Syn Szawła (Saul fia), reż. László Nemes, Węgry 2015, premiera: 22.01.2016 r.

Jak pokazać coś, co uznaje się za nieprzedstawialne? Jak uciec od ikonicznych obrazów obozów zagłady, znanych już z tylu filmów? Jak zachować etykę obrazu, gdy dokumentalistę kusi obfitość archiwów, a fabularzystę wykorzystanie widowiskowych konwencji? To stałe wyzwanie stojące przed realizatorami dzieł o Holocauście i częsta refleksja widzów Syna Szawła. O debiucie László Nemesa słyszeli już chyba wszyscy, a o podstawowym zabiegu narracyjno-operatorskim pisał każdy recenzent filmu – niektórzy nawet przed jego triumfalną premierą na festiwalu w Cannes. Chyba jeszcze nigdy nie byliśmy bowiem tak blisko śmierci, jednocześnie tak mało ją widząc.

„Syn Szawła”, reż. László Nemes (źródło: materiały prasowe dystrybutora)

„Syn Szawła”, reż. László Nemes (źródło: materiały prasowe dystrybutora)

Punkt wyjścia fabuły wzbudza opór. Są przecież tematy tabu i miejsca uświęcone ofiarą, do których nie wolno wkraczać z kamerą. Czy na pewno? W Kornblumenblau (1988, L. Wosiewicz) pojawia się ilustrowana Odą do radości Beethovena sekwencja zagazowywania więźniów w Birkenau, w Liście Schindlera (1993, S. Spielberg) – udramatyzowana na thriller scena niedoszłej agonii Żydów, a w kuriozalnej Arytmetyce diabła (1999, D. Deitch) pobyt w obozie koncentracyjnym okazał się rojeniem współczesnej nastolatki – snem o komorze gazowej, z którego można się bezpiecznie wybudzić.

Nemes opisał Sonderkommando, specjalną jednostkę więźniów Birkenau, której wymieniani co kilka tygodni członkowie najpierw wprowadzali ofiary do komór, a potem ich ciała palili w krematoryjnych piecach. „Płakaliśmy bez łez” – mawiali, nierzadko widząc śmierć najbliższych, choć także los ich samych nie był lepszy. Spali wprawdzie na poddaszu krematorium, mieli własne łóżka i większe racje żywnościowe, ale śmierć pisana była im bardziej niż tym z pozostałej części obozu. Świadkowie mieli być likwidowani niedługo po ofiarach.

Jest październik 1944 roku, Sonderkommanda nie nadążają z pracą. Do Oświęcimia przyjeżdżają kolejne transporty węgierskich Żydów – ostatnia masowa wywózka tej wojny. Rosjanie ponoć dotarli pod Kraków, lada moment minie ostatnia okazja na bunt – choć to wciąż marna szansa na przeżycie. Główny bohater, Szaweł, również pochodzi z Węgier. Wykonuje służbę jak idealnie nakręcony mechanizm, nawet w chwili bezruchu napięty jest niczym struna. Krąży wśród więźniów jak wodzirej dansingu, prowadząc pochód jak tanecznego węża. Kamera – wierny satelita – nie odstępuje go nawet o krok.

Wszystko do czasu. Nagle w kilkunastoletnim chłopcu, który niespodziewanie nie zginął w komorze gazowej i ciężko dysząc, dogorywa na stole, rozpoznaje syna. Własnego? To może jest bez znaczenia. Chłopiec umrze zaraz potem, doduszony jak szczenię i przekazany na sekcję zwłok. Potem – jak inni – ma zostać wrzucony do pieca. Ale nie tym razem. Dziecko zasługuje na coś więcej, nie jest przecież liczbą, obiektem, egzemplarzem. Jego śmierć była osobna, nabrała kształtów, wyrazu i rysów twarzy. A zatem tu, na dnie piekła, Szaweł decyduje się pochować syna. W ziemi i zgodnie z religijnym obrządkiem. Na największym cmentarzysku świata chce wykopać pierwszy grób.

„Syn Szawła”, reż. László Nemes (źródło: materiały prasowe dystrybutora)

„Syn Szawła”, reż. László Nemes (źródło: materiały prasowe dystrybutora)

Jak pokazać nieprzedstawialne? Znów trzeba wrócić do pytania o etykę obrazu i granice inscenizacji. Nemes wybrał drogę ascetyczną i brawurową zarazem, intymną i karkołomną. Obiektyw kamery wyostrzył na pierwszy plan, rozmył tło i w ekwilibrystyczny sposób zamknął w półzbliżeniach głównego bohatera. Tylko dwa razy odsunął się od Szawła: w pierwszym ujęciu, gdy wydobył go z nieostrej kompozycji plam barwnych, i w ostatnim – którego siły rażenia nie zdradzę. W pozostałych scenach towarzyszył mu jak w tańcu, a kunsztowność pierwszej sekwencji podpatrzył zapewne u swego mistrza, Béli Tarra, w scenie pacyfikacji szpitala z Harmonii Werckmeistera (2000), choć swojemu filmowi nadał nieporównanie bardziej gorączkową ekspresję. Ktoś powie: niestosowne refleksy chwytów narracyjnych znanych z gier wideo i obrazów wywołanych użyciem snorri cam? Niekoniecznie to wadzi, bo nowoczesne zabiegi nie muszą prowadzić do aktu profanacji.

W ten sposób jesteśmy wciąż przy bohaterze, w jego najbliższej, intymnej odległości. Tło znika, przelewa się jak bezkształtna masa, jedynie w pojedynczych fragmentach zaostrzając się do twarzy anonimowego więźnia, dystynkcji munduru, fragmentu ręki i – najbardziej wstrząsającego detalu – piersi martwej kobiety, naznaczonej niewyobrażalnym tu erotyzmem. Selekcja na rampie, rozbieralnia i układanie ciał w stosy – nagość w obozach koncentracyjnych była powszechna i sadystyczna, stanowiąc cząstkę procesu uprzedmiotowienia ofiar i odebrania im resztek godności. To wiemy, znamy z niejednego filmu i archiwalnych materiałów. Nemes więc odwraca perspektywę, każe jedynie wpatrywać się w niemal nieruchomą i nic niewyrażającą twarz Szawła – zaciśniętą i pustą jak u bohaterów filmów Roberta Bressona. Widzimy tylko jego oczy: matowe, nieobecne, pozbawione jakiegokolwiek wyrazu. Tylko w chwili patrzenia na nagie ciało syna zyskują one jakiś ludzki smutek.

Widzimy zatem niewiele, ale wiemy aż nadto. Z przestrzeni pozakadrowej, z amorficznego tła przeciskają się na ekran słowa i dźwięki. Urywane, nagłe, bezładne, nawarstwiające się w pomruk fabryki śmierci. Nemes przypomina, że obóz koncentracyjny był jak wieża Babel, tygiel kultur, narodów i języków. Miejsce spotkań. Auschwitz to audiosfera dialogów prowadzonych w wielu dialektach, zarówno w tym używanym przez oprawców, jak i w tym przekształconym w slang obozowy. Nikt nie rozglądał się na boki, lecz chodził ze spuszczoną głową, akustyka dudniła wszystkimi tonacjami strachu.

„Syn Szawła”, reż. László Nemes, plakat (źródło: materiały prasowe dystrybutora)

„Syn Szawła”, reż. László Nemes, plakat (źródło: materiały prasowe dystrybutora)

Czy Syn Szawła jest o szaleństwie, czy przeciwnie – o godności? Paradoks miejsc kaźni jest powszechnie znany z lagrowej literatury i kina: człowieczeństwo to tutaj objaw obłędu i prosta droga do śmierci. Szaweł przecież nikogo nie ratuje; przeciwnie – swymi czynami tylko ściąga na siebie i innych jeszcze większe ryzyko. Towarzyszy bardziej śmierci, niż ściga się z życiem, ale po raz pierwszy owa wszechobecna śmierć uległa personifikacji. Po raz pierwszy jest wizualnie ostra, zindywidualizowana i prywatna. Ciało syna nie jest już częścią stosu trupów. Leży osobno, okryte kocem, przenoszone z matczyną delikatnością i ojcowską siłą, chronione przed kulami strażników i wzrokiem ciekawskich.

Mam kłopot z tym filmem. Nie wiem, czy jego zaletą jest, że umiem się nim – jak inni widzowie – zachwycić? Czerpię w końcu estetyczną przyjemność z narracji i technologicznej sprawności – choć zarazem zdaję sobie sprawę z jej etyczno-moralnej funkcji. Ale w pewnym momencie projekcji poczułem inscenizacyjno-fabularny nadmiar. Syn Szawła stał się wędrówką po obozie; uzasadnioną przez intrygę opowieścią o miejscu odsłanianym jak na kolejnych poziomach gry wideo. Tak jakby reżyser chciał nam pokazać wszystkie barwy Birkenau, tak jakby same komory gazowe i krematoria to było za mało. Ten sam taniec kamery i poszerzający diegezę dźwięk pojawia się więc w warsztatach dla kobiet (ślad melodramatu), w Sonderkommando zwyrodniałego Mietka (horror), na tropie rabina (kryminał) i podczas palenia zwłok, skąd pochodzi jeden z najsłynniejszych, bo nielicznych, materialnych dowodów zbrodni – fotografia wykonana przez przemycony do obozu aparat. Nie pierwszy raz film o Holocauście zamienia się w thriller, tak jakby makabry samego miejsca było za mało.

Ale to tylko fragmenty rysowane grubą kreską. Dominuje najczystszy tragizm i niesentymentalny fatalizm. Te wszystkie działania, zamierzenia i usiłowania Szawła są przecież tak beznadziejne, tak całkowicie niemożliwe do spełnienia. Jakże gorzko i tragicznie brzmi przesłanie dzieła. Skoro nie możemy chronić życia, oddajmy własne śmierci. Pokonamy w ten sposób zło, które wydaje się wszechogarniające. Zło w filmie Nemesa ostatecznie nie posiadło przecież oczu głównego bohatera, który w finale został nagrodzony najpiękniejszym dlań widokiem. Może to był tylko objaw szaleństwa, ale chcę wierzyć, że także chwilowy triumf życia.

Tekst ukazał się w czasopiśmie EKRANy nr 5/2015

Dodaj komentarz


Artykuły

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Kobiece spojrzenie. O aktorstwie Antoniny Hoffmann

Od 29 czerwca 2017 roku do 4 lutego 2018 roku

Portret Antoniny Hoffmann autorstwa Julesa Vallenta, 1875, wł. MHK (źródło: materiały prasowe organizatora)

15. Przegląd Sztuki SURVIVAL

Od 23 do 27 czerwca 2017 roku

Dominika Oleś, „Artykulacja” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Making Places

Fieldoffice Architects Sheng-Yuan Huang

Od 22 czerwca do 27 sierpnia 2017 roku

Wieża widokowa (źródło: materiały prasowe organizatora)

21. Międzynarodowy Festiwal Nova Muzyka i Architektura

Od 24 czerwca do 2 września 2017 roku

Tubicinatores Gedanenses (źródło: materiały prasowe organizatora)

Kapelusze z głów! Unikatowa kolekcja z Muzeum Novojiczinskiego

Od 20 czerwca do 5 listopada 2017 roku

„Kapelusze z głów! Unikatowa kolekcja z Muzeum Novojiczynskiego” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Tak widzą. Panorama fotografii węgierskiej

Od 13 czerwca do 10 września 2017 roku

András Bánkuti, „Zmierzch”, Moskwa, 6 listopada 1990 © Bánkuti András (źródło: materiały prasowe organizatora)

Skarbiec. Złotnictwo archikatedry wrocławskiej

Od 13 czerwca do 24 września 2017 roku

Pastorał Biskupa Georga Koppa (fragment), Wilhem Rauscher, Fulda, ok. 1890, srebro złocone, emalie, kameryzacja, fot. Arkadiusz Podstawka (źródło: materiały prasowe organizatora)

Stanisław Baj. Czarna rzeka

Od 10 czerwca do 9 lipca 2017 roku

Stanisław Baj, „Czarna rzeka” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Sploty ducha, wzory codzienności

Sztuka balijska z kolekcji Krzysztofa Musiała

Od 8 czerwca do 20 sierpnia 2017 roku

„Walka kogutów”, 2007 (źródło: materiały prasowe organizatora)

4. Prezentacje Form Muzyczno-Teatralnych Dźwięki Słów

Od 8 do 11 czerwca 2017 roku

„Jesus Christ Superstar”, fot. Kinga Karpati (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR