Bohdan Zadura, Już otwarte, Biuro Literackie, Stronie Śląskie–Wrocław 2016.

Gdyby Janusz Pindera zamiast potyczek bokserskich śledził heroiczne dzieje współczesnych poetów, niechybnie – w swoim stylu – utrzymywałby, że trzy rzeczy są na świecie pewne: śmierć, podatki (zwłaszcza te nowe) oraz co dwa lata kolejna książka poetycka Bohdana Zadury[1].

Bohdan Zadura, „Już otwarte”, okładka (źródło: materiały prasowe wydawcy)

Bohdan Zadura, „Już otwarte”, okładka (źródło: materiały prasowe wydawcy)

Ta podziwu godna regularność cechuje twórczość autora tomu W krajobrazie z amfor od dziesięcioleci – by nie rzec nawet, że nieprzerwanie od samego jej początku. Właśnie dlatego roztropni czytelnicy niechętnie dawali poecie wiarę, gdy ten, pytany przez Stanisława Beresia o systematyczność w pracy pisarskiej, zapewniał: „dla mnie tak naprawdę poezja jest prywatną sprawą, czymś w rodzaju luksusu. Kiedyś odczuwałem przymus pisania wierszy. Jak przez tydzień nie napisałem wiersza, to właściwie świat się walił. A teraz – jak napiszę wiersz, to w porządku, ale jeśli nie… to jeszcze lepiej”[2].

Żadnego przymusu – nawet gdyby ów przymus miał charakter etyczny i taką samą motywację… A etyczne zaangażowanie i motywacja pisania chyba jednak nie są Zadurze obce. Rzecz jasna wiersz nie jest wyższą powinnością, sprawiedliwą i jedynie prawą tubą, przez którą wybrzmiewałby jakiś nieomylny daimonion. Niemniej etyka – wprawdzie pojmowana zupełnie inaczej niż u dawnych nowofalowców[3] – upomina się tu o prymat nad estetyką. Gdyby tak nie było, w utworze kończącym Wszystko Zadura nie sugerowałby, że wiersze pisuje się „nie żeby się podobały / ale żeby ktoś coś z nich miał”. Ten krótki dystych otrzymał rewelatorski (w autorskim zamyśle) i autotematyczny tytuł: Takie proste, tak późno. Bycie użytecznym – to cel, który poeta stawia przed samym sobą i przed wierszem. Użyteczność ową należy czasami pojmować dotkliwie dosłownie. Przykładem utwór bezpośrednio poprzedzający Takie proste…, oparty na koncepcie trzech „żywiołów”[4] ujętych w tercety, przy czym każdy wers w trzech trójwierszach stanowi epitet stworzony podług reguły paradoksu (np. „ciała mistyczne”, „wody płodowe”, „ognie bengalskie”; paradoks objawia się nam wówczas, gdy nazwę żywiołu skontrastujemy z podstawowym znaczeniem epitetu). Czwarty, ostatni tercet zawiera dwa wyrażenia literalnie nazywające finalne produkty przemiany materii u ssaków oraz paralelną wobec nich formułę w końcowym wersie strofy: „mysie bobki / krowie łajno / ludzkie wiersze” (z utworu [ciała mistyczne]). Enumeracja podsuwa odważną tezę: wiersz jest produktem metabolizmu, służy podtrzymywaniu życia niczym pokarm i – podobnie jak on, strawiony – przestaje być dla człowieka atrakcyjny. Choć, prawdę mówiąc, również po strawieniu mógłby się przydać, na kalorycznym kompoście wyrośnie świeża strawa poematu…[5] Słowem: wiersz Zadury jest użyteczny, pożywny. Między innymi z tych powodów nie musi się podobać, szukać taniego efektu, udawać potrawy bardziej wykwintnej.

Aby w taki sposób komentować poezję, zwłaszcza własną, trzeba być zdolnym do autoironii, bardzo lekce sobie ważąc wszelkie odmiany twórczego etosu. Wyluzowany klasyk lubi dawać wyraz swojemu usposobieniu: „Chyba w którymś momencie udało mi się do moich wierszy wpuścić trochę powietrza, trochę luzu, trochę zabawy. A właściwie kto powiedział, że poezja musi być strasznie poważna i tylko poważna? Może polemizuję w tym momencie sam ze sobą dawniejszym, bo wydaje mi się, że w tych młodzieńczych latach przywiązywałem zbyt dużą wagę do słów. Jak parę razy użyłem w wierszu słowa „czas”, to mi się wydawało, że ten tekst chwyta istotę tego, czym czas jest. Miałem wrażenie, że moje wcześniejsze utwory zaliczyć by można do poezji metafizycznej. A przecież to nie wielkie pojęcia i zaklęcia tworzą poezję metafizyczną. Prawdziwa metafizyka jest w moim przekonaniu gdzieś na styku wysokiego i niskiego stylu”[6].

Zwykło się sądzić, że Bohdan Zadura znacznie wcześniej niż przed dziesięciu laty rozstrzygnął w swojej poezji spór o mowę niską i wysoką. Tymczasem problem ten raz po raz powraca w twórczości autora Starych znajomych i bynajmniej nie sprowadza się wyłącznie do kwestii stylu. Chodzi bowiem nie tylko o odpowiedź na pytanie, jak mówić, lecz – przede wszystkim – o czym w wierszu opowiadać. Zapewne nie o błahostkach, pomimo formy niekiedy nikczemnej, uproszczonej, sprozaizowanej lub pozującej na taką. Podmiot utworu Gwiazdki belki wężyki (z tomu Wszystko) nie pozostawia czytelnikowi złudzeń w tym względzie, zapewniając go, że: „poezja / przynajmniej jak ją rozumiem / nie jest / od spraw oczywistych”. Oczywistymi sprawami (gdyby ktoś zechciał o nie zapytać) określić by można, dajmy na to, rocznice traum narodowych, historyczne wydarzenia przypominane „ku pokrzepieniu serc”, przestrodze lub ugruntowaniu zbiorowej pamięci, czyli to – będące udziałem nas wszystkich – „wszystko”, które od dawna ma swoją moralną wartość, społeczne znaczenie, wspólnototwórczą wymowę. Przeto nie należy go sakralizować poezją, zwłaszcza gdy ona sama tej sakralizacji nie wytrzymuje. Po prostu: „kiedyś / czytając wiersz Istvána Kovácsa / o Katyniu / i wiersz Dmytra Pawłyczki / o warszawskim / Pałacu Kultury / w którego oknach / pojawiają się twarze / zamordowanych polskich oficerów / pomyślałem / że po polsku / nie da się już napisać / o tym dobrego wiersza” (Gwiazdki belki wężyki).

Wiersz napisany niepotrzebnie – daremnie uświęcający podejmowany w nim temat – w końcu trąci parodią. Osuwa się w rejestry, które sztuce poetyckiej szkodzą, bo nawet sprawnemu rzemieślnikowi słowa trudno je kontrolować. Bohdanowi Zadurze zdarza się pisywać utwory bliskie pastiszowi albo parodii. Zwykle udane, ponieważ – przepraszam, wolałbym uniknąć besserwisserskiego tonu – autor nadal zadaje sobie te graniczne pytania: o czym można jeszcze napisać, żeby wiersz ożył? O czym z kolei nie pisać, by utwór nie upodobnił się do umalowanej kukły bez życia, nieopatrznie wystawionej na widok publiczny? Przykładem igrania z żywotnymi zasobami i sztucznością poezji jest wiersz Wożą, wożą generała z książki Zmartwychwstanie ptaszka. Pastiszowanie stylu Jarosława Marka Rymkiewicza, tym łatwiejsze dla Zadury, że w swoich młodych latach był gorącym zwolennikiem neoklasycystycznej poetyki twórcy Metafizyki, służy opisowi telewizyjnej relacji z powtórnego krakowskiego pogrzebu generała Władysława Sikorskiego z 2008 roku (poprzedni odbył się w roku 1993)[7]. Dwunastozgłoskowiec, dystychy, rymy parzyste, charakterystyczna leksyka to tylko niektóre elementy składające się na dobry poetycki żart. Ale żart ten nie żyłby własnym życiem, gdyby nie jego polemiczna, metapoetycka intencja. Ujawnia się ona w całym tekście, najwyraźniejsza wydaje się jednak w końcowych dystychach:

Generalską szyją bluzę szyją spodnie
Wódz Naczelny więc go trzeba ubrać godnie

Jego śmierć o pomstę będzie wiecznie wołać
Może wojsko przykład wzięłoby z Kościoła

I pocięło na plasterki jego kostki
A mnie znudził już ten wiersz Rymkiewiczowski

Choć jest miara nie ma miary wszystko chore
Czas najwyższy rozwieść się z telewizorem

Choć poezja polityczna ma w historii literatury polskiej swoje ważne karty, Zadura szydzi z mutacji owej twórczości typowych dla lat najnowszych, przy czym sądziłbym, że zdecydowana rekuza udzielona wierszom rozpolitykowanym, partyjno-stronniczym, zawłaszczającym to, czego polityka zagarniać nie powinna (np. historię, religię – narracje ustalające tożsamość ponadpartyjnych zbiorowości), jest objawem niechęci poety do politycznego chadzania na skróty, uroszczeń światopoglądowych, pozbawionej autoironicznego dystansu ideologicznej walki (obojętnie czy toczyłby ją dziś Rymkiewicz, czy Zagajewski). W Już otwarte podobny sceptycyzm wyraża lapidarny wiersz Demokracja: „wybierzcie swoich / przedstawicieli / a oni / już was / urządzą”. Nie idee są tu piętnowane, lecz ich niedoskonali krzewiciele. Nie porządek demokratyczny – autor Ciszy nie powiedziałby, że nic o nim nie ma w konstytucji – lecz jego nadużywanie.

Pewnej analogii można by szukać w utworze o generale Sikorskim. Nie miara wiersza Rymkiewiczowskiego nuży, ani nawet nie pomysł pisania wierszy o polityce (wszak Zadura sam takie pisuje, najczęściej wprawdzie dając w nich wyraz przeświadczeniu o potrzebie rozbratu poezji i polityki, choćby po to, by tekst poetycki nie musiał obcować ze „sprawami oczywistymi” bądź trywialnymi). Mierzi nadpobudliwość w powoływaniu nowych, niekoniecznie poważnych legend, nieumiarkowana skłonność do hagiografii, nieświadome obniżenie – zamiast zamierzonego podniesienia – stylu. Historia w zetknięciu z polityką jałowieje, traci swój dyskretnie dydaktyczny urok. Zamiast niego pojawia się pop. Popularna – w tym wypadku uproszczona, ogłupiająca – kultura, której symbolem jest telewizor. „Rozwieść się z telewizorem” to coś więcej niż krytyczna ocena pojawiającej się na ekranie odbiornika jałowizny, taniej indoktrynacji. Rozwód ten należy chyba rozumieć jako zapowiedź programową, metapoetycką deklarację.

Czy składaną zupełnie serio? Być może, z pewnością jednak niewypełnioną. Kolejne książki poetyckie dostarczają licznych dowodów na niekonsekwencję poety. Chyba najwięcej tom najnowszy – jeżeli do telewizji dodać tzw. nowe media. Telewizja i internet sprawiają wrażenie okna na świat Bohdana Zadury. Wszelako wynalazki techniczne XX wieku nie pomagają poecie (a czy pomagają komukolwiek?) w roztaczaniu rozległych panoram ludzkich losów – w wierszach telewizyjno-internetowych dominują punkcje, przychwycenia ludzi (rzadziej instytucji) na ich błędach, przywarach, niezgulstwie, czasem zwykłej głupocie. Jak w utworze Dopowiedzenie, dotyczącym rozmowy nadanej w popularnej stacji informacyjnej. Tekst zaczyna się od cytatu: „Lekarze wierzący należą do tych najlepszych, a ateiści dążą do tego, by ich wyrzucić na bruk – powiedział ks. Dariusz Oko w programie Kropka nad i”. Po kąśliwym otwarciu utworu następuje sekwencja parodyjnie absurdalnych nawiązań do podanej na początku „tezy”. Czara przepełnia się, gdy gość dziennikarki TVN-u ponawia atak z drugiej flanki. Wywiązuje się wówczas nieunikniona dyskusja… podmiotu z telewizorem. „Ateistyczna nienawiść wobec wierzących lekarzy / godzi się nawet na śmierć pacjentów – dodał ksiądz profesor. // Chrześcijańska nienawiść jest o niebo lepsza” – ripostuje podmiot liryczny. W słusznej ripoście nie unikając niestety prawienia oczywistości.

Troska o powściągliwość i stylistyczną poprawność w wysłowieniu, którymi w swojej poprzedniej książce chlubił się poeta, pokpiwając lekko z egzaltowanego współczesnego słownika[8], powraca także w Już otwarte w cokolwiek dydaktycznej koncepcji Bukieciku – utworu tym razem rejestrującego „kwiatki z internetu” (jak nazywa Zadura najrozmaitsze błędy i niedbalstwa napotkane na stronach internetowych). Zapewne nikogo nie zdziwi tematyka stron odwiedzanych przez kolekcjonera „kwiatków”. Sport zainteresował przyszłego pisarza bardzo wcześnie, a niewiele później stał się tematem jego poetyckiej twórczości. To ważne, bo chyba właśnie niegdysiejsze doświadczenie współdzielenia zbiorowych emocji – bez telewizora, wizualnego przekazu na żywo, iluzji naoczności – w znacznym stopniu ukształtowało zarówno wyobraźnię poetycką, jak i wyczucie językowe Zadury. W roku olimpijskim nie od rzeczy byłoby powołać się na stosunkowo niedawno utrwalone wspomnienia poety – z zamierzchłej już, dla większości czytelników, przeszłości. Przed kilku laty opowiadał on, że spośród licznych wydarzeń sportowych, jakie zapamiętał, największym sentymentem darzy: „Mistrzostwa Europy w boksie, w Warszawie w 1953 roku, w epoce przedtelewizyjnej; w dniu finałów byłem z rodzicami u ich znajomych w Pożogu (to taka wieś pod Puławami), słuchaliśmy transmisji przez radio (…). Potem kupiłem pamiętniki Stamma, czytałem tę strasznie nudną książkę jak kryminał albo i coś więcej… Boks w radio jest sympatyczniejszy niż w telewizji, na żywo jest okropny…”[9] Kto wie, może w tej konkluzji zawarta jest istota różnicy między poetyckim „widzę i opisuję” a „słucham i wyobrażam sobie”. To swoisty paradoks, że jednemu z najbardziej „realistycznie” usposobionych poetów współczesnych, upartemu obserwatorowi rzeczywistości – w jej rozlicznych aspektach – zdecydowanie bliższa wydaje się ta druga, jednocześnie konwersacyjno-językowa i wyobraźniowa, formułka.

  1. By się o tym przekonać, wystarczy przekartkować bibliografię, przypominając sobie nowości wydawnicze z ostatniej dekady – w tym czasie ukazały się bowiem następujące tomy poety z Puław: Wszystko (2008), Nocne życie (2010), Zmartwychwstanie ptaszka (2012), Kropka nad i (2014) oraz – zupełnie niedawno – Już otwarte (2016).
  2. B. Zadura: Klasyk na luzie – rozmowa Stanisława Beresia (w:) tegoż: Klasyk na luzie. Rozmowy z Bohdanem Zadurą. Wybór, opracowanie i wstęp J. Borowiec, Wrocław 2011, s. 140.
  3. Chcąc uniknąć anachronizmu, trzeba by zapytać: niby dlaczego etyczne powinności wiersza z 2008 roku miałyby odpowiadać dezyderatom poezji sprzed czterdziestu, a choćby nawet trzydziestu lat? Historia naprawdę rzadko zatacza koła. Jakkolwiek silne bywałyby niekiedy pokusy wyszukiwania analogii między przeszłością a teraźniejszością – czas jest linearny. Rozumiemy go (lub nie) przez okoliczności, w które nas wrzucono.
  4. O ile żywiołem – obok wody i ognia – ironicznie nazwiemy też ciało, niezbędne człowiekowi, zarazem jednak dlań nieprzewidywalne. Tak je postrzega (odczuwa) Zadura przynajmniej od poematu Pierwszy od 1963 roku wiersz bez papierosów z tomu Kropka nad i. Znaczna objętość tego utworu sugerowałaby jego ćwiczebno-warsztatowy charakter, mógłby się on wydawać etiudą o pisaniu wolnym od tytoniowego nałogu, wprawką mistrza uczącego się swej nowej-starej, na swój sposób niezależnej sztuki. Atoli wiadomo, że poemat ten opowiada historię zawału, zachowania organizmu niespodziewanego, dalekiego od normy („ależ pan jest wolnieńki / mówił bardziej do siebie / niż do mnie już w karetce / i zapytany co ma na myśli / tym razem odpowiedział / że tętno poniżej / 40”).
  5. Aż trudno odmówić sobie dygresji: przecież ów kompost to nic innego jak historia literatury, przez innych porównywana do węgla, surowca skądinąd również energetycznego i tylko na pozór szlachetniejszego pochodzenia.
  6. B. Zadura: Klasyk na luzie…, dz. cyt., s. 157.
  7. Zbieg okoliczności, lecz wart odnotowania: Zmartwychwstanie ptaszka ukazało się w 2012 roku, w związku z czym istotna część dzisiejszej młodej publiczności Bohdana Zadury przy lekturze Wożą, wożą generała miewa niespodziewane (a często jedyne) skojarzenia z innymi faktami z najnowszej historii Polski.
  8. Mam na myśli wiersz W mowie i w piśmie z tomu Kropka nad i. W całości brzmi on: „uwielbiam ubóstwiam / ładne słowa / jednak żadnego / nie użyłem / ani razu // poprzestawałem / na bardzo lubię // przepadam / też jest ładne / i jest w nim / ostateczność metafory / na ludzką miarę”. Ostateczność, owszem, ale istnieją też znaczenia niespodziewane, które czasownik „przepadać” uzyskuje we frazeologicznych złączeniach. Taki na przykład frazeologizm „przepadł w Brodach” przypadłby na pewno do gustu tłumaczowi ukraińskiej poezji.
  9. B. Zadura: Od kuchni – rozmowa Artura Burszty (w:) tegoż: Klasyk na luzie…, dz. cyt., s. 258.

Tekst ukazał się w kwartalniku Akcent, nr 4/2016

Dodaj komentarz


Recenzje

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

24. Międzynarodowy Festiwal Filmowy Etiuda&Anima

Od 21 do 26 listopada 2017 roku

„Bartender”, reż. Bill Plympton (źródło: materiały prasowe organizatora)

Terytoria Pamięci

Od 24 listopada do 31 grudnia 2017 roku

Małgorzata Futkowska, „Terytoria Pamięci”, Miejska Galeria Sztuki w Częstochowie (źródło: materiały prasowe organizatora)

Awers/rewers. Architekt Bohdan Lachert

Od 24 listopada 2017 roku do 2 kwietnia 2018 roku

Dom własny Bohdana Lacherta przy ul. Katowickiej 9 w Warszawie, pokój stołowy i oranżeria, fot. Witalis Wolny, 1972, Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk (źródło: materiały prasowe organizatora)

14. Festiwal Sztuki ArtFest im. Bogusława Wojtowicza

Od 21 listopada do 10 grudnia 2017 roku

Plakat 14. Festiwalu Sztuki ArtFest im. Bogusława Wojtowicza (źródło: materiały prasowe)

Chór Alexandrowa – polska trasa koncertowa

Od 21 do 26 listopada 2017 roku

Chór Alexandrowa (źródło: materiały prasowe organizatora)

Lwów, 24 czerwca 1937. Miasto, architektura, modernizm

Od 1 grudnia 2017 roku do 8 kwietnia 2018 roku

Wawrzyniec Dayczak, projekt Wyższej Szkoły Handlu Zagranicznego przy ul. Sakramentek, widok perspektywiczny, 1934–1938, flamaster i tusz na kalce technicznej, 40,5 x 53,5 cm, ze Zbiorów Specjalnych Biblioteki Naukowej PAU i PAN w Krakowie (źródło: materiały prasowe organizatora)

12. Międzynarodowy Festiwal Sztuki Opowiadania Superbohaterowie

Od 15 do 19 listopada 2017 roku

Grupa Studnia O. „Don Kichot i jego opowieści” (źródło: materiały prasowe organizatora)

David Lynch. Silence and dynamism

Od 12 listopada 2017 roku do 18 lutego 2018 roku

„Shadow of a Twisted Hand Across My House”, 1988, Copyright: David Lynch (źródło: materiały prasowe organizatora)

43. Biennale Malarstwa Bielska Jesień 2017

Od 10 listopada do 31 grudnia 2017 roku

Sebastian Krok, Amor, 2016, tempera, akryl, alkid, lakier do podłóg na pościeli nabitej na krosno, 23x30 cm (źrodło: materiały prasowe organizatora)

Odciskanie świata

Od 11 listopada do 31 grudnia 2017 roku

Fot. Sandra Kępa (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR