Fragment książki: Przemysław Dakowicz, Afazja polska 2, Wydawnictwo Sic!. Premiera: 27 października 2016 roku.

KRZYŻE I SMOKI

Niewiele o nim wiemy. Trzynastolatek, półsierota, wychowywany w jednym z grodzieńskich Zakładów Dobroczynności, syn służącej Zofii Jasińskiej. Jak wielu jego rówieśników, poszedł na sowieckie czołgi. Rzucił w metalową konstrukcję butelką z mieszanką nafty i benzyny, ale zapomniał podpalić lont. Zawartość nie wybuchła, czołg nie stanął w płomieniach.

Butelka uderza w wieżyczkę czołgu, rozpryskuje się szkło, oleista ciecz spływa po skośnej żeliwnej ściance. Teraz jest ostatnia chwila na ucieczkę. Dwaj koledzy szarpią trzynastolatka za rękaw, krzyczą, ale ich krzyk zostaje zagłuszony przez zgrzyt hamulców. Sowiecka maszyna zatrzymuje się, unosi się klapa włazu – z otworu wyłania się głowa, potem ramiona i ręce. Trzynastolatek stoi w bramie jak słup soli. Został sam. Sam w świecie dorosłych. Ich twarze czerwone, białe zęby błyskające raz po raz, kiedy gardła strzelają słowami, niezrozumiałymi, gwałtownymi. Siarczysty policzek przywraca go rzeczywistości. Teraz, kiedy te obce ramiona wloką go w stronę stalowego kolosa, czuje zapach potu, ich potu, a także smak własnej krwi.

Przemysław Dakowicz, „Afazja polska 2”, okładka (źródło: materiały prasowe wydawcy)

Przemysław Dakowicz, „Afazja polska 2”, okładka (źródło: materiały prasowe wydawcy)

Wieczny bieg

21 września Danuta Bukowińska, kierowniczka internatu Zespołu Szkół Zawodowych, i Grażyna Lipińska, nauczycielka, błądzą ulicami miasta. Napisałem „błądzą”, bo czy pod gradem kul, wśród detonacji i wybuchów, da się zachować porządek marszruty? Ucieka się przed pociskami, wbiega do otwartych bram, przemyka pod murami, przykuca za węgłem. Kobiety roznoszą amunicję i materiały opatrunkowe. Kiedy natrafią na rannego, rozkładają nosze i z jęczącym ładunkiem wycofują się w stronę szpitala. Bez opieki nie pozostawiają nawet sowieckich żołnierzy. Lipińska:

Niedaleko koszar trafia nam się znowu ciężko ranny, tryskający krwią bolszewik. Po drugiej stronie ulicy jest gmach Kasy Chorych, punkt opatrunkowy, lekarze, ale nie sposób przejść, tak silnie jest ostrzeliwana. Wystarczy wychylić się trochę, a z obu stron leci deszcz kul bolszewickich. Zatrzymują nas dwaj sierżanci: – Przecież dla zdychającego bolszewika nie będą panie narażały życia? […] Kiedy uparci sierżanci ofiarują się sami zanieść rannego, dzieje się rzecz najgłupsza: wszyscy czworo chwytamy nosze i schyleni, potykając się przebiegamy ulicę. Dwa pociski, wyrzucone z dział czołgowych, rozpryskują się już za nami. – Pudło – woła starszy sierżant w stronę bolszewików, a oddając doktorowi rannego opowiada z humorem o głupim uporze kobiet. Lekarz, Żyd, nie przejmuje się na razie rannym bolszewikiem, zapatrzony w młodych podoficerów zapytuje, czy nie potrzeba im czego, ładuje im kieszenie papierosami, szczęka mu drga, płacze nad nimi, a może za nimi.

Po południu w perspektywie jednej z ulic ukazuje się sowiecki czołg. Trzeba się wycofać, bo zaraz strzelec obsługujący karabin maszynowy pociągnie za spust i kule będą siec bez litości po wszystkim, co się rusza. Ale Grażyna Lipińska dostrzega z przodu czołgu „jasną plamę”. Nie jest pewna, czy dobrze widzi, lecz po chwili nie ma już wątpliwości: do maszyny przywiązano żywego człowieka… Teraz jest skok i długi bieg – jakby na przekór obrotom historii, wojnie i śmierci – bieg kobiety, która nie chce się zgodzić na nowy porządek świata, która każdym zgięciem kolana, każdym wymachem ramion protestuje przeciwko tej niepojętej teraźniejszości, zaprojektowanej w zacisznych gabinetach dyktatorów. Nie pozwalam! – krzyczą ręce i nogi w ruchu. Tak nie można! – mówi grymas jej twarzy, na której osiadają drobinki pyłu z potrzaskanych kamienic. Jest w tym straceńczym biegu epicki rozmach – jakby zwykła nauczycielka z Grodna zmieniła się na chwilę w postać z Homerowej Iliady. Ten pęd unieważnia wyroki historii – miną dziesięciolecia, w proch obrócą się imperia, dumne miasta popadną w ruinę, odmienią się pokolenia, a ona wciąż będzie biegła.

„Nie zważam na Dankę – relacjonuje Lipińska – nie słyszę jej krzyku. Śmiercionośna maszyna toczy się naprzód, a ja stępiała na wszystko lecę prosto na nią. Przeraźliwy zgrzyt… czołg staje tuż przede mną. Na łbie czołgu rozkrzyżowane dziecko, chłopczyk. Krew z jego ran płynie strużkami po żelazie”.

Znak sprzeciwu

Dziwnym tworem jest ludzki język – jakże często to nie mówiący mówi, ale język, obrazowo-pojęciowa tkanka języka, przez niego przemawia. Bo czy do relacji grodzieńskiej nauczycielki-sanitariuszki nie wkradło się spojrzenie tak dobrze znane z polskiej literatury, interpretacja, która w niezawinionym cierpieniu, w absurdalnej śmierci każe poszukiwać wyższego sensu? „Rozkrzyżowane dziecko” – imiesłów i rzeczownik. Imiesłów, który próbuje opisać ułożenie dziecięcego ciała, a jednak – nie wiem: przypadkowo czy celowo – nazywa coś więcej. „Rozkrzyżowanie” to przecież coś bliskiego „ukrzyżowaniu”. Chłopiec rozciągnięty na krzyżu (tu czołg byłby krzyżem) lub nawet więcej: drobne ludzkie ciało zmieniające się w krzyż, biorące na siebie wszystkie znaczenia z krzyżowaniem, z cierpieniem i śmiercią krzyżową mające związek. A jeszcze: „krew z jego ran płynie strużkami”. Czysta symbolika pasyjna. Zarazem zaś realistyczny i precyzyjny opis – dzięki niemu scenę tę, wyjętą z wrześniowego chaosu roku 1939, jesteśmy w stanie postrzegać tak, jakby rozgrywała się na naszych oczach, jakby tu i teraz zmieniała się w ziarnistą i dotykalną rzeczywistość.

Na uwagę zasługuje także sposób, w jaki Lipińska opisuje sowieckie maszyny pancerne:

Na Grodno rusza teraz masa czołgów. Wjeżdżają w ulicę grupami, posuwają się powoli, ostrożnie, często zatrzymują się na długo, jakby badały sytuację, a równocześnie dokumentowały umocnienie swojego stanowiska w tym miejscu. Polacy zza węgłów domów, zza murów, z dachów próbują siec po nich kulami karabinów. Czołgi na grad kul odpowiadają wystrzałami swych luf armatnich. Kilka czołgów stoi spokojnie, może uszkodzone, ale wara zbliżyć się do nich – przy inwalidzie czuwa czołg-towarzysz.

I zdanie najbardziej znaczące: „Te miażdżące ciężarem, ziejące ogniem potwory są nie do przezwyciężenia”. A jeszcze dalej: „tylko na szerokich ulicach sunące tam i z powrotem czarne machiny”, „od czasu do czasu huk rozjuszonego nieprzyjacielskiego potwora”. Wreszcie fragment cytowanej już relacji, na który, być może, nie zwróciliśmy należytej uwagi: „na łbie czołgu rozkrzyżowane dziecko”.

Potwór ziejący ogniem, rozjuszony, czarne cielsko zwieńczone łbem. Nie imają się go kule wystrzelone z broni ręcznej, ma skórę grubą niczym smok. Walka Polaków z rosyjskimi czołgami to współzawodnictwo ludzi i przerażających, mitologicznych stworzeń. Mierząc się z piekielną bestią, człowiek opowiada się po stronie ładu świata, którego podstawy właśnie zostały naruszone. Rezultat tej walki łatwo przewidzieć, ale nic nie pozbawi jej wzniosłości i patosu.

Chłopiec rozkrzyżowany na łbie czołgu na moment przestaje być dzieckiem – staje się znakiem sprzeciwu. Jego cierpienie, jego ofiara – zapowiadają przywrócenie porządku, mówią: kiedyś świat się przemieni, wróci do swego kształtu sprzed katastrofy, odzyska swój pierwotny sens.

Opis uwolnienia rannego powstał, jak wolno się domyślać, kilkadziesiąt lat po opanowaniu Grodna przez Sowietów. Słowa ułożono tak, że, w jakiś niepojęty sposób, przenoszą nas w sam środek snu. Nie chcemy wierzyć, lecz nie mamy wyjścia. Śnimy dwie kobiece postacie przypadające do czarnej żeliwnej konstrukcji i szarpiące sznur, którym skrępowano drobne ciało.

Otwierają się boczne drzwi pojazdu lub klapa na wieżyczce odskakuje z hukiem. Lipińska:

z czołgu wyskakuje czarny tankista, w dłoni trzyma brauning, za nim drugi – grozi nam. Z podniesioną po bolszewicku do góry pięścią, wykrzywioną w złości twarzą, ochrypłym głosem krzyczy, o coś oskarża nas i chłopczyka. Dla mnie oni nie istnieją, widzę tylko oczy dziecka pełne strachu i męki. I widzę jak uwolnione z więzów ramionka wyciągają się do nas z bezgraniczną ufnością. Wysoka Danka jednym ruchem unosi dziecko z czołgu i składa na nosze. Ja już jestem przy jego głowie. Chwytamy nosze i pozostawiając oniemiałych naszym zuchwalstwem oprawców, uciekamy w stronę szpitala.

Strony: 1 2

Dodaj komentarz


Recenzje

Rozmowy

Czytelnia

Wydarzenia

Wschód Kultury / Inny Wymiar

Od 30 sierpnia do 2 września 2018 roku

Hubert Czerepok, „Początek III”, 2017, instalacja trzykanałowa, 22 min 30 s, Galeria Arsenał (źródło: materiały prasowe organizatora)

XLIII Muzyka w Starym Krakowie

Od 15 do 31 sierpnia 2018 roku

Sinfonietta Cracovia, fot. Michał Mąsior (źródło: materiały prasowe organizatora)

Literacki Sopot 2018

Od 16 do 19 sierpnia 2018 roku

„Literacki Sopot 2018” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Krakow Live Festival

17, 18 sierpnia 2018 roku

Kendrick Lamar (źródło: materiały prasowe organizatora)

Wiatr czasu Retrospektywa Eimutisa Markunasa

Od 17 sierpnia do 7 października 2018 roku

Eimutis Markunas, „Pełnia księżyca”, 2012 (źródło: materiały prasowe organizatorów)

Przychodzimy...Odchodzimy... – Wystawa zbiorowa

Od 11 do 31 sierpnia 2018 roku

Piotr Krzymowski Wyszukiwarki

Od 14 sierpnia do 2 października 2018 roku

Piotr Krzymowski, „Wyszukiwarki”, CSW Znaki Czasu w Toruniu (źródło: materiały prasowe organizatorów)

Kinga Popiela (promocjantka): Hylemorfizm

Od 10 sierpnia do 2 września 2018 roku

Kinga Popiela, „Hylemorfizm”, Galeria Ring w Legnicy (źródło: materiały prasowe organizatora)

Wiktor Stribog. Sny o byciu zjedzonym

Od 28 lipca do 7 września 2018 roku

Wiktor Stribog, „Sny o byciu zjedzonym” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Krakowski Hejnał Wolności: Kopiec pamięci

Od 5 sierpnia 2018 roku do 27 stycznia 2019 roku

„Sypanie Kopca Piłsudskiego”, Muzeum Historyczne Miasta Krakowa (źródło: materiały prasowe organizatorów)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR