Białe noce listonosza Aleksieja Triapicyna (Biełyje noczi pocztaliona Aleksieja Triapicyna), reż. i scen. Andriej Konczałowski, Rosja 2014.

Po kilku latach błądzenia Andriej Konczałowski – z wydatną pomocą skromnego listonosza – ponownie skierował swoją karierę na właściwe tory. Mistrz rosyjskiego kina nie mógł odnaleźć się zarówno w pełnej blichtru Moskwie z Blasku luksusu (2007), jak i w baśniowej krainie sportretowanej w Dziadku do orzechów (2009). W Białych nocach listonosza Aleksieja Triapicyna triumfalnie powrócił na głęboką prowincję, którą przed laty odwiedził choćby przy okazji głośnej Kurki Riaby (1994). W tamtym filmie dawny kompan Andrieja Tarkowskiego z ironią przyglądał się procesowi narodzin rosyjskiego kapitalizmu. Mieszkańcy położonej nieopodal Archangielska wioski z Białych nocy… przestali już przejmować się potencjalnymi reformami i obietnicami przemian. Funkcjonowanie na marginesie ogromnego imperium ma jednak swoje dobre strony. W zapomnianym przez wszystkich miejscu bohaterowie mogą wieść spokojne życie, w którym banał na każdym kroku przeplata się z niesamowitością.

„Białe noce listonosza Aleksieja Triapicyna”, reż. Andriej Konczałowski, 2014 (źródło: materiały czasopisma EKRANy)

„Białe noce listonosza Aleksieja Triapicyna”, reż. Andriej Konczałowski, 2014 (źródło: materiały czasopisma EKRANy)

Prowincja z Białych nocy… nie ma niczego wspólnego z delirycznymi wizjami Aleksieja Bałabanowa bądź szamańskimi objawieniami Iwana Wyrypajewa. By uchwycić specyfikę portretowanej rzeczywistości, Konczałowski zdecydował się na osobliwą hybrydę prawdy i zmyślenia. Grający w Białych nocach… aktorzy to – z wyjątkiem odtwórczyni głównej roli kobiecej – naturszczycy, którzy odgrywają przed kamerą sytuacje z własnego życia. Rosyjski twórca spogląda na nie z nieukrywaną fascynacją, lecz jednocześnie unika wyższości charakterystycznej dla przybysza z lepszego świata. Zamiast tego robi wszystko, by jak najbardziej zbliżyć się do bohaterów i zrekonstruować kierującą ich czynami filozofię.

W nieśpiesznych spacerach po filmowej wiosce towarzyszy reżyserowi przewodnik w postaci Aleksieja Triapicyna. Listonosz wydaje się kluczową postacią portretowanej społeczności. Dzięki specyfice swojej pracy stanowi właściwie jedyny łącznik mieszkańców ze światem zewnętrznym. Jednocześnie jednak odczuwa on silne poczucie integracji z rodzinnymi stronami. Gdy w jednej ze scen trafia do położonego w pobliskim mieście centrum handlowego, łatwo gubi się w neonowym labiryncie. Najbardziej dramatycznym zdarzeniem w egzystencji bohatera jest kradzież silnika z łodzi, którą zwykle podróżował do najbliższego urzędu pocztowego. Sceny dokumentujące poszukiwania sprawcy, prowadzone w towarzystwie syna koleżanki, mają w sobie sentymentalny wdzięk godny Złodziei rowerów (1948, V. De Sica). Codziennością Aleksieja rządzi jednak akceptowana z pokorą monotonia. Po powrocie do ukochanej wioski listonosz spokojnie akceptuje wszystkie incydenty, w tym wizyty tajemniczego kocura.

Jedyną siłą zdolną wywrócić do góry nogami ustabilizowaną egzystencję Triapicyna mogłoby okazać się uczucie. Sposób poprowadzenia wątku miłosnego każe raz jeszcze przyjrzeć się tytułowi filmu i dostrzec w nim aluzję do Białych nocy Dostojewskiego. W opowiadaniu rosyjskiego pisarza na Marzyciela spadało niespodziewanie zauroczenie przeradzające się stopniowo w głębokie uczucie. Nie inaczej dzieje się także w filmie Konczałowskiego. Triapicyn zakochuje się w Irinie – dziewczynie z innego świata, która traktuje pobyt na prowincji jedynie jako krótki epizod. Spowijająca Białe noce… melancholijna aura pozwala sądzić, że uczucie bohatera nie ma szans na spełnienie, pozostanie wyłącznie efemerycznym kaprysem i sezonową ciekawostką.

W szeroko komentowanym finale filmu pogodzony z losem listonosz, wraz z przyjaciółmi, obserwuje startującą z pobliskiego kosmodromu rakietę. Bohaterowie Konczałowskiego kwitują pokaz mocarstwowej siły z obojętnością i bez trudu przechodzą nad nim do porządku dziennego. Tego rodzaju postawa może wydawać się świadectwem ich kapitulacji. W rzeczywistości stanowi jednak demonstrację niewinności, która jaskrawo kontrastuje z wojowniczymi zapędami kremlowskich decydentów.

Piotr Czerkawski – krytyk filmowy, dziennikarz kulturalny, festiwalowy obieżyświat, kinofil z powołania. Regularnie publikuje m.in. w „Dzienniku. Gazecie Prawnej”, „Kinie” i „Ekranach". Współautor książek „Lenartowicz – twórca osobny” , „W drodze do sąsiada. Polsko-niemieckie spotkania filmowe” oraz „Zanussi – przewodnik Krytyki Politycznej” (w przygotowaniu). Wierzy, ze w poprzednim wcieleniu był różowym flamingiem. Mieszka i pracuje we Wrocławiu.

Tekst ukazał się w czasopiśmie EKRANy nr 1/2015

Dodaj komentarz


Artykuły

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Bownik. Wyobraź sobie czasy, w których wszystkie rekordy już padły

Od 20 stycznia do 23 lutego 2017 roku

Bownik, „Passage”, 2013 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Prabhakar Pachpute i Rupali Patil. Zwiastunki chaosu

Od 28 stycznia do 18 czerwca 2017 roku

Prabhakar Pachpute, „Góra ucieczki”, 2016 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Marek Starzyk. Gazetowe obrazki

Od 27 stycznia do 23 lutego 2017 roku

Marek Starzyk, Bez tytułu, 1999–2000 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Jacek Sempoliński. Obrazy patrzące

Od 21 stycznia do 26 marca 2017 roku

Jacek Sempoliński (źródło: materiały prasowe organizatora)

Ludwik Gronowski. Fotografie Krzemieniec/Wołyń 1930–1939

Od 19 stycznia do 19 marca 2017 roku

Ludwik Gronowski, „Na szybowisku” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Eksplozja litery

Ikonografia tekstualności jako źródła cierpień

Od 12 stycznia do 31 marca 2017 roku

Ireneusz Walczak, „Bartoszewski”, 2016 (źródło: materiały prasowe organizatora)

World Press Photo 2016

Od 14 stycznia do 12 lutego 2017 roku

Warren Richardson, Australia | „Hope for a New Life”, 28 August, Serbia/Hungary border (źródło: materiały prasowe)

Jan Kucz. Antoni Janusz Pastwa

Od 10 stycznia do 8 lutego 2017 roku

„Jan Kucz. Antoni Janusz Pastwa” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Nie, no to nie. Dźwiękowe działania obrazoburcze

Od 11 stycznia do 14 lutego 2017 roku

Ryszard Ługowski (źródło: materiały prasowe organizatora)

Urok prowincji w fotografii Jerzego Piątka

Od 10 stycznia do 2 lutego 2017 roku

Jerzy Piątek, „Smutek i urok prowincji”, koniec lat 70. i 1 poł. lat 80. XX w. (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR