Witold Gombrowicz, Kurs filozofii w sześć godzin i kwadrans, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.

Gombrowiczem jestem, Gombrowiczem być muszę[1]. Par excellence. Odmieniam się przez przypadki, nie występuję w pierwszej osobie liczby mnogiej. Nie mieszczę się w dyktowanych przez zbiorowość ramach. Nie podlegam definicji.

Gombrowicz nieustannie kreował swój wizerunek. Pisząc dziennik, świadomie i demonstracyjnie, sam siebie stwarzał, modelował i ulepszał. Akcentował własną jednostkowość, sytuując się w opozycji wobec dominujących tendencji, wiodących prądów literackich. Gdyby mógł, na pewno przyklasnąłby słowom Kaczmarskiego:

A ja na złość im – nie należę.
I tak beze mnie – o mnie – gra.
Jednego nikt mi nie odbierze:
Ja jestem ja, ja, ja[2].

Witold Gombrowicz, Kurs filozofii w sześć godzin i kwadrans” (źródło: materiały prasowe wydawnictwa)

Witold Gombrowicz, „Kurs filozofii w sześć godzin i kwadrans” (źródło: materiały prasowe wydawnictwa)

Autor Ferdydurke, mimo iż pielęgnował w sobie poczucie wyjątkowości, jawił się jako osobowość szczególnie chłonna, żywo reagująca na zachodzące w społeczeństwie zmiany. Cechowała go swoista nadczułość, jeśli poświęcał czemuś uwagę, robił to w pełni, nierzadko komentarz, w którym eksplikował dany utwór, postrzegany był jako cenniejszy niż samo dzieło.

Kurs filozofii w sześć godzin i kwadrans to kolaż, w którym akademicki dyskurs zbiega się z swobodną refleksją i niepozorowaną zadumą. Michał Paweł Markowski we wstępie do książki odtwarza proces jej powstawania. Powołując się na wspomnienia Rity Gombrowicz, kreśli obraz wyczerpanego, trawionego przez chorobę pisarza, który to, chcąc przekazać zdobytą podczas argentyńskich wykładów wiedzę z zakresu historii filozofii, leżąc na łóżku w szarym palcie, z precyzją dyktuje zapiski utrwalone na pożółkłych, podniszczonych już kartkach. Audytorium ostatnich prelekcji Gombrowicza było nieliczne, żona, gorączkowo notująca na kolanach każde słowo wychodzące z ust męża, przyjaciel Dominik de Roux oraz Psina, której umaszczenie posłużyło Gombrowiczowi do wyjaśnienia zjawiska fenomenu. Kursu filozofii nie sposób uznać za wyczerpującą syntezę porządkującą poszczególne, interesujące Gombrowicza doktryny. Wykład, zapoczątkowany Kantem, urwany zaś na Lévi-Straussie jawi się jako szczątkowy, często nieuporządkowany dyskurs, osobliwy strumień świadomości, w którym jedna idea nakłada się na drugą. Markowski słusznie proponuje, by złożone na książkę zapiski traktować wyłącznie jako glosy do Dziennika, lub jako fiszki, mające pomóc w rekonstrukcji światopoglądu autora Ferdydurke.

Co interesujące, wydawca zdecydował się zachować tekst w jego pierwotnej, nieprzekształconej formie, pozostawiając część zdań urwanych. Ten brak ingerencji, swoisty autentyzm pozwala na skrócenie dystansu, zawiązanie się więzi pomiędzy czytelnikiem a zmarłym pięć dekad temu twórcą. Słowo pisane sprawia wrażenie słowa mówionego, przez co przystępniejszego. Gombrowicz nie szczędził wysiłków na metodyczny, finezyjny wywód, chcąc przekazać jedynie najistotniejsze zamysły, esencjonalne, skondensowane pakiety informacji. Autor Trans-Atlantyku przedstawił stanowiska danych myślicieli w sposób wybiórczy, poszatkowany. Opisując w szóstym wykładzie punkt widzenia Hegla, w pierwszym zdaniu stwierdził, iż ten miał nudną, a więc niegodną przytoczenia biografię. Gombrowicz zarysował się w Kursie filozofii jako wysmakowane indywiduum, wybredny koneser i, co frapujące, infantylny krytykant. Traktując o egzystencjalizmie, przywołał osobę Gabriela Marcela, którego pokrótce zdefiniował jako „smutnego idiotę”, Nietzschemu zaś zarzucił, że posiada „duszę panienki”. Utożsamił się natomiast z Schopenhauerem, który, dążąc do zabicia woli bytu, nie znalazł poparcia wśród czytelników. Gombrowicz ubolewał, iż interesujące, prawdziwie rewolucyjne książki, jak niemieckiego filozofa i jego, nie cieszą się zasłużoną sławą, jednocześnie, w sposób humorystyczny prorokował, że „geniusz nie może odnieść sukcesu, bo wyprzedza swój czas. […] A więc my obaj, Schopenhauer i ja, jakoś tam się pocieszamy!”[3]. Bacząc na współczesne grono odbiorców autora Ferdydurke, słuszny to był zamysł.

Gombrowicz postuluje, aby odrzucić myślenie o filozofii jako o dyscyplinie czysto intelektualnej, wnosi, by każdą rodzącą się ideę wystawiać na próbę właściwej sobie wrażliwości. Sam skłaniał się ku egzystencjalizmowi, który zwał nade wszystko filozofią konkretu. Markowski zauważa, że egzystencjalizm autora Ferdydurke był rodem z Kierkegaarda, który podobnie jak Gombrowicz, intensywnie odczuwał swą jednostkowość. Duński teolog, broniąc wartości każdego człowieka, perorował − „Gdybym miał prosić epitafium na mój grób, poprosiłbym jedynie o takie ta jednostka […] jednostka jest i będzie punktem odniesienia, który ma zatrzymać ten panteistyczny zamęt”[4].

Kurs filozofii jawi się jako kompendium dla samego piszącego. Gombrowicz nie tyle czytelnikowi, co sobie objaśnia funkcjonowanie danych pojęć i hipotez, nieustannie powołując się przy tym na podstawowe przedmioty użytku codziennego – krzesło czy stół. Na wydaną przez Wydawnictwo Literackie książkę z całą pewnością nie potrzeba sześciu godzin z kwadransem, a, jak podpowiada licznik czasu Kindle, wystarczą dwie. Kurs filozofii jest pozycją dla prawdziwych entuzjastów Gombrowicza, którzy z lubością przebiją się przed gęstą, nierzadko chaotyczną warstwę tekstu, by móc doszukać się w niej smaczków, kąśliwych uwag, jak i zaskakujących refleksji.

  1. Parafraza tytułu artykuł R. Romaniuka, Tołstojem jestem, Tołstojem być muszę. O antropologii Tołstoja i Gombrowicza, „Przegląd filozoficzno-literacki” 2002, nr 1.
  2. J. Kaczmarski, Ja, [w:] Wojna postu z karnawałem, Warszawa 1993.
  3. W. Gombrowicz, Kurs filozofii w sześć godzin i kwadrans, wstępem opatrzył M. P. Markowski, Kraków 2018.
  4. S. Kierkegaard, Dziennik, 1849, VIII, A.482.

Agnieszka Bednarek – krytyczka literacka, absolwentka filologii polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego. Szczególnie zainteresowana współczesną prozą polską i filmem.

Dodaj komentarz


Artykuły

Rozmowy

Czytelnia

Wydarzenia

Sylwester Ambroziak Mama I'm Coming Home

Od 24 maja do 4 lipca 2018 roku

Sylwester Ambroziak „Mama I'm coming home" plakat (źródło: materiały prasowe organizatora)

5. Prezentacje Form Muzyczno-Teatralnych Dźwięki Słów

Od 13 do 17 czerwca 2018 roku

DAGADANA, fot. Dominika Dyka (źródło: materiały prasowe organizatora)

Jerzy Rosołowicz – Telehydrografiki

Od 18 maja do 12 czerwca 2018 roku

Jerzy Rosołowicz – „Telehydrografiki” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Przestrzeń niewysłowiona

Jerzy Sołtan – Lech Tomaszewski – Andrzej Jan Wróblewski

Od 22 maja do 5 sierpnia 2018 roku

Jerzy Sołtan, „Le repos”, 1951, kolekcja Muzeum ASP w Warszawie (źródło: materiały prasowe organizatora)

Wojciech Fangor. Optyczne wibracje

Od 18 maja do 31 sierpnia 2018 roku

Wojciech Fangor, „M 43”, 1969 (źródło: materiały prasowe organizatora)

20. Małopolskie Dni Dziedzictwa Kulturowego

19 i 20 maja oraz 26 i 27 maja 2018 roku

Kościół w Zbylitowskiej Górze (źródło: materiały prasowe organizatora)

Między nauką a polityką. Profesor Stanisław Kulczyński (1895–1975)

Od 15 maja do 15 lipca 2018 roku

Uroczystość wręczenia tytułu doktora honoris causa Akademii Medycznej, 1961, fot. archiwum ZniO (źródło: materiały prasowe organizatora)

Make up

Od 18 maja do 15 czerwca 2018 roku

Peleg Dishon, Ilan Yona, Merav Maroody, „Five Death Scenes”, 2017 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Sztuka druku

Europejskie oficyny wydawnicze w starych drukach Biblioteki Muzeum Narodowego we Wrocławiu

Od 22 maja do 15 lipca 2018 roku

„Sztuka druku. Europejskie oficyny wydawnicze w starych drukach Biblioteki Muzeum Narodowego we Wrocławiu” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Pięć panien rozumnych i jeden mężczyzna lekkomyślny

Od 10 maja do 16 czerwca 2018 roku

Zbigniew Warpechowski, „Polska i polska” (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR