W ostatnim czasie zadyszki niejakiej nabrał ruch głoszenia końca (np. sztuki, podmiotu, narracji etc.). I nie dlatego, że osiągnęliśmy jakiś stan przytomności, lecz raczej z powodu wyczerpania pomysłów. Właściwie chyba już nie ma niczego, co byłoby żywe i prawdziwe. Pozostały tylko same symulacje i nekrofilskie performatywne subwersje. A jednak zdaje się znalazłem coś, czego The Endu jeszcze chyba nie ogłosiliśmy, a przynajmniej tego nie zauważyłem, bo i nie śledziłem tego zbyt solennie, więc spieszę na wszelki wypadek wielkim głosem obwieścić KONIEC FEMINIZMU! A przy okazji i wszelkich innych konstruktów opartych na idei kulturowego konstruktywizmu. Na razie na terenach Najjaśniejszej.

Wszakże po kolei. Na wstępie wypada zauważyć, że niepostrzeżenie zmienia się fokus refleksji artystycznej. Magazyny sztuki nie perorują już (zazwyczaj) o głębiach faktur czy blaskach laserunków, ale o „odważnym podejmowaniu ważnych aktualnie problemów społecznych”. I w ciemno można tak konkludować 97% dokonań artystów obsługujących instytucjonalny artworld. Wynika to nie tylko z panującej ciemnoty, ale i ogromnej nadprodukcji artefaktów. Można pośród nich znaleźć przykłady na dowolną tezę, zarówno o gwałtownym renesansie rokoka, jak i zupełnym zaniku jego tradycji. Twórcze zatem wydaje się nie tyle wytwarzanie kolejnych dzieł, lecz stanowienie kryteriów i kategorii ich oceny oraz zastosowania. Prowadzi, czy może raczej redukuje to sztukę do metapoziomu, gdzie zauważalne i nagłaśniane jest tylko to, co trafnie egzemplifikuje dominujące w danym środowisku poglądy. Jeżeli więc ktoś „nie jest dziś zwolennikiem lewicy klasowej, to właściwie nie powinien zajmować się sztuką współczesną” (opisywałem podobne głosy w Demokracja w artworld w tymże Portalu). W ten sposób „myślenie sztuki” sprowadzone zostaje to recytowania sloganów (post)politycznych. Niestety. W każdym razie, i rzecz skracając, wychodzi na to, że artysta świadomy uwikłań dzisiejszej sztuki nie powinien już bazgrolić czy strugać, lecz zajmować się „wizualizowaniem polityki” (piszę to z obolałym sercem przepojonym ironią, sarkazmem etc.).

A właściwie instrumentalizacja ta dotyczy już całej kultury. Bo przecież każdy człowiek – i tu powoli przechodzimy do tematu – wkraczający w rejony nauk humanistycznych witany jest frazami typu: „płeć jest osadem nagromadzonym przez rytualne powtarzanie norm” (Judith Butler). „De Beauvoire przerywa esencjalistyczną narrację, odrywając kulturową płeć od wyobrażonego konstruktu podmiotu i pokazuje, że jest ona rezultatem powoli realizujących się w czasie, wewnętrznie nieciągłych aktów, konstytuujących tożsamość” (Karolina Charewicz-Jakubowska w zresztą całkiem sympatycznej książce Nimfa post/post/moderna). No i właśnie, powyższy konstruktywizm płciowy, a zatem te wszystkie gender study, jak i inne oboczności feminizmu tak bujnie rozkwitające ostatnio i na naszych uczelniach, zostały skompromitowane, ośmieszone i pogrzebane drogą… technicznego rozporządzenia. Bo kolejnym logicznym oczywistym krokiem musi być ich umorzenie jako nauk opartych na błędnych założeniach. Chodzi mianowicie o ustawę różnicującą wiek emerytalny mężczyzn i kobiet. Bierna akceptacja jej również przez wszystkich jakoby walczących o emancypację i równouprawnienie oznacza utratę przez nich wszelkiej wiarygodności. Ukazuje interesowną selektywność uwagi i podwójność standardów. Nie ma bowiem emancypacji jednych kosztem dyskryminacji innych. To tylko obłuda.

Garść faktów: najnowszy „Arteon” na swojej okładce donosi o trwającej walce płci. Zadziwiająco głos ten wspomaga szef „Szumu” kuratorując – zresztą zgrabnie – wystawę w sopockiej PGS, na której kolejna artystka z kolejnego pokolenia drapieżnie demaskuje fakt, że pod szminkami, pudrami i zalotnymi pozami kryje się obolałe ciało. Jedna z naszych najlepszych reżyserek opisuje swój najnowszy film broniący kobiet w „świecie rządzonym przez sfrustrowanych facetów”. W wywiadzie dla „Onetu” pani Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego stwierdza, że następuje feminizacja sądownictwa średniego szczebla, bo 7 tysięcy złotych (słownie: siedem) na miesiąc, to „za mało, aby mężczyźni podejmowali ten zawód”. Listę tych doniesień można kontynuować, ale już to mi wystarcza, by ugrzęznąć w błogiej ambiwalencji. Pomiędzy poczuciem winy (jako ów światowy, acz sfrustrowany krzywdziciel), jak i skrytej satysfakcji (że komuś w ogóle wpadło do głowy, aby zaliczyć mnie do rządzących tymże światem). I tu pojawia się pojęcie postprawdy uznanej przez „Słownik Oksfordzki” za najważniejsze w 2016 roku. Czyli plątaniny odczuć, opinii, sugestii, performatywnych marketingów, która zastępują nam rzeczywistość. Slogany wzmagające się i potwierdzające nawzajem. Tworzące bańki informacyjne, w których tak skwapliwie się zamykamy. W każdym razie właściwie nikt już nie może wątpić, że kobiety są w naszym kraju dyskryminowane.

I tu problem, bo nie tylko one! Spójrzmy nie tylko na aktualnie obowiązujące postprawdy, lecz na twarde fakty, których jakoś nikt nie chce ułożyć w narrację. Otóż nowa ustawa emerytalna skazuję facetów na pracę 5 lat dłużej, mimo że statystycznie żyją o 7 lat krócej. Statystyczna kobieta będzie odpoczywać na emeryturze 12 lat dłużej. Dysproporcja długości życia u nas narasta zamiast zmniejszać się, jak to ma miejsce na Zachodzie. Gdyby panowie pracowali krócej, to wówczas długość życia z pewnością by się wyrównała. Darmowe leki dla seniorów są od 75 roku życia, czyli wtedy, gdy statystyczny facet… już nie żyje. Można będzie pracować na emeryturze bez ograniczeń, co oznacza, że moje koleżanki z pracy na uczelni będą nadal pracować (kontynuacja zatrudnienia jest obecnie rutynową procedurą) pobierając ponadto dodatek za bycie kobietą. W sumie ok., ale ta ustawa okrada mnie dokładnie na kwotę 145 tys. zł (moja szacowana 5 letnia emerytura). Ponadto: faceci 8 razy częściej popełniają samobójstwo, stanowią przeszło 90% bezdomnych etc. Czemu też słuszne parytety płci np. w polityce nie okazują się słuszne w innych dziedzinach – np. obecnie 90% studentów to dziewczyny? Tworzymy formację kulturową, która zupełnie nie uwzględnia problemów mężczyzn. Która dostrzega wyłącznie dyskryminację kobiet, podczas gdy de facto wszyscy jesteśmy dyskryminowani, choć na różne sposoby.

Jako skryty i wieloletni wielbiciel artywizmu napisałem zatem list do Rzecznika Praw Obywatelskich domagając się interwencji w sprawie dyskryminowania mnie w tym kraju ze względu na moją płeć. Aktualnie czekam na odpowiedź i w relacji do niej podejmę dalsze kroki prawne. Nie zawaham się wytoczyć procesu Państwu Polskiemu (szukam więc też prawników mających odwagę podjąć się tego w czynie społecznym). Mam nadzieję, że moim śladem pójdą tysiące. Natomiast brak reakcji na te emerytalne dyskryminacje kompletnie kompromituje nie tylko teoretyków kulturowego konstruktywizmu, ale i wszystkie organizacje „walczące z dyskryminacją”. Ukazuje ich wybiórczy i egoistyczny koniunkturalizm. Podobnie z obrońcami demokracji, bo demokracja wcale nie polega na obronie interesów wybranych mniejszości, lecz każdego człowieka niezależnie od jego tożsamości. Wytwarzamy aktualnie patologię, gdzie skazani na bycie „większością” zdają się nie mieć żadnych praw. Nie ma to nic wspólnego z emancypacją, sprawiedliwością ani demokracją. A feminizm skończył się, bo osiągnął sukces – stał się kolejnym narzędziem dyskryminowania i panowania. Taka instrumentalizacja stanowi moim zdaniem ostatnią (po postfeminizmie) fazę jego przemian.

Nie będę wzywał nikogo na manifestację, bo wobec ich mnogości pewnie nie przepchalibyśmy się przed kamery. Ale zacznijmy walkę o równouprawnienie (i ową demokrację) od gwizdania w każde południe jakiejś zbereźnej piosenki. Może Jožin z bažin?

27.02.2017 r. 

SŁAWOMIR MARZEC – profesor Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie i Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, artysta wizualny, autor blisko 100 wystaw indywidualnych oraz licznych publikacji z pogranicza teorii i krytyki artystycznej.

1 komentarz do artykułu “Koniec feminizmu, czyli… neo/matriarchat”

  1. Powiem krótko: już dawno nie czytałam podobnych bzdur :-) Serdeczne pozdrawiania dla pokrzywdzonego, uciskanego autora tekstu i listu do Rzecznika Praw Obywatelskich… Iwona Demko

Dodaj komentarz


Artykuły

Recenzje

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

9. CoCArt Music Festival

Od 30 marca do 1 kwietnia 2017 roku

Robert Lippok (źródło: materiały prasowe organizatora)

Adam Myjak. Rzeźba, rysunek

Od 25 marca do 21 maja 2017 roku

Adam Myjak (źródło: materiały prasowe organizatora)

Tannhäuser

31 marca 2017 roku

„Tannhäuser”, opera Ryszarda Wagnera, fot. Vincent Lifer (źródło: materiały prasowe organizatora)

Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego

29 marca 2017 roku

Zaczarowany świat teatru (źródło: materiały prasowe muzeum)

Zuzanna Szarek, Hanna Śliwińska. Innego końca świata nie będzie

Od 25 marca do 17 czerwca 2017 roku

Fot. Hanna Śliwińska (źródło: materiały prasowe organizatora)

Józef Hałas. Poszukiwania

Od 23 marca do 28 maja 2017 roku

Józef Hałas, „Przeciwstawienie O”, 1979 (źródło: materiały prasowe organizatora)

IDEA HOMINI. Wystawa malarstwa Marcina Kowalika

Od 29 marca do 29 kwietnia 2017 roku

Marcin Kowalik, „Grosz czynszowy”, 2017, 130 x 220 cm, akryl na płótnie (źródło: materiały prasowe organizatora)

Blue Republic. Made in Blue Republic

Od 17 marca do 4 maja 2017 roku

Blue Republic, „Made in Blue Republic”, widok ogólny wystawy, fot. Maciej Zaniewski (źródło: materiały prasowe organizatora)

Short Waves Festival 2017

Od 21 do 26 marca 2017 roku

„Więzi”, reż. Zofia Kowalewska – kadr z filmu (źródło: materiały prasowe organizatora)

Alina Belyagina. Body Building

Od 22 marca do 1 kwietnia 2017 roku

Alina Belyagina. Body Building, fot. Dymitry Pankov (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR