15. Międzynarodowy Festiwal Filmowy T-Mobile Nowe Horyzonty, Wrocław, 23.07.-02.08.2015 r.

Przymiotnik „nowohoryzontowy” od lat już funkcjonuje jako oznaczenie szczególnego rodzaju kina, radykalnie eksperymentalnego i wiernego poetyce modernistycznej. Eksperymenty przy tym, taka już ich natura, nie zawsze okazują się udane. Od kilku już sezonów zauważalna jest jednak postępująca ewolucja festiwalu, w wyniku której szańcem „nowohoryzontowości” pozostaje konkurs, natomiast dla widza mniej rozsmakowanego w eksperymencie, (neo)modernizmie i slow cinema impreza znajduje coraz więcej przestrzeni, zachęcającej do wędrówek pomiędzy piętrami i salami wrocławskiego multipleksu. Subiektywny zapis festiwalowych przechadzek dotyczy przy tym filmów, które w odróżnieniu od większości propozycji z konkursu, mają szanse na regularną dystrybucję kinową bądź internetową.

„Zupełnie Nowy Testament”, reż. Jaco Van Dormael (źródło: materiały prasowe festiwalu)

„Zupełnie Nowy Testament”, reż. Jaco Van Dormael (źródło: materiały prasowe festiwalu)

Spacer pierwszy: tam, gdzie rozdziela się rumuńska nowa fala

Rumuńska nowa fala jest zjawiskiem o zastanawiającej trwałości. Nowe fale i narodowe szkoły z reguły nie utrzymują się dłużej niż kilka sezonów, nim zostają porzucone przez twórców-założycieli bądź nim zdegradują się do poziomu epigońskich naśladownictw. Tymczasem zjawisko, którego początek wyznaczają canneńskie tryumfy i aplauz międzynarodowej krytyki dla Śmierci pana Lazarescu (2005) Cristi Puiu oraz 4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni (2007) Cristiana Mungiu trwa w najlepsze już dekadę, przy nie słabnącym entuzjazmie większości krytyków, filmoznawców i festiwalowych juries. Interesującym elementem tegorocznego festiwalu były dwa filmy próbujące, na różne sposoby, przełamać typową dla nurtu estetykę opartą na realizmie, drobiazgowej obserwacji, fabularnym minimalizmie, ascetyzmie stosowanych środków wyrazu oraz cierpliwym podążaniu za bohaterem w najdrobniejszych podejmowanych przez niego czynnościach.

Skarb Corneliu Porumboiu, reżysera jednego z emblematycznych filmów ruchu – Policjanta, przymiotnika, rozpoczyna się sekwencjami dla nurtu jak najbardziej typowymi. Samochodowy dialog ojca i kilkuletniego syna, gęsty i precyzyjnie obrazujący psychologiczne zależności, a następnie rwana rozmowa z sąsiadem przychodzącym ze, zdawałoby się, zwyczajną prośbą o pożyczkę. W toku rozwoju fabuły realistyczny dramat społeczny szybko i płynnie przeistacza się jednak w absurdalną komedię o poszukiwaniu skarbu w zapuszczonym ogrodzie, zmierzającą przy tym do przewrotnej baśniowej puenty z bukaresztańskim Robin Hoodem z placu zabaw w roli głównej. Komediowo-baśniowe przełamanie estetyki nowej fali budzi dość ambiwalentne odczucia. Nie sposób odmówić filmowi humoru, ale z drugiej strony, kiedy oglądając napisy końcowe i słuchamy osobliwego coveru przeboju Life is life, trudno oprzeć się wrażeniu, że gdyby nie „festiwalowy brand” nowej fali, film ten dość łatwo zostałby zakwalifikowany jako jeszcze jedna z wielu bezpretensjonalnych, opartych na prostym przekazie i zabawnej puencie, komedii z Europy Środkowo-Wschodniej. Jak przekroczyć pewną estetykę, nie popaść w zaklęte koło coraz bardziej jałowych powrotów do podobnej tematyki i filmowego języka, a jednocześnie ocalić to, co najcenniejsze w pierwotnej propozycji?

Tym, którym zdanie to wydawałoby się łamigłówką bez satysfakcjonującego rozwiązania, podpowiedzi dostarcza Radu Jude, autor Brawa! stanowiącego ciekawszą propozycję rumuńskiej kinematografii. Osadzona na Wołoszczyźnie lat 30. XIX wieku opowieść o wyprawie nie najmłodszego już policmajstra i jego syna, poszukujących zbiegłego cygańskiego niewolnika, a następnie dostarczających go właścicielowi, okazuje się przebraną w historyczny sztafaż filmową Bildungsroman oraz wyjątkowo gorzką rozprawą z narodowymi mitami. Konsekwentnie relacjonowana w czerni i bieli historia w rytmie kolejnych sekwencji stopniowo odsłania coraz bardziej przerażający obraz prowincji upadłego i podporządkowanego odległym centrom politycznym kraju. Powszechna przemoc, niewolnictwo, upodlenie kobiet, zdumiewająca ciemnota z początku prezentowane są lekko i niewinnie, by tym bardziej uderzały, gdy umiejętne podbicie akcentów przez reżysera sprawia, iż śmiech ustępuje grozie wobec niezwykłej skali okrucieństwa. Przewrotne heritage cinema Radu Jude, prezentujące piekło minionych stuleci zamiast rumuńskiego odpowiednika Soplicowa, może zaniepokoić Borysa Lankosza anonsującego od pewnego czasu zamiar nakręcenia, przy scenariuszowym wsparciu Krytyki Politycznej, filmu o poddaństwie chłopów w I Rzeczpospolitej. Radu Jude zrealizował bowiem obraz na tyle uniwersalny dla regionu, iż na dobrą sprawę pozbawił ewentualne przedsięwzięcie polskich autorów znamion oryginalności. Lankosz zapowiadał przy tym zamiar sięgnięcia po tarantinowską estetykę z Django, trzydziestoparoletni rumuński reżyser pokazuje jednak, iż można cel osiągnąć dużo prostszymi, klasycznymi niemal środkami.

15. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty, fot. BTW Maziarz Rajter (źródło: materiały prasowe festiwalu)

15. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty, fot. BTW Maziarz Rajter (źródło: materiały prasowe festiwalu)

Subtelność i powściągliwość Jude nie pozwala zarazem na łatwe osądzanie bohaterów, prowadzące do uspokajającej konstatacji, iż wtedy to po prostu złe czasy były. Nie mający pewności czy Cyganie oraz Żydzi są ludźmi, pogardzający kobietami, nienawidzący Turków ksenofobiczni bohaterowie filmu zachowują bowiem przekonanie, iż są uczciwymi, porządnymi ludźmi i za takich też powszechnie uchodzą. Jednym z największych walorów filmu jest ukazanie jak dalece etyka wyznaczana jest przez kulturę, jak determinowane przez partykularność tej ostatniej wartości i przekonania kształtują charakterystyczną dla danego czasu i miejsca „niekwestionowaną”, „oczywistą” moralność. Policmajster i jego syn zachowują nawet pewne ludzkie odruchy, cóż z tego skoro na niewiele się przydają w świecie, w którym nie ma miejsca dla bohaterów, jest tylko przestrzeń dla milczenia, bierności i podporządkowania się silniejszemu. Środkowoeuropejski protagonista „historycznego easternu” chyli czoło lub traci życie, w odróżnieniu od zwycięskich herosów westernów klasycznych.

Nieco młodszy od najważniejszych reżyserów nowej fali Jude pokazuje jedną z dróg rysujących się przed rumuńskimi autorami – ucieczkę w nowoczesne, konsekwentnie realizowane, rewizjonistyczne kino historyczne, poddające krytycznej analizie narodowe mity, ale też, w przewrotny sposób, uczulające na współczesne normy i wartości łatwo roszczące sobie prawa do uniwersalności i sprawiające, że prawdopodobnie w każdej epoce bywamy ślepi na jakiś rodzaj okrucieństwa, skrywany tylko przez niedoskonałość optyki „kulturowych okularów”. Czas pokaże czy obraz ten będzie jednostkowym odkryciem czy też początkiem odmiany rumuńskiej nowej fali nieuchronnie rozdzielającej się na odrębne estetyki i alternatywne drogi twórców. Od lat już dystansowali się oni przecież względem wspólnego szyldu, pod jakim uparcie umieszczała ich międzynarodowa krytyka.

„The Duke of Burgundy”, reż. Peter Strickland (źródło: materiały prasowe festiwalu)

„The Duke of Burgundy”, reż. Peter Strickland (źródło: materiały prasowe festiwalu)

Spacer drugi: do kina, które kocha kino

Nowe Horyzonty jako festiwal o ewidentnym kinofilskim profilu tradycyjnie nie pozostawiły bez satysfakcji widzów obdarzających X Muzą miłością o religijnym niemal charakterze. Gratką dla nich był Zakazany pokój Guya Maddina, pozorujący status found footage złożonego z urywków zagubionych i zdekompletowanych filmów, sprzed kilkudziesięciu i więcej lat, a w istocie będący brawurowym popisem nieskrępowanej wyobraźni Kanadyjczyka. Umiejętnie ucharakteryzowana na zniszczony materiał taśma stanowi wehikuł dla somnambulicznego rojenia, w którym historia uwięzionej w okręcie podwodnym załogi narażonej na śmierć w wyniku wybuchu znajdującej się na pokładzie galarety, przenika się z historią drwala pragnącego uwolnić swą ukochaną ze szponów złowieszczej bandy Wilków, a następnie w kalejdoskopowy miks gatunków i stylistyk. Swobodne ćwiczenie wyobraźni po raz kolejny dowodzi tajemniczego powinowactwa filmu i snu, a pozorowana na tak starą „taśma” sprawia przyjemność już samą swą fakturą.

Podobnie hipnotyzujący efekt osiąga Peter Strickland w Duke of Burgundy, opowiadając o miłosnej relacji dwóch kobiet zamieszkujących klasyczną brytyjską rezydencję. Świadomie anachroniczny film przywodzi na myśl poetykę erotycznych obrazów Waleriana Borowczyka. Brytyjczyk z wirtuozerią zwodzi widza, kpiąc z jego oczekiwań, przypuszczeń i hipotez na temat rozwoju fabuły oraz charakteru prezentowanych na ekranie wydarzeń. Duke of Burgundy okazuje się wysmakowaną plastycznie historią o przekleństwie fantazji i niebezpieczeństwach związanych z teatralizowaniem miłosnej relacji, kiedy inscenizacyjne zapędy jednej ze stron nieuchronnie czynią partnerkę przedmiotem.

„Electric Boogaloo: The Wild, Untold Story of Cannon Films”, reż. Mark Hartley (źródło: materiały prasowe festiwalu)

„Electric Boogaloo: The Wild, Untold Story of Cannon Films”, reż. Mark Hartley (źródło: materiały prasowe festiwalu)

Kinofile średniego pokolenia wychowani na kasetowym kinie lat 80., nie zaś paryskich subtelnościach nowej fali lat 60., nie mogli zaś pominąć w programie dokumentu Marka Hartleya Electric Boogaloo: the Wild, Untold Story of Cannon Films, przedstawiającego burzliwe dzieje wytwórni założonej przez Menahema Golana i Yorama Globusa i podbijającej światowe kino hitami dekady – Zaginionym w akcji, kontynuacjami Życzenia śmierci, Delta Force oraz innymi dziełami z Norrisem, Bronsonem i Van Dammem w rolach głównych. Dokument Hartleya intrygująco relacjonuje kolejną historię wspinaczki pariasów na filmowy Olimp, kilku chwili tryumfu i nieuchronnego spektakularnego upadku. Największe wrażenie wywierały fragmenty ówczesnych produkcji Cannon Films. Niezależnie czy były to fragmenty utworów pamiętanych z dzieciństwa (i, dodajmy, pamiętanych nieco inaczej i poważniej) czy też szaleństwa nigdy wcześniej nie widziane, w rodzaju pojedynków szermierczych topless w wykonaniu Maty Hari, prowadziły zarówno do powtarzającej się refrenowo myśli: „nie, to nie mogło być aż tak złe”, jak i do nieodpartego pragnienia obejrzenia tych tytułów.

Electric Boogaloo pozostawia jednak pewien niedosyt. Brakuje w nim szerszego ujęcia niesamowitych przypadków Cannon Films na tle ówczesnego Hollywood, ukazania jak Golan i Globus postrzegani byli przez najważniejszych graczy, prześledzenia źródeł ostracyzmu, który spotykał ich jako ambitnych intruzów w Fabryce Snów oraz refleksji nad rolą złego smaku w historii sztuki filmowej.

Strony: 1 2

Marcin Adamczak – wykłada w Instytucie Kulturoznawstwa UAM w Poznaniu, w PWSFTviT w Łodzi oraz na Uniwersytecie Gdańskim. Dyrektor festiwalu Cinemaforum w Warszawie. Stypendysta Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej (2010 i 2011). Laureat konkursu im. Krzysztofa Mętraka dla młodych krytyków filmowych (2011). Autor książek Globalne Hollywood, filmowa Europa i polskie kino po 1989 roku (2010) oraz Obok ekranu. Perspektywa badań produkcyjnych a społeczne istnienie filmu (2014). Publikował m.in. w "Odrze", "Kwartalniku Filmowym", "Panoptikum", "EKRANach", "Kinie", "Magazynie Filmowym SFP" oraz w kilkunastu tomach zbiorowych.

Dodaj komentarz


Artykuły

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Nieczytelność. Palimpsesty

Od 16 grudnia 2016 roku do 30 marca 2017 roku

Piotr Korzeniowski, „Szum I”, 2015, dzięki uprzejmości artysty (źródło: materiały prasowe organizatora wystawy)

Diana Grabowska. XM

Od 12 do 22 grudnia 2016 roku

Diana Grabowska, „Z głowy”, 2015 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Komu bije Dada?

Od 9 grudnia 2016 roku do 5 lutego 2017 roku

Wystawa „Komu bije Dada?” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Jutro nie przyjdzie nigdy. Mirosław Bałka i Katarzyna Krakowiak

Od 25 listopada 2016 roku do 5 stycznia 2017 roku

Mirosław Bałka i Katarzyna Krakowiak, „Jutro nie przyjdzie nigdy”, fot. Maciek Zaniewski (źródło: materiały prasowe organizatora)

Yang Shuanglin – współczesny chiński wenren: malarz i erudyta

Od 6 grudnia 2016 roku do 31 stycznia 2017 roku

Yang Shuanglin, „Źródło rzeki” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Marta Kochanek-Zbroja. Kalejdoskop

Od 2 grudnia 2016 roku do 28 lutego 2017 roku

Marta Kochanek-Zbroja, „Kalejdoskop”, wizualizacja (źródło: materiały prasowe organizatora)

Festiwal Dramatu

Od 1 do 6 grudnia 2016 roku

„Garnitur prezydenta”, fot. Tomasz Augustyn (źródło: materiały prasowe organizatora)

Kropka w kropkę. Muzealne mody

Od 25 listopada 2016 roku do 1 stycznia 2017 roku

„Kropka w kropkę” – plakat Anna Halarewicz (źródło: materiały prasowe organizatora)

Coming Out – Najlepsze Dyplomy ASP 2016

Od 25 listopada do 11 grudnia 2016 roku

Joanna Pieczyńska, „Z natury”, przykład farbowania krokoszem barwierskim (źródło: materiały prasowe organizatora)

David Cronenberg. Evolution

Od 14 listopada 2016 roku do 26 marca 2017 roku

„Potomstwo”, 1979, reż. David Cronenberg (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR