Umberto Eco, Temat na pierwszą stronę, tłum. Krzysztof Żaboklicki, Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2015.

Zazwyczaj staram się unikać książek, które choćby w najmniejszym stopniu ocierają się o tematy polityczne – nie lubię sobie psuć krwi, nawet fikcją. Ale czasem trzeba dać kredyt zaufania pisarzowi, odsunąć obawy na dalszy plan i… zasiąść do lektury.

Umberto Eco, „Temat na pierwszą stronę” – okładka (źródło: materiały prasowe wydawcy)

Umberto Eco, „Temat na pierwszą stronę” – okładka (źródło: materiały prasowe wydawcy)

Pan Collonna, którego śladami podążamy w Temacie na pierwszą stronę Umberta Eco, przy całej swojej erudycyjności i niewątpliwym wykształceniu (choć nieusankcjonowanym dyplomem) zdaje się nieco biernym człowiekiem – mimo ogromnych predyspozycji nic tak naprawdę w życiu nie osiągnął. Ten stan rzeczy ma szansę wreszcie zmienić, gdy dostaje od tajemniczego Simeia propozycję napisania książki o rocznej pracy redakcyjnej dziennika „Jutro”. Czasopismo to jest specyficzne, ponieważ w odróżnieniu od innych gazet, które powtarzają wszystko, co powiedziane zostało już w telewizji – jak przenikliwie zauważa Simei – ma informować o tym, co dopiero się wydarzy. Jest to o tyle łatwiejsze, że pierwszy rok dziennika – który nota bene prawdopodobnie nigdy nie ujrzy światła dziennego – zaczyna się od numerów zerowych, mogących mieć dowolną datę.

Cała ekipa redakcyjna złożona jest z ludzi podobnych do Collonny – upatrują oni w „Jutrze” swojej szansy na zaistnienie w świecie, na spektakularny życiowy sukces. Szybko się jednak okazuje, że ich nadzieje na uprawianie poważnego i rzetelnego dziennikarstwa są płonne. Dziennik ma przede wszystkim publikować informacje kontrowersyjne, zaś sami redaktorzy winni traktować odbiorców gazety jak idiotów, przemycając do treści artykułów własne poglądy. Nad całym przedsięwzięciem czuwa prezes Vimercate, dla którego dziennik jest narzędziem szantażu swoich przeciwników.

Autor raczy nas również wątkiem miłosnym (nieco niezgrabnym ze względu na bohaterów biorących w nim udział, ale przez to dość realistycznym) i detektywistycznym, dotyczącym czołowego faszystowskiego, włoskiego polityka i zagadki jego śmierci. Powieść zaczyna niesamowicie intrygować, fabuła nabiera większego tempa i przyspiesza czytelnikowi puls. Niestety ostatnie dwadzieścia stron książki psuje tak misternie zbudowane napięcie i rozczarowuje. Można odnieść wrażenie, że Eco miał kilkanaście zakończeń Tematu na pierwszą stronę i albo nie zdecydował się na żadne, albo wybrał to zdecydowanie najsłabsze. Nie oznacza to oczywiście, że najnowszy utwór tego włoskiego autora jest kiepski – można się fantastycznie ubawić, wczytując się w wypowiedzi postaci na temat homoseksualistów, samochodów, teorii spiskowych czy wreszcie prasy, która daleka jest od przedstawiania suchych faktów.

Temat na pierwszą stronę to ironiczny prztyczek wymierzony – bardzo celnie – w dziennikarski nos, bo choć to fikcja, wiele z niej można dostrzec w rzeczywistości dzisiejszych mediów, gdzie pospolita i niewygodna prawda nie jest już tak ważna jak elektryzująca sensacja. Powieść Eco obnaża to, czym wielu dziennikarzy nie chciałoby się chwalić w związku ze swoim zawodem. Nie chodzi tylko o sprytnie zakamuflowaną stronniczość w tworzeniu artykułów, traktowanie czytelnika jak mało rozgarniętego dziecka czy wyolbrzymianie pewnych wydarzeń, ale również o brak poczucia spełnienia jako twórca. Każdy, komu tylko przez myśl przemknęła chęć zanurzenia się w życie publicysty, raczej nie marzył o grzebaniu w cudzych brudach. Postaci, którym istnienie dał Eco, to dziennikarskie wyrzuty sumienia, ilustrujące potrzeby intelektualne społeczeństwa. Sensacja, skandal czy inna pożywka dla mas zawsze będą górowały nakładem nad wartościowymi informacjami. To jedna z ważniejszych wiadomości, jakie pragnie przekazać czytelnikom autor Tematu na pierwszą stronę.

Dodaj komentarz


Artykuły

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Bownik. Wyobraź sobie czasy, w których wszystkie rekordy już padły

Od 20 stycznia do 23 lutego 2017 roku

Bownik, „Passage”, 2013 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Prabhakar Pachpute i Rupali Patil. Zwiastunki chaosu

Od 28 stycznia do 18 czerwca 2017 roku

Prabhakar Pachpute, „Góra ucieczki”, 2016 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Marek Starzyk. Gazetowe obrazki

Od 27 stycznia do 23 lutego 2017 roku

Marek Starzyk, Bez tytułu, 1999–2000 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Jacek Sempoliński. Obrazy patrzące

Od 21 stycznia do 26 marca 2017 roku

Jacek Sempoliński (źródło: materiały prasowe organizatora)

Ludwik Gronowski. Fotografie Krzemieniec/Wołyń 1930–1939

Od 19 stycznia do 19 marca 2017 roku

Ludwik Gronowski, „Na szybowisku” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Eksplozja litery

Ikonografia tekstualności jako źródła cierpień

Od 12 stycznia do 31 marca 2017 roku

Ireneusz Walczak, „Bartoszewski”, 2016 (źródło: materiały prasowe organizatora)

World Press Photo 2016

Od 14 stycznia do 12 lutego 2017 roku

Warren Richardson, Australia | „Hope for a New Life”, 28 August, Serbia/Hungary border (źródło: materiały prasowe)

Jan Kucz. Antoni Janusz Pastwa

Od 10 stycznia do 8 lutego 2017 roku

„Jan Kucz. Antoni Janusz Pastwa” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Nie, no to nie. Dźwiękowe działania obrazoburcze

Od 11 stycznia do 14 lutego 2017 roku

Ryszard Ługowski (źródło: materiały prasowe organizatora)

Urok prowincji w fotografii Jerzego Piątka

Od 10 stycznia do 2 lutego 2017 roku

Jerzy Piątek, „Smutek i urok prowincji”, koniec lat 70. i 1 poł. lat 80. XX w. (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR