunona Schulza związane z postacią Józefa Piłsudskiego są omówieniami publikacji, jakie ukazały się w rok po śmierci marszałka. Są recenzjami, ale równolegle w istotny i wyrazisty sposób dookreślają sposób myślenia pisarza o przywódcy. Pierwszy z nich, Wolność tragiczna, ukazał się w numerze z 5 lipca 1936 roku. Okładka była już zupełnie inna niż przed rokiem: na fotografii podpisanej Sezon czereśni dwie młode kobiety zajadają się owocami. Ale numer otwierał właśnie szkic Schulza – rozbudowany, największy objętościowo z tych o Piłsudskim i chyba z nich najważniejszy. Tytuł recenzji jest przywołaniem tytułu zbioru wierszy Kazimierza Wierzyńskiego. Trudno oprzeć się pokusie natychmiastowego zacytowania Władysława Panasa, który tę recenzję autorstwa Schulza określa „jednym z najpiękniejszych tekstów (…) być może w ogóle o Wierzyńskim[17]”.

Jednak zacznijmy od innej uwagi: oto wielka mafia z Drohobycza albo genius loci miasta! Kazimierz Wierzyński urodził się podobnie jak Bruno Schulz w Drohobyczu. Na stacji kolejowej, gdyż jego ojciec Andrzej Wirstein był tam zawiadowcą. Kazimierz od Brunona młodszy był o dwa lata. Jest autorem najbardziej znanego i także dzisiaj recytowanego w Drohobyczu na polskich akademiach wiersza o tym mieście. Księżyc zaczyna się tak: „Za czym ja krążę? / Za księżycem / Czym on mnie wabi? / Drohobyczem, a kończy frazą: A poza snem tym / Co się chowa / Ach, ziemia, ziemia / Księżycowa”. I to skłania nas do przywołania kolejnego drohobyczanina Andrzeja Chciuka i jego wspomnieniowej książki Ziemia księżycowa, a więc o tytule nawiązującym do wiersza Wierzyńskiego, wydanej w 1972 roku w Londynie. Była to druga po Atlantydzie opowieść Chciuka o Wielkim Księstwie Bałaku, jak nazywał wielokulturowy i wielonarodowy tygiel, w którym wyrażano się w bałaku mieszkańców Drohobycza i tej części Galicji.

Wolność tragiczna Wierzyńskiego jest zbiorem wierszy i cykli poetyckich poświęconych roli Józefa Piłsudskiego w historii Polski, przesyconej zmaganiami i niezrozumieniem między zbiorowością a przywódcą, napięciem miedzy wielkością a małością, która kraj popycha ku zgubie. Autor przywołuje zarówno wydarzenia historyczne, jak i poetów i pisarzy (np. Stefan Żeromski czy Cyprian Kamil Norwid) oraz archetypiczne dla Polski postacie z ich twórczości (m.in. Cezary Baryka i generał Józef Bem). Piłsudski, bohater i podmiot liryczny tomu, ukazany zostaje jako samotnik wyrastający ponad naród, próbujący skierować go na drogi wielkości. Sugestywność strof Wierzyńskiego była tak duża, że pewne poetyckie wypowiedzi bohatera traktowano, jakby były to cytaty z faktycznych przemówień marszałka, przykład stanowić mogą słowa z wiersza Wyrok pośmiertny: „Skazuje was na wielkość. Bez niej zewsząd zguba”.

Bruno Schulz zaczyna recenzję od fundamentalnego pytania, czym jest historia.

Kto przeniknął jej łaski, sekret jej faworytów? Nie znamy misterium, które rozgrywa się w cztery oczy między nią a bohaterem, nie znamy konszachtów i tajemnic, jakie mają ze sobą. Czy jest to tajemnica oblubienicy i wybranego? Jakże wielu zbytecznych przelicza ona obojętnie, nad jak wieloma przechodzi bez spojrzenia, jak nad nieczytanymi stronicami książki, aż zatrzyma się przy jednym – baczna nagle i pełna żarliwości. Tamtych zużywa prędko i pobieżnie, tyle w nich trwania, ile tchu w tym jednym słowie, które zdołali odkrzyknąć na jej pytanie. Bo stać ich było zaledwie na jedno słowo, całego życia ich starczyło zaledwie na jedną głoskę w wersecie jej zagadki. Ale ci drudzy przychodzą z swej głębi z gotową odpowiedzią. Całym swym życiem rośli ku temu pytaniu, szli mu naprzeciw i nagle zastępują mu drogę szeroko, jak ściana. Od razu są dorośli i pełnoletni, są jakby starsi od samej historii. Stąd płynie siła i nieomylność ich czynów, stąd płynie ich wielka plenipotencja. Cóż dziwnego, że wzbudzają mateczniki mityczne, wszak wstają z tej samej mrocznej, co one, ojczyzny[18].

Tutaj jest schulzologów pies pogrzebany! Bruno Schulz ma niezbywalnie ugruntowaną opinię pisarza radykalnie stroniącego w twórczości od związków z bieżącą historią, działającego na antypodach polityki oraz uwikłań narodowo-ojczyźnianych. Pojęcie mitu jest centralną kategorią jego filozofii słowa[19], synonimem łączności z tajemną pierwotnością, z jakiej wyrasta i jaką zarazem restytuuje sztuka i twórczość. Twórczość jest mityzacją rzeczywistości, dzięki której zostaje ona usensowniona. Tymczasem oto Schulz pisze, jak ta tajemniczość konkretyzuje się, czyli mit urzeczywistnia się w postaci jak najbardziej ze świata tu i teraz, żołnierza, polityka i wodza, któremu przypisuje się jakąś formę istnienia w porządku ponadrealnym, mitycznym! Jest i bolączka inna: że schulzowski język i obrazowanie, tak dla nas oryginalne, frapujące, prowokujące i ekstatyczne, niezgłębione, zostają spożytkowane na opowieść o bieżących, konkretnych sprawach i osobach, co grozi utratą ich unikatowej semantycznej magii, banalizacją. Byliśmy przecież przekonani, że Wielki Bruno żyje w innym świecie niż świat codzienności, polityki, historii i mediów…

W Wolności tragicznej Schulz wyraża przekonanie, że Wierzyński był szczególnie predestynowany do opisania mitu Piłsudskiego, bo w pewnym sensie utożsamiał się z nim. A także dlatego, że jego los osobisty był równoległy do dziejów „mitu zbiorowego”, a nawet się z nim przenikał i go współtworzył. Pisze o poecie: „musiał się on czuć tak zrośniętym z mitem, tak w korzeniach jego wypiastowanym, by mógł użyczyć mu słów bez obawy, że fałsz, że kłamstwo, że własne, małe słowo mogłoby się wkraść w to natchnione świadczenie i prorokowanie[20]”, ale zarazem być tak uważnym, by „nie przerywać pępowiny mitu, nie zamknąć go przedwcześnie w kształt jednoznaczny i wymierny[21]”! Pod względem wgłębienia się w ducha języka i formuły polskości Schulz porównuje Wierzyńskiego z Mickiewiczem, uważa go za kontynuatora wielkiej linii literatury polskiej od Skargi do Wyspiańskiego. Chwali najwyższą nutą wiersze o Piłsudskim: „wydaje się, jakby wiersze te rozbrzmiewały w pustce, pod ciemnymi sklepieniami, w transcendentalnej przestrzeni – tak potężny jest ich rezonans, tak są monumentalne i marmurowe[22]”. Kończy Schulz bardzo wzniośle i patetycznie, że liryka Wierzyńskiego rozwija się w krajobrazie duchowym Polski, „a jest to krajobraz na wskroś przesiąknięty historią, przewiany dziejami, ciężki od przeszłości – ucieleśniona esencja polskości[23]”.

Wypowiada też Schulz wprost swą filozofię mitu: „dno mitu musi komunikować z niezrozumiałym i przedsłownym, jeśli ma pozostać żywe, tkwić korzeniami w ciemnej ojczyźnie mitycznej[24]”. Rzeczywistość poetycka, jaką kreuje Wierzyński, jest niejako poetyckim ciałem mitu, mityczną rzeczywistością, w której zewnętrzna kronika dziejów przechodzi niewidzialnie w swój sens głębszy[25]”. Wiersze Wierzyńskiego o Piłsudskim dają Schulzowi także pretekst do wyrażenia ogólnych uwag o historii i kondycji Polski. Diagnoza jest ostra i dramatyczna: „Jeszcze raz powraca wielka fatalność dziejów Polski, typowa i tragiczna sytuacja jej historii: jednostka wyrosła ponad stulecie, geniusz miłości i troski pożerany jest przez małość[26]”.

Trzeci szkic, Pod Belwederem, jest najkrótszy. To recenzja książki Juliusza Kadena-Bandrowskiego pod tym tytułem, zbioru drobnych tekstów okolicznościowych pisanych przez ponad dwadzieścia lat o legionach i ich wodzu przez jego adiutanta, autora, który poświęcił swe pióro literaturze nurtu niepodległościowego, a zarazem był aktywnym organizatorem środowisk twórczych. Schulz zwraca uwagę przede wszystkim na to, że Kaden-Bandrowski, opisując legionowe zdarzenia, snuje refleksje najzupełniej osobiste i prywatne, które jednocześnie są powszechne i wzorcowe, i że wielka postać uobecnia się w nich – jak w ataku na bastiony – w relacjach z najróżniejszych marszy i akcji wojennych. „Z książki tej widać dopiero w całej pełni, jak wieloplanowym, wielodymensjonalnym a zarazem jednolitym tworem jest wielki człowiek, jak tajemniczym i niezgłębionym zjawiskiem jest indywidualność[27]” – podkreśla Schulz, zaraz dodając, że w tomie tym historia wciela się w indywidualność tylko na chwilę i szybko ponownie przybiera twarz groźną i niezgłębioną. „Są to wiarygodne wieści z tego dziwnego pogranicza, gdzie człowiek staje się mitem, a mit człowiekiem[28]” – konstatuje Schulz.

Stanisław Rosiek przedstawił koncepcję, jak wyjść z tego potrzasku, że Bruno Schulz, który był przecież „głuchy na wezwania wszelkiej polityki – tak artystycznej, jak społecznej[29]”, znalazł się w aktywnym gronie żałobników po śmierci Józefa Piłsudskiego. Po pierwsze, twierdzi Rosiek w szkicu Mit jako wódz, mistrz z Drohobycza pisał nie o Józefie Piłsudskim, którego zwłoki w trumnie obwożono po Warszawie i Krakowie, lecz o micie. I nie o micie Piłsudskiego, a o micie wodza, ale w sposób szczególny – „interesuje go mit jako wódz[30], ów tajemniczy proces urzeczywistniania mitu – mitu, który zajmuje miejsce władzy i który (jak król) zaczyna władać rzeczywistością[31]”. Po drugie, Schulz pisał „pod dyktando czasu i innych” (chociaż Rosiek nie wyjaśnia, pod konkretnie czyje dyktando), bo w istocie pogrzeb Piłsudskiego był wydarzeniem dla niego niewygodnym, krzyżującym mu plany; akurat wtedy starał się o urlop, a uroczystości funeralne sparaliżowały prace administracji oświatowej. Z kolei paradoksy recepcji, w której omawiane teksty Schulza pomijano, mają u swych źródeł działania cenzury PRL-u. Jednakże w końcu i Rosiek musi przyznać, że „nad szkicami »wokół Piłsudskiego« unosi się duch herezji – autoherezji[32]”, skoro pisarz podjął tematykę aktualną i polityczną. Co bardziej kłopotliwe, Schulz występuje z tezami o urzeczywistnianiu mitu, które nie dają się pogodzić z tym, co opublikował w eseju Mityzacja rzeczywistości, uchodzącym za wykład jego filozofii twórczej.

Zdaniem Władysława Panasa należy ze zrozumieniem podchodzić do tego zaskakującego faktu, że nieobecna u Schulza historia pojawia się w tekstach zbudowanych wokół postaci Piłsudskiego. Bowiem przyszły autor Sanatorium Pod Klepsydrą wyrósł w wyraźnie określonym czasie, kiedy to „wojna i sztuka, doświadczenie historyczne i doświadczenie estetyczne były głównymi motywami jego biografii[33]”. Nie poszedł na wojnę jak jego krewni i znajomi, bo był chorowity, za to wojna przyszła do niego, do Drohobycza i mógł ją obserwować niejako z bliska. Historia bieżąca ciągle wkraczała, i to w sposób dramatyczny, w biografię Schulza, chociaż starał się, by nie pojawiała się w jego biografii artystycznej.

Najbardziej radykalnie wypowiedział się w tej sprawie Wiesław Budzyński, autor m.in. książki Schulz pod kluczem. W wywiadzie dla Focus.pl ogłasza nadzwyczaj śmiało i wprost: „On był piłsudczykiem! Być piłsudczykiem to znaczyło mieć mentalność pierwszej Rzeczypospolitej wielonarodowej. (…) Schulz czuł się patriotą polskim w stu procentach[34]”.

Jerzy Jarzębski nie przywiązuje nadmiernej wagi do tekstów o Piłsudskim, komentuje postawę Schulza dość jednoznacznie. Chociaż pisarz poświęcił Piłsudskiemu patetyczną elegię, w istocie uważał, że wielkość postaci historycznych polega na umiejętności dostrzegania w aktualnych wydarzeniach przejawów większych procesów, których są jedynie ogniwami, i to te wydarzenia stanowią mityczną fabułę, w jakiej odnajdują swą rolę „mężowie stanu podobni Piłsudskiemu”. Intuicja, kontynuuje badacz, podpowiadała Schulzowi, że „ci, którzy mają gotowy plan ewolucji społecznego ładu w kierunku jakiegoś określonego ideału, najczęściej kończą swą działalność powszechną apokalipsą[35]”. Dlatego Schulz uznał, iż wielkość Piłsudskiego była w tym, że swej wizji nie zrealizował i pozostawił ją jako inspirację. Dla nas – kończy Jarzębski – płynie z tego następująca nauka: nie możemy brać wszyscy z Schulza przykładu i zrezygnować z wpływu na życie publiczne, jednakże patrząc na ręce rządzącym i krytycznie oceniając politykę, musimy jednocześnie stwarzać sobie przestrzeń, gdzie odtwarzałby się uniwersalny sens egzystencji.

W lipcu 2017 roku Teologia Polityczna Co Tydzień[36] poświęciła Schulzowi całe swe internetowe wydanie, starając się dociec, dlaczego pisarz z Drohobycza nie zgadzał się na miałkość i bezideowość i w czym upatrywał źródeł siły człowieka i wspólnoty. Jednym słowem: jakie miał poglądy polityczne? Maciej Urbanowski zwraca uwagę, że pisma lewicowe i prawicowe stawiały Schulzowi podobne zarzuty – braku politycznego i społecznego zaangażowania. Natomiast zdaniem samego Urbanowskiego, chociaż Schulz był pisarzem apolitycznym, „zderzył się w nim dystans wobec polityki i ludzi czynu oraz partyjniaków z fascynacją wielkością takich przywódców jak Piłsudski, a także z podziwem dla rewolucjonistów i anarchistów[37]”.

Warto poruszyć jeszcze jeden wątek niekiedy wskazywany przez badaczy: Piłsudski nie mógł być dla Schulza, twórcy o żydowskich korzeniach, postacią obojętną zarówno ze względu na szacunek, jakim marszałek darzył Żydów, jak i z uwagi na jego próby porozumienia z Ukraińcami. Międzywojenny Drohobycz był miasteczkiem względnie spokojnym, konflikty polsko-żydowsko-ukraińskie tłumiono dzięki m.in. rozsądnej polityce władz miasta i zachowaniu elit, zawierano nawet trójnarodowe porozumienia wyborcze; ale konflikty, choć ukryte, nie wygasały i ich echo było obecne. Po śmierci Piłsudskiego w każdą rocznicę z nim związaną organizowano uroczystości w środowiskach żydowskich Drohobycza.

Ten krótki przegląd, jak się wydaje, reprezentatywnych komentarzy do tekstów Schulza o Piłsudskim tak naprawdę nie ujawnia żadnej przekonującej odpowiedzi na pytanie, dlaczego pisarz dopuścił się takiej autoherezji – zaprzeczenia zasadom swej twórczości. Na dodatek, kiedy się teksty te „trąci”, generują one poniekąd automatycznie nie tylko pytanie o to, jak Schulz rozumiał relacje między sztuką i historią, lecz również stawiają kwestię poglądów politycznych pisarza, chociaż wiadomo, że był on apolityczny. Dla uspokojenia przywołam jeszcze urokliwy i już popularny cytat z najnowszej książki Michała Pawła Markowskiego, który zalicza Schulza do elitarnego grona najważniejszych i najbardziej współczesnych polskich pisarzy krytycznych: „nie da się go obwołać patronem lewej lub prawej strony, ani Sierakowski, ani Michnik, ani tym bardziej Wildstein nie napiszą o nim, o jego tekstach, ciekawego eseju. Schulz jest wyraźnie do niczego: nie służy żadnej sprawie, nie krzepi, nie zagrzewa i nawet jego eseje o Piłsudskim rozczarowują starych legionistów[38]”.

Nie jest tak do końca, bo proza Schulza żyje w najróżniejszych i nie do opanowania przestrzeniach. Wystarczy zajrzeć na stronę internetową Instytutu Józefa Piłsudskiego w Warszawie i zapoznać się z Konterfektem Rodu Piłsudskich, obszernym studium genealogiczno-biograficznym pióra Wiesława Jana Wysockiego, prezesa zarządu instytutu. Kończąc tekst, Wysocki przywołuje, rzecz jasna, tylko słowa Schulza. Pisze: „miał rację Bruno Schulz, kreśląc jego (Piłsudskiego – przyp. G. J.) rodowód: »wyszedł z podziemi historii, z grobów, z przeszłości. Był ciężki marzeniem wieszczów, mglisty rojeniami poetów, obciążony męczeństwem pokoleń. Był cały dalszym ciągiem. Ciągnął za sobą przeszłość, jak płaszcz ogromny na całą Polskę«[39]”.

Z kolei ja na zakończenie podkreślę, że szkice o Piłsudskim są dobrym, jak zresztą wiele z Schulzowskich opowiadań, źródłem celnych spostrzeżeń, które z powodzeniem mogą posłużyć za błyskotliwe sentencje czy motta. Polecam kilka następujących:

Wielkość rozsiana jest skąpo w planie świata.
Historia pełna jest mrowisk i gruzów – wystygłych kopców wielkości.
Ażeby zrozumieć, człowiek musi umniejszać.
Stać ich było zaledwie na jedno słowo.
Jest romantycznym przesądem, że co ma w poezji ożyć, musi w życiu umrzeć.
Wisiał nieuformowany w powietrzu, wchodził i wychodził z oddechem piersi.
Bezsłowne szczyty czynu nie mogą trwać długo.

  1. B. Schulz, Powstają legendy. Trzy szkice wokół Piłsudskiego, Wstęp i opracowanie S. Rosiek, Oficyna Literacka, Kraków 1993, s. 3.
  2. B. Schul, Powstają legendy, [w:] „Tygodnik Ilustrowany”, Warszawa, 1935, nr 22, s. 425.
  3. B. Schulz, Wolność tragiczna, [w:] „Tygodnik Ilustrowany”, Warszawa, 1936, nr 27, s. 510–511; B. Schulz, Pod Belwederem, [w:] „Tygodnik Ilustrowany”, Warszawa, 1936, nr 30, s. 571.
  4. W. Panas, Bruno od Mesjasza. Rzecz o dwóch ekslibrisach oraz jednym obrazie i kilkudziesięciu rysunkach Brunona Schulza, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2001, s. 27, przypis 27.
  5. Tamże, s. 27. Panas w tym przypisie o tych tekstach Schulza stwierdza też: „dotąd uporczywie przez edytorów pomijane”.
  6. B. Schulz, Listy, fragmenty. Wspomnienia o pisarzu, Zebrał i opracował Jerzy Ficowski, Kraków–Wrocław 1984.
  7. B. Schulz, Opowiadania, wybór esejów i listów, Opracował Jerzy Jarzębski. Wrocław–Warszawa–Kraków–Gdańsk–Łódź 1989.
  8. B. Schulz, Opowiadania, eseje, listy, Wybór, układ, posłowie Włodzimierz Bolecki. Warszawa 2000.
  9. B. Schulz, Powstają legendy…, dz. cyt.
  10. B. Schulz, Szkice krytyczne, Opracowanie i posłowie Małgorzata Kitowska-Łysiak, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2000.
  11. B. Schulz, Powstają legendy…, dz. cyt., s. 19. Wszystkie cytaty z tekstów Schulza o Piłsudskim pochodzą z wydania w opracowaniu Stanisława Rośka Powstają legendy. Trzy szkice wokół Piłsudskiego.
  12. Tamże, s. 21.
  13. Tamże, s. 22.
  14. Tamże.
  15. Tamże, s. 24.
  16. Tamże, s. 25.
  17. W. Panas, Bruno od…, dz. cyt., s. 31.
  18. B. Schulz: Powstają…, dz. cyt., s. 28–29.
  19. Por. hasło „mit” [w:] Słownik schulzowski, Opracowanie i redakcja Włodzimierz Bolecki, Jerzy Jarzębski, Stanisław Rosiek. Gdańsk 2006, s. 222–223.
  20. B. Schulz: Powstają…, dz. cyt., s. 29.
  21. Tamże, s. 29.
  22. Tamże, s. 38.
  23. Tamże.
  24. Tamże, s. 30.
  25. Tamże, s. 35.
  26. Tamże, s. 34.
  27. Tamże, s. 42.
  28. Tamże, s. 43.
  29. Tamże, s. 5.
  30. Tamże, s. 9.
  31. Tamże, s. 13.
  32. Tamże, s. 15.
  33. W. Panas, Bruno od…, dz. cyt., s. 29.
  34. Bruno Schulz, Geniusz z pejczem w teczce. Rozmowa Joanny Rolińskiej z Wiesławem Budzyńskim, www.focus.pl/artykul/bruno-schulz-geniusz-z-pejczem-w-teczce (dostęp: 10.09.2017).
  35. J. Jarzębski, Schulz i historia, [w:] Bruno Schulz: teksty i konteksty, Materiały VI Międzynarodowego Festiwalu Brunona Schulza w Drohobyczu. Pod red. Wiery Meniok. Drohobycz 2016, s. 193.
  36. Bruno Schulz. W obronie wielkości, www.teologiapolityczna.pl/teologia-polityczna-co-tydzien-nr-67-bruno-schulz-w-obronie-wielkości (10.09.2017).
  37. M. Urbanowski, Bruno Schulz i polityka, www.teologiapolityczna.pl/prof-maciej-urbanowski-bruno-schulz-i-polityka (10.09.2017).
  38. M. P. Markowski, Powszechna rozwiązłość. Schulz, egzystencja, literatura, Kraków 2012, s. 28.
  39. W. J. Wysocki, Konterfekt Rodu Piłsudskich, www.instytutpilsudskiego.eu/konterfekt (10.09.2017).

Tekst ukazał się w Kwartalniku Akcent nr 12/2017

Dodaj komentarz


Recenzje

Rozmowy

Czytelnia

Wydarzenia

U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR