Kochankowie jednego dnia, reż. Philippe Garrel, Francja, Aurora Films, 2018

Gwarny, uczelniany korytarz przemierza smukła blondynka. Spieszy na spotkanie, czy raczej schadzkę; jak się okazuje – ze swoim wykładowcą i kochankiem zarazem. Niedługo potem ciasną przestrzeń pomieszczenia gospodarczego wypełniają jej westchnienia i jęki – tym większą konsternację może wzbudzić fakt, że w kolejnej scenie dominującym dźwiękiem staje się płacz filigranowej brunetki, ciągnącej za sobą walizkę przez opustoszałe, paryskie ulice. Może, ale nie musi: Kochankowie jednego dnia to bowiem trzecia – po Zazdrości (2013) i W cieniu kobiet (2015) – część trylogii kameralnych dramatów Philippe’a Garrela. Tak, jak poprzednio, w najnowszym dziele – przynależącym do ostatniego z sześciu, „narratywno-poetyckiego” okresu jego twórczości[1] – reżyser rezygnuje z fabularnych zawiłości, by obiektem zainteresowania uczynić mikrokosmos relacji międzyludzkich.

„Kochankowie jednego dnia ”, reż. Philippe Garrel, Francja, Aurora Films, 2018 (źródło: materiały prasowe dystrybutora)

„Kochankowie jednego dnia ”, reż. Philippe Garrel, Francja, Aurora Films, 2018 (źródło: materiały prasowe dystrybutora)

Syn aktora, Maurice’a Garrela, ojciec aktorskiego rodzeństwa: Louisa i Esther Garrel, Philippe Garrel swoje pierwsze dzieło nakręcił – a następnie zniszczył – już jako czternastolatek. Dwa lata później, po premierze Skłóconych dzieci (1964), okrzyknięto go cudownym dzieckiem kina. Jak twierdził wielki mistrz reżysera, Jean-Luc Godard: „Robienie filmów jest dla niego tak naturalne, jak oddychanie”[2]. Przejawy tejże naturalności to chociażby: częsta współpraca z członkami rodziny, występowanie we własnych produkcjach, tworzenie scenariuszy inspirowanych osobistymi doświadczeniami (film Nie słyszę już gitary (1991) powstał po śmierci wieloletniej partnerki i współpracowniczki Garrela, piosenkarki Nico). To właśnie swojej córce reżyser powierzył jedną z głównych ról w Kochankach jednego dnia – jakimikolwiek względami kierował się przy tym wyborze, przyznać trzeba, że bijąca z Esther Garrel naturalność i charyzma zarazem przesądzają o jej absolutnej bezkonkurencyjności w przyciąganiu uwagi i zdobywaniu sympatii widza. Ostrzeżenie dla tych wszystkich, którzy – podobnie jak ja – dotychczas mieli słabość do odtwórcy roli Theo w kultowych Marzycielach: jak tak dalej pójdzie, słabość tę będzie trzeba podzielić na pół, albo pomnożyć razy dwa…

Schronienia po bolesnym rozstaniu Jeanne (Esther Garrel) szuka pod ojcowskim dachem. Mieszkanie musi jednak dzielić z nową partnerką Gillesa (Éric Caravaca), swoją rówieśniczką – Ariane (Louise Chevillotte). Tak oszczędnie nakreślona sytuacja wyjściowa to wprost idealna sceneria do rozpoczęcia gry stereotypami i kliszami – filmowymi, kulturowymi, społecznymi. Choć w przypadku Kochanków nie sposób mówić o treściowym rozmachu, w stosunkowo krótkim czasie (niecałe półtorej godziny) na ekranie da się wytropić całą serię po wielokroć eksploatowanych wątków: profesora uwikłanego w romans ze studentką (na ogólniejszym poziomie – starszego mężczyzny uwikłanego w romans z młodszą kobietą), rywalizacji o względy, wzajemnej zazdrości, związkowych kryzysów, opierania się pokusom i ulegania im. O tym, że reżyser w pełni świadomie konstruuje świat swoich postaci przy pomocy gotowych schematów, świadczy co najmniej kilka scen. Podczas ich pierwszej interakcji Jeanne uznaje Ariane za brzydszą od swojej matki; opamiętanie przychodzi niemal natychmiast – dziewczyna przeprasza i wkrótce potem… komplementuje garderobę rówieśniczki. Oto kolejna sztanca: „właściwa” kobietom słabość do fatałaszków staje się narzędziem pojednania po oddanym na oślep strzale; to banalność czyni z niej koło ratunkowe, po które najłatwiej sięgnąć w obliczu towarzyskiego falstartu. W tym kontekście warto przytoczyć wyimek z pierwszej wymiany zdań dwudziestotrzylatek: kochanka pyta, czy to problem, że są w tym samym wieku. „Nie”, odpowiada odruchowo Jeanne, po czym, już z wyczuwalnym w głosie wahaniem, dodaje: „Nie wiem…”. Paradoks zdemaskowany: związek z młodszą partnerką z jednej strony uchodzi za coś skrajnie banalnego, z drugiej: wciąż, na co wskazuje reakcja córki, niejako „domaga się” społecznego napiętnowania, wykpienia czy sceptycyzmu. Najwyraźniej opatrzony nie znaczy oswojony.

„Kochankowie jednego dnia ”, reż. Philippe Garrel, Francja, Aurora Films, 2018 (źródło: materiały prasowe dystrybutora)

„Kochankowie jednego dnia ”, reż. Philippe Garrel, Francja, Aurora Films, 2018 (źródło: materiały prasowe dystrybutora)

Garrel, jak przystało na rzecznika pokolenia twórców, których tożsamość ukształtowały wydarzenia paryskiego maja 1968 roku[3], nie poprzestaje na biernym wprowadzaniu stereotypów do obiegu. Potrafi za ich sprawą nie tylko zdemaskować napięcie na linii klisza-tabu; sięga po nie również wtedy, gdy chce – by sparafrazować określenie Leopolda Tyrmanda – naładować atmosferę grzmotem. Teoria to jedno, z praktyką bywa różnie. I tak: gdy po powrocie z pracy gospodarz w pierwszej kolejności wita się z córką, ostentacyjne oburzenie jego kochanki nie jest zaskoczeniem; jest tyleż histeryczną, co spodziewaną (by nie rzec: do bólu przewidywalną) reakcją na strącenie z piedestału, utratę wyłączności. Znaczenie, jakie skrywa podobnego rodzaju „zaniechanie”, pojawiające się w innym momencie filmu, widz również dekoduje błyskawicznie – intuicyjnie potrafi przewidzieć dalszy bieg wydarzeń. Jak mniemam, nie chodzi więc o to, by dać się zaskoczyć. Raczej o to, by odebrać czytelne sygnały i zamiast na wtórności fabuły, skupić się na specyficznych stosunkach łączących bohaterów.

A ci, wbrew pozorom, przynajmniej w jakimś stopniu odbiegają od normy. Gilles nie jest szpakowatym amantem, mniej lub bardziej udolnie przechodzącym kryzys wieku średniego: sypia w piżamie w prążki, budowę ciała ma raczej słuszną, naturę apatyczną, a jego wizja przyszłości ogranicza się do spokojnego życia u boku ukochanej. Potencjalna ukochana zaś – wręcz przeciwnie: to ciesząca się zainteresowaniem mężczyzn (i potrafiąca je wzbudzić) zwolenniczka uprawiania seksu dla przyjemności, nie tylko z miłości. Chociaż nikt ostatecznie nie rozstrzyga czy jej postawa to przejaw wyemancypowania, młodego wieku, hedonizmu, czy zepsucia, w pewnym momencie zostaje nazwana Don Juanem (kolejna żonglerka: tym razem genderowa – notabene świetny punkt wyjścia do głębszej refleksji nad wizerunkiem kobiety-uwodzicielki). Niepozorna Jeanne początkowo głównie wypłakuje sobie oczy, później przechodzi kolejne stadia chandry (klasyka: leżenie, wałęsanie się po mieście, dzwonienie do byłego partnera i odkładanie słuchawki bez wypowiedzenia choćby jednego słowa), aż wreszcie wraca do formy – i, pomimo wszelkich predyspozycji, ani razu nie daje sobie przykleić łatki irytującej postaci.

„Kochankowie jednego dnia ”, reż. Philippe Garrel, Francja, Aurora Films, 2018 (źródło: materiały prasowe dystrybutora)

„Kochankowie jednego dnia ”, reż. Philippe Garrel, Francja, Aurora Films, 2018 (źródło: materiały prasowe dystrybutora)

Zamiast o trójkącie, w przypadku Kochanków zasadniej byłoby raczej mówić o trójkowym schemacie czy potrójnej relacji: ojca i córki, ojca i kochanki oraz córki i kochanki. Każdy element ludzki tej układanki wpływa na jej ciągłe rekonfiguracje. Były już chłopak cierpiącej po rozstaniu Jeanne długo o nią zabiegał; podobnie profesor cały semestr opierał się urokowi uwodzącej go studentki. W rozmowach z rówieśniczką to właśnie ona sprawia wrażenie bardziej doświadczonej, skorej do wydawania sądów o naturze kobiet i mężczyzn, pewniejszej siebie; w scenie, gdy obydwie tańczą, na parkiecie porusza się o wiele odważniej od nieśmiałej, a przynajmniej onieśmielonej, córki starszego partnera. Prócz oczywistych różnic łączy je jednak specyficzna, spojona podwójnym sekretem, więź – w wąskim, dwuosobowym, „siostrzanym” gronie rozprawiają o kłamstwie i szczerości, wierności i zdradzie, miłości i pożądaniu, związkach i samotności, sensie życia i bezsensie samobójstwa.

Jeanne i Ariane to jednak nie jedyne bohaterki Kochanków. Uczucia, obawy, przemyślenia i plany trojga bohaterów są bowiem zapośredniczone przez kobiecą narrację – z offuregularnie dobiega żeński głos. Co ciekawe, nie są to uwagi sprzeczne z tym, co wydarza się na ekranie, wprowadzające zamęt poznawczy. Wręcz przeciwnie: to komentarze zupełnie oczywiste, utwierdzające w odbiorczych intuicjach. Czy zatem zbędne i niepotrzebnie infantylizujące przedstawioną rzeczywistość? Niewykluczone. Obecność narratorki z pewnością jest jednym z charakterystycznych dla Garrela środków filmowego przekazu i/lub wyrazu. Zaliczyłabym do nich również czarno-białe kadry i regularne wygaszenia ekranu, po których w ramach tej samej, nieskomplikowanej fabuły widz zostaje przeniesiony w inny mikrokosmos, by następnie stać się świadkiem kolejnego mikrozdarzenia. Jeśli chodzi o funkcje, jakie spełniają (lub mają spełniać) – jedna z nich polegałaby, jak sądzę, na ujawnieniu sprawczości reżysera. Zaznaczeniu, że to jego wizja, jego opowieść; że to on nadaje jej rytm; że to on decyduje o formie i treści. Że to najpewniej za jego sprawą nad lirycznymi kompozycjami Jeana-Louisa Auberta zwykle dominują „odgłosy życia”: rozmowy studentów zgromadzonych na uczelni lub przy stole, jęki rozkoszy, histeryczny szloch, przeraźliwy krzyk, nierówny oddech, szelest zdejmowanych lub wkładanych ubrań czy trzask zamykanych drzwi… Z drugiej strony, odczytanie wizualno-dźwiękowych zabiegów w kluczu „chwytu formy utrudnionej” odsyłałoby raczej w stronę tajemnicy poliszynela: artystyczny sznyt ma służyć tylko i aż odwróceniu uwagi od miałkości fabuły i jednowymiarowości bohaterów, których motywacje raz za razem podaje się widzowi na tacy – nie pozostawiając miejsca na niedomówienia, domysły, aurę tajemniczości, interpretacyjną dowolność. Euforyczny, sceptyczny lub obojętny – stosunek do tego rodzaju filmów (tj. kina autorskiego, nie gatunkowego) silniej niż zwykle uwarunkowany będzie odbiorczymi preferencjami; wytycznymi odnośnie tego, co i pod jaką postacią chce się na ekranie oglądać, do kogo/czego ma się słabość, a kogo/czego z kolei znieść się nie może. Nade wszystko: czy rozrywki, czy refleksji, czy artyzmu, czy prostoty, czy jeszcze innych wrażeń i wartości od dziesiątej muzy się oczekuje. Zależnie od przyjętej perspektywy, dla jednych najnowsze dzieło Francuza będzie soczystym owocem jego twórczej wrażliwości, innych swoją pretensjonalnością przyprawi o mdłości. Opcja pośrednia, kompaktowa: zapoznać się, zrecenzować, zapomnieć.

„Kochankowie jednego dnia ”, reż. Philippe Garrel, Francja, Aurora Films, 2018 (źródło: materiały prasowe dystrybutora)

„Kochankowie jednego dnia ”, reż. Philippe Garrel, Francja, Aurora Films, 2018 (źródło: materiały prasowe dystrybutora)

Akcja nagrodzonych na zeszłorocznym Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Cannes (Nagroda Stowarzyszenia Autorów, Reżyserów i Kompozytorów (SACD)) Kochanków jednego dnia rozpoczyna się po upływie trzech miesięcy od początku romansu Ariane i Gillesa – związek dwojga bohaterów to już jakaś konstrukcja, choć wciąż dość chwiejna. Jedno z zasadniczych pytań, które nasuwa się po seansie i które, rzec by można, zawdzięczamy reżyserowi, brzmi: czy owa chwiejność to aby na pewno kwestia czasu, różnicy wieku i innych okoliczności, czy raczej bezterminowo obowiązująca właściwość, której opór stawić może jedynie prawdziwe uczucie? Tym razem na głos z offu nie ma co liczyć, ale zakończenie pozwala z dużą dozą prawdopodobieństwa domniemywać, ku jakiej odpowiedzi skłania się Philippe Garrel.

  1. Nanako Tsukidate wyróżnia kolejno: 1) okres młodzieńczy (lata 1964–1968); 2) okres undergroundu (od Wewnętrznej blizny do Bleu des Origines); 3) okres narratywny (od Sekretnego dziecka do Spędziła wiele godzin pod lampą słoneczną); 4) okres filmów ze zredukowanymi do minimum dialogami, których pozbawione były poprzednie produkcje; 5) okres bardziej „powieściowy” niż autobiograficzny (od Powiewu nocy do Gorącego lata); 6) okres narratywno-poetycki, charakteryzujący się dużą swobodą improwizacji (od Zazdrości). Por. Nanako Tsukidate, Philippe Garrel o sobie samym, (dostęp: 12.05.2018).
  2. Tamże.
  3. Piotr Czerkawski, Philippe Garrel: dandys po przejściach (dostęp: 12.05.2018).

Dodaj komentarz


Artykuły

Rozmowy

Czytelnia

Wydarzenia

Międzynarodowy Festiwal Sztuki Opowiadania 2018

Od 21 do 25 listopada 2018 toku

Agnieszka Aysen Kaim, Grupa Studnia O (źródło: materiały prasowe organizatora)

28. Ogólnopolski Przegląd Malarstwa Młodych PROMOCJE

Od 26 października do 2 grudnia 2018 roku

Pielak Karolina, bez tytułu (źródło: materiały prasowe organizatora)

Zrób to sama

Od 16 listopada do 2 grudnia 2018 roku

Guerilla Girls, It’s even worse in Europe, 1986, plakat, © Guerrilla Girls, dzięki uprzejmości guerrillagirls.com (źródło: materiały prasowe organizatora)

Julia Curyło. Moje kosmogonie

Od 14 listopada do 12 grudnia 2018 roku

Curyło Julia, „Narodziny”, 2016, fot. Adam Gut (źródło: materiały prasowe organizatora)

Wyjście z centrum

Od 16 listopada 2018 roku do 10 stycznia 2019 roku

Alicja Łukasiak, „Pożeracz gatunków”, 2015 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Nierzeczywiste. przedmioty wyobrażone

Od 9 listopada 2018 roku do kwietnia 2019 roku

Damian Dudek (źródło: materiały prasowe organizatora)

Malarstwo wciąż żywe

Od 11 listopada 2018 roku do 13 stycznia 2019 roku

Rene Magritte, „Kochankowie”, 1928, CSW Znaki Czasu w Toruniu (źródło: materiały prasowe organizatorów)

Plakaty patriotyczne z daru prof. Mariana Morelowskiego

Od 10 listopada do 30 grudnia 2018 roku

Plakat werbunkowy autorstwa Zygmunta Kamińskiego, 1920 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Dzieci Światła 10. Wystawa Kuratorska Bielskiej Jesieni

Od 9 listopada do 30 grudnia 2018 roku

„Dzieci Światła”, 10. Wystawa Kuratorska Bielskiej Jesieni 2018, Galeria Bielska BWA (źródło: materiały prasowe organizatorów)

Pocztówki z cmentarza

Od 10 listopada 2018 roku do 5 stycznia 2019 roku

Małgorzata Żerwe, „Pocztówki z cmentarza”, USA, Nowy Orlean, fot. Małgorzata Żerwe, Muzeum Narodowe w Gdańsku (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR