John Banville, Prawo do światła, Wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2015.

W wywiadzie dla Paris Review w 2009 roku, kiedy John Banville miał 63 lata, przyznał, że nienawidzi swoich książek. Właściwie wyznanie to brzmiało znacznie mocniej, bo irlandzki pisarz stwierdził, że własne książki go zawstydzają, bo choć wie, że są lepsze niż kogokolwiek innego, to jednak dla niego samego nie są wystarczająco dobre. I nigdy takie nie będą. Można byłoby potraktować tę wypowiedź jako rodzaj kokieterii; oznakę obsesyjnego perfekcjonizmu i chęć zwrócenia uwagi na niezaprzeczalną przecież maestrię własnej prozy. Można byłoby. Jednak w tej samej rozmowie Banville stwierdza, że tym, co najbardziej interesuje go w pisaniu są słowa: „Świat nie jest dla mnie realny, dopóki nie zostanie przeciśnięty przez siatkę języka”. Tak rozumiane pisanie ma więc niezwykle donośną stawkę: realność świata. Dlatego musi być perfekcyjne. A ponieważ nigdy takiej perfekcji nie osiąga, świat nie uzyskuje pełnej realności i nie przestaje jawić się jako iluzja, w której nigdy nie można rozpoznać do końca ludzi, ich motywacji i wydarzeń, które one napędzają.

John Banville „Prawo do światła” – okładka (źródło: materiały prasowe wydawnictwa)

John Banville „Prawo do światła” – okładka (źródło: materiały prasowe wydawnictwa)

W wydanym niedawno w polskim przekładzie Prawa do światła, narrator, Alexander Cleave mówi, że nie potrafi zrozumieć motywacji innych, nie potrafi również zrozumieć swojego postępowania i kwestionuje przekonanie, że wraz z wiekiem zyskujemy bardziej wnikliwe i samoświadome podejście do życia. Historia wspomnień starzejącego się aktora o jego młodzieńczej fascynacji panią Gray, 35-letnią wówczas matką jego przyjaciela, Billy’ego, nie jest próbą przepracowania i zrozumienia przeszłości, podobnie jak dziejąca się teraźniejszość, w której Alex przygotowuje się do roli filmowej, nie ma na celu zbudowania ciągłości życia ludzkiego i jego doświadczeń. Teraźniejszość nie stanowi tu przedłużenia przeszłości, przeszłość wcale nie oświetla dzisiejszych stanów.

„Wspomnienia, gdy im się przyglądam, płyną wartkim strumieniem, niemającym początku, niezmierzającym ku żadnemu końcowi, przynajmniej nie takiemu, którego miałbym doświadczyć, chyba że mowa o ostatecznym końcu, kropce wieńczącej zdanie. Rupiecie, które  wyławiam z potoku szczątków – a czymże jest życie, jeśli nie stopniowym rozpadem?”. To sam początek powieści, zapowiadający dalszą pracę wspomnień, których ośrodkiem jest postać pani Gray – uwodzicielki piętnastoletniego Alexa Cleave’a. Po takim wstępie można byłoby sądzić, że oto za chwilę rozpocznie się doniosła i pełna goryczy medytacja nad dawną miłością i przemijaniem. Nic bardziej mylnego. To nie medytacja, a zupełnie żywa i uderzająca zmysłowością opowieść o erotyce, narcystycznej fascynacji i minionym pożądaniu, które jawi się jako tak niezwykle żywe i pełne zaangażowania, że substancjalność przeszłości zdaje się być bardziej dotykalna, aniżeli widmowe, niedookreślone postaci, które zaludniają teraźniejszość pięćdziesięcioletniego aktora. Ta teraźniejszość skupia się wokół propozycji wystąpienia w filmie o Axelu Vanderze, osobliwym teoretyku literatury, którego ma zagrać Alex. Jego partnerką ma być Dawn Devontport, ekscentryczna aktorka, z którą Cleave podróżuje do miejsca, w którym popełniła samobójstwo jego córka.

To bowiem kolejny wątek historii z Prawa do światła – żałoba po córce. Losy Cass Cleave do momentu jej samobójstwa były przedmiotem narracji powieści Shroud, która z kolei kontynuowała historię Alexa jako aktora, powracającego do swojego rodzinnego domu po zawodowej katastrofie (to fabuła EclipseZaćmienia, wydanego po polsku w 2004 roku). Prawo do światła mogłoby być w tym kontekście, jako ostatnia część trylogii, rodzajem podsumowania, rozpoznaniem wszystkich wcześniejszych działań i ich psychologicznym pogłębieniem. Ale znów, jak w poprzednich możliwościach, książka Banville’a okazuje się czymś innym. Doświadczenie żałoby jest tu charakteryzowane jako rodzaj skrępowania, które pojawia się pomiędzy tymi, którzy doznali utraty. Nie ma w tym nic metafizycznego – po prostu trudno oddać ją słowami. A znając podejście Banville’a do roli słów, czuć w tym przekonaniu, jak bolesne i trudne do zaakceptowania jest takie doświadczenie, które wytrąca z językowej sprawności. Alex nie stara się snuć rozbudowanych autoanaliz tego stanu, bo wie przecież, że takie analizy są niedostępne tak jemu, jak komukolwiek innemu.

Sam Banville przyznawał, że kiedy słyszy o psychologii w odniesieniu do pisania powieści, to odruchowo sięga po rewolwer. Dlatego m.in. tak bardzo ceni Kafkę, który zupełnie odmawiał swojej fikcji tego aspektu. Dla Banville’a działanie artysty polega na prezentowaniu powierzchni. I tylko powierzchnia, jak powtarzał za Nietzschem, jest jedyną realną głębią. Powierzchnia jako jedyna realność uzasadnia zatem przywiązanie do słów – ich rytmu i stylistyki, które w Prawie do światła stają się równie ważne, jak komunikowane przez nie zdarzenia. Realność powierzchni sprawia również, że przeszłość i teraźniejszość występują w opowieści Alexa na równych prawach, nakładają się na siebie, przenikają i niekiedy dezorientują czytelnika. Wreszcie, to właśnie dzięki takiemu myśleniu o powierzchni ta ryzykowna opowieść o romansie ze starszą kobietą, o wielkiej żałobie po stracie córki i o poszukiwaniu uzasadnień dla tych uczuć nie osuwa się w banał, bo nie próbuje odsyłać do jakiejś uniwersalnej głębi, która kryje się pod fasadą języka. Jeśli bowiem każde „ja” ma charakter fragmentaryczny i rozłączny (czego świetną figurą jest kondycja aktora, jako postaci rozdzielonej na osobę sceniczną i prywatną), to nie można nigdy znaleźć dla niej jednoznacznego uzasadnienia. W świecie naznaczonym rozpadem, w którym jednostki pozostają dla siebie niezrozumiałe i nierozpoznane, możliwe są więc wyłącznie „powierzchniowe” zachwyty i zdumienia. Jak choćby to, które przypada w udziale Alexowi i jego żonie Lydii, która niedługo po stracie córki zaczyna miewać nocne napady paniki. Podczas jednego z nich, obudzeni małżonkowie dostrzegają promień słońca, który wpada do pokoju przez szczelinę między zasłonami i zamienia pokój w camera obscura. Pokaz światła odwraca obrazy, uniezwykla rzeczy i po chwili znika, pozostawiając powierzchnie przedmiotów w zupełnie niezmienionym stanie, choć przecież chwilę wcześniej nosiły na sobie rozbłyski i tworzyły świetliste miraże.

„Nigdy więcej psychologii!” – miał według Banville’a wykrzyknąć kiedyś Kafka. Zaprzeczenie głębi i psychologii daje właśnie prawo do zachwytu rozświetloną na moment powierzchnią.

KATARZYNA TRZECIAK – krytyczka i badaczka literatury. Współredaktorka audycji krytycznoliterackiej Book's not dead w radiofonia.net. Doktorantka na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Dodaj komentarz


Artykuły

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Marek Starzyk. Gazetowe obrazki

Od 27 stycznia do 23 lutego 2017 roku

Marek Starzyk, Bez tytułu, 1999–2000 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Jacek Sempoliński. Obrazy patrzące

Od 21 stycznia do 26 marca 2017 roku

Jacek Sempoliński (źródło: materiały prasowe organizatora)

Ludwik Gronowski. Fotografie Krzemieniec/Wołyń 1930–1939

Od 19 stycznia do 19 marca 2017 roku

Ludwik Gronowski, „Na szybowisku” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Eksplozja litery

Ikonografia tekstualności jako źródła cierpień

Od 12 stycznia do 31 marca 2017 roku

Ireneusz Walczak, „Bartoszewski”, 2016 (źródło: materiały prasowe organizatora)

World Press Photo 2016

Od 14 stycznia do 12 lutego 2017 roku

Warren Richardson, Australia | „Hope for a New Life”, 28 August, Serbia/Hungary border (źródło: materiały prasowe)

Jan Kucz. Antoni Janusz Pastwa

Od 10 stycznia do 8 lutego 2017 roku

„Jan Kucz. Antoni Janusz Pastwa” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Nie, no to nie. Dźwiękowe działania obrazoburcze

Od 11 stycznia do 14 lutego 2017 roku

Ryszard Ługowski (źródło: materiały prasowe organizatora)

Urok prowincji w fotografii Jerzego Piątka

Od 10 stycznia do 2 lutego 2017 roku

Jerzy Piątek, „Smutek i urok prowincji”, koniec lat 70. i 1 poł. lat 80. XX w. (źródło: materiały prasowe organizatora)

Małgorzata Szymankiewicz. blank

Od 27 grudnia 2016 roku do 22 stycznia 2017 roku

Małgorzata Szymankiewicz, „Office Work 231”, 2016 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Wrocław – wejście od podwórza

Od stycznia do grudnia 2016 roku

„Wrocław - wejście od podwórza 2016”, fot. Alicja Kielan (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR