50. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Karlowych Warach, 03.07.-11.07.2015 r.

Karlowe Wary wciąż mają w sobie coś z surrealistycznego, zaskakującego bywalców na każdym kroku uzdrowiska uwiecznionego w słynnym Kapryśnym lecie Vladislava Vancury. W czeskim miasteczku pogoda w mgnieniu oka przechodzi z upalnej w deszczową, a socrealistyczne bloki niepostrzeżenie zmieniają się w pałace rosyjskich oligarchów. W tym roku na tarasie zgrzebnego, festiwalowego hotelu Thermal znienacka wyrósł natomiast, wydarty z innej rzeczywistości, przynależny do zupełnie odmiennego porządku, napis „Zakaz palenia marihuany”.

50. MFF w Karlowych Warach, 2015 (źródło: Film Servis Festival Karlovy Vary)

50. MFF w Karlowych Warach, 2015 (źródło: Film Servis Festival Karlovy Vary)

Neonaziści, drwale i seryjni mordercy

Choć same Karlowe Wary kryją w sobie wiele podobnych niespodzianek, pewne prawidła odbywającego się tam festiwalu pozostają niezmienne. Od wielu lat powtarzają się na przykład narzekania na poziom Głównego Konkursu. Impreza, na której – jeszcze nie tak dawno – triumfowała Amelia Jeana-Pierre’a Jeuneta czy Rok diabła Petra Zelenki, nie ma szczęścia do godnych następców wymienionych twórców. Sytuacji nie zmieni także tegoroczny zwycięzca – Bob and the Trees Davida Ongaro. Reżyser obsadził swój film naturszczykami i stworzył do bólu realistyczny, czuły portret amerykańskiego drwala. Choć Bob… stanowi kawał  porządnego kina społecznego, bliżej mu do poczciwych klasyków w rodzaju Gajowego Kena Loacha niż drapieżnych filmów à la Do szpiku gości z Jennifer Lawrence. Kłopot Karlowych Warów polega głównie na tym, że przeciętny film Ongaro niespecjalnie miał z kim rywalizować. Wśród porażek poniesionych przez twórców konkursowych filmów szczególnie boli klęska Dietricha Bruggemanna. Całkiem niedawno młody reżyser wzbudził przecież powszechny zachwyt za pomocą jednocześnie wstrząsającej i ironicznej Drogi krzyżowej. Opowieść o fanatyzmie religijnym prowadzącym do rozkładu mieszczańskiej rodziny przywoływała na myśl najważniejsze dokonania Ulricha Seidla. W Heil Bruggemann pozostał w kręgu ideologicznych ekstremów i zinfiltrował środowisko neonazistów. Kłopot w tym, że wybrał – zupełnie niedopasowaną do swojej wrażliwości – konwencję komediową. W obliczu kanonady coraz bardziej żenujących gagów reżyser ostatecznie zostaje zmuszony do bezwarunkowej kapitulacji.

Nie dziwi, że na tle kiepskiego poziomu Konkursu Głównego zauważono koprodukowaną przez Polskę Czarodziejską górę Anki Damian. Autorka słynnej Drogi na drugą stronę po raz kolejny sięgnęła po formułę animowanego dokumentu, by oddać hołd heroicznej jednostce. Tym razem jej wybór padł na postać alpinisty i działacza antykomunistycznego – Jacka Winklera. Bez nagród z Karlowych Warów wyjechał za to Marcin Koszałka. Ceniony dokumentalista przywiózł do Czech swój fabularny debiut – Czerwonego pająka. Opowieść wyrosła z fascynacji seryjnym mordercą grasującym w peerelowskim Krakowie stanowi przykład ambitnej porażki. Koszałka imponuje precyzją w rekonstruowaniu szarej i depresyjnej rzeczywistości komunistycznej Polski. Przy okazji ostentacyjnie unika efekciarskich klisz towarzyszących opowieściom o niebezpiecznych przestępcach. Niestety, pozorna odwaga okazuje się w praktyce świadectwem reżyserskiego niezdecydowania. Koszałka porusza wiele wątków, lecz żadnego z nich nie potrafi, niestety, domknąć w sposób satysfakcjonujący. W efekcie sprawia wrażenie jakby dał się przechytrzyć tytułowemu bohaterowi i przyznawał się do bezradności wobec jego fenomenu. Szczególnie szkoda, że nie zdołał wybrzmieć odpowiednio – ledwie zarysowany przez Koszałkę – wątek medialnego szału wokół postaci seryjnego mordercy. Pytanie o przyczynę fascynacji złem rodzącej się w przaśnych realiach PRL-u stanowi temat na zupełnie osobny film. Być może jeszcze kiedyś się go doczekamy. Na razie pozostaje nam kibicowanie, nie w pełni jeszcze rozwiniętemu, talentowi fabularnemu Koszałki.

50. MFF w Karlowych Warach, 2015 (źródło: Film Servis Festival Karlovy Vary)

50. MFF w Karlowych Warach, 2015 (źródło: Film Servis Festival Karlovy Vary)

Polskie drogi

W polskie akcenty obfitował tradycyjnie – skupiony na filmach z Europy Środkowej i Wschodniej – konkurs „East of the West”. Dwa lata temu jego niekwestionowanym zwycięzcą okazały się zresztą Płynące wieżowce Tomasza Wasilewskiego. Tym razem nasi rodacy musieli jednak obejść się ze smakiem. Wśród konkursowych filmów znalazło się między innymi Między nami dobrze jest Grzegorza Jarzyny. Adaptacja kąśliwie dowcipnej sztuki Doroty Masłowskiej okazała się dla zagranicznej publiczności nazbyt hermetyczna. Obok – znanego już z polskich kin Między nami… – w konkursie „East of the West” znalazły się także premierowe – Droga do Rzymu i Chemia. Znacznie ciekawszy okazał się pierwszy z tych filmów, czesko-polska koprodukcja w reżyserii Tomasza Mielnika. Debiutujący twórca zrealizował erudycyjną, lecz pozbawioną zadęcia komedię o dziwacznych perypetiach pewnego muzealnika. Przykuwająca uwagę od pierwszych chwil Droga…, w miarę rozwoju fabuły okazuje się jednak, niestety, filmem coraz bardziej chaotycznym. W pogoni za niesfornym bohaterem Mielnik co i rusz gubi trop, brnie w ślepą uliczkę i tylko od czasu do czasu jest w stanie wrócić na właściwe tory. Koniec końców Droga… okazuje się jednak filmem na tyle sympatycznym i oryginalnym, że warto wybaczyć mu pewne niedociągnięcia. Tego samego nie da się już powiedzieć o Chemii. Na papierze film Bartosza Prokopowicza wyglądał jak wariacja na temat Piany złudzeń Borisa Viana – współczesna baśń o miłości wystawionej na próbę przez ciężką chorobę. W rzeczywistości Chemia zamieniła się jednak w kiczowaty teledysk, hochsztaplerską telenowelę z rakiem w tle.

Najlepsi z najlepszych

Widzowie spragnieni kina najwyższej jakości skrzętnie omijali projekcje konkursowe i wybierali filmy zgrupowane w sekcji „Horizons”. W zestawie prezentującym dzieła docenione uprzednio na najważniejszych światowych festiwalach znalazł się między innymi Homar Giorgiosa Lanthimosa, Zupełnie Nowy Testament Jaco van Dormaela czy Młodość Paola Sorrentina. W Karlowych Warach szczególnie spodobał się ten ostatni film, który zdobył Nagrodę Publiczności. Decyzja festiwalowej widowni wydaje się w pełni zrozumiała. Niedługo po oscarowym Wielkim pięknie maestro Sorrentino znów pokusił się o połączenie wizualnego rozmachu z melancholijną refleksyjnością. Efektem okazał się na przemian błyskotliwie dowcipny i szczerze przejmujący film o desperackiej próbie zapełnienia życiowej pustki.

50. MFF w Karlowych Warach, 2015 (źródło: Film Servis Festival Karlovy Vary)

50. MFF w Karlowych Warach, 2015 (źródło: Film Servis Festival Karlovy Vary)

Oprócz tytułów nagrodzonych w Cannes, Berlinie i Wenecji sekcja „Horizons” skrywała także trudniejsze do wyłowienia perły. Jednym z najbardziej pozytywnych zaskoczeń festiwalu okazał się francuski All About Them. Film, bardzo popularnego w swej ojczyźnie, lecz zupełnie nieznanego w Polsce, Jerome’a Bonnella opowiada osobliwą historię pewnego uczuciowego trójkąta. Spojrzenie francuskiego reżysera pozostaje wolne zarówno od nachalnego moralizatorstwa, jak i infantylnej egzaltacji poczynaniami bohaterów. Zamiast tego, Bonnell ujmuje narracyjną zręcznością, umiejętnie przeskakuje pomiędzy tonacjami i znakomicie łączy farsę z melodramatem.

Jak co roku, kapryśne karlowarskie lato przyniosło widzom wiele olśnień przeplatanych porcją rozczarowań. Siła tych pierwszych, zademonstrowana za sprawą Młodości czy All About Them, jest jednak sugestywna na tyle, że właśnie dla niej warto będzie powrócić do Czech za rok.

Piotr Czerkawski – krytyk filmowy, dziennikarz kulturalny, festiwalowy obieżyświat, kinofil z powołania. Regularnie publikuje m.in. w „Dzienniku. Gazecie Prawnej”, „Kinie” i „Ekranach". Współautor książek „Lenartowicz – twórca osobny” , „W drodze do sąsiada. Polsko-niemieckie spotkania filmowe” oraz „Zanussi – przewodnik Krytyki Politycznej” (w przygotowaniu). Wierzy, ze w poprzednim wcieleniu był różowym flamingiem. Mieszka i pracuje we Wrocławiu.

Dodaj komentarz


Artykuły

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Jacek Sempoliński. Obrazy patrzące

Od 21 stycznia do 26 marca 2017 roku

Jacek Sempoliński (źródło: materiały prasowe organizatora)

Ludwik Gronowski. Fotografie Krzemieniec/Wołyń 1930–1939

Od 19 stycznia do 19 marca 2017 roku

Ludwik Gronowski, „Na szybowisku” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Eksplozja litery

Ikonografia tekstualności jako źródła cierpień

Od 12 stycznia do 31 marca 2017 roku

Ireneusz Walczak, „Bartoszewski”, 2016 (źródło: materiały prasowe organizatora)

World Press Photo 2016

Od 14 stycznia do 12 lutego 2017 roku

Warren Richardson, Australia | „Hope for a New Life”, 28 August, Serbia/Hungary border (źródło: materiały prasowe)

Jan Kucz. Antoni Janusz Pastwa

Od 10 stycznia do 8 lutego 2017 roku

„Jan Kucz. Antoni Janusz Pastwa” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Nie, no to nie. Dźwiękowe działania obrazoburcze

Od 11 stycznia do 14 lutego 2017 roku

Ryszard Ługowski (źródło: materiały prasowe organizatora)

Urok prowincji w fotografii Jerzego Piątka

Od 10 stycznia do 2 lutego 2017 roku

Jerzy Piątek, „Smutek i urok prowincji”, koniec lat 70. i 1 poł. lat 80. XX w. (źródło: materiały prasowe organizatora)

Małgorzata Szymankiewicz. blank

Od 27 grudnia 2016 roku do 22 stycznia 2017 roku

Małgorzata Szymankiewicz, „Office Work 231”, 2016 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Wrocław – wejście od podwórza

Od stycznia do grudnia 2016 roku

„Wrocław - wejście od podwórza 2016”, fot. Alicja Kielan (źródło: materiały prasowe organizatora)

Galeria Sztuki Dawnej

Od 22 grudnia 2016 roku

Paris Bordone (1500–1571), „Wenus i Amor”. lata 30. XVI w. (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR