W wywiadzie Pisarze powinni mieć pojemne kosze Zbigniew Masternak powiedział:

„Wydaje się, że ktoś kto dostaje Nike, jest już prawie noblistą. To nieprawda. W rzeczywistości Nike nie ma żadnego znaczenia. Wprawdzie sto tysięcy złotych może się przydać na pół mieszkania, a laureat może się ewentualnie podzielić z krytykami, którzy go nominowali. Mówię o realiach. Tak samo jest z Noblem. Gdy pierwszego Nobla w dziedzinie literatury otrzymał Sully Prudhomme, pokonał samego Lwa Tołstoja. […] W Polsce nadawanie nagród literackich wiążę się z wprost bezczelnym koniunkturalizmem. Trochę się z tego nabijam. Dostałem kilka nagród i za każdym razem wiedziałem, że tę nagrodę dostanę. Jedna z nagród kosztowała mnie czternaście kieliszków Żubrówki”.

Czy z nagrodami literackimi rzeczywiście jest tak źle – a jeśli tak, to dlaczego i czy w ogóle można coś z tym zrobić? Poniżej prezentujemy wypowiedź Macieja Jakubowiaka, a tutaj Pawła Brzeżka.

Redakcja O.pl

Nagrody literackie kłamią

Po pierwsze, tworzą obraz literatury jako pewnej formy rywalizacji, zawodów kulturalnych, w których startują starsi i młodsi, kobiety i mężczyźni, by wykazać się sprawnością i zdobyć miejsce na podium. Stoi za tym niewypowiedziane założenie, że istnieją jakieś kryteria, za pomocą których można ocenić wartość produkcji literackich i oddzielić te lepsze od tych gorszych. Odpowiada to pewnie zapotrzebowaniu publiczności czytającej, która nie różni się przecież tak bardzo od publiczności kibicującej i też chce podziwiać swoich idoli, tworzyć rankingi i obserwować z satysfakcją, jak debiutanci pną się w górę, a dawni mistrzowie nie nadążają już za stawką. Tyle tylko, że literatura to nie sport, a żadne kryteria już od dawna się jej nie trzymają, o czym wszyscy (zainteresowani) doskonale wiedzą, choć jakoś nie mają śmiałości, by powiedzieć to głośno. Hierarchie, tj. rankingi, potrafią jednak skutecznie zastępować samą literaturę, której już nie trzeba czytać, by ze znawstwem ją komentować, tak jak nie trzeba samemu kopać piłki, by znać rozkład w tabeli Ekstraklasy.

Po drugie, nagrody przyczyniają się do narastającej fetyszyzacji osoby autora. Ze zgarbionego ciułacza przekształca się on na chwilę w gwiazdę, o której przez jeden dzień głośno w mediach i którą w wywiadach wypytuje się o inspiracje, dobre rady i szczęśliwe dzieciństwo. Wszystko to umacnia pokutujące od przynajmniej dwustu lat przekonanie, że pisarz jest kimś nadzwyczajnym – naznaczonym geniuszem albo przynajmniej wielkim talentem – a przez to niejako naturalnie przeznaczonym do przyjmowania roli autorytetu. Literatura okazuje się przy tym robotą wybitnych jednostek, które w samotniach swoich gabinetów wykuwają zdania godne nagród. W tym całym zamieszaniu znika skomplikowane uwikłanie piszących w życie społeczne, z którego mieliby rzekomo być cudem wyjęci.

Po trzecie, przekazywane laureatom sumy każą sobie wyobrażać opływających w bogactwa prozaików i jeszcze bogatszych poetów, a z pisarstwa czynią najbardziej pożądaną fuchę w tym kraju. Sumy, które łączy się z literaturą w mediach piszących głównie o nagrodach, nijak się jednak mają do codzienności. A ta wygląda po prostu źle. Większość osób zajmujących się tworzeniem literatury nie może nawet marzyć o utrzymywaniu się z tego zajęcia, pisze więc po godzinach, w weekendy i święta, i nie po to, by inkasować bajońskie sumy, ale z jakiejś nieuzasadnionej ekonomicznie skłonności. Kiedy jednak ktoś, tak jak niedawno Kaja Malanowska, usiłuje zwrócić na to uwagę, natychmiast zostaje zakrzyczany. Nagrody sprawiają, że rzeczywisty problem finansowania kultury zostaje zastąpiony efektownym medialnie totolotkiem.

Po czwarte, tajne narady zacnych gremiów przyznających nagrody, zresztą tak jak sam gest nagradzania, każą sądzić, że istnieją jeszcze w Polsce elity, które naprawdę znają się na literaturze i mogą kompetentnie decydować o tym, co dobre, a co nie. W istocie instytucje nagród to raj dla uznanych krytyków literackich, którzy mogą występować w roli sędziów, i to pozbawionych obowiązku podawania szczegółowych uzasadnień. Roli, którą w innych przestrzeniach dawno już utracili.

Po piąte, nagrody, aby mogły być jako tako skuteczne, podtrzymują fikcję bezpośredniego oddziaływania na gusty publiczności. Decyzje jury przekładają się rzekomo na decyzje czytających, co przynosić ma również skutki w postaci zwiększonej sprzedaży. Tymczasem, jak zgodnie twierdzą i pisarze, i wydawcy (o czym donosi raport Literatura polska po 1989 roku w świetle teorii Pierre’a Bourdieu, wydany przez Korporację Ha!art), to bujda, a nagrody stają się powoli grą samą w sobie, znajdującą oddźwięk w wąskim gronie uczestników rynku książki.

Nagrody okłamują wszystkich: autorów – w których umacniają przekonanie o ich wyjątkowości; wydawców – którym obiecują skuteczne narzędzie orientujące ich w gustach publiczności; krytyków – dając im złudne poczucie wielkości; i czytelników – którym zamiast literatury oferują przejrzyste rankingi. Problem polega jednak na tym, że my wszyscy chcemy być oszukiwani. Jest tak być może dlatego, że nagrody wprowadzają jakiś porządek w żywioł literatury i pozwalają na łatwą, nawet jeśli fałszywą, w niej orientację. Gorzej jednak, jeśli za literaturę bierzemy gale i nagrody, a nie wymagające otwartej konfrontacji teksty.

Maciej Jakubowiak — doktorant na UJ, zajmuje się związkami literatury z prawem, okazjonalnie krytykuje książki, pochodzi z Żor, mieszka w Krakowie.

1 komentarz do artykułu “Nagrody literackie kłamią”

  1. Krzysztof

    No tak, ale abstrahując od słuszności czy nie, opinii w artykule, należy zwrócić uwagę na fakt iż medialny szum wokół nagród literackich jest rzeczą dobrą, bo promuje czytelnictwo i temat literatury. Tak działa propaganda. Rezygnacja z niej nic nikomu dobrego by nie przyniosła, a raczej dołożyła by się do jeszcze większego pogrążania tematu literatury w odmętach nieustannie wszędzie promowanej głupoty.

Dodaj komentarz


Artykuły

Recenzje

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Joanna Borkowska. Elementy

Od 1 marca do 6 kwietnia 2017 roku

Joanna Borkowska, Field 2013, Oil on Canvas, 100x140cm (źródło: materiały prasowe organizatora)

Andrzej Jarodzki. Złodziej obrazów

Od 3 marca do 1 kwietnia 2017 roku

Andrzej Jarodzki, „Urwać się stąd”, 2009 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Podróż do Edo

Japońskie drzeworyty ukiyo-e z kolekcji Jerzego Leskowicza

Od 25 lutego do 7 maja 2017 roku

Utagawa Hiroshige „Świątynia Gion w śniegu” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Akcja Lublin! Rozdział 1

Od 24 lutego do 19 marca 2017 roku

Zdzisław Kwiatkowski, fot. Andrzej Polakowski (źródło: materiały prasowe organizatora)

Daniel Pielucha. Nadrealizm polski

Od 24 lutego do 26 marca 2017 roku

Daniel Pielucha (źródło: materiały prasowe organizatora)

Urszula Tarasiewicz. Ogrodowa / Garden Street

Od 24 lutego do 31 marca 2017 roku

Urszula Tarasiewicz, „Ogrodowa/Garden Street” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Kupując oczami

Od 22 lutego do 11 czerwca 2017 roku

Projekty aranżacji wystawy sklepu Juliusza Grossego  w Krakowie autorstwa Franciszka Seiferta, autor fot. nieznany, lata 30. XX w., wł. Muzeum Historycznego Miasta Krakowa (źródło: materiały prasowe organizatora)

Andrzej Mitan. Sztuka (nie)zidentyfikowana

Od 18 lutego do 23 kwietnia 2017 roku

Andrzej Mitan, „W świętej racji”, płyta analogowa, proj. Ryszard Winiarski (źródło: materiały prasowe organizatora)

ABS_2067

Od 27 lutego do 17 marca 2017 roku

Philippe Rębosz, „And all my friends are dead”, akryl i olej na płótnie, 2017 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Nature morte

Od 19 lutego do 14 maja 2017 roku

Barnaby Barford „Do it again, I didn’t press record”, 2009, dzięki uprzejmości artysty, Fot. Noah Da Costa, © Barnaby Barford (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR