W cyklu KRYTYK(A) W SIECI o opinie na temat kondycji krytyki w dobie Internetu, blogosfery i portali społecznościowych pytamy przedstawicieli różnych dziedzin kultury, także aktywnych krytyków – prezentowaliśmy już nasz wstęp oraz komentarz Marcina Adamczaka na temat krytyki filmowej, głos Filipa Szałaska o krytyce muzycznej, a z Ewą WójtowiczMartą Smolińską i Darią Skok wkroczyliśmy w obszar sztuk wizualnych. Teraz czas na krytykę literacką – wypowiada się o niej Paweł Brzeżek.

Redakcja O.pl

Grafika O.pl

Grafika O.pl

Krytyk specjalnej troski

Po raz kolejny rewolucja pożera własne dzieci. Kiedy na przełomie XVIII i XIX wieku rozpoczął się gwałtowny rozwój mediów masowych, na początku oczywiście jedynie prasy, narodziła się też jedna z wielu nowych dziedzin działalności publicystycznej – krytyka literacka. Massmedia dały możliwość bieżącego komentowania rzeczywistości – nic więc dziwnego, że przedmiotem tego komentarza stała się również literatura, a zwłaszcza – nowości wydawnicze. I nie oszukujmy się – od samego początku nowa dyscyplina uwikłana była w trwający do dzisiaj romans z polityką i biznesem. Jak bowiem nauczył nas Michel Foucault, nie ma możliwości prowadzenia dyskursu bez wchodzenia w politykę i relację z władzą (także władzą pieniądza). Tradycyjna krytyka literacka (zarówno akademicka, jak i publicystyczna), radziła sobie z tym problemem, opierając się na sile autorytetu. Aż do powstania Internetu, czyli kolejnego zrywu tej samej rewolucji medialnej, autorytet i przynależność do kasty były najważniejszą formą legitymizacji władzy estetycznej krytyka literackiego.

Zburzenie hierarchicznej struktury i zaburzenie przepływu komunikacji, jakie w mediach masowych spowodowała interaktywność Internetu, wywołały panikę w szeregach krytyków. Deprecjonują, demonizują przeciwnika: jakim prawem ci domorośli, bezimienni (lub nieweryfikowalni) krytycy ferują swoje wyroki? Jakie są kwalifikacje krytycznoliterackich felczerów? Skąd przyszli? Kto ich przysłał (zapewne działy marketingu bezdusznych korporacji!). Dlaczego muszę konkurować z nimi o uwagę odbiorcy? Stawiam swoją merytoryczność, jakość swoich sądów, erudycję przeciwko gargantuicznej ilości marnej jakości tekstów, pisanych pod szatańskie dyktando SEO, dzięki czemu internetowa hołota w podstępny sposób już na wstępie dystansuje teksty profesjonalistów!

Zburzenie dotychczasowej równowagi jest bardzo bolesne dla plemiennej starszyzny. Młodzi emigrują w Internet, a tam są już poza zasięgiem, nie można już na nich wpływać i modelować estetycznie, dbać o wyczucie, kanon, wybór lektury. Słuchają podszeptów szarlatanów i cynicznych hejterów, lub – co gorsza – sami błądzą po omacku, ściągając przypadkowe ebooki, czytając streszczenia, nie mające nic wspólnego z rzetelną krytyką. I nie dają zarobić na chleb!

Ironizuję wprawdzie, ale problem legitymizacji jest rzeczywiście bardzo ważny. Internetowa krytyka literacka jest niestety nadal tworem pokracznym i niedomagającym z powodu swoich licznych chorób. Nie ma jednak w tym nic złego – bo pokraczność ta jest skutkiem niedojrzałości, a wszystkie choroby, które ją trapią, są typowymi chorobami wieku dziecięcego. Niska jakość blogowych recenzji wynika często z wieku i marnego doświadczenia samych blogerów. Żywą tkankę wirtualnej rzeczywistości tworzy społeczność, którą nazywa się czasem native digitals, a więc są to ludzie którzy „urodzili się” w cyfrowym świecie i jest to dla nich naturalne środowisko – siłą rzeczy są to ludzie młodzi. W opozycji do nich w Internecie egzystują także digital imigrants, którzy starają się zasymilować, ale już zawsze będą imigrantami, wychowanymi w zupełnie innych warunkach. Największy problem znacznej większości autorytarnej kasty krytycznoliterackiej jest taki, że funkcjonują zupełnie poza tym systemem – nie zaliczają się do żadnej z tych grup, a Internet służy im co najwyżej do odbierania maili od studentów.

Strach przed nieznanym jest źródłem uprzedzeń

Na jednej z krytycznoliterackich akademickich konferencji, w której uczestniczyłem, padł zarzut pod adresem samego Internetu, że nie jest on medium demokratycznym, bo kontrolowany jest przez bezduszne algorytmy, wymuszające pewne zachowania, organizujące treści poprzez faworyzowanie jednych i ignorowanie innych. Oczywiście wszystkie te mechanizmy służyć mają głównie utrwalaniu władzy korporacji i wspieraniu przynoszących im zyski działań marketingowych. Poza oczywistym aspektem politycznym tego zarzutu, wynikającym z tradycyjnie lewicowego światopoglądu dużej części pracowników naukowych, jest on tak samo sensowny, jak określenie przepisów ruchu drogowego mianem faszystowskich, tylko dlatego, że nie zna się znaków i nie wie, że po czerwonym świetle będzie zielone i będzie można jechać…

Znaczenie rewolucji internetowej bywa często wyolbrzymiane – gwałtowność przemian i ich skala, sprawiają, że w sposób naturalny rodzi się pewna grupa oporu. Ale nie można zapominać, że przede wszystkim Internet jest po prostu narzędziem i od nas zależy jak będziemy go używali. Oczywiście jak każde narzędzie, także i Internet wpływa na nasze umysły i nasz sposób funkcjonowania (tak jak wynalazek samochodu i samolotu zmniejszył odległości dzielące ludzi, tak Internet komunikacyjnie zmienił świat w globalną wioskę). Ciekawą analizę wpływu Internetu na nasz mózg znajdziemy w książce Płytki umysł. Jak Internet wpływa na nasz mózg, Nicholasa Carra (warto zgłębić temat – bardzo interesująca diagnoza). Jeśli więc krytycy tradycyjni stawiają zarzut, że krytyka w Internecie ma zbyt niski poziom, powinni przede wszystkim przestać narzekać, nauczyć się używać tego narzędzia i sami zacząć kolonizować nowe terytoria.

Wszystkie dziecięce choroby całej komunikacji internetowej, nie tylko krytyki literackiej, ale także na przykład dziennikarstwa obywatelskiego, miną z czasem – native digitals dorastają, kończą studia (często te same, które kończyli krytycy-klasycy), zmieniają się ich poglądy, wyrabiają gusta estetyczne, słowem – dojrzewają. Niektórzy stają się profesjonalistami. Niektórzy – o zgrozo – zarabiają! To dzieje się już dzisiaj – w morzu bezmyślnych komentarzy i replikowanych treści, pojawiają się perełki, komentatorzy, który cieszą się popularnością i szacunkiem. Sam Internet również się profesjonalizuje, na Dzikim Zachodzie powstają miasta, opery i biblioteki.

Dwadzieścia lat temu nikt nie poruszał tematu krytyki literackiej w Internecie, bo takie zjawisko zwyczajnie nie istniało, a sam Internet dopiero raczkował. Za dwadzieścia lat Internet nie będzie taki jak dzisiaj, my nie będziemy tacy jak dzisiaj, literatura nie będzie taka jak dzisiaj. Krytyka będzie musiała nadążyć. Przetrwają najlepsi, a nieprzystosowani będą mogli mieć żal jedynie do Charlesa Darwina.

W XV wieku wynalazek druku pchnął ludzkość na zupełnie nowe tory, wyrwał nas z wieków ciemnych i dał szansę na dynamiczny rozwój cywilizacji, która na liście swoich osiągnięć ma m.in wysłanie człowieka na Księżyc, czy antybiotyki. Mało kto jednak pamięta o ogromnej cenie tego wynalazku, jaką przyszło zapłacić wszelkiej maści bardom, trubadurom i innym potomkom Homera, których piękna oralna kultura została zepchnięta do roli kulturowego smaczku. Nie czas jednak żałować róż, gdy płoną lasy – w tym samym czasie światli Europejczycy masowo eksterminowali Indian, ścierając z powierzchni ziemi znacznie bardziej rozwinięte kultury obu Ameryk.

Dlatego właśnie, Panie/Pani krytyku, jeśli czujesz, że Internet odbiera Ci źródło utrzymania, mam dla Ciebie prostą radę: zmień pracę, weź kredyt. Nie bądź krytykiem specjalnej troski.

Paweł Brzeżek jest krytykiem literackim, absolwentem Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Śląskiego na kierunku filologia polska, stypendystą Uniwersytetu Florenckiego (Facoltá di Lettere e Filosofia). Zajmuje się dziennikarstwem kulturalnym, krytyką literacką, a także prowadzeniem zajęć kreatywnego pisania.

Dodaj komentarz


Artykuły

Recenzje

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Bownik. Wyobraź sobie czasy, w których wszystkie rekordy już padły

Od 20 stycznia do 23 lutego 2017 roku

Bownik, „Passage”, 2013 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Prabhakar Pachpute i Rupali Patil. Zwiastunki chaosu

Od 28 stycznia do 18 czerwca 2017 roku

Prabhakar Pachpute, „Góra ucieczki”, 2016 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Marek Starzyk. Gazetowe obrazki

Od 27 stycznia do 23 lutego 2017 roku

Marek Starzyk, Bez tytułu, 1999–2000 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Jacek Sempoliński. Obrazy patrzące

Od 21 stycznia do 26 marca 2017 roku

Jacek Sempoliński (źródło: materiały prasowe organizatora)

Ludwik Gronowski. Fotografie Krzemieniec/Wołyń 1930–1939

Od 19 stycznia do 19 marca 2017 roku

Ludwik Gronowski, „Na szybowisku” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Eksplozja litery

Ikonografia tekstualności jako źródła cierpień

Od 12 stycznia do 31 marca 2017 roku

Ireneusz Walczak, „Bartoszewski”, 2016 (źródło: materiały prasowe organizatora)

World Press Photo 2016

Od 14 stycznia do 12 lutego 2017 roku

Warren Richardson, Australia | „Hope for a New Life”, 28 August, Serbia/Hungary border (źródło: materiały prasowe)

Jan Kucz. Antoni Janusz Pastwa

Od 10 stycznia do 8 lutego 2017 roku

„Jan Kucz. Antoni Janusz Pastwa” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Nie, no to nie. Dźwiękowe działania obrazoburcze

Od 11 stycznia do 14 lutego 2017 roku

Ryszard Ługowski (źródło: materiały prasowe organizatora)

Urok prowincji w fotografii Jerzego Piątka

Od 10 stycznia do 2 lutego 2017 roku

Jerzy Piątek, „Smutek i urok prowincji”, koniec lat 70. i 1 poł. lat 80. XX w. (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR