Galeria Henryk w Krakowie: Zespół Pieśni i Tańca Henryk, kurator: Aleksander Celusta, 24.09.-08.10.2016 r.

Galeria Henryk w Krakowie rozpoczęła nowy sezon artystyczny z przytupem. Na kilkunastu metrach kwadratowych przy ulicy Wrzesińskiej wystąpił Zespół Pieśni i Tańca Henryk, któremu ton nadał Aleksander Celusta. Przekraczając próg galerii, znalazłam się na wiejskiej imprezie, gdzie pląsając w rytm disco polo traci się do reszty poczucie obciachu. Czując, że tylko śmiech może nas (mnie, odbiorcę i artystów) uratować, śmiejemy się prosto w twarz krytykom, instytucjom, rynkowi sztuki, śmiejemy się sami z siebie. A artyści wraz z kuratorem wznoszą się na wyżyny autoironii i kampowego myślenia!

Wystawa „Zespół Pieśni i Tańca Henryk”, fot. Studio FILMLOVE (źródło: dzięki uprzejmości organizatora)

Wystawa „Zespół Pieśni i Tańca Henryk”, fot. Studio FILMLOVE (źródło: dzięki uprzejmości organizatora)

Przestrzeń wystawy przypomina oborę – w całości pokryta jest sianem, na środku stoi piękny balot sprasowanej słomy, z wnętrza którego dobiega dźwięk kultowej piosenki zespołu Boys Wolność. Pojawiło się także kilka „obiektów kuratorskich” – kruk wieszczący nieszczęście i upadek, czarny foliowy worek powieszony na ścianie – instalacja (?), arte povera (?), czy zwyczajna małopolska bieda? Ten artystyczny enviroment to wypowiedź samego kuratora, to gra skojarzeń, w którą wciąga widza. Celusta umieszcza swoje działania w samym centrum dyskusji o krakowskim środowisku artystycznym, która rozgorzała szczególnie wokół tegorocznego KRAKERSA – Cracow Gallery Weekendu. Kurator ironizuje i hiperbolizuje cechy przypisywane artystom krakowskim – prowincjonalność, przysłowiową „słomę z butów”, wiejskość, miałkość, taniość i biedotę. Poza językiem czysto wizualnym, mówi również poprzez przywłaszczony słodko-słony tekst piosenki, który traktuje jako tekst kuratorski. Pozostawię jednak przyjemność jego interpretacji czytelnikom.

Ta wybujała sceneria nie zagłusza bynajmniej głosów poszczególnych artystów i pozwala wybrzmieć każdemu indywidualnie. Wystawa oparta jest na spójnej, narzuconej z góry koncepcji kuratorskiej, której zaczynem stał się „list miłosny” wysłany przez Aleksandra do swoich „podopiecznych”. Kluczem doboru artystów było uczestnictwo w wystawie indywidualnej w ubiegłym sezonie wystawienniczym w Henryku. List przybrał formę artefaktu, obiektu zakupionego uprzednio na pobliskiej Hali Targowej. Nie były to jednak przypadkowe przedmioty, ponieważ nawiązywały do wystaw, tematów rozmów przeprowadzonych z artystami oraz korespondowały z językiem artystycznej ekspresji wypracowanym przez każdego z artystów. Ich działania polegały na twórczych interwencjach, reinterpretacjach, nadpisywaniu nowych znaczeń. Powstały więc przedmioty ready-made, instalacje, wieloelementowe kompozycje oraz dwa filmy wideo.

Emila Kina dostała w prezencie talerz duński wykonany tradycyjną metodą ceramiczną z ręcznie malowanym na niebiesko pejzażem. Jej artystyczna interwencja polegała na zasłonięciu prostokątną częścią głównej części obrazka (podobnie, jak w cyklu obrazów Pałace pokazywanych m.in. na wystawie Artyści z Krakowa. Generacja 1980-1990 w MOCAK-u) oraz wyabstrahowaniu z niego niebieskich linii tworzących pejzaż i skomponowaniu z nich abstrakcji.

Wystawa Filipa Rybkowskiego „Tak długo jak nigdy”, fot. Studio FILMLOVE (źródło: dzięki uprzejmości organizatora)

Wystawa Filipa Rybkowskiego „Tak długo jak nigdy”, fot. Studio FILMLOVE (źródło: dzięki uprzejmości organizatora)

Kolejnego artystę, Filipa Rybkowskiego zajmują tak zwane „miejsca pamięci”, ale nie tylko te monumentalne, ale również powszednie, jak klatki schodowe kamienic, zdewastowane meblościanki czy urywki brukowców. Rybkowski rozważa w swoich pracach równie często kwestię historii sztuki i zabytków, stąd w jego realizacjach często pojawia się marmur jako wizualny i namacalny znak takich pojęć jak dzieło sztuki, czasowość czy wyjątkowość. Od kuratora otrzymał książkę z marmurkowa okładką, która nawiązywała do chętnie wykorzystywanego materiału i stworzył z niej kompozycję Nieużytki.

Natomiast Michał Sroka otrzymał płytę winylową oraz starą, niemiecką książkę dotyczącą weterynarii i odpowiedział inną książką o budowanie maszyn, która umieścił na wystawie jako ready-made, prezentując jedną stronę z ilustracją przedstawiającą patologię porodu konia. Na to odpowiedział mu kurator – pokazał korę drzewa nawiązującą formą do ilustracji. Pozornie te działania mogą wydawać się zupełnie przypadkowe, jednak wpisują się one w stuletnią tradycję przewrotnej sztuki dadaistycznej. Michał Sroka tworzy ready-mades, w duchu Rauschenberga zbiera różne przedmioty, tworząc niemalże combine-paintings. Jest artystą-zbieraczem jak Anselm Kiefer czy Władysław Hasior. Podczas swojej wystawy indywidualnej w Henryku zaprezentował malarską realizację Merzbau, nawiązując do idei Kurta Schwittersa „sztuki totalnej”.

Wystawa Michała Soi „24/7”, fot. Studio FILMLOVE (źródło: dzięki uprzejmości organizatora)

Wystawa Michała Soi „24/7”, fot. Studio FILMLOVE (źródło: dzięki uprzejmości organizatora)

Najbardziej przemawiają do mnie jednak animacje i instalacje Michała Soi, którego wystawa 24/7 była prezentowana w ramach KRAKERSA 2016. Soja zastanawia się nad kondycją jednostki, żyjącej w późnokapitalistycznym mieście, zmuszoną do stałego biegu z punktu A do punktu B, liczenia czasu, ustalania najkrótszej drogi, szacowania bilansu zysków i strat, której odbiera się sen i prywatność, która musi orientować się wśród setek napisów, znaków i komunikatów. Soja pokazuje, że współcześni artyści również podporządkowują się imperatywowi pracy i uczestniczą w wyścigu szczurów na wzór pracowników korporacji. Artysta obserwuje wszechobecny trend zbierania informacji, zdjęć, rejestrowania wszystkiego i sam wykorzystuje go w swoich działaniach artystycznych, tak jak zrobił to w pracy-lightboxie 24/7, który był zapisem wszystkich słów wypowiedzianych przez w ciągu jednego dnia, podanym w formie graficznej. Wydaje mi się, że działania Michała mogą być również grą z tradycją polskiego konceptualizmu, a szczególnie z artystami związanymi z galerią PERMAFO, tworzącymi serie fotografii permanentnych. W ramach wystawy, nawiązując do zainteresowań artysty, Celusta podarował mu staromodną wagę, która liczy kalorie, prowokując powstanie animacji w konwencji reklamy, gdzie wagę promuje się jako niezbędny przyrząd do liczenia „składników odżywczych” i sporządzenia „zbilansowanej diety”. Oczywiście jest to krytyczny komentarz do wszechobecnego imperatywu „zdrowego odżywiania”.

W ramach wystawy Zespół Pieśni i Tańca Henryk Patrycja Gotszling dokonała destrukcji, zmielenia plastikowego, zabawkowego telefonu, którego resztki umieściła w kręcącej się hałasującej szklanej kuli. Gotszling w swoich realizacjach powraca do zagadnień transhumanizmu i wpływu technologii na nasze myślenie. Marianna Serocka prezentowała swoje rysunki na wystawie indywidualnej pt. Das ist Wiksa w Henryku, która była także premierą jej komiksu pt. Disco Cry. Sceneria wystawy miała przypominać klub nocny i sypialnię dziewczyny. Serocka dostała od kuratora robota, w którego zaingerowała prostym gestem pomalowania go na czarno. Kolejną, ostatnia artystką z Henryka jest Karolina Spyrka, której instalacje multimedialne i prace wideo nie zrobiły na mnie zbyt dużego wrażenia, ponieważ powielały rozpoznawalny język sztuki „zaangażowanej” szeroko reprezentowany już w instytucjach sztuki.

Wystawa „Zespół Pieśni i Tańca Henryk”, fot. Studio FILMLOVE (źródło: dzięki uprzejmości organizatora)

Wystawa „Zespół Pieśni i Tańca Henryk”, fot. Studio FILMLOVE (źródło: dzięki uprzejmości organizatora)

Zastanawiam się, czy można znaleźć wspólny mianownik dla tej mnogości artystycznych poszukiwań. Pozornie w „Zespole Henryka” jeden tańczy krakowiaka, drugi polkę, trzeci gra coś skocznego, a czwarty jest mistrzem harmonijki. Pod czujnym okiem kuratora robią wystawę ze śmieci zakupionych na pchlim targu. Jednak w tym szaleństwie jest metoda i wyłania się pewna spójna całość. Artyści prezentowani na wystawie są przedstawicielami najmłodszego pokolenia. Charakteryzuje ich zainteresowanie historią sztuki i jej reinterpretacją, badanie współczesnej kultury materialno-wizualnej i próby jej teoretyzowania, tworzenia mikronarracji oraz wykorzystywanie intermedialnych form ekspresji. Myślę, że ich sztuka jest mi szczególnie bliska, ponieważ opowiada o współczesnej rzeczywistości postinternetowej, późnokapitalistycznej, kulturze nadmiaru dóbr i informacji, w którą wszyscy jesteśmy uwikłani.

Wystawa była podsumowaniem rocznej działalności galerii i pierwszą zbiorową prezentacją wszystkich artystów, którzy pokazali się w Henryku. Dla wielu z nich były to pierwsze wystawy indywidualne, pierwsza praca z kuratorem oraz możliwość szerszego wypowiedzenia się – wykorzystując nie tylko poszczególne prace, ale angażując w to całą przestrzeń galerii. Zespół Pieśni i Tańca Henryk to także zapowiedź nowego, bowiem po tych eksperymentach i efemerycznych wystawach, project-room, jakim był „Henryk” przypominający wiele innych, przerodził się w prawdziwą galerię, wkraczającą również w obszar rynku. Celusta stworzył swój zespół #GangHenryka i zamierza ich reprezentować, i wspierać.

Jedyne, co mogę zarzucić wystawie Zespół Pieśni i Tańca Henryk to „insajderskość” tego wydarzenia, wystawa bez słowa komentarza może budzić pewne skojarzenia swoją wizualnością, ale ona naprawdę zaczyna się podobać dopiero po poznaniu koncepcji kuratorskiej, twórczości poszczególnych artystów i całego kontekstu krakowskiego świata sztuki. Jednak bardzo cieszy mnie fakt, że Henryk nie jest kolejną krakowską, efemeryczną inicjatywą, o której słuch ginie po kilku miesiącach, ale będzie działał i się rozwijał. Już nie mogę się doczekać wystaw dwóch świetnych artystek – Martyny Kielesińskiej i Katarzyny Szymkiewicz.

1 komentarz do artykułu “Słoma z butów, czyli o Galerii Henryk”

  1. Maciek

    Bardzo ciekawy tekst. Ogromne, szczere gratulacje dla autorki : ) – panowanie nad słowem i wywodem. Brawo.

Dodaj komentarz


Artykuły

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Diana Grabowska. XM

Od 12 do 22 grudnia 2016 roku

Diana Grabowska, „Z głowy”, 2015 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Komu bije Dada?

Od 9 grudnia 2016 roku do 5 lutego 2017 roku

Wystawa „Komu bije Dada?” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Jutro nie przyjdzie nigdy. Mirosław Bałka i Katarzyna Krakowiak

Od 25 listopada 2016 roku do 5 stycznia 2017 roku

Mirosław Bałka i Katarzyna Krakowiak, „Jutro nie przyjdzie nigdy”, fot. Maciek Zaniewski (źródło: materiały prasowe organizatora)

Yang Shuanglin – współczesny chiński wenren: malarz i erudyta

Od 6 grudnia 2016 roku do 31 stycznia 2017 roku

Yang Shuanglin, „Źródło rzeki” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Marta Kochanek-Zbroja. Kalejdoskop

Od 2 grudnia 2016 roku do 28 lutego 2017 roku

Marta Kochanek-Zbroja, „Kalejdoskop”, wizualizacja (źródło: materiały prasowe organizatora)

Festiwal Dramatu

Od 1 do 6 grudnia 2016 roku

„Garnitur prezydenta”, fot. Tomasz Augustyn (źródło: materiały prasowe organizatora)

Kropka w kropkę. Muzealne mody

Od 25 listopada 2016 roku do 1 stycznia 2017 roku

„Kropka w kropkę” – plakat Anna Halarewicz (źródło: materiały prasowe organizatora)

Coming Out – Najlepsze Dyplomy ASP 2016

Od 25 listopada do 11 grudnia 2016 roku

Joanna Pieczyńska, „Z natury”, przykład farbowania krokoszem barwierskim (źródło: materiały prasowe organizatora)

David Cronenberg. Evolution

Od 14 listopada 2016 roku do 26 marca 2017 roku

„Potomstwo”, 1979, reż. David Cronenberg (źródło: materiały prasowe organizatora)

Zgiń i znów się przemień! Sztuka i nauka jako możliwość domniemana

Od 25 listopada 2016 roku do 29 stycznia 2017 roku

Heather Dewey-Hagborg, „Stranger visions wall of faces” (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR