Galeria Sztuki im. Jana Tarasina w Kaliszu: Beata Ewa Białecka, Dzięki Bogu jestem kobietą / Thank God I'm a Woman, 12.09-31.10.2014 r.

Malarstwo Beaty Ewy Białeckiej to wielowarstwowy i nasycony głęboką refleksją traktat o kobiecie i jej kondycji we współczesnej rzeczywistości. Artystka w całym swoim dorobku kreuje wizerunek kobiety w nieustannym dialogu zarówno z tradycyjną ikonografią chrześcijańską, stereotypowo dekretującą biblijną Ewę jako symbol grzechu, jak i z ikonosferą kultury popularnej czy światem reklamy. Białecka wnikliwie bada role płciowe, by w efekcie, w sobie tylko właściwy sposób, poddać je de(kon)strukcji i pokazać z nowej, nieoczywistej już perspektywy. Zaryzykowałabym więc tezę, że także malarstwo – i to tak silnie zakorzenione w tradycji jak dzieła Białeckiej – może wpisywać się w nurt tzw. sztuki krytycznej.

Beata Ewa Białecka, „Hodigitria”, olej, haft koralikami, 2014, fot. M. Smolińska (źródło: materiały kwartalnika „Artluk”)

Beata Ewa Białecka, „Hodigitria”, olej, haft koralikami, 2014, fot. M. Smolińska (źródło: materiały kwartalnika „Artluk”)

W moim odczuciu zaświadczają o tym nowe i najnowsze obrazy artystki prezentowane w ramach jej indywidualnej wystawy w Galerii Sztuki im. Jana Tarasina w Kaliszu, zatytułowanej Dzięki Bogu jestem kobietą / Thank God I’m a Woman. Każdy z nich podaje bowiem w wątpliwość kulturowo zadekretowane kobiece role i stereotypy, sugerując, że kobieta może być samoświadoma, silna i pewna sobie zarówno jako matka i ciężarna, jak i jako dziewczynka, dziewica i bezdzietna. Białecka jako malarka postfeministyczna nie musi koncentrować się już na walce o podstawowe prawa, jak miało to miejsce w wypadku tzw. pierwszej fali feminizmu, lecz kieruje swoją uwagę na indywidualne wybory, uwarunkowania życia w kulturze konsumpcyjnej oraz na redefiniowanie pozycji kobiety, funkcjonującej w tradycyjnych rolach społecznych[1]. Dlatego dziewczynka z malutką dziewczynką na rękach i barankiem, symbolizującym ofiarę i zmartwychwstanie, na wzniesionej lewej dłoni może być określona jako Hodigitria, co z kolei nawiązuje do najstarszego i najbardziej rozpowszechnionego typu przedstawienia Madonny z Dzieciątkiem na ręku. Św. Anną Samotrzecią może być z kolei matka z dwiema córkami na kolanach. Białecka konsekwentnie feminizuje bowiem cały świat i nawet św. Sebastiana ukazuje jako delikatne dziewczątko o ciele nakłutym wieloma strzałami.

Od lat jestem zakochana w tych malarskich bluźnierstwach, które mają w sobie więcej empatii, ciepła i zrozumienia dla świata kobiet niż jakiekolwiek dogmaty i tradycyjna ikonografia. Gravida – brzemienna – kładzie dłonie na zaokrąglonym brzuchu i, opuściwszy powieki jakże podobne do oczu Madonn znanych z malarstwa włoskiego renesansu, próbuje wyczuć ruchy dziecka. Delikatnym ruchem obejmuje płód, który na obrazie Białeckiej nie tylko pozostaje widoczny, jak gdyby ciało ciężarnej było przejrzyste, lecz jest w szczególny sposób wyeksponowany: artystka wyhaftowała go na płótnie cielistymi kolorami, nadając mu rodzaj fascynującej cielesności, wołającej o dotyk. Czerwone róże wyszyte z kolei na dłoniach i stopach młodszej z córek św. Anny Samotrzeciej działają niczym pulsujące krwią stygmaty.

Beata Ewa Białecka, „Gravida”, olej, 2014, fot. M. Smolińska (źródło: materiały kwartalnika „Artluk”)

Beata Ewa Białecka, „Gravida”, olej, 2014, fot. M. Smolińska (źródło: materiały kwartalnika „Artluk”)

Haftowanie malarstwa to nowość w twórczości autorki Thank God I’m a Woman, która nadaje mu zaskakujących walorów. Wyszywane elementy mają bowiem zupełnie inną optyczną naturę niż obszary pokryte farbą, wchodząc w dialog z tradycją haftu religijnego, Maryjnymi sukienkami nakładanymi na obrazy czy pełnymi przepychu szatami liturgicznymi. Asocjacje te w szczególny sposób uruchamia Hodigitria, gdzie zarówno sukienka niemowlęcia, jak i bluzka trzymającej je dziewczyny, zostały pokryte haftem z cekinów i koralików, utrzymanych w fioletowych (adwentowych?) odcieniach. Ikonografia chrześcijańska i aspekty oprawy liturgii są więc dla Białeckiej niewyczerpanym źródłem inspiracji, w którym zanurza się ona regularnie, by dokonywać ich twórczej redefinicji.

Ogromne wrażenie zrobiły na mnie także Mdłości i Matrix, których siła oddziaływania wiąże się z oryginalną redakcją motywu, proponowaną przez Białecką. Płótno Mdłości przedstawia klęczącą, pochyloną kobietę w bieliźnie, która wkłada palce lewej dłoni do ust, prowokując wymioty. Prawą z kolei przytrzymuje włosy, które zbiera na karku. Z pleców bohaterki obrazu „wyrastają” cztery taśmy-banderole z napisem „Lacrimosa dies illa”, a więc cytatem z Requiem, mszy żałobnej Wolfganga Amadeusza Mozarta. Na podłodze przed klęczącą, jakby w kałuży wody, znajduje się niewielka biała misa, w której stoi baranek. Kompozycja już na pierwszy rzut oka wydaje się więc wieloznaczna i osadzona w kilku kontekstach: wstępnej fazy ciąży, jakiej zazwyczaj towarzyszą poranne mdłości, ikonografii religijnej i słynnego utworu Mozarta, a także powieści Jean-Paul Sartre’a La Nausée z 1938 roku i kultury popularnej, w której gest wkładania palców do ust i sygnalizowanie mdłości wyrażają dezaprobatę – zdaje się, że tak właśnie reagowała tytułowa bohaterka popularnego amerykańskiego serialu Ally McBeal (a może Murphy Brown? Nie jestem najlepsza w serialach, lecz z pewnością można w tym wypadku mówić o pewnej kliszy kulturowej). Ścieżki interpretacyjne, ku którym kieruje mnie struktura obrazu, biegną więc zarazem przez obszar tzw. kultury wysokiej, jak i popularnej, zacierając oczywistość granic między tymi obydwoma sferami, tak pieczołowicie rozgraniczanymi od siebie w dobie modernizmu. Matrix, z łaciny rozumiany jako macierz, macica czy łono, to natomiast obraz ukazujący połączenie dwóch matek z ich córeczkami za pomocą pępowiny. Z ust kobiet wychodzą banderole z reklamowym sloganem „Connecting people”, co w kontekście zobrazowanej sceny nabiera symbolicznego wydźwięku i sugeruje, że jest to połączenie na całe życie, które trwa mimo przecięcia pępowiny. Moim zdaniem malarski świat Białeckiej jest paralelny do przesłania książki Agnieszki Graff Matka Feministka, w której autorka opisuje doświadczenie macierzyństwa wbrew radykalnej feministycznej perspektywie.

Malarstwo Beaty Ewy Białeckiej, manieryczne w pozytywnym sensie tego słowa, wciąż podlega przemianom i przekracza kolejne horyzonty: zarówno pod względem przekazywanych treści, coraz bardziej wpisując się w nurt postfeministycznej sztuki krytycznej, jak i pod względem formy malarskiej, która ostatnio została uzupełniona przez haft.

  1. I. Kowalczyk, Od feministycznych interwencji do postfeminizmu, [w:] tejże, Matki-Polki, Chłopcy i Cyborgi… Sztuka i feminizm w Polsce, Poznań 2010, s. 11-20.

dr hab. Marta Smolińska – historyczka i krytyczka sztuki; w latach 2003-2014 adiunkt w Zakładzie Historii Sztuki Nowoczesnej w Katedrze Historii Sztuki i Kultury UMK w Toruniu; od 1 X 2014 roku profesorka w Katedrze Teorii Sztuki i Filozofii na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu; trzykrotna stypendystka Fundacji na rzecz Nauki Polskiej; stypendystka DAAD; członkini AICA; kuratorka wystaw sztuki współczesnej; autorka książek: „Młody Mehoffer” (wyd. Universitas, Kraków 2004); „Puls sztuki. OKOło wybranych zagadnień sztuki współczesnej” (wyd. Galeria Miejska Arsenał, Poznań 2010) oraz „Otwieranie obrazu. De(kon)strukcja uniwersalnych mechanizmów widzenia w nieprzedstawiającym malarstwie sztalugowym II połowy XX wieku” (Wydawnictwo Naukowe UMK, Toruń 2012); autorka wielu rozpraw z historii sztuki i tekstów krytycznych (publikowanych m.in. na łamach „Artium Quaestiones”, a także „Arteonu”, „Artluka”, „CoCAin”, „Exit”, „O.pl”)

Tekst ukazał się w kwartalniku Artluk nr 3-4/2014

Dodaj komentarz


Artykuły

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Prabhakar Pachpute i Rupali Patil. Zwiastunki chaosu

Od 28 stycznia do 18 czerwca 2017 roku

Prabhakar Pachpute, „Góra ucieczki”, 2016 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Marek Starzyk. Gazetowe obrazki

Od 27 stycznia do 23 lutego 2017 roku

Marek Starzyk, Bez tytułu, 1999–2000 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Jacek Sempoliński. Obrazy patrzące

Od 21 stycznia do 26 marca 2017 roku

Jacek Sempoliński (źródło: materiały prasowe organizatora)

Ludwik Gronowski. Fotografie Krzemieniec/Wołyń 1930–1939

Od 19 stycznia do 19 marca 2017 roku

Ludwik Gronowski, „Na szybowisku” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Eksplozja litery

Ikonografia tekstualności jako źródła cierpień

Od 12 stycznia do 31 marca 2017 roku

Ireneusz Walczak, „Bartoszewski”, 2016 (źródło: materiały prasowe organizatora)

World Press Photo 2016

Od 14 stycznia do 12 lutego 2017 roku

Warren Richardson, Australia | „Hope for a New Life”, 28 August, Serbia/Hungary border (źródło: materiały prasowe)

Jan Kucz. Antoni Janusz Pastwa

Od 10 stycznia do 8 lutego 2017 roku

„Jan Kucz. Antoni Janusz Pastwa” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Nie, no to nie. Dźwiękowe działania obrazoburcze

Od 11 stycznia do 14 lutego 2017 roku

Ryszard Ługowski (źródło: materiały prasowe organizatora)

Urok prowincji w fotografii Jerzego Piątka

Od 10 stycznia do 2 lutego 2017 roku

Jerzy Piątek, „Smutek i urok prowincji”, koniec lat 70. i 1 poł. lat 80. XX w. (źródło: materiały prasowe organizatora)

Małgorzata Szymankiewicz. blank

Od 27 grudnia 2016 roku do 22 stycznia 2017 roku

Małgorzata Szymankiewicz, „Office Work 231”, 2016 (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR