Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Wenecji, 30.08-09.09.2017 r.

Gdyby na początku sierpnia ktoś zapowiedział, że naszpikowany wielkimi nazwiskami i ambitnymi dziełami konkurs festiwalu w Wenecji wygra baśniowe widowisko Guillermo del Toro, uznano by go za szaleńca, a w najlepszym razie niepoprawnego marzyciela. Po ubiegłorocznym zwycięstwie filipińskiego mistrza powolnego kina, Lava Diaza, odbywające się na wyspie Lido święto filmu wydawało się zmierzać w kierunku bardziej wyciszonych i autorskich opowieści. Tymczasem zwycięskie The Shape of Water, choć zachwycające wizualnie i pełne emocjonalnego rozmachu, jest dziełem narracyjnie i tematycznie bardzo konwencjonalnym.

Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Wenecji, 2017 (źródło: materiały prasowe)

Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Wenecji, 2017 (źródło: materiały prasowe)

A przecież w odbywającym się po raz 74. weneckim konkursie wiele było obrazów, które wydawały się znacznie bardziej interesujące na poziomie konstrukcyjnym. Izraelski Foxtrot, zaledwie drugi film triumfującego w Wenecji przez ośmioma laty Samuela Maoza, dekonstruuje kino wojenne w formie, w jakiej ów gatunek zyskał popularność, w niecodzienny sposób ukazując także kwestię zmagania się ze stratą bliskiej osoby oraz doświadczaniem wojny przez młodych, niedojrzałych jeszcze żołnierzy. Motyw przepracowywania żałoby legł także u podstaw fenomenalnie napisanego scenariusza do autorskiego dzieła Martina McDonagha, które zrealizowane został na południu Stanów Zjednoczonych – Trzy billboardy za Ebbing, Missouri to bez wątpienia najlepszy film tegorocznej edycji biennale (wskazywały na to także noty krytyków, pojawiające się w festiwalowej prasie codziennej), odwołujący się do najlepszych dokonań braci Coen, a jednocześnie za sprawą błyskotliwych i niezwykle dynamicznych dialogów stanowiący samodzielny, osobny fenomen. Sweet Country, australijski slow western mającego aborygeńskie korzenie Warwicka Thorntona, to poetyckie w formie i brutalne w treści nawiązanie do poprzedniego dzieła tego reżysera, Samson i Delilah, także zwracającego uwagę na los autochtonów w skolonizowanej Australii. Nawet First Reformed, najnowszy film Paula Schradera, twórcy tyleż uznanego, co w ostatnich latach regularnie zawodzącego swoimi projektami, okazało się obrazem niepokornym, wyraźnie przekraczającym gatunkowe ramy thrillera czy kryminału.

Na tle wymienionych powyżej tytułów The Shape of Water, osadzona w zimnowojennej rzeczywistości opowieść o niemej kobiecie, która zakochuje się z wzajemnością w żyjącym w głębinach stworzeniu, narracyjnie jawi się jako dzieło najzwyczajniej… nudne. Nic bardziej mylnego – pomimo mało odkrywczej strony tekstualnej, film Guillermo del Toro znacząco pogłębia warstwę emocjonalną fabuły, jednocześnie stawiając nacisk na wizualne oszołomienie widza. Szczęśliwie jednak estetyczny rozmach nie jest jedynie skrywającą pustkę fasadą, lecz zachwycającym opakowaniem dla klasycznej baśni o dobru i złu, w której mrok odkrywa zasadniczą, lecz nie konstrukcyjną, rolę. W The Shape of Water mnóstwo jest spowitych ciemnościami wnętrz i plenerów, a z definicją piękna, której hołduje meksykański reżyser, wielu zapewne mogłoby polemizować, ale jest w filmie del Toro niezwykła konsekwencja w budowaniu świata przedstawionego – pojawiająca się w tytule woda jest tu nieustannie obecna, zaś grunt i budynki nie stanowią jej przeciwieństwa, lecz niejako przedłużenie płynnego żywiołu, przestrzeń, którą można formować zgodnie z fantazjami i marzeniami. Bezinteresownej dobroci głównej bohaterki (Sally Hawkins) przeciwstawione zostaje krótkowzroczne zło, panoszące się we wnętrzu agenta specjalnego (Michael Shannon), starającego się za wszelką cenę uniemożliwić pozytywne zakończenie tej historii. O tym, czy mu się udaje, polscy widzowie będą mogli się przekonać niestety dopiero w styczniu 2018 roku.

Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Wenecji, 2017 (źródło: materiały prasowe)

Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Wenecji, 2017 (źródło: materiały prasowe)

Choć Złotym Lwem nagrodzono film widowiskowy i klasyczny fabularnie, pozostałe nagrody powędrowały do wymienionych wcześniej, bardziej poszukujących twórców. Eksperymentującego z konwencją kina wojennego Foxtrota wyróżniono drugim najważniejszym laurem – Wielką Nagrodą Jury, co czyni z Samuela Maoza jednym z ulubieńców weneckiego festiwalu. Z kolei Nagroda Specjalna Jury powędrowała do wspomnianego Warwicka Thorntona, którego wrażliwość – zarówno w prowadzeniu narracji, jak i portretowaniu australijskiego Outbacku – została doceniona przez kapitułę. Gremium pod przewodnictwem słynnej amerykańskiej aktorki Annette Bening wyróżniło nagrodą za scenariusz Martina McDonagha, który kolejnym filmem potwierdza, że jest nie tylko wybitnym dramaturgiem, ale także autorem jednych z najlepszych dialogów filmowych. Prowadzeni przez niego aktorzy, zwłaszcza Frances McDormand i Sam Rockwell, z pewnością będą się liczyć w nadchodzącym tzw. awards season, zaś szczególnie McDormand ma ogromne szanse w oscarowym wyścigu. Warto zwrócić uwagę na nagrody aktorskie dla panów – doceniono rolę Kamera El Bashy w The Insult, bardzo efektownym portrecie destrukcyjnego wpływu męskiej dumy na bliskowschodnie społeczeństwa, a także wspaniale rokującego Charliego Plummera, który zdobył nagrodę dla najlepszego młodego aktora za znakomity film drogi Lean on Pete Brytyjczyka Andrew Haigha.

Co ciekawe, w weneckim konkursie znalazło się sporo filmów, w których obcokrajowcy znakomicie opowiadali o społeczeństwach innych krajów. Paolo Virzì, nagrodzony na Lido Wielką Nagrodą Jury przed dziesięcioma laty, w The Leisure Seeker toczy opowieść o Ameryce tak, jakby wychował się na tamtejszych burgerach, a nie włoskich makaronach. Wspomniany Haigh, chłopak z północnego Yorkshire, przemierza z kamerą północno-wschodnie stany USA niczym ulice doskonale sobie znanego angielskiego Newcastle. Jego krajan Martin McDonagh z kolei od kilku już lat – a w tym roku za sprawą Trzech billboardów za Ebbing, Missouri – udowadnia, że mentalnie jest człowiekiem z Południa Stanów, gdzie rytm życia dyktują niechętni obcym twardziele z obrzynami w rękach. Fakt, że spośród wielu filmów opowiadających o Ameryce nagrodzono te, które zostały nakręcone przez „obcych”, mówi wiele o kondycji tamtejszego kina. Reżyserzy z USA – Alexander Payne, George Clooney, Darren Aronofsky – zajęli się tworzeniem filmów spektakularnych w formie, ale często nietrafionych fabularnie. Choć Downsizing czy Suburbicon, jedne z najgłośniejszych tytułów tegorocznego konkursu w Wenecji, próbują dokonywać diagnozy współczesnego amerykańskiego społeczeństwa (choć pierwszy film lokuje akcję w niesprecyzowanej przyszłości, drugi zaś w latach 50. XX wieku), robią to powierzchownie i bez przekonania. Dużo trafniej opisują współczesne Stany – pełne konfliktów, wątpiące, potrzebujące ciągłych dowodów na wielkość swego narodu – właśnie obcokrajowcy, którzy wnoszą do swych filmów i diagnoz niezbędny dystans, który jest często niemożliwy do osiągnięcia dla amerykańskich twórców.

Wśród krytyków i dziennikarzy uczestniczących w 74. edycji panowało przekonanie, iż tegoroczna odsłona festiwalu filmowego w Wenecji jest najmocniejszą od lat. Rzeczywiście – konkursowa stawka była wyrównana, żaden z filmów nie wyróżnił się w sposób skrajnie negatywny, zaś wiele tytułów wywołało zachwyt widzów. Tegoroczne weneckie rozdanie z pewnością przyćmiło festiwal w Cannes, jednak nie ulega wątpliwości, że odbywająca się na Lido impreza nie ma ambicji, by rewolucjonizować i wyznaczać nowe trendy w kinie. Ma natomiast zadatki na to, by stać się bezpieczną przystanią dla wielkich nazwisk i głośnych produkcji, które – choć nie kontestują zastanego porządku w światowej kinematografii – wyznaczają wysoki poziom współczesnym filmowcom.

Dawid Myśliwiec – dziennikarz, filolog angielski, filmoznawca. Od kilku lat pisze o filmie na blogu Myśliwiec ogląda (www.mysliwiecoglada.pl), współpracuje z portalem Stopklatka.pl, magazynem Alterpop, serwisem Polishdocs.pl i Klubem Miłośników Filmu.

Dodaj komentarz


Artykuły

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Metropolia Jest Okey 2017

Od 14 do 30 grudnia 2017 roku

Metropolia Jest Okey 2017 – plakat (źródło: materiały prasowe organizatora)

Góry – Morze – Morze – Góry

Od 15 grudnia 2017 roku do 4 lutego 2018 roku

Paulina Siedlarz (źródło: materiały prasowe organizatora)

Różewicz. Bez tekstu

Od 15 grudnia 2017 roku do 11 marca 2018 roku

Praca nad cyklem „cd. Nauki chodzenia”, na zdjęciu Tadeusz Różewicz, fot. Janusz Stankiewicz (źródło: materiały prasowe organizatora)

Moja mama jest moim największym fanem. Paweł Zawiślak aka Kropki Kreski

Prace z lat 2010–2017

Od 15 grudnia 2017 roku do 4 lutego 2018 roku

Paweł Zawiślak „Allegory of the vanities of the world Cartier Necklace” (źródło materiały prasowe organizatora)

Haunts

Od 8 grudnia 2017 roku do 31 stycznia 2018 roku

Katarzyna Bartkowiak, „Nie”, 2013 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Kot Schrödingera. Wobec tradycji

Od 8 grudnia 2017 roku do 11 stycznia 2018 roku

Kasia Kmita, Ognisko, z cyklu „KODRY”, 2017 (źródło: materiały prasowe organizatora)

NORTH by NORTH-EAST

od 4 do 9 grudnia 2017 roku

Wiktoria Wojciechowska, cykl „The Path” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Życie mieszkańców Chin pod koniec panowania dynastii Ming

Od 12 grudnia 2017 roku do 11 marca 2018 roku

Misa z dekoracją przedstawiającą legendę o Wang Xizhi, panowanie cesarza Wanli (1573–1620) z dynastii Ming porcelana, dekoracja w technice woucai (źródło: materiały prasowe organizatora)

Julita Malinowska. Spełniona

Od 15 grudnia 2017 roku do 31 stycznia 2018 roku

Julita Malinowska, „Rozmowa”, 2017 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Arte excentrica, czyli wody spokojne, fastrygi, perfumerie i warzywniaki

Od 15 grudnia 2017 roku do 14 stycznia 2018 roku

kie-csw-slupsk-2017-12-04-001-576x432.jpg

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR