Alberto Ginastera: Bomarzo. Opera w dwóch aktach (15 scenach) op. 34. Koprodukcja Teatro Real w Madrycie i De Nationale Opera w Amsterdamie.

W światowym repertuarze operowym mamy niewielką, ale ważką artystycznie garść dzieł poświęconych genezie innych, konkretnych dzieł: Palestrina Hansa Pfitznera komentuje powstanie Palestrinowskiej Mszy papieża Marcelego; Benvenuto Cellini Hectora Berlioza – monumentalnej rzeźby Perseusza; Malarz Mateusz Paula Hindemitha – ołtarza z Isenheim Matthiasa Grünewalda. Na liście tej mogą się poniekąd znaleźć także Opowieści Hoffmanna Offenbacha, choć tu proces twórczy jest raczej implikowany niż przedstawiony. W każdym przypadku w tytule opery mamy imię twórcy. Argentyński pisarz Manuel Mujica Lainez, a później jego rodak, kompozytor Alberto Ginastera osią swych prac uczynili również konkretne, niezwykle dzieło: zespół fantastycznych rzeźb plenerowych zwanych wspólnie Parco dei mostri w niewielkim mieście Bomarzo, niecałe sto kilometrów na północ od Rzymu.

Alberto Ginastera, „Bomarzo”, fot. Javier del Real (źródło: materiały prasowe Teatro Real w Madrycie)

Alberto Ginastera, „Bomarzo”, fot. Javier del Real (źródło: materiały prasowe Teatro Real w Madrycie)

Bohaterem powieści, a później opery nie jest właściwy twórca (w tym przypadku Pirro Ligorio – skądinąd wybitny i wszechstronny artysta, który w fabule opery w ogóle się nie pojawia), lecz fundator i – zapewne – pomysłodawca, miejscowy książę Pier Francesco Orsini, zwany Vicino. Nie opisuje się tu powstania dzieła, lecz jego psychologiczne czy psychopatologiczne podłoże, a literacka i teatralna postać księcia niewiele ma wspólnego z historycznym oryginałem. Rzec można – w wyobraźni Laineza i Ginastery dokonała się projekcja upiorno-surrealistycznej aury rzeźb na sylwetki bohaterów. Jak zaświadcza biografia, Vicino Orsini nie był ani garbusem, ani impotentem, ani bratobójcą; to jeden z renesansowych „małych książąt” zainteresowanych w równym stopniu sztuką jak astrologią, wojną jak budowaniem. Starożytny ród Orsinich („Niedźwiedzkich”?) był potężny i szeroko rozgałęziony, wydał papieży i kardynałów, udzielnych władców i dygnitarzy, ale Bomarzo to księstwo kieszonkowe. Dzisiejsze miasteczko liczebnie nie dorasta do dwóch tysięcy mieszkańców – można rzec, że jego dwór był miniaturą Urbino, które samo było miniaturą Mediolanu czy Florencji. Nie znaczy to, że na skromnym metrażu nie mogły mieszkać anioły i demony na skalę Sforzów czy Medyceuszy.

Alberto Ginastera (1916-1983) to twórca bardzo płodny, człowiek aktywny zarówno na polu twórczości, jak dydaktyki (najsłynniejszym jego uczniem był Astor Piazzolla) i organizacji życia muzycznego w swym kraju; nasuwa się porównanie ze starszym o pokolenie Brazylijczykiem Heitorem Villa-Lobosem. Osiągnął znaczne powodzenie i międzynarodową sławę – choć w Polsce w „żywym planie” spotkać można, i to nieczęsto, jedno dzieło: suitę z baletu Estancia. Napisał trzy opery – wszystkie historyczne, czy parahistoryczne. Pierwsza to wczesnośredniowieczny Don Rodrigo do tekstu Alejandra Casony – autora w Polsce reprezentowanego też praktycznie jednym dziełem, melodramatem Drzewa umierają stojąc, w którym w charakterze ruchomego zabytku przez lata występowała Mieczysława Ćwiklińska. Druga opera to właśnie Bomarzo; trzecia – Beatrix Cenci według (między innymi) Shelleya.

O istnieniu opery Ginastery dowiedziałem się wiele lat temu drogą pośrednią: poświęca jej nieco uwagi Michał Bristiger w swej książce Związki muzyki ze słowem, wspominając jak to parkowe monstra przemawiają używając głównie spółgłosek. Przez lata trzymałem w pamięciowym schowku owe spółgłoski, ciekaw ich usłyszenia, ale nie mając do sprawdzenia ani sposobności, ani – prawdę mówiąc – silnego poznawczego impulsu. Niespodziewanie Królewski Teatr w Madrycie zaprosił mnie na hiszpańską premierę dzieła, rzadko wystawianego (i przez kilka lat w ojczyźnie kompozytora odłożonego na cenzorską półkę). Nie sposób było odmówić, zwłaszcza gdy pamiętało się poprzednią wizytę na znakomitym przedstawieniu Billy’ego Budda Brittena (o którym pisałem w 7/8 numerze „Odry”).

Spółgłoski mają w dziele rolę skromną, w inscenizacji parkowe figury nie występują jako postaci, ale pomysł świetnie wpisuje się w surrealistyczną aurę dzieła. Skomponowane w latach sześćdziesiątych, niesie na sobie ładunek zarazem tradycji i innowacji. System dźwiękowy w większości oparty jest na dodekafonii. Pomysł na muzyczną fakturę jest w zasadzie jeden: mamy wyrazistą linię melodyczną, której towarzyszy albo harmoniczne podmalowanie, albo zupełnie odmienny kontrapunkt, czasem również melodyczny, niekiedy poliharmoniczny (jak w rozpoczynającej i kończącej dzieło archaizowanej pieśni Pastuszka z obcym jej tonalnie akompaniamentem harfy), częściej fakturalno-kolorystyczno-rytmiczny. Orkiestra jest znakomita, z ciekawym użyciem klawesynu, mandoliny i harfy, z ekspresyjnymi solówkami rogu, a także z zastosowaniem nietypowych rejestrów instrumentalnych i artykulacji. Niepohamowany demon analogii podsuwa skojarzenie z inną, „upiorną” operą dwudziestowieczną, także ulokowaną w małym arystokratycznym zamku: Czarną maską Krzysztofa Pendereckiego według dramatu Hauptmanna (dziejącą się w śląskim Bolkowie z czasów po wojnie trzydziestoletniej); asocjacje są jednak tylko częściowe. Jeśli Ginasterę może coś łączyć z Pendereckim, to raczej to, od czego Polak w pewnym momencie zaczął uciekać: od „sonorystycznych” i aleatorycznych faktur, nietypowych sposobów gry i instrumentalnych mikstur na rzecz klasycznego kontrapunktu i jednolitej orkiestrowej barwy. (Musimy jednak pamiętać, że eksperymenty Argentyńczyka są równoczesne i zapewnie niezależne od innowacji Pendereckiego.) Także epizodyczna, rozchwiana, choć w sumie konsekwentna dramaturgia Bomarzo nie przypomina barokowej, ale skoncentrowanej na miejscu i czasie akcji Maski.

Alberto Ginastera, „Bomarzo”, fot. Javier del Real (źródło: materiały prasowe Teatro Real w Madrycie)

Alberto Ginastera, „Bomarzo”, fot. Javier del Real (źródło: materiały prasowe Teatro Real w Madrycie)

Włoska tragedia zaczyna się od końca, od zgonu bohatera, co uruchamia serię migawek z różnych etapów życia. Z pieczar pamięci wyłaniają się skomplikowane, psychoanalitycznie nośne epizody i motywacje. Widzimy dzieciństwo bohatera, młodszego brata prawowitego dziedzica, którego fatum (reprezentowane przez demoniczną babkę Dianę i sygnalizowane przez straszące Vicina diabły, szkielety i… ogrodowe pawie) pcha w górę ku książęcej mitrze i mirażowi nieśmiertelności, a w dół – ku zbrodni i śmierci. (Motyw zabójstwa w rodzinie pojawia się we wszystkich trzech operach Ginastery). Widzimy opresyjnego ojca (nie jesteś mężczyzną) i po dziecięcemu sadystycznych braci. Nieudaną seksualną inicjację u słynnej florenckiej kurtyzany. Równie nieudane, choć niepozbawione uczucia małżeństwo. Szekspirowskie eliminowanie konkurentów do tronu i odwrócenie losu: śmierć z ręki bratanka. A do tego nieustanne ciążenie tradycji i historii człowieka z bocznej odnogi wielkiego rodu. Przygniatające wszystko dwa garby: owej tradycji i rzeczywistej, fizycznej deformacji. Egzystencjalną górę i dół paradoksalnie połączy dzieło życia, park monstrów — …w którym jestem sam jako monstrum, powie książę.

Całość opiera się przede wszystkim na ogromnej partii głównego bohatera. Kompozytor przyznaje się do inspiracji Wozzeckiem Berga, ale to trochę na wyrost: Berg jest zwięźlejszy, bardziej naładowany energetycznie i zróżnicowany pod względem rytmu, tempa i ogólnej atmosfery. Pierwszy akt Bomarzo, mimo licznych zalet, grzęźnie nieraz w powolnym przekazywaniu tekstu na niebezpiecznym terytorium wspólnym „arii“ i „recytatywu“; odróżnia się tylko mocna, w stylu grand opéra pomyślana scena intronizacji z masywnym chórem. Wskutek tego po przerwie widownia – przynajmniej na parterze – nieco pustoszeje. Jednak kto poszedł, niech żałuje, bowiem drugi akt pod względem napięcia wypada ciekawiej.

Alberto Ginastera, „Bomarzo”, fot. Javier del Real (źródło: materiały prasowe Teatro Real w Madrycie)

Alberto Ginastera, „Bomarzo”, fot. Javier del Real (źródło: materiały prasowe Teatro Real w Madrycie)

Niemniej wątpliwości pozostają. Wiele detali w partyturze wygląda bardzo zachęcająco, ale niekoniecznie gwarantuje sukces. (Bywa też odwrotnie). Kompozytorski nos podpowiada, że partie wokalne powstawały przy fortepianie (nic mi nie wiadomo o śpiewaczych kompetencjach Ginastery) w oparciu o założone struktury. Znając słabo hiszpański mogę tylko przypuszczać, że fraza dobrze siedzi w języku, ale jednak… opór materii klasycznej artykulacji wokalnej jest silny. Ginastera zdaje sobie z tego sprawę, żonglując różnymi sposobami podawania tekstu, od prostej mowy przez recytację rytmiczną i Sprechgesang po pełne bel canto. Mimo to wykonanie tekstu, nawet jeśli odpowiada rytmowi i tempom partytury (a nie zawsze odpowiada), sprawia wrażenie znacznie wolniejszego, ociężałego, miejscami wręcz monotonnego. Wrażenie wzmacnia epizodyczna forma dzieła, o akcji co chwilę przerywanej instrumentalnymi interludiami, zwykle powolnymi, a niekiedy wręcz statycznymi.

Zastrzeżenia zastrzeżeniami, ale Bomarzo to dzieło intrygujące i wyzwalające teatralną wyobraźnię. Dobra orkiestra (a w Madrycie mają naprawdę dobrą) potrafi wydobyć ciekawe brzmienie zarówno z fragmentów zapisanych tradycyjnie, jak aleatorycznie naszkicowanych. Dyrygent David Afkham odczytał całość pomysłowo i nadał jej atrakcyjny kształt brzmieniowy, pomógł też dramaturgii (choć można by się zastanawiać, czy nie przydałoby się więcej ruchu, a może nawet… drżą mi tu palce, nie tylko jako kompozytorowi… nieco skrótów?). No i oczywiście ogromne znaczenie nabiera w tej sytuacji dobór solistów i pomysł inscenizacyjny.

Partię księcia kreuje brytyjski tenor John Daszak (słowiańskie nazwisko wskazuje ukraińskie pochodzenie po ojcu). Świetny wokalnie i imponujący kondycją (no cóż: śpiewał Wagnera, Janaczka, Brittena i Berga), ma wiele aktorskich zadań, które… tu niestety znów problem: nie zawsze dobrze współgrają z „nutami”: Daszak nieustannie gra napięciem, nadekspresją, która rzadko zostawia miejsce na oddech i refleksję. Budzi jednak jako postać co najmniej zainteresowanie, a niekiedy intryguje.

Alberto Ginastera, „Bomarzo”, fot. Javier del Real (źródło: materiały prasowe Teatro Real w Madrycie)

Alberto Ginastera, „Bomarzo”, fot. Javier del Real (źródło: materiały prasowe Teatro Real w Madrycie)

Spośród partnerów najistotniejsi to astrolog Silvio de Nardi, ojciec Gian Corrado Orsini, dwaj bracia Vicina – Girolamo i Maerbale, bratanek Nicolas, wierny sługa Abul oraz trzy kobiety: babka Diana Orsini, kurtyzana Pantasilea i małżonka Julia Farnese. Najściślejsze – i fatalne w skutkach – relacje łączą księcia z babką Dianą, tu z dużą ekspresją kreowaną przez Hilary Summers. Natomiast ani piękna i subtelna Julia (Nicola Beller Carbone), ani wykwalifikowana w uwodzeniu Pantasilea (choć w ujęciu Milijany Nikolic, skądinąd bezbłędnej wokalnie, raczej zimna i zrutynizowana – ale to też trochę taka partia…) nie obudzą w nim namiętności. Recenzenci twierdzą, że silniejszym uczuciem Vicino obdarzył przystojnego Abula (tę niemą, ale eksponowaną partię efektownie skonstruował Amaury Reinoso), a poniekąd także – podświadomie – własnych braci; jest to trop możliwy, ale nie wiem czy wiele wnoszący do całej sprawy. Tak czy owak, najważniejszą z punktu widzenia mechaniki fabularnej – no i psychiki głównego bohatera – jest postać astrologa (w tej roli Holender Thomas Oliemans), uporczywie poszukującego w znakach ziemskich i niebiańskich potwierdzenia książęcej nieśmiertelności.

Strony: 1 2

Tekst ukazał się w Miesięczniku Odra nr 10/2017

Dodaj komentarz


Artykuły

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Luisa Spina – Rozmowy nad brzegiem

Od 24 listopada do 28 listopada 2017 roku

Luisa Spina (źródło: materiały prasowe organizatora)

24. Międzynarodowy Festiwal Filmowy Etiuda&Anima

Od 21 do 26 listopada 2017 roku

„Bartender”, reż. Bill Plympton (źródło: materiały prasowe organizatora)

Terytoria Pamięci

Od 24 listopada do 31 grudnia 2017 roku

Małgorzata Futkowska, „Terytoria Pamięci”, Miejska Galeria Sztuki w Częstochowie (źródło: materiały prasowe organizatora)

Awers/rewers. Architekt Bohdan Lachert

Od 24 listopada 2017 roku do 2 kwietnia 2018 roku

Dom własny Bohdana Lacherta przy ul. Katowickiej 9 w Warszawie, pokój stołowy i oranżeria, fot. Witalis Wolny, 1972, Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk (źródło: materiały prasowe organizatora)

14. Festiwal Sztuki ArtFest im. Bogusława Wojtowicza

Od 21 listopada do 10 grudnia 2017 roku

Plakat 14. Festiwalu Sztuki ArtFest im. Bogusława Wojtowicza (źródło: materiały prasowe)

Chór Alexandrowa – polska trasa koncertowa

Od 21 do 26 listopada 2017 roku

Chór Alexandrowa (źródło: materiały prasowe organizatora)

Lwów, 24 czerwca 1937. Miasto, architektura, modernizm

Od 1 grudnia 2017 roku do 8 kwietnia 2018 roku

Wawrzyniec Dayczak, projekt Wyższej Szkoły Handlu Zagranicznego przy ul. Sakramentek, widok perspektywiczny, 1934–1938, flamaster i tusz na kalce technicznej, 40,5 x 53,5 cm, ze Zbiorów Specjalnych Biblioteki Naukowej PAU i PAN w Krakowie (źródło: materiały prasowe organizatora)

12. Międzynarodowy Festiwal Sztuki Opowiadania Superbohaterowie

Od 15 do 19 listopada 2017 roku

Grupa Studnia O. „Don Kichot i jego opowieści” (źródło: materiały prasowe organizatora)

David Lynch. Silence and dynamism

Od 12 listopada 2017 roku do 18 lutego 2018 roku

„Shadow of a Twisted Hand Across My House”, 1988, Copyright: David Lynch (źródło: materiały prasowe organizatora)

43. Biennale Malarstwa Bielska Jesień 2017

Od 10 listopada do 31 grudnia 2017 roku

Sebastian Krok, Amor, 2016, tempera, akryl, alkid, lakier do podłóg na pościeli nabitej na krosno, 23x30 cm (źrodło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR