Ucieszył mnie tekst Jakuba Banasiaka z koncepcją przemian instytucjonalnych artworld (o recentralizacji BWA, internetowy „Szum”). Ucieszyło mnie to, że coraz więcej ludzi zauważa, że coś jest nie tak z funkcjonowaniem sztuki. Zwłaszcza w naszym kraju. Istotną rzeczą jest jednak abyśmy ów problem oglądali wieloperspektywicznie.

Jak się domyślam, propozycja Banasiaka zakłada, że recentralizacja BWA pozwoli wprowadzić standardy „światowej aktualności i ważności” w układy lokalne. Że uczyni je bardziej sterownymi i otwartymi na inne motywacje i horyzonty, niż partykularne nieśmiałości, zahamowania, resentymenty, jak i równie zaściankowe pragnienie pozostania „sobą”. W jakimś sensie jest to słuszne, ale zapomina o fakcie, że owe światowe standardy to też tylko dominujące w centralnych ośrodkach… schematy aktualności i schematy ważności. Aktualne schematy aktualności. Nic więcej. Nie ma bowiem – przynajmniej od pół stulecia – jednej powszechnej i ostatecznej aktualności, jak i takiej samej ważności. Oczywiście rzeczą naturalną jest, że własne schematy traktujemy jako lek na cudze schematy. Pozwala nam to bowiem spokojnie tkwić nadal we własnych ograniczeniach.

Mam jednak pogląd na tę sprawę dokładnie odwrotny. Uważam, że ratunku (sic!) dla rodzimej sztuki współczesnej – jej niezależności, różnorodności, pluralizmu, autentyczności i kreatywności etc., upatrywać należy raczej w… likwidacji scentralizowanego artworld. W jego radykalnej de/centralizacji, de/hierarchizacji, de/instytucjonalizacji etc. Artworld musi dostosować się w końcu do wymogów sztuki najnowszej, czyli jej pluralizmu, płynności i wielowymiarowości. Które nicują wszelką stabilność. I nie tylko tę tradycyjną, ale także schematy buntu, postępu czy czego by kto jeszcze nie chciał.

Instytucjonalny artworld zajmuje się obecnie głównie programowaniem sztuki – narzucaniem jej „właściwych”, czyli owych „ważnych i aktualnych” tematów, problemów i strategii. System promocji, czyli granty, zakupy, wydawnictwa, wystawa etc. okazują się nawet skuteczniejsze, niż dawna cenzura. Znam też artystów, których główna kreatywność w tym momencie polega już tylko na eliminacji konkurencji. Instytucjonalny artworld ogołaca sztukę ze jej dotychczasowych tożsamości (jako „ograniczeń”), a następnie bezbronną wpisuje w logikę rynku i mas mediów. Narzuca jej wędzidła meta narracji politycznych czy społecznych. Oczywiście te ramowanie, de/formowanie, programowanie sztuki miewa przeróżny charakter. Bywa też maskowane różnymi listkami figowymi. Jestem jednak pewien, że wnuki będą czytać o naszych wyobrażeniach otwartości, wolności, kreatywności etc., tak jak my czytamy dziś o akademizmie XIX wieku. Dostrzegą jak bardzo byliśmy ograniczeni w naszych oczywistościach. Polityczna poprawność, konstruktywizm kulturowy, tzw. przemysł Holocaust, tzw. permanentna rewolucja…. nawet już teraz dostrzegamy ich pułapki i mielizny.

Temat ten jest szeroki, wymaga raczej grubej książki. W każdym razie globalna centralizacja i zależności od głównych ośrodków narastają. Natychmiast wiemy, co wydarza się w NYC czy Londynie, ale już nie starcza nam czasu na Pragę czy Poznań. Po prostu – dzisiaj problemem podstawowym jest wydolność naszej uwagi, przytomności. Nie jesteśmy w stanie przyswoić wszystkiego. Zanika zbawienne opóźnienie czasowe, dające szansę tworzyć własną tożsamość czy wrażliwość. Co z tego, ze każdy może wygłosić w Internecie swoją opinię, skoro nikt nie ma czasu jej przeczytać, bo nasyci się opiniami „ważnych centr”? Nadmiar informacji paradoksalnie prowadzi do fundamentalizmu – nawigowania najprostszymi schematami. Niestety, po przekroczeni wspomnianej wydolności uwagi różnorodność prowadzi do otępienia, a nie „poszerzenia”. Stąd też moja koncepcja arthome, czyli koncentracji na jednostkowej podmiotowości i jej samodzielności. Na budowaniu odporności na wpływy.

Narasta potrzeba de/strukturalizacji artworld. Zerwania ze jego schematami instytucjonalnymi, proceduralnymi i rytualnymi (sic!). Z centralizującym wirem „światowej i aktualnej ważności”. Trzeba przywrócić sztukę artystom i widzom. Wpisać sztukę w ich jednostkową podmiotowość i ich egzystencjalne gry o sens. W związku z tym proponuję likwidację centralnych instytucji sztuki (np. CSW, Zachęta, MSN etc.) i zamiany ich na konglomeraty kilkunastu mniejszych galerii generujących wystawy w różny sposób. Nie różne tematy czy konwencje, lecz różne sposoby generowania wystaw! Na przykład drogą losowania zgłoszeń – dla profesjonalistów, ale i odrębna galeria dla „wszystkich”. Drogą Internetowych plebiscytów czy krótkotrwałych salonów osobowości z innych dziedzin (naukowców, poetów, polityków, mistyków etc.) proponujących np. zestaw 5 wystaw.

Oczywiście powstające tam wystawy będą prawdopodobnie paskudne lub/i żenujące. Lecz przecież dzisiejszy artworld odrzuca piękno, rozumność, głębię i warsztat na rzecz problematyzacji abject (naszego wstrętu etc.) i zaangażowania (w dowolne, literalnie dowolne przedsięwzięcie). Każda wystawa byłaby opatrzona opiniami krytyków za i przeciw. Widz zatem sam dokonywałby jej oceny.

Dodatkowo rynkowy obrót działami sztuki mógłby zostać obłożony – podobnie jak postulowany w antyspekulacyjnej ekonomii – tzw. podatkiem Tobina od transakcji finansowych. Dochód przeznaczany byłby na inicjatywy i twórczość niekomercyjną.

Nie ma sensu również tworzenie centralnych kanonicznych kolekcji sztuki najnowszej. W dobie rozwoju technik wirtualnych, w zasadzie każdy zainteresowany powinien mieć możliwość tworzenia własnych wirtualnych kolekcji sztuki. Rzecz jasna wymaga to innego finansowania sztuki, lub też przeniesienia jej w sferę praktyk anonimowych czy też bezinteresownych.

Nie bronię bynajmniej BWA, lecz choć przynajmniej kilka z nich nie jest jeszcze „filiami CSW”. A tylko przypominam, że nieomal wszystko jest farmakonem, może leczyć lub truć zależnie od sytuacji i dawki. I że nic nie zastąpi świadomej jednostkowej podmiotowości. Żadne instytucje, ani strategie kuratorskie. Nie ma sztuki współczesnej bez wolności artysty, jak i widza. Ekwilibrystyki kuratorów czy krytyków tego nie zastąpią, ani tym bardziej nie wymuszą „właściwych” form wolności i kreatywności. Pomyślmy zatem nie o nowych strukturach instytucjonalnych sztuki, lecz o przywróceniu jej widzom i artystom.

(Rdzeniem tego tekstu jest mój referat na konferencje Forum Nowych Autonomii Sztuk odbywających się 30.09 w Galerii EL w Elblągu)

26.09.2017 r.

SŁAWOMIR MARZEC – profesor Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie i Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, artysta wizualny, autor blisko 100 wystaw indywidualnych (m.in. CSW Warszawa, Galeria Foksal) oraz licznych publikacji z pogranicza teorii i krytyki artystycznej.

Komentarze (2) do artykułu “Projekt likwidacji CSW, Zachęty etc., czyli de/strukturalizacja artworld”

  1. popieram, likwidację centralnych instytucji sztuki (np. CSW, Zachęta, MSN etc.) i zamiany ich na konglomeraty kilkunastu mniejszych galerii. Tylko artystyczna rewolucja zmieni sytuacje polskiego artworld. Odpolitycznienie

  2. Andrzej Bonarski

    Oczywiście, że polskie instytucje sztuki są ciężko chore. Choroba wynika z całkowitego tych instytucji spotwornienia. Niczemu i nikomu te instytucje już prawie nie służą. Nie służą nikomu, prócz samym sobie i swemu trwaniu. Trwanie to zaś polega na pęcznieniu i rozroście kuratoriatu i dyrekcji; temu w końcu służą wszelkie wystawy, wystąpienia i wyjazdy finansowane z cherlawego budżetu. Nie widzę, by polskie muzea i agendy wystawowe były potrzebne widzom, koneserom, młodzieży i staruchom, ba, artystom nawet, by potrzebne były ludziom interesującym się jeszcze tzw. kulturą. Owszem, potrzebne są kuratorom, pracownikom i zarządcom tych instytucji, by potwierdzać racje ich istnienia i pobierać pobory. To zaś, co te instytucje robią właściwie nikogo nie interesuje. Co najwyżej ta czy inna wystawa wzbudza żale i destyluje toksyczne poglądy w tzw. środowisku, że ten a ten jest wystawiany, a inny całkiem nie. Dzieje się tak dlatego, że w Polsce mało kogo sztuka w ogóle obchodzi. Owszem politycy, najczęściej kulturowi analfabeci, spierają się o jakieś pomniki, które też w gruncie rzeczy nikogo niw obchodzą, póki ktoś je nie obsika taką czy inną cieczą. Owszem, kler lubi walnąć jakąś piramidę komuś ze swoich. Patrioci lubią zwalić coś z pozoru radzieckiego i wystawić coś z pozoru swojego. I tyle. Nie ma żadnej krytyki sztuki, bardzo rzadko pisze się o niej w nielicznych polskich silnie głupiejących gazetach. W telewizji, tej królowej horyzontu narodowego, rekwizyt sztuka rzadko jest używany a ostatnio wcale chyba. Radio o niej nie gada. Bo i do kogo? Owszem są grubawe i bełkotliwe pisma, które czytają przede wszystkim ich redaktorzy i autorzy, bądź kandydaci na autorów, ale, to nie ma żadnego szerszego znaczenia, bo nie ma odbioru sztuki. Z jednym znaczącym wyjątkiem; z jednym znaczącym wyjątkiem, nikomu sztuka do niczego w Polsce nie jest potrzebna. (Oczywiście potrzebna jest artystom, ale jak artyści sczezną, to chyba nikt nie zapłacze). A cóż to za wyjątek, o którym wspominam. Otóż wyjątkiem tym jest nabierający rozpędu kicz tzw. Sztuki Młodej. Tej Młodej Sztuki przybywa – w końcu wszystkie ASP i inne uczelnie co rok wypuszczają na zieloną trawę sporo młodych ludzi z głupiutkimi dyplomami magistra sztuki i część z tych ludzi, część którą nie wchłonie reklama i bida, część, powiadam, coś musi robić, by wyżyć. Więc ta część maluje kicz. Kicz pasujący do mebli meblujących wymarzone mieszkanko różnych słoików zasiedlających nasze piękne miasta. Słoiki meble się kupują w IKEI albo i po prostu w sklepie meblowym, takiej czy innej “Emilce”. I jest OK. Kredyt co prawda ciąży, ale jakoś się kręci, coś się dorobi, coś kopsną rodzice, i mieszkamy. No ale my już wiemy, że nad kanaęa konieczny jest obraz. Wiemy o tym, bo znamy wyższy świat – z seriali znamy, z plazmy. No więc dlaczego nie? Te 500 zet to się jakoś wyda, nawet i 1000 zet się wyda, byle obraz nad kanapę pasował. I byle pasował to tego naszego horyzontu, którym króluje królowa TV. Więc buch. Poszliśmy do Galerii Młodej Sztuki i za 500 czy 1000 zetów mamy obraz. To jest nasz pierwszy obraz. Nasz pierwszy, własny obraz. I my jesteśmy już kolekcjonerami. Jak fajnie! Jak miło! Jak dobrze mieć swój własny pierwszy obraz! Tak się zaczyna RENESANS! Nie, że jakieś fibaki czy inne musiały oraz starmachy mają obrazy. My je mamy. My młodzi zwyczajni Polacy. I klawo jest, że ten obraz wisi. Nam tu nikt nic mówić nie musi, żadna krytyka, post-krytyka i post-nowoczesność. My se sami dobrze wiemy co jest nowoczesne, a co trzeba wyrzucić do ekologicznie naturalnie sortowanych śmieci. O!
    Więc to jest jedyne autentyczne zjawisko artystyczne w Polce i lekceważyć go może tylko głup albo jakiś rząd, ministerstwo czy coś w tym rodzaju.
    I co z tego wszystkiego? Co z tego wynika? Ano wynika, że za jakiś czas, jeżeli nie będzie wojny i jeżeli nas z Unii nie wykopią, tzn. sami się nie wykopsniemy, to powstaną jakieś prawdziwe potrzeby estetyczne polskiego społeczeństwa. Zaczną powstawać autentyczne kolekcje. Czy będą one dobre? Niektóre tak, większość nie. I dobrze, bo tak działa dobór naturalny.
    No to jak się na tym tle, na tle zjawiska polskiej Młodej Sztuki, mają nasze szacowne muzea i agendy artystyczne razem i ich mądrymi ministrami, dyrekcją i kuratoriatem. Otóż tak się mają, jak ktoś, kto jeszcze nie wie, że ma raka. Żal mi biedaków rozdzęcych między Hong Kongiem, Bazyleą, Miami, Londynem i ze setką innych tak szczególnie ważnych miejsc głównego nurtu. Budżetu mi nie żal, bo budżet nie cierpi, tylko kłamie. Ale się przygotować trzeba – w głowie przygotować – że lekarz powie, że będą operacja, naświetlania, chemioterapia a często i zgon; że pękną mury i zawalą się muzea i agendy grzebiąc pod sobą mądrych ministrów, dyrekcją i kuratoriat. No i oczywiście nie będzie wiadomo co zrobić z ta wielką masą sztuki zachomikowaną przez te szacowane instytucje w ich niewietrzonych ciemnych składach i piwnicach. Jedno jest pewne, będzie ciekawie, tzn. lament i zgrzytanie zębami a może i wrzask; natomiast barbarzyńskie słoiki, z czasem , jeżeli nie będzie wojny i jeżeli nas z Unii nie wykopią, tzn. sami się nie wykopsniemy, zbudują jakąś nową kulturkę. A jaka ona będzie? Dzwoniłem na dół, ale powiedzieli, żebym wysłał pytania miałem i ktoś od razu odłożył słuchawkę, a potem mi się komórka strasznie nagrzała, zrobiła puf i pach, i schluss. Ani informacji, ani komórki i jeszcze ubezpieczyciel nie zwróci, bo w umowie małymi literkami zapisali, żeby z ich komórki tam na dół nie dzwonić, bo nie gwarantują za sprzęt.
    Andrzej Bonarski

Dodaj komentarz


Artykuły

Recenzje

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

8. Festiwal Krytyków Sztuki Filmowej Kamera Akcja

Od 19 do 22 października 2017 roku

 Festiwal Krytyków Sztuki Filmowej Kamera Akcja (źródło: materiały prasowe organizatora)

Festiwal im. Macieja Berbeki Inspirowane Górami

Od 19 października do 21 października 2017 roku

Festiwal im. Macieja Berbeki Inspirowane Górami (źródło: materiały prasowe organizatora)

Inwencja i naśladownictwo. Dawna grafika włoska

Od 17 października do 17 grudnia 2017 roku

Gaetano Cottafavi, „Wodospad na rzece Aniene koło Tivoli”, 1835 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Dziekanka artystyczna

Od 16 października do 24 listopada 2017 roku

Mirosław Bałka, „Good God” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Festiwal Tradycji Literackich

Rozdział I: Mickiewicz / Różewicz

Od 14 października do 16 listopada 2017 roku

Ballady i Romanse (źródło: materiały prasowe organizatora)

Modernizm udomowiony

Współczesna architektura chińska

Od 13 października 2017 roku do 7 stycznia 2018 roku

Projekt: Warsztat wyrobu cukru trzcinowego w gminie Zhangxi, powiat Songyang, Studio: DnA _Design and Architecture (źródło: materiały prasowe organizatora)

Centralna, Środkowo-Wschodnia

Od 13 października do 23 listopada 2017 roku

Ivars Gravlejs, „FUCK” (Early Works), 1994 źródło: materiały prasowe organizatora)

15. Warszawskie Targi Sztuki

Od 13 do 15 października 2017 roku

Stanisław Ignacy Witkiewicz, „Drań którego dotąd nie bylo i wątpliwem jest czy będzie”. Z serii Scen Improwizowanych, Zakopane, Styczeń 1932 (fotografia autorstwa Władysława Jana Grabskiego) (źródło: materiały prasowe organizatora)

Translokacje modernizmu

Architektura Kambodży i Wietnamu

Od 12 października 2017 do 7 stycznia 2018 roku

fot. Agata Bonenberg (źródło: materiały prasowe organizatora)

Biennale Sztuki Młodych Rybie Oko 9

Od 5 października do 10 grudnia 2017 roku

Grzegorz Stefański, „Restraint” (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR