Dope, reż. Rick Famuyiva, USA 2015, premiera: 01.04.2016 r.

Lata dziewięćdziesiąte w kinie amerykańskim upłynęły w dużej mierze w rytmie hip-hopu. Grupa niezależnych afroamerykańskich filmowców efektownie łączyła modne dźwięki ulicy z obrazami prezentującymi realia dalekie od estetyki American Dream. Twórcy tacy jak Spike Lee czy John Singleton na stałe zapisali się w historii dziesiątej muzy dzięki swojej bezkompromisowej wizji, ukazującej brutalną codzienność mieszkańców najgorszych dzielnic Nowego Jorku czy Los Angeles. Siłą ich dzieł była dobitna bezceremonialność. Chłopaki z sąsiedztwa i Rób, co należy działały podobnie jak protest-songi napisane przez zbuntowanych muzyków, ciskających lirycznymi kamieniami w otaczającą ich rzeczywistość. To właśnie chęć wykrzyczenia swoich poglądów wpływała na szczerość przekazu tych filmów. Afrocentryczni twórcy chętniej widzieli się w roli komentatorów politycznych niż jako przedstawiciele hollywoodzkiego show-businessu.

„Dope”, reż. Rick Famuyiva (źródło: materiały prasowe dystrybutora)

„Dope”, reż. Rick Famuyiva (źródło: materiały prasowe dystrybutora)

Dope w reżyserii Ricka Famuyiwy na pierwszy rzut oka wydaje się współczesną kontynuacją konceptów czarnoskórych reżyserów sprzed ponad dwudziestu lat. Film jest opowieścią o Malcolmie, który próbuje przetrwać w środowisku betonowej dżungli, definiowanym przez przemoc i narkotyki. Młody chłopak stara się za wszelką cenę wyrwać z tego świata i spełnić swoje marzenie, którym są studia na Harvardzie. Brzmi znajomo? To sytuacja wyjściowa, stanowiąca szkielet fabularny ogromnej liczby filmów, którymi inspirował się Famuyiwa. Niestety młody twórca za bardzo skupił się na odwzorowaniu ich niepodrabialnej atmosfery, a za mało miejsca poświęcił socjologicznemu kontekstowi opowieści.

Dope to rzecz nierówna, głównie dlatego, że jest niekonsekwentna tonalnie. Widz zostaje wrzucony w bezwzględny świat narkotykowych gangów, by po paru minutach przyglądać się scenom pełnym skatologicznych żartów. Stojąc w rozkroku między młodzieżową komedią o dorastaniu a poważnym dramatem społecznym, film Ricka Famuyiwy jawi się jako chaotyczny zlepek średnio pasujących do siebie scen. Gdy w trzecim akcie beztroski nastrój nagle został zastąpiony przez kaznodziejski ton, przywodzący na mysl występy Malcolma X i Martina Luthera Kinga, zacząłem się zastanawiać, czy to dalej ta sama historia. Braki w logice i spójności są nieudolnie tuszowane przez obsesyjne wpychanie widzowi do głowy rzekomej fajności i poczciwości głównego bohatera. Malcolm i jego koledzy słuchają rapu z lat dziewięćdziesiątych i – cytując ich samych – robią to, co biali ludzi – jeżdżą na deskorolce i grają w rockowym zespole. Poprzez takie banalne zabiegi scenopisarskie próba przełamania stereotypów nie powiodła się nawet w kilku procentach. Końcowa przemowa dotycząca rasizmu wydaje się mało przekonująca, gdy przypomnimy sobie, że reżyser uczynił ze swoich bohaterów płaskie karykatury, które za wszelką cenę starają się być przystępne dla publiczności spoza afroamerykańskiej społeczności.

Warto wspomnieć o jeszcze jednej rażącej wadzie tego filmu – otóż przebieg historii wydaje się zaprzeczeniem morału, który serwują nam twórcy. Dope zmierza do konkluzji, że łamanie rasowych stereotypów wpływa pozytywnie na międzykulturowe relacje i może znacznie poprawić jakość życia członków etnicznych społeczności. Symbolem tego szlachetnego stanowiska są poglądy protagonisty. Niestety ta misterna konstrukcja fabularna zaczyna się walić w momencie, gdy Malcolm postanawia wejść do przestępczego światka po to, by zyskać szansę na lepsze życie. To fakt, że udaje mu się sprytnie oszukać bezwzględnych antagonistów, ale robi to w sposób niewiele różniący się od działań gangsterów, których z przestrachem mija codziennie na ulicy. W momencie gdy on sam staje się częścią tej brutalnej rzeczywistości, trudno jest mu kibicować i wierzyć w jego moralne przemowy z końcówki filmu.

Dope to kino nieprzemyślane i zachłyśnięte nostalgią. Oczywiście filmowi nie brakuje zabawnych scen i przejmujących momentów, ale to jedynie migawki, które nie składają się na logiczną i spójną całość. Gatunkowa chwiejność sprawia, że dzieło Famuyiwy jest zbyt przerysowane jak na wiarygodny dramat oraz zbyt pretensjonalne, by zaliczyć je do grona udanych komedii. Tak naprawdę satysfakcjonujących wrażeń z seansu dostarcza jedynie muzyka.

Dodaj komentarz


Artykuły

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Biel kolorem śniegu. Tadeusz Kantor i Artyści z kręgu Cricot 2. Rzym 1979

Od 4 marca do 11 czerwca 2017 roku

Tadeusz Kantor, „Emballage IV”, 1967, plecak, koło rowerowe, olej, płótno, wł. Muzeum Sztuki w Łodzi (źródło: materiały prasowe organizatora)

Joanna Borkowska. Elementy

Od 1 marca do 6 kwietnia 2017 roku

Joanna Borkowska, Field 2013, Oil on Canvas, 100x140cm (źródło: materiały prasowe organizatora)

Andrzej Jarodzki. Złodziej obrazów

Od 3 marca do 1 kwietnia 2017 roku

Andrzej Jarodzki, „Urwać się stąd”, 2009 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Podróż do Edo

Japońskie drzeworyty ukiyo-e z kolekcji Jerzego Leskowicza

Od 25 lutego do 7 maja 2017 roku

Utagawa Hiroshige „Świątynia Gion w śniegu” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Akcja Lublin! Rozdział 1

Od 24 lutego do 19 marca 2017 roku

Zdzisław Kwiatkowski, fot. Andrzej Polakowski (źródło: materiały prasowe organizatora)

Daniel Pielucha. Nadrealizm polski

Od 24 lutego do 26 marca 2017 roku

Daniel Pielucha (źródło: materiały prasowe organizatora)

Urszula Tarasiewicz. Ogrodowa / Garden Street

Od 24 lutego do 31 marca 2017 roku

Urszula Tarasiewicz, „Ogrodowa/Garden Street” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Kupując oczami

Od 22 lutego do 11 czerwca 2017 roku

Projekty aranżacji wystawy sklepu Juliusza Grossego  w Krakowie autorstwa Franciszka Seiferta, autor fot. nieznany, lata 30. XX w., wł. Muzeum Historycznego Miasta Krakowa (źródło: materiały prasowe organizatora)

Andrzej Mitan. Sztuka (nie)zidentyfikowana

Od 18 lutego do 23 kwietnia 2017 roku

Andrzej Mitan, „W świętej racji”, płyta analogowa, proj. Ryszard Winiarski (źródło: materiały prasowe organizatora)

ABS_2067

Od 27 lutego do 17 marca 2017 roku

Philippe Rębosz, „And all my friends are dead”, akryl i olej na płótnie, 2017 (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR