Galeria im. M.E. Andriollego w Nałęczowie: Stanisław Baj, Rzeka; Mała Galeria Liceum Plastycznego im. J. Chełmońskiego w Nałęczowie: Stanisław Baj, Matka, 13.09-12.10.2016 r.

Artystyczne upodobania przybierają różną formę. Oczywiście najbardziej wyraziste bywają te oparte na podziwie, zadziwionym zdumieniu. Najmocniej zapadają w pamięci olśnienia. Lecz ostatnie dekady wprowadziły do codziennego obiegu także kategorie negatywne. Fascynuję nas – a przynajmniej „obowiązuje” – w równym stopniu piękno, jak i brzydota, inteligencja jak i banał, lotność wyobraźni i pretensjonalna tępota. Nie wspominając o indoktrynacjach politycznych, które niektórzy zwą emancypacją lub zaangażowaniem społecznym. W każdym razie istnieją powody, aby „musieć chcieć” oglądać wszystko, co ktokolwiek gdziekolwiek i kiedykolwiek uzna za sztukę. Chyłkiem unikam tych obowiązków jak mogę. Bowiem wszystko co oglądamy i słuchamy de/formuje nasz umysł, wrażliwość i wyobraźnię. Nie ma niewinnych doświadczeń. Trzeba więc uważać, co się ogląda. Unikać łatwych i tanich dymów. Nawet tych nagłośnionych.

Stanisław Baj, „Rzeka”, Galeria im. M.E. Andriollego w Nałęczowie, 2016, fot. S. Marzec (źródło: dzięki uprzejmości S. Marca)

Stanisław Baj, „Rzeka”, Galeria im. M.E. Andriollego w Nałęczowie, 2016, fot. S. Marzec (źródło: dzięki uprzejmości S. Marca)

Po tym przydługim wstępie mogę wyznać, że mam kilku malarzy, których zawsze oglądam bez obaw. Wiem, że nie będą próbowali na siłę mącić mi w głowie – pouczać, reedukować, transformować, prowokować, wstrząsać, uświadamiać, wyzwalać… Którzy nie potraktują mnie jako darmowego psychoterapeuty, albo materiał do rzeźby społecznej, powszechnego zbawienia czy ostatecznej rewolucji. I którzy nie są przy tym bezmyślnymi majsterkowiczami. Jednym z takich artystów godnych zaufania jest Stanisław Baj. W zasadzie nawet nie rozumiem dlaczego, bo dzieli nas niemal wszystko. On lojalny wobec figuracji, gestu, kontemplującej intuicji, ja zaś natężający złożone postkonceptualne niepokoje. On wierny naturze, a ja penetrujący osobliwości naszej widzialności.

Najnowsza prezentacja jego obrazów miała miejsce jednocześnie w dwóch galeriach Nałęczowa. Oczywiście przyszłość sztuki leży właśnie w lokalności, w najbardziej bezpośrednim związku z realnością jednostkowej podmiotowości, a nie standardach globalnej „jednej jedynej światowości”. Jak i jednej jedynej postępowości czy wybitności. Ich modeli mamy dziś wiele, i trzeba troszczyć się o ten pluralizm. Dzisiejsze (anty)kanony do niczego nie zobowiązują, są tylko marketingiem „aktualności”. Uzbrojony w te przekonania, bez lęku i zmieszania wkroczyłem najpierw do galerii nałęczowskiego liceum plastycznego, a następnie w hol wystawienniczy tamtejszego domu kultury. Mało tego, jadąc tam w deszczowe niedzielne popołudnie czułem wręcz, że w pewnym sensie manifestuję swoje désintéressement wobec „wiodących i ważnych centr sztuki”.

W pierwszej galerii wisiały portrety matki artysty. Obrazy i rysunki. A w zasadzie szkice, bo jakby nieukończone. Jakby tożsame z chwilą swojego powstania. To nieukończenie nie jest wszakże wpisywaniem się w obowiązującą dziś procesualność sztuki, w strategie obrazu mnogiego, lecz wyrazem głębokiego zakorzenienia w ludzkim doświadczeniu i emocjach. Tych najbardziej podstawowych, archetypicznych. Portrety zredukowane są do samej głowy, niekiedy owiniętej czarną chustą. Jej ciemny owal na połaci bieli brzmi jak wyrwa. Albo też odwrotnie, jako jedyna realność w otaczającej pustce.

Stanisław Baj, „Rzeka”, Galeria im. M.E. Andriollego w Nałęczowie, 2016, fot. S. Marzec (źródło: dzięki uprzejmości S. Marca)

Stanisław Baj, „Rzeka”, Galeria im. M.E. Andriollego w Nałęczowie, 2016, fot. S. Marzec (źródło: dzięki uprzejmości S. Marca)

Seria rysunków, jak rodzaj pamiętnika, powieszona rygorystycznie, wręcz mechanicznie. Biel ramek uwypukla i pozwala dostrzec różne odcienie bieli papieru. Pojawiają się mniej lub bardziej zauważalne zażółcenia, nieuchronny ślad upływu czasu. Przemijanie człowieka spotęgowane świadomością przemijania pamięci o nim. Wszak w wielu pierwotnych religiach zmarli żyć mieli tak długo, jak długa żyła pamięć o nich. Cóż więc począć dziś z milionami ludzi, o których nawet za życia nikt już nie pamięta? Czyżbyśmy kreowali nowy rodzaj widmowego istnienia?

Nieważne dla świata i historii spojrzenia i wyrazy twarzy. Zmęczonej, zasypiającej lub nawet śpiącej. Nieuchwytne wydarzanie się istnienia. Ta nieważność momentami zdaje się jednak stykać z tym co najistotniejsze, z samym istnieniem, z życiem jako takim. Czymś, o czym raczej już zapominamy, wpisani w zabobon istnienia zredukowanego wyłącznie do samego wydarzenia i procesów nieskończonych przemian. A przecież gdzieś tam przejawia się owo „jest”, owo trwanie, gdzie któremu wciąż nadal jesteśmy tym, kim jesteśmy. W jakiś przedziwny sposób Baj poprzez taki codzienny sentymentalizm, lecz bez szminek i pudrów, jak i bez pretensjonalnej kontrowersji, dotyka naszych egzystencjalnych podstaw. Emocji, które tworzą naszą jednostokową konkretność, dopiero później modelowaną obowiązującą aktualnie ideologią czy metafizyką. Albo tylko: aktualnością.

W jego twórczości dominują ciągle dwa te same ponawiane motywy. Portret matki oraz widok Bugu. Niemal ten sam, bo dopiero przy okazji większej wystawy dostrzec można subtelne różnice. Coś podobnego jak ponawiany motyw góry u Cezanne, czy ostateczny anty-obraz Ad Reinhardta. Miałem już okazję pisać o tych pejzażach. Właściwie mógłbym powtórzyć to samo, a jednak zarzucanie autorowi monotonii i rutyny nie jest na miejscu. Wszak to, co ważne jest stale obecne. Nieustannie ponawiane. I balansuje siłą rzeczy na pograniczu banału. Więc i ponawianie ich doświadczenia ma podobny charakter. Obrazy Baja są rytualnym malarskim misterium – splątaniem przemijania i niepewności trwania. Pisząc o nich akcentowałem ich powagę, nabrzmiałą prostotą eksplodującą szybkimi gestami malowania. Zderzanie kosmicznej cykliczności z konkretnością chwili. Pisałem o zmaganiu się ociężałej materii zmieszanych, a miejscami niemal brudnych brązów, zieleni i niebieskości z czystym błyskiem światła. Te błyski, ślady nieobecnego światła tworzą tu istotne napięcie. Między prześwitem blasku i rozproszoną w mglistością poranku lub zmierzchu. No i motyw płynącej rzeki. Niosącej „dalej” odbicia naszych spojrzeń. I tu jest pewien ważny paradoks. W prostocie, porowatości, chiazmatyczności tego malarstwa nie odzwierciedla się nasza aktualność. Wręcz nawet wycisza się zgiełk „słusznych” żądań, lamentów, dętych opinii i projektów. I właśnie ta cisza przywraca godność naszym spojrzeniom, naszemu widzeniu.

SŁAWOMIR MARZEC – profesor Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie i Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, artysta wizualny, autor blisko 100 wystaw indywidualnych (m.in. CSW Warszawa, Galeria Foksal) oraz licznych publikacji z pogranicza teorii i krytyki artystycznej.

Dodaj komentarz


Artykuły

Rozmowy

Czytelnia

Wydarzenia

Ella Littwitz. I wody stały się piołunem

Od 26 października 2018 roku do 4 lutego 2019 roku

Ella Littwitz, „71 941”, 2018 geokrata, drewno, metal, 240 × 240 cm dzięki uprzejmości Harlan Levey Projects (materiały prasowe organizatora)

Międzynarodowy Festiwal Teatrów Tańca w Tarnowie Scena Otwarta

Od 20 do 28 października 2018 roku

„Richard Alston Dance Company”, II Międzynarodowy Festiwal Teatru Tańca Scena Otwarta, Centrum Sztuki Mościce (źródło: materiały prasowe organizatorów)

Znaki-Kody-Komunikaty

Od 19 października do 2 grudnia 2018 roku

Jerzy Krawczyk „Okno I” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Mirosław Bałka 1/1/1/1/1

Od 20 października do 31 grudnia 2018 roku

Mirosław Bałka, „1/1/1/1/1”, Op Enheim we Wrocławiu (źródło: materiały prasowe organizatorów)

9. Festiwal Kamera Akcja

Od 18 do 21 października 2018 roku

„Dzika grusza” (źródło: materiały prasowe organizatora)

PiekłoNiebo

Od 21 września do 21 października 2018 roku

Oleksij Choroshko, film „Lost Angeles”, Galeria Sztuki w Legnicy (źródło: materiały prasowe organizatorów)

Wiatr od morza. W sto lat później

Od 15 października do 11 listopada 2018 roku

Marcin Zawicki, „Smętek”, 2018, olej na płótnie, 100x100 cm, fot. © MNG (źródło: materiały prasowe organizatora)

Teserówka

Od 6 października do 9 listopada 2018 roku

Diana Lelonek, „Teserówka”, Dom Stanisława Teisseyre'a (źródło: materiały prasowe organizatorów)

Ucieleśnione. Dzieła z kolekcji Dolnośląskiego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych

Od 12 października do 12 listopada 2018 roku

Marta Deskur „Fanshon Radio”, 2003 film wideo, kolor, dźwięk, 7 min. 23 s.; remix dźwięku: DOKURO; montaż: Holger Fröhlich; produkcja: Instytut Polski w Berlinie (źródło: materiały prasowe organizatora)

Czego się dowiedziałeś z Facebooka?

Od 5 do 26 października 2018 roku

K. Korzenicka (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR