Wystawa Oskar i Zofia Hansen. Forma Otwarta w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Warszawa 2017

Szczęśliwie udało się uniknąć hagiografii. Utrefiona w cudowność, z iście Vasariańskim sznytem i mitomańskim rozmachem, sylwetka artystów-demiurgów, to bardziej sfera postromantycznej legendy niż zainteresowania kuratorów odbywającej się w Muzeum Sztuki Nowoczesnej wystawy. Całe szczęście. Prezentowana w warszawie opowieść o Hansenach to nie lapidarium ciekawostek – próżno szukać w niej czegoś na kształt sztambucha pękającego w szwach od bon motów na każdą artystyczną czy towarzyską okazję – to próba spojrzenia na dzieło przez pryzmat człowieka. Architektura jest przecież tą ze sztuk, która najsilniej i najgłębiej wchodzi w interakcję z codziennością.

Oskar i Zofia Hansenowie (źródło: materiały prasowe organizatora)

Oskar i Zofia Hansenowie (źródło: materiały prasowe organizatora)

„Architektura jest głęboko zakorzeniona w metafizycznych problemach podmiotu i świata, wnętrza i zewnętrza, czasu i trwania, życia i śmierci”[1] – czytamy u Pallasmy, któremu przecież antropologiczne spojrzenie na architekturę wydaje się drogą, jeśli nie jedyną, to w każdym razie najsłuszniejszą. Czy jednak słowo „architektura” jest terminem wystarczająco pojemnym? Sami twórcy ekspozycji zaznaczają już na wstępie, że „prezentuje (ona) różne aspekty teorii Formy Otwartej” uznawanej za „oś działalności architektonicznej, artystycznej i pedagogicznej”[2] Hansenów.

Otterlo, rok 1959. Podczas Międzynarodowego Kongresu Architektury Nowoczesnej CIAM, Oskar Hansen, w nienagannie skrojonym garniturze, deklaruje konieczność otwarcie się architektury na potrzeby jej użytkowników. Brzmi to pięknie, ale o potencjał rewolucyjny trudno posądzić taką deklarację złożoną kilkanaście lat po Le Corbusierze, funkcjonalizmie czy Bauhausie. Dopiero kiedy delegat z Polski doprecyzowuje swoją koncepcję, wiele się wyjaśnia. Architektura „zamknięta” jest pomnikiem twórcy, „otwarta” zaś nakreśla jedynie ramy, w obrębie których może – w jakimś, oby jak największym, stopniu – rozwijać się kreatywność odbiorcy, dostosowującego przestrzeń do indywidualnych potrzeb i upodobań.

Dodajmy dla przypomnienia: jeszcze trzy lata wcześniej w Polsce trwała socrealistyczna maskarada z „małymi mieszkankami na Mariensztacie” i ludem wkraczającym do Śródmieścia, a hipertrofia skali i prymitywizowany detal straszyły z daleka. Postaci z MDM-owych reliefów straszą co wrażliwszych do tej pory, w niczym nie przypominając na przykład poczciwej matki z prozy Gorkiego.

Wróćmy jednak do Hansena. Architektura ma być „tłem zdarzeń”, mówi, choć w domyśle uściśla zapewne, że nie chodzi tu o operetkowo-triumfalną oprawę pochodów, tylko o skalę zdecydowanie mikro. Widać zatem, jak wyraźnie akcentuje się podmiotowość jednostki. Użytkownik architektury nie jest już biernym odbiorcą skazanym na arbitralne wyroki omnipotentnego projektatna-demiurga, a sam staje się w znacznej mierze twórcą. Oczywiście, w tej beczce teoretycznego miodu, znaleźć musiała się i łyżka praktycznego dziegciu.

Józef Szajna zlecił Hansenowi przygotowanie projektu adaptacji wnętrz Teatru Studio tak, by odpowiadały one potrzebom eksperymentalnej sceny artystycznej. Można się spodziewać, że architekt przystąpił do pracy z niemałą werwą, bowiem pojawiła się możliwość zastosowania teorii Formy Otwartej nie tylko w budownictwie mieszkaniowym, ale także – budynku użyteczności publicznej. A jeśli dodamy do tego, ze Studio mieści się w samym Pałacu Kultury i Nauki, będącym dla Hansena kwintesencją formy zamkniętej – propozycja musiała być w dwójnasób kusząca. Na wystawie prezentowane są rysunki: prostokąt o wyoblonych narożach, zakreskowany przy krawędziach przywodzi na myśl schemat pantofelka z gimnazjalnej lekcji biologii, któremu towarzyszy okrąg mogący znaczyć tyle co jakaś komórka; organiczne formy zbliżają się do siebie, co dodatkowo podkreśla silnie zaznaczony flamastrem wektor, czasami przenikając się. Biologicznym konotacjom nie ma końca, a chodzi o plastyczne ujęcie relacji między sceną a widownią. Zapewne ciekawie wypadłoby porównanie z koncepcją Syrkusów.

Ale nie tylko Teatr Studio. Na osiedlu im. Juliusza Słowackiego w Lublinie, Zofia i Oskar Hansenowie zaprojektowali w 1963 roku Teatr Formy Otwartej. Jednoprzestrzenne wnętrza miały bez problemu przepoczwarzać się w zależności od inscenizacyjnego zamysłu.

Oskar Hansen podczas wystawy w Teatrze Żydowskim w Warszawie (Salon „Po Prostu”), 1957 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Oskar Hansen podczas wystawy w Teatrze Żydowskim w Warszawie (Salon „Po Prostu”), 1957 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Fascynujące jest to, że wystawa nie tyle dzieje się w przestrzeni, co sama jest przestrzenią. Zabieg niby znany, ale nie zbywa mu na świeżości, szczególnie w przypadku ekspozycji poświęconych architekturze. Wchodzimy zatem w przestrzeń „pokreśloną” olbrzymimi figurami podwieszonymi pod sufitem, przestrzeń mającą w sobie coś z rękopisu – krzepnięcia dynamicznego procesu. Przechodząc, rzucamy cienie na wielką formę z wyciętym okręgiem (która, jak widzę, szturmem podbija Instagram). Trywializując nieco, można by rzec, że wystawa opowiada o frapującej architekturze, ale i sama architektura wystawy – za którą odpowiada tandem Simone De Iacobis i Małgorzata Kuciewicz – nie jest mniej zajmująca.

Pracownia Brył i Kompozycji Płaszczyzn – taką tabliczkę (o ile w ogóle była to tabliczka) mijał Hansen wchodząc do Wydziału Rzeźby warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, w której wykładał w latach 1952–1983. Poruszał problem rytmu, który w sztuce polskiej ma tradycję długą i chlubną – by wspomnieć międzywojennych rytmistów – ale także zapoznawał młodych twórców z teorią formy otwartej; by robić to skuteczniej, skonstruował „aparat dydaktyczny”, którego kopię oglądać możemy na wystawie i szkoda tylko, że nie można go użyć.

Ekspozycja wydaje się być archipelagiem tematycznych wysp – każda omawia inne zagadnienie, dotyczące koncepcji i aktywności Hansenowskiej Formy Otwartej, możemy zatem – jak w Cortazarowskiej Grze w klasy – poruszać się swobodnie, tworząc własną, unikalną narrację. Dla części publiczności, przyzwyczajonej do linearnej narracji wystawy, zabieg ten jest nieco konfundujący, a tradycyjne, zadawane nieśmiałym szeptem pytanie o „kierunek zwiedzania” nie wychodzi z użycia. Zdecydowanie sprawdza się w tych warunkach otwarta przestrzeń nadwiślańskiego pawilonu Muzeum Sztuki Nowoczesnej.

Widok wystawy, fot. Bartosz Stawiarski (źródło: materiały prasowe organizatora)

Widok wystawy, fot. Bartosz Stawiarski (źródło: materiały prasowe organizatora)

Utarło się, że wystawy dotyczące architektury to sałatka z makiet i planów. Makiet, które bywają śmiertelnie nudne i „gordyjskich” planów, których nieprzygotowany widz nie rozsupła. Kuratorka wystawy – Aleksandra Kędziorek, notabene będąca, wraz z Łukaszem Rondudą, autorką książki Oskar Hansen – Opening Modernism[3] – pokazała makiety, ale w ilości strawnej i akceptowalnej. Oczywistym jest, że bezpośredni ogląd dzieła architektonicznego zdobyć możemy jedynie widząc je we właściwym mu kontekście przestrzennym, dlatego każda tego typu wystawa skazana jest na formę zapośredniczenia; niemniej, ekspozycja dotyczy może nawet nie tyle samej architektury co formy otwartej, rozumianej jako odniesienie się nie tylko do namysłu nad „tłem teatru codzienności”, ale także przejawiającej się w formach quasi-malarskich.

  1. Juhani Pallasmaa, Oczy skóry. Architektura i zmysły, Instytut Architektury, Kraków 2012, s. 23.  
  2. Z materiałów do wystawy. 
  3. Aleksandra Kędziorek, Łukasz Ronduda, Oskar Hansen – Opening Modernism, Fundacja Bęc Zmiana, Warszawa 2014. 
Strony: 1 2

PAWEŁ BIEŃ – absolwent Kolegium MISH Uniwersytetu Wrocławskiego oraz MISH Uniwersytetu Warszawskiego.

Dodaj komentarz


Recenzje

Rozmowy

Czytelnia

Wydarzenia

Jan Berdyszak: Puste = Prawie Wszystko

Od 22 marca do 12 maja 2019 roku

Wystawa Jana Berdyszaka, Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie, fot. Jerzy Bartkowski/fotobank (źródło: materiały prasowe)

Poza słowami – Katarzyna Józefowicz

Od 30 marca do 19 maja 2019 roku

Katarzyna Józefowicz, gry, 2001–2003, tektura, papier z ulotek reklamowych, ok. 21 000 elementów, dokumentacja z 2015 roku z wystawy indywidualnej habitat w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie autorstwa B. Górki (źródło: materiały prasowe)

Zjednoczona Pangea

Od 22 marca do 9 czerwca 2019 roku

Monika Zawadzki, Karmiąca, 2014, żywica epoksydowa, akryl,. 150 x× 100 x× 214 cm, dzięki uprzejmości artystki (źródło: materiały prasowe)

Made in Britain ….On Making

Od 15 marca do 9 czerwca 2019 roku

Tucker Judith, Evi pływa / Evi Swims, 2007,olej na płótnie / Oil on canvas, fot. © Priseman Seabrook Collection (źródło: materiały prasowe)

FOGHORN. Wątek transformacji w pracach z Kolekcji II Galerii Arsenał

Od 15 marca do 5 maja 2019 roku

Piotr Uklański, Bez tytułu (Solidarność), 2007, dyptyk, fotografia na dibondzie, 260 × 370 cm, edycja 5 +AP, praca z Kolekcji II Galerii Arsenał, Białystok (źródło: materiały prasowe)

Czas przełomu. Sztuka awangardy w Europie Środkowej 1908–1928

Od 8 marca do 9 czerwca 2019 roku

Imre Szobotka, Marynarz, 1915, Janus Pannonius Múzeum, Modern Magyar Képtár, Pécs (źródło: materiały prasowe)

Patchwork: Architektura Jadwigi Grabowskiej-Hawrylak

Od 28 lutego do 18 maja 2019 roku

Grunwaldzki Square, fot. Michał Brzoza (źródło: materiały prasowe)

Moc natury. Henry Moore w Polsce

Od 22 lutego do 30 czerwca 2019 roku

Henry Moore, Oval with Points (na wystawie: przed Gmachem Głównym MNK) (źródło: materiały prasowe)

Nicolas Grospierre – subiektywny atlas architektury modernistycznej

1 marca do 7 kwietnia 2019 roku

Nicolas Grospierre, Blok mieszkalny, Sankt Petersburg, Rosja, 2007 (źródło: materiały prasowe)

Mikołaj Poliński: 19 odcieni szarości

15 lutego do 31 marca 2019 roku

Widok wystawy Mikołaja Polińskiego w Galerii Muzalewska, fot Galeria Muzalewska (źródło: materiały prasowe)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR