Małgorzata Czyńska, Kobiety Witkacego. Metafizyczny harem, Wydawnictwo Znak, Kraków 2016.

„Mimo wszystko widok tej potężnej postaci kroczącej po śniegu w gwiaździste noce górskie z tym swoim orszakiem niedojdów zasłuchanych i zapatrzonych był naprawdę dramatyczny. Miało się wrażenie, że coś znakomitego ulega spaczeniu, zepchnięte na dno bolesnego błazeństwa”

Witold Gombrowicz, Wspomnienia polskie

Od wydanego w 1992 roku reportażu Joanny Siedleckiej (Mahatma Witkac) w zasadzie trudno się oderwać. Autorka, idąc śladem Stanisława Ignacego Witkiewicza, czyli Witkacego, dotarła do dziesiątków osób bezpośrednio lub pośrednio z nim związanych. Niemal w ostatniej chwili zebrała ich opinie i wspomnienia. Dotyczą one przede wszystkim życia osobistego artysty. Wiele ze spisanych świadectw nieświadomie powiela wcześniejsze opinie, przyczyniając się w ten sposób do pewnej schematyczności, torującej drogę dla mitu. Ale materiału do jego powstania dostarczał przede wszystkim sam Witkacy, mając być może świadomość, że jego życie staje się niemal idealną pożywką dla masowej wyobraźni. Życie zakrojone po szekspirowsku, rozegrane przed wielką widownią i na jej oczach kreowane przez głównego aktora.

Małgorzata Czyńska, „Metafizyczny harem. Kobiety Witkacego” (źródło: mat. pras. wydawcy)

Małgorzata Czyńska, „Metafizyczny harem. Kobiety Witkacego” (źródło: mat. pras. wydawcy)

Wyczuwał i przepowiadał w swych utworach konsekwencje powszechnej „szczęśliwości”: dyktat przeciętności, wulgaryzację życia pozbawionego potrzeb duchowych.

Dawniej męką był strach przed Nieznanym i groźnym dziś jest to raczej strach przed pospolitością i codziennością, która nas zalewa ze wszystkich stron[1].

Obawiał się społeczeństwa zuniformizowanego. Nie chciał być tworem jego wyobraźni. Pozostawił nam więc siebie w dziesiątkach odsłon i aranżacji, z których każda ukazuje tylko niewielką cząstkę jego osobowości, skrywając to co istotne, pozostawiając odbiorców zdezorientowanych i oszołomionych. Chętnie się fotografował, lecz pozował nie tylko do fotografii. Wcielał się w postacie znanych artystów i przyjaciół, błaznował. W listach do żony (napisał ich ponad tysiąc dwieście) bawił się w słowne dowcipy, zniekształcał imiona znajomych, wymyślał pseudonimy po to, by nagle zakończyć wyznaniem o otaczającej go zewsząd pustce.

Jak wiemy Witkacy był aktywny na wielu polach twórczej działalności i na każdym z nich pozostawił swój oryginalny ślad. Dramaturg, autor powieści podważających kanony gatunkowe, malarz, teoretyk sztuki, filozof, autor znakomitych fotografii. Dzieło Witkacego jest wielkim wyzwaniem dla badaczy, intelektualistów i dla „zwykłych” odbiorców. Najbardziej jednak frapuje on sam. Człowiek doświadczony w młodości traumatycznym przeżyciami, które utrwaliły w nim przekonanie o nie dającym się przezwyciężyć tragizmie ludzkiego istnienia.

Samotność i tragiczna ironia towarzyszą mu przez całe życie. W gruncie rzeczy nieśmiały, w towarzystwie przyjmował – jak wspominał Roman Ingarden – zgoła niepotrzebnie pozycję obronno-agresywną, ekstrawagancją pokrywał zmieszanie lub niepewność. Nieprzeciętnie zdolny, przewyższał intelektem swe otoczenie, które – poza nielicznymi wyjątkami – nie rozumiało go i nie doceniało; cenił wolność, a wciąż wpadał w różnego rodzaju zależności; otaczał się kobietami, wrażliwy na ich urodę, lecz nie zaznał uroku spełnionej miłości. Być może sztuka była jedyną sferą, w której czuł się pożyteczny i w uprawianiu której widział usprawiedliwienie swego istnienia:

Sztuka (…) to konieczność powiedzenia drugim istotom w formie Piękna o potworności  samotnego istnienia w nieskończonym wszechświecie[2].

W książce Anny Micińskiej, Witkacy życie i twórczość pojawia się w wielu odsłonach (fotograficznych). Jako niemowlak o wielkich, smutnych oczach na rękach zatroskanej matki, jako kilkuletni chłopak na spacerach z Sabałą; jako znudzony, a może zniechęcony młodzieniec na werandzie pensjonatu Nosal z matką i Heleną Czerwijowską; po latach na rynku w Kieżmarku na Słowacji, w czasie automobilowej eskapady z przyjaciółmi, w warszawski mieszkaniu Kochanowskich, na zakopiańskiej werandzie z Karolem Szymanowskim, Jarosławem i Anną Iwaszkiewiczami… Pozuje na drodze na Halę Gąsienicową, na którą się wybrał z Neną Stachurską i Michałem Choromańskim; pozuje przed schroniskiem: w berecie i dużych słonecznych okularach. Rzadko spotkamy ujęcia przypadkowe. Witkacy aranżuje sytuacje i siebie w nich. Pojawiają się wtedy słynne miny i grymasy, które wykrzywiają jego twarz tak, że trudno odnaleźć w niej podobieństwo do przystojnego, lecz najczęściej poważnego mężczyzny o surowym spojrzeniu. Ale i ta odsłona jest prawdopodobnie na pokaz – jako jeszcze jedna maska. Trafiają się jednak spontaniczne ujęcia, jak to w wagoniku kolejki linowej na Kasprowy Wierch z Eugenią Budynkową, na krakowskiej ulicy z Bolesławem Micińskim, czy też z przygodnymi psami podczas spaceru. Spośród kilkudziesięciu wybranych do albumu jest jedno przeczące jego stylowi, zupełnie nie „witkacowskie”, na którym trudno go poznać – jest na nim nieśmiało, lecz pogodnie uśmiechnięty (podobnie niepewny uśmiech gości na jego twarzy na jednej z niewielu fotografii z Czesławą Oknińską).

Skrywane traumy młodości

Zdobycie wsi Witonież miało otworzyć wojskom rosyjskim drogę na Kowel. By jednak dostać się w pobliże niemieckich pozycji broniących wsi, trzeba było pokonać Stochod – rzekę z jej rozlewiskami, a przedtem ponad kilometrowe błotniste pole, poprzecinane niewidocznymi rowami i kanałami.

Żołnierze, których nie ominęły kule wroga potykali się i przewracali na brzegach kolejnych rowów, wpadali w wodę lub błotnistą, cuchnącą maź[3].

(…) nad polem walki pojawiły się klucze niemieckich samolotów. (…) Wybuchy wzbijały wysoko w górę fontanny gęstego, rozbryzgującego się błota, a powstające w ich miejsce głębokie leje zasysały w bagienną toń leżących żołnierzy[4].

To lipiec 1916 roku. W takich właśnie warunkach bojowych przeżywa Witkacy swoją wojenną inicjację. Jak wykazuje szczegółowo Krzysztof Dubiński, podporucznik Witkiewicz dotarł ze swą rotą na drugi brzeg rzeki, a potem bronił zdobytego przez wojska rosyjskie wzniesienia 90,0. Żołnierze obydwu stron opuścili okopy i walczyli wręcz. Na bagnety. Fizjologiczna strona takiego morderczego zwarcia odziera je z narosłych mitów i romantycznej otoczki. To, co dominuje to trudny do zniesienia mdlący zapach krwi, spoconych żołnierskich ciał przemieszany z odorem śmierci. Operacja kowelska nie powiodła się. Droga na Kowel nie została zdobyta, a Pawłowski Pułk, do którego należał Witkiewicz, stracił prawie trzy tysiące ludzi[5].

Do kilku okresów ze swego życia Witkacy właściwie nie wracał, jakby chciał by zapadły się głęboko w niepamięci. To samobójcza śmierć jego narzeczonej Jadwigi Janczewskiej w 1914 roku, i cztery dni na pierwszej linii frontu I wojny światowej. Trzeba do tego dodać doświadczenie najwcześniejsze – rozbicie rodziny spowodowane zażyłą przyjaźnią ojca z Marią Dembowską, towarzyszką życia ostatnich lat, trwającą przy nim aż do jego śmierci we włoskiej Lovranie. Jak wspomina przyjaciel domu Jerzy Mieczysław Rytard, „Staś nosił w sobie ukryty i zadawniony żal do ojca.(…) Historia z Dembowską zatruła długi okres jego życia. (…) wzrastał i dojrzewał w ciężkiej atmosferze”[6].

  1.  Stanisław Ignacy Witkiewicz, Polemika z krytykami,  za: A Micińska, Witkacy. Życie i twórczość,  Wydawnictwo Interpress Warszawa b. r. w  s.164.
  2. S.I. Witkiewicz, Nowe formy w malarstwie, za: A. Micińska, op. cit., s.165.
  3.  K. Dubiński,Wojna Witkacego, czyli kumboł w galifetach, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2015, s.145.
  4.  Tamże.
  5. Tamże, s.156.
  6.  Jerzy Mieczysław Rytard, Witkacy,czyli po drugiej stronie rozpaczy, [w:] Stanisław Ignacy Witkiewicz. Człowiek i twórca, Księga pamiątkowa pod redakcją T. Kotarbińskiego i J. Płomieńskiego, Warszawa 1957, s.271.
Strony: 1 2

Dodaj komentarz


Artykuły

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Urszula Tarasiewicz. Ogrodowa / Garden Street

Od 24 lutego do 31 marca 2017 roku

Urszula Tarasiewicz, „Ogrodowa/Garden Street” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Kupując oczami

Od 22 lutego do 11 czerwca 2017 roku

Projekty aranżacji wystawy sklepu Juliusza Grossego  w Krakowie autorstwa Franciszka Seiferta, autor fot. nieznany, lata 30. XX w., wł. Muzeum Historycznego Miasta Krakowa (źródło: materiały prasowe organizatora)

Andrzej Mitan. Sztuka (nie)zidentyfikowana

Od 18 lutego do 23 kwietnia 2017 roku

Andrzej Mitan, „W świętej racji”, płyta analogowa, proj. Ryszard Winiarski (źródło: materiały prasowe organizatora)

ABS_2067

Od 27 lutego do 17 marca 2017 roku

Philippe Rębosz, „And all my friends are dead”, akryl i olej na płótnie, 2017 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Nature morte

Od 19 lutego do 14 maja 2017 roku

Barnaby Barford „Do it again, I didn’t press record”, 2009, dzięki uprzejmości artysty, Fot. Noah Da Costa, © Barnaby Barford (źródło: materiały prasowe organizatora)

Alicja Bielawska. Jeśli nie tutaj, gdzie?

Od 17 lutego do 9 kwietnia 2017 roku

Alicja Bielawska, „Ćwiczenia na dwie linie”, 2014 ,fot. Bartosz Górka (źródło: materiały prasowe organizatora)

Szczęśliwej podróży

Od 17 lutego do 27 maja 2017 roku

3–4 marca 2017 roku, pokaz filmu „Exil Shanghai” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Martwa Natura

Od 15 lutego do 14 marca 2017 roku

Katarzyna Makieła-Organisty, „Czaszka jelonka”, 2014 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Skarby baroku. Między Bratysławą a Krakowem

Od 10 lutego do 23 kwietnia 2017 roku

„Widok Krakowa”, 1652, olej na płótnie, Muzeum Narodowe w Krakowie (źródło: materiały prasowe organizatora)

Superorganizm. Awangarda i doświadczenie przyrody

Od 10 lutego do 21 maja 2017 roku

Marek Włodarski, „Pejzaż biologiczny”, 1930 (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR