Fragment opowiadania Kornela Mikołajczyka z książki: City 3. Antologia polskich opowiadań grozy, Wydawnictwo Forma, Szczecin 2016.

Kornel Mikołajczyk
Tkanka

Patrzysz na niego, Aleksandrze, myśląc, że to ptak. Skrzydlaty, czarny cień, który przysiadł na szczycie bloku w połowie wędrówki do zielonych krain. Wyciągasz ostatniego papierosa z paczki, przypalasz, zaciągasz się. Cień porusza się za zasłoną dymu. Próbujesz zgadywać, co to za gatunek, ale perspektywa jest niestabilna, rozmyta: budynek to rośnie, to kurczy się odbity na bladym płótnie nieba, a cień z wróbla przedzierzga się w orła i z orła w pterodaktyla, tak że nie jesteś pewny, czy widzisz go w ogóle; czy to przypadkiem nie tańcząca ci przed oczami plamka, mroczek, przywidzenie. Ostatnio mało czego jesteś pewny.

Więc leżysz tak, palisz i nie przyjmujesz do siebie prawdy. Bo prawda, Aleksandrze, jest zbyt abstrakcyjna, zbyt oderwana od twych codziennych bodźców – papieros, wykłady, rozmowy o niczym, nocne tramwaje, wrzaski za ścianą – abyś mógł ją z marszu zrozumieć, przyjąć do wiadomości. Prawda jest jak rozrobiony cement wolno wlewający się do gardła. Nie rozpoznajesz jej smaku, koloru, konsystencji. Przełykasz odruchowo. Nie przełknięcie oznaczałoby jeszcze większy dyskomfort. I gdy wreszcie do ciebie dociera, czym jest ta substancja, nagle odkrywasz, że nie możesz się ruszyć.

„City 3. Antologia polskich opowiadań grozy”, okładka (źródło: materiały Wydawnictwa Forma)

„City 3. Antologia polskich opowiadań grozy”, okładka (źródło: materiały Wydawnictwa Forma)

Cień nad tobą nie ma żadnych skrzydeł. Cień nie może sfrunąć z bloku, złapać wiatru w pióra i bezpiecznie wylądować.

Bo cień nie jest ptakiem, a człowiekiem.

***

Jego droga w dół jest zaskakująco krótka.

Krzyk jeszcze krótszy.

Zagłusza go mokre plaśnięcie o trawnik, pisk przerażonej kobiety, ujadanie psa. Wymarłe osiedle w jednej chwili zaludnia się mieszkańcami, z których każdy chce coś powiedzieć, wykrzyczeć, szepnąć drugiemu na ucho; z których każdy chce sprawdzić, czy nie znał przypadkiem człowieka-kałuży, czy nie jechał z nim rano w windzie, nie rozmawiał na parkingu:

– …nie widzę twarzy, trudno tak poznać…

– …karetka karetką, tylko kto to będzie sprzątał…

– …już myślałem, że to ten brodaty z parteru, ale on przecież nie…

– …problemy finansowe, tak słyszałam…

– …och, dlaczego ludzie decydują się na tak drastyczne…

Widzę, jak drżą ci palce, Aleksandrze, gdy zagaszasz papierosa o poręcz ławki. Widzę, jak zaciskasz dłonie na uszach. Jesteś teraz mężczyzną z obrazu Muncha, tym przerażonym, wykoślawionym w blade widmo. Bo to nie on krzyczy – wbrew temu, co twierdzą inni – nie on, a świat, świat wokół niego, i niebo, i morze, i odległe miasto, wszystko krzyczy i wyje jak syreny alarmowe, tak jak teraz, tutaj, na tym osiedlu – krzyczy w twoich uszach. Nie możesz bowiem zapomnieć, jak cień mężczyzny błysnął w pionie okien niczym ostrze noża, pomknął w dół i rozdarł na dwoje płótno popołudnia. I próbujesz zalepić ten obraz na własną rękę, złożyć na powrót rozbite ramy, ale wszystko się rozpada, wszystko się sypie i wszystko, wszystko krzyczy.

Jak w transie dołączasz do zgromadzenia. Banda wyrostków przepycha się na przód, usiłując dostrzec ciało. Dorośli skutecznie blokują im widok. Wywiązują się przepychanki i tłum się przerzedza – niektórych trzeba odciągnąć za łachy, za uszy, z powrotem do bezpieczeństwa czterech ścian, z dala od makabry, zapytując przy okazji, czy odrobili już lekcje i czemu cuchną fajkami jak klatka schodowa. Inni – znieczuleni na przemoc – tracą zainteresowanie, jeszcze inni odchodzą, nie chcąc rozmawiać z policją.

Ale nie ty, Aleksandrze. Ty zostajesz. I widzisz, nareszcie widzisz, to, co tak bardzo zainteresowało innych. Nie krew, nie wgniecioną czaszkę i nie wypływającą z oczodołu maź, a coś zgoła odmiennego.

Dłonie odklejają ci się od uszu i opadają w dół.

Na skórze martwego rosną budynki. Wypiętrzają się z odkształconych tkanek na wzór otwartych złamań i strzelają w niebo maleńkimi antenami, łącząc się w parcele, dzielnice, infrastruktury – w miniaturową miejską sieć. Budynki te biegną wzdłuż wykręconych ramion, pod ubraniami, wystają znad kołnierza u zwichniętej szyi, popękane, zapadnięte, przepełnione cierpieniem aż do żelbetowego szkieletu. Przywodzą na myśl krajobraz po wojnie – długiej i bezsensownej walce, w której ostatecznie nie wygrał nikt.

Podchodzisz o krok bliżej, Aleksandrze, i przyglądasz się tym budynkom. Nie masz pojęcia, czym są, skąd się wzięły, jak powstały, ale w jakiś przedziwny sposób rozpoznajesz niektóre z nich. Pobliski oddział banku na Piłsudskiego. Lombard na Narutowicza. Jakieś kluby, puby, ślepe zaułki, oświetlone neonami przybytki wątpliwej reputacji. Wszystko to zlepione krwią i ropą w nowy miejski porządek, porastające skórę jak obcy organizm, który nie znając układu miasta, próbował odtworzyć go najlepiej jak umiał z chorych, nekrotycznych komórek.

Z jakiegoś powodu myślisz o Łucji. Szukasz słów mogących opisać te zdarzenia, tak aby później podzielić się z nią tym niepokojem i tym obrzydzeniem, i tym przerażeniem, i tą konsternacją. Nic z tego. W tysiącach ludzkich języków nie ma takich wyrażeń, które mogłyby wyjaśnić obecność budynków na ciele mężczyzny; straszną perspektywę miasta przebijającego się przez skórę, aby zaczerpnąć powietrza – oddychającego komórkowo jak coś żywego, mimo że złożonego ze szkła, żelaza i strunobetonu.

Tylko… czy ta perspektywa jest aż tak straszna?

Patrzysz na mężczyznę na trawniku, patrzysz, jak wchłania go miasto; kropla za kroplą wsiąka w ziemię, ściana za ścianą wzrasta na skórze. Jego ciało pokrywa miejska tkanka i teraz jest częścią tejże tkanki, nową dzielnicą, świeżo wchłoniętą, zurbanizowaną. Niestraszne mu banki, lombardy i zaułki, bo nie są już obce, nieprzyjazne – są jak nowe kończyny, członki włączone do centralnego systemu nerwowego. On uwolnił się od męki fantomowych bóli, poddał się swoim słabościom. Zakończył walkę o kolejny dzień. Przestał być człowiekiem i stał się częścią czegoś większego.

A czy może być coś strasznego w jedności?

Dodaj komentarz


Recenzje

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Od marionetek do robotów. Historia teatrów lalkowych w Gdańsku

Od 28 czerwca 2017 roku do 15 stycznia 2018 roku

„Bajki robotów”, 2016 r., fot. Piotr Pędziszewski (źródło: materiały prasowe organizatora)

Kobiece spojrzenie. O aktorstwie Antoniny Hoffmann

Od 29 czerwca 2017 roku do 4 lutego 2018 roku

Portret Antoniny Hoffmann autorstwa Julesa Vallenta, 1875, wł. MHK (źródło: materiały prasowe organizatora)

15. Przegląd Sztuki SURVIVAL

Od 23 do 27 czerwca 2017 roku

Dominika Oleś, „Artykulacja” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Making Places

Fieldoffice Architects Sheng-Yuan Huang

Od 22 czerwca do 27 sierpnia 2017 roku

Wieża widokowa (źródło: materiały prasowe organizatora)

21. Międzynarodowy Festiwal Nova Muzyka i Architektura

Od 24 czerwca do 2 września 2017 roku

Tubicinatores Gedanenses (źródło: materiały prasowe organizatora)

Kapelusze z głów! Unikatowa kolekcja z Muzeum Novojiczinskiego

Od 20 czerwca do 5 listopada 2017 roku

„Kapelusze z głów! Unikatowa kolekcja z Muzeum Novojiczynskiego” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Tak widzą. Panorama fotografii węgierskiej

Od 13 czerwca do 10 września 2017 roku

András Bánkuti, „Zmierzch”, Moskwa, 6 listopada 1990 © Bánkuti András (źródło: materiały prasowe organizatora)

Skarbiec. Złotnictwo archikatedry wrocławskiej

Od 13 czerwca do 24 września 2017 roku

Pastorał Biskupa Georga Koppa (fragment), Wilhem Rauscher, Fulda, ok. 1890, srebro złocone, emalie, kameryzacja, fot. Arkadiusz Podstawka (źródło: materiały prasowe organizatora)

Stanisław Baj. Czarna rzeka

Od 10 czerwca do 9 lipca 2017 roku

Stanisław Baj, „Czarna rzeka” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Sploty ducha, wzory codzienności

Sztuka balijska z kolekcji Krzysztofa Musiała

Od 8 czerwca do 20 sierpnia 2017 roku

„Walka kogutów”, 2007 (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR