Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK w Krakowie: Artyści z Krakowa. Generacja 1980-1990, kuratorki: Delfina Jałowik, Monika Kozioł, 16.10.2015-27.03.2016 r.

Kraków malarstwem stoi. Takie przynajmniej można odnieść wrażenie, będąc na wystawie w krakowskim MOCAK-u. Na ekspozycji kuratorowanej przez Delfinę Jałowik i Monikę Kozioł, płasko i bez polotu zatytułowanej Artyści z Krakowa. Generacja 1980-1990.

Irena Kalicka, bez tytułu z cyklu „Co się stało, to się nie odstanie”, 2013/2014, fotografia (źródło: materiały organizatorów)

Irena Kalicka, bez tytułu z cyklu „Co się stało, to się nie odstanie”, 2013/2014, fotografia (źródło: materiały organizatorów)

Niewiele tu zaskoczeń. Opowieść ciągnie się od lekkostrawnej narracji po przyciężką abstrakcję. Nazwiska są większości świetnie znane, reprezentowane standardowo kilkoma pracami. Jest Irenka Kalicka ze świetnym i jeszcze świetniej znanym cyklem Co się stało, to się nie odstanie, gdzie wyjściowa figura trickstera, maska nadana zaproszonym do projektu znajomym, zdaje się idealnie stapiać z ich wizerunkiem, pokładami niewidzialnej energii, współgrając z intymnością i kameralnością aranżowanych sytuacji. Jest i Kuba Woynarowski, redukujący rzeczywistość do abstrakcyjnych wzorów, splotu alchemicznych referencji z racjonalnością matematycznej logiki, który w przestrzeni kolektywnej pokazuje swoją architekturę, figury niemożliwe z Biennale w Wenecji oraz Ewa Juszczkiewicz ze swoimi wyrafinowanymi cytatami z klasycznego malarstwa siedemnasto- i osiemnastowiecznego, portretami, na których głowy hipnotycznie rozkwitają grzybem albo zaskakują groteskowym puklem włosów, porastającym zawsze niewidoczną twarz.

Surrealizmu, którym Kraków zwykł się szczycić jest tu zresztą więcej. Jest Jakub Julian Ziółkowski, w tym wydaniu mocno ironiczny ze szkatułkowymi opowieściami znaczeniowo wykraczającymi poza ramy obrazu i Dawid Czycz, którego płótna atakują bajkowością i wysmakowanymi kolorystycznie materią zderzoną z opresyjnością realności, i z którym zaskakująco dobrze dialogują nie tylko esencjonalne mikronarracje Moniki Chlebek, ale i rozbudowane historie, zupełnie niefantastyczne, Michała Zawady. A dalej również Grzegorz Siembida z lekko mdłymi w tonacji, fantastyczno-dekoracyjnymi abstrakcjami, kłębowiskiem sugestywnych linii oraz Kamil Kukla, wieszczący jakąś apokaliptyczną wizję i dynamicznym morfizmem kształtów uruchamiający grę naszej wyobraźni.

Zachwyca też Łukasz Stokłosa, jeden ze stu malarzy jutra (mowa tu o prestiżowej publikacji Kurta Beersa), i to zarówno melancholijnym malarstwem, jak i kruchością domku dla lalek, białego, niepokojącego pustego pałacu oraz Agata Kus, której prace jak się zdaje karmią się krakowskim smogiem i smokiem, nie tylko papierosowym dymem, ale i żarem, jak cykl Popielniczka, wiszącym w powietrzu zaduchem. Związkami i rozwiązkami, Taksemią, jak zatytułowała swój film, gdzie ujęcia z Pięknego Psa przeplatają się z mrocznym Nakarmić kruki Carlosa Saury.

Ewa Juszkiewicz, „Portret damy”, 2013, olej / płótno, 92×73 cm, dzięki uprzejmości E. Juszkiewicz (źródło: materiały organizatorów)

Ewa Juszkiewicz, „Portret damy”, 2013, olej / płótno, 92×73 cm, dzięki uprzejmości E. Juszkiewicz (źródło: materiały organizatorów)

Mniej nośna i miejscami przyciężka abstrakcja reprezentowana jest tutaj m.in. zaskakującą psychodelicznością geometrycznych prac Tomka Prymona, wspomnianym już pokłosiem surrealizmu w wykonaniu Kukli i Siembidy, ekspresyjnością i kampowością, postmodernistyczną masą wyciąganą z plastikowych figurek, zabawek i klocków Marty Antoniak oraz przestrzennością obiektów, quasi-obrazów ewokujących trochę drażniącą pustkę Tomka Barana. Moją uwagę zwraca jednak przede wszystkim Kornel Janczy z muralem Komfort, odrywający abstrakcję od rzeczywistości, jednocześnie w organiczny sposób właśnie z niej ją wyciągając.

W MOCAK-u, co niezmiernie cieszy, jest też kilka nowszych odkryć. Jak Mateusz Szczypiński, którego większość figuratywnych obrazów sprawia wrażenie jakiegoś ułagodzonego dialogu z artystyczną mitologią Krakowa, nachalnie czytelne zdają się zwłaszcza aluzje do Kantora, ale już jego abstrakcje, geometryczna szachownica starych krzyżówek z Przekroju i migocząca fakturowość confetti o intrygującym tytule Kolekcjoner, uwodzą bezpretensjonalnym żartem i niewymuszoną lekkością. Podobnie jak urokliwe notesy – pomysłowniki, a właściwie dzienniki, urzekające niewinnym absurdem zapętlonym z monotonią codzienności, autorstwa Agnieszki Piksy, artystki nominowanej do tegorocznych Spojrzeń, a wcześniej eksplorowanej na facebookowym fanpejdżu Bunkra. Prawie nie ma się tu do czego przyczepić. Może poza Emilią Kiną, bo o ile prezentowane tutaj pałace o konceptualnej proweniencji mamią jeszcze jakąś tajemnicą, o tyle reszta jej prac (i tu przyznaję, po jej „wygooglowaniu”) sprawia wrażenie nieprzyjemnie letnie, Michałem Stonawskim, który odrobinę razi repetytywnością, a jego konstruowane z płócien symulakra, choć robiące wrażenie i elektryzujące oko, jak dla mnie sytuują się zbyt blisko mimetyczności Kuśmirowskiego i eksperymentów Grupy Ładnie.

Dawid Czycz, bez tytułu, 2015, olej / płótno, 60 × 70 cm (źródło: materiały organizatorów)

Dawid Czycz, bez tytułu, 2015, olej / płótno, 60 × 70 cm (źródło: materiały organizatorów)

I jeszcze wyjątki. Wyjątki potwierdzające regułę, a więc tezę z jaką, jak się zdaje, przystąpiono do realizacji wystawy, a mianowicie że Kraków z dobrego malarstwa słynie. Są więc prace Mikołaja Małka sensualne, delikatne i niemal przezroczyste odlewy w wosku, gdzieś tam jednak pamiętające Szapocznikow, a to ręce nabite na pręty, a to zawieszone na żyłkach cieniutkie skrzydełka ważek, egzystencjalne o poetycznej i nostalgicznej aurze filmy, dokumentacje performansów, wskrzeszających do życia amerykańską fotografkę Francescę Woodman autorstwa Justyny Górowskiej i nieszczególnie przekonujące maszyny, amorficzne fragmenty nóg i rąk, odrobinę zbyt dosłownie ciążące ku zmysłowości i erotyce, Mateusza Hajdo.

Nie ma tu mowy o „zawiłej satysfakcji intelektualnej kuratorów”, ani dobrze skonstruowanej, nie mówiąc już o sproblematyzowanej, bo to mogłoby już niebezpiecznie zahaczać o problem, narracji. Nikt tu nie oszukuje i nie mydli oczu, wystawa jest dokładnie taka, jak wskazuje tytuł, poprawna i encyklopedyczna. To atlas, chociaż żaden z niego Atlas Mnemosyne, który, o czym przekonuję się sięgając po kuratorską notę, będzie jeszcze kontynuowany. Edycja 1., 2. i 3. jak nudny serial w odcinkach, z tą różnicą, że emitowany od końca. Ale nie ma sensu się tu wyzłośliwiać, MOCAK to muzeum, a Artyści z Krakowa to wystawa tradycyjnie muzealna. I nawet jeśli niepełna, gdzieś tam wybrakowana – osobiście dziwi mnie np. brak Krzyśka Mężyka pokazywanego w zeszłym roku przez Dorotę Monkiewicz we wrocławskim MWW, Mateusza Okońskiego, Tomasza Kowalskiego, mimo tak licznych reprezentantów krakowskiego surrealizmu, czy Daniela Rycharskiego, ale jak rozumiem wieś nie mieści się w obranym paradygmacie – to ważna. Scalająca krakowskie środowiska twórcze, a trochę nawet wkupująca się w jego łaski i prezentująca lokalność na tle międzynarodowej kolekcji. A jak pokazała bunkrowa debata zorganizowana tuż przed, nie tak dawnym, konkursem na dyrektora, wygranym przez Magdę Ziółkowską, na której głos zabrali m.in. Hubert Gromny i Xawery Wolski (nota bene tutaj w żaden sposób niereprezentowani), brak zainteresowania instytucji kultury ich własnym podwórkiem ciągle jest dla artystów drażniącą kwestią, przysłowiową solą w oku.

Michał Zawada, „Siegfriedskopf”, 2015, olej / płótno, 105 × 125 cm, dzięki uprzejmości M. Zawada (źródło: materiały organizatorów)

Michał Zawada, „Siegfriedskopf”, 2015, olej / płótno, 105 × 125 cm, dzięki uprzejmości M. Zawada (źródło: materiały organizatorów)

Kim jest artysta krakowski? Tego nie wiem. Tutaj urodzony, tutaj zamieszkały? Tworzący w cieniu wawelskiego wzgórza, wdychający zapach farb i terpentyny, z nabożnych szacunkiem spacerujący Plantami pośród cieni dawnych mistrzów? Pałub na Plantach tańczących? Tradycyjnie i po mieszczańsku malarz? To tylko jakaś prawda i jakieś tam wcielenie. Subiektywne spojrzenie, które nie jest niczym zdrożnym, pod warunkiem, że nie aspiruje do obiektywizmu.

Naprawdę nie wiem, czy trzeba mieszkać i pracować w Krakowie, żeby zasłużyć sobie na miano artysty krakowskiego. Ba, nie wiem nawet czy w ogóle ten twór istnieje. Jest za to Kraków, który gdzieś się w tej twórczości przelewa, przesypuje i przebija, co kilka lat temu, z akcentem na lekkość i przyjemność, badał Dawid Radziszewski na wystawie Powrót do domu. Jest krakowski surrealizm, środowisko Goldex Poldex, powracający i wciąż ginący Zbiornik Kultury, echo pierwszej i drugiej Grupy Krakowskiej, wspomnienie Krzysztoforów. To ciągle jeszcze nie idiom, ale niedająca się do końca zdefiniować aura, wirus wchłaniany wraz z gęstym powietrzem, zanieczyszczonym smogiem i papierosowym dymem.

Podobno ani kaszlu, ani miłości nie da się ukryć.

Dodaj komentarz


Artykuły

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Diana Grabowska. XM

Od 12 do 22 grudnia 2016 roku

Diana Grabowska, „Z głowy”, 2015 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Komu bije Dada?

Od 9 grudnia 2016 roku do 5 lutego 2017 roku

Wystawa „Komu bije Dada?” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Jutro nie przyjdzie nigdy. Mirosław Bałka i Katarzyna Krakowiak

Od 25 listopada 2016 roku do 5 stycznia 2017 roku

Mirosław Bałka i Katarzyna Krakowiak, „Jutro nie przyjdzie nigdy”, fot. Maciek Zaniewski (źródło: materiały prasowe organizatora)

Yang Shuanglin – współczesny chiński wenren: malarz i erudyta

Od 6 grudnia 2016 roku do 31 stycznia 2017 roku

Yang Shuanglin, „Źródło rzeki” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Marta Kochanek-Zbroja. Kalejdoskop

Od 2 grudnia 2016 roku do 28 lutego 2017 roku

Marta Kochanek-Zbroja, „Kalejdoskop”, wizualizacja (źródło: materiały prasowe organizatora)

Festiwal Dramatu

Od 1 do 6 grudnia 2016 roku

„Garnitur prezydenta”, fot. Tomasz Augustyn (źródło: materiały prasowe organizatora)

Kropka w kropkę. Muzealne mody

Od 25 listopada 2016 roku do 1 stycznia 2017 roku

„Kropka w kropkę” – plakat Anna Halarewicz (źródło: materiały prasowe organizatora)

Coming Out – Najlepsze Dyplomy ASP 2016

Od 25 listopada do 11 grudnia 2016 roku

Joanna Pieczyńska, „Z natury”, przykład farbowania krokoszem barwierskim (źródło: materiały prasowe organizatora)

David Cronenberg. Evolution

Od 14 listopada 2016 roku do 26 marca 2017 roku

„Potomstwo”, 1979, reż. David Cronenberg (źródło: materiały prasowe organizatora)

Zgiń i znów się przemień! Sztuka i nauka jako możliwość domniemana

Od 25 listopada 2016 roku do 29 stycznia 2017 roku

Heather Dewey-Hagborg, „Stranger visions wall of faces” (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR