Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie MOCAK: Władysław Hasior. Europejski Rauschenberg?, 14.02-27.04.2014 r.

 

Najnowsza wystawa w krakowskim MOCAK-u Władysław Hasior. Europejski Rauschenberg? to pierwszy od dłuższego czasu tak duży pokaz twórczości tego polskiego artysty, którego żywiołowe i niezwykle charakterystyczne realizacje niejednokrotnie wzbudzały wiele kontrowersji.

Bliskie, choć nie tożsame pop-artowi asamblaże, to znak rozpoznawczy twórczości Hasiora, niekwestionowanego mistrza w kolekcjonowaniu bezużytecznych skrawków rzeczywistości, które przetwarzał potem w oryginalny sposób. Zapalony sportowiec i fan motocykli, kaowiec, wielbiciel fotografii i utalentowany rzeźbiarz, buntownik i prowokator, który uwielbiał się sprzeczać – tak w telegraficznym skrócie można przedstawić sylwetkę Hasiora, absolwenta warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, którego największa sława przypadała na lata 60. i 70. ubiegłego wieku, kiedy to stał się „towarem eksportowym” polskiej sztuki, niedocenianym i niezrozumianym przez rodzimą publiczność i krytyków, głównie z powodu wykorzystywanych środków wyrazu. Artyście niejednokrotnie zarzucono, że jego sztuka to zwykły śmietnik, a zdziwiona publiczność z niesmakiem zastanawiała się, jak twórczość Hasiora może robić taką furorę za granicą, głównie w Skandynawii.

Władysław Hasior, „Stary anioł“, 1965-81, asamblaż, 210 × 107 × 28 cm, ze zbiorów Muzeum Sztuki w Łodzi (źródło: materiały prasowe Muzeum)

Władysław Hasior, „Stary anioł“, 1965-81, asamblaż, 210 × 107 × 28 cm, ze zbiorów Muzeum Sztuki w Łodzi (źródło: materiały prasowe Muzeum)

Hasior uwielbiał eksperymentować – jego realizacje, dalekie od rzeźbiarskich inspiracji, bliskie były malarstwu, co doskonale widać w jego asamblażach. Tworzył także sztandary, które pomimo zachowania formy tradycyjnej, procesyjnej chorągwi, przyjmowały mroczny, groteskowy i nieco przerysowany charakter[1]. Dzieła dopełniały także ironiczne tytuły jego realizacji, które zmuszały do podjęcia dyskusji z samym artystą[2]. Nie należy też zapominać o jego słynnych Żelaznych organach (1966), które miały być jedynym grającym pomnikiem na świecie, a stały się kością niezgody z powodu słynnej dedykacji artysty, przeznaczonej dla „utrwalaczy władzy ludowej”. Istotnymi wydarzeniami w karierze Hasiora był wielki spektakl płonących Pegazów, który zafundował swoim widzom w latach 70. w Södertälje koło Sztokholmu, jak również „pochód” sztandarów w Łącku podczas Święta Kwitnącej Jabłoni, zaaranżowany w 1973 roku przy udziale wielotysięcznej publiczności.

Bez wątpienia różnorodność prac Hasiora sprawiała, że niejednokrotnie nazywany był „artystą totalnym”. I nie sposób się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Hasiora inspirowały żywioły ognia, wody, powietrza i ziemi, choć wyróżniał jeszcze jeden dodatkowy –  ludzką fantazję. To właśnie on zdecydował o charakterze twórczości artysty, który pozwalał sobie na realizację najbardziej fantastycznych i absurdalnych wyobrażeń.

*

O tym, że Hasior, pomimo swojego, mniej lub bardziej zamierzonego, flirtu z władzą ludową, na stałe wpisał się w historię polskiej sztuki, nikogo specjalnie przekonywać nie trzeba. Choć na pewno prowokujący staje się podtytuł wystawy jego prac w MOCAK-u, który porównuje go do amerykańskiego pop-artysty Roberta Rauschenberga. Oczywiście podobieństwa w twórczości obydwu twórców jak najbardziej są, ale ich realizacje miały zupełnie inny kontekst kulturowy. Co gorsza, Hasior nie znosił porównań z Rauschenbergiem, stąd też podtytuł ekspozycji można uznać za kompletnie nietrafiony. Nawet tłumaczenia Marii Anny Potockiej, że „w tym samym czasie bawili się podobnymi «klockami»”[3], stają się w tej kwestii niewystarczające, zwłaszcza że na tle Rauschenberga Hasior, pomimo że był twórcą bez wątpienia wybitnym, wypada nieprzyzwoicie blado. Oczywiście dla widzów frapujący pozostaje znak zapytania rozbrzmiewający w podtytule, mający, według kuratora Józefa Chrobaka, otwierać drogę do dyskusji. Jednakże nie otwiera, a wręcz ją zamyka, bo wystawa w krakowskim MOCAK-u stała się mimowolnie ekspozycją jedynie przypominającą dorobek twórczy Hasiora. Nie stawia ona pytań o konteksty historyczno-kulturowe, które są tak istotne w twórczości artysty, ani nie zachęca do rozważań samych widzów, snujących się leniwie po przestrzeniach galerii. Być może dokona tego katalog wystawy, który niebawem ma się ukazać.

Wystawa „Władysław Hasior. Europejski Rauschenberg?”, Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie MOCAK, 2014, fot. Rafał Sosin (źródło: dzięki uprzejmości Muzeum)

Wystawa „Władysław Hasior. Europejski Rauschenberg?”, Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie MOCAK, 2014, fot. Rafał Sosin (źródło: dzięki uprzejmości Muzeum)

Spory plus ekspozycji to na pewno ilość prezentowanych prac, która jest ogromna. Zajmują one dwie sale i specjalnie zaaranżowane dwie osobne przestrzenie. Wystawa została zbudowana z fotografii, obiektów, sztandarów, asamblaży oraz filmów. Jedyną wskazówką do zrozumienia twórczości Hasiora staje się jednak jedynie skromny prospekt, odwołujący się do symboliki i wykorzystanych materiałów, obecnych w jego twórczości, który widz otrzymuje przy wejściu na ekspozycję. Szczególny nacisk kurator położył na realizacje Hasiora z lat 60. i 70. ubiegłego wieku. Obecne są wspomniane wcześniej sztandary, między innymi Sztandar świąteczny (1968), Sztandar opiekunki (1971), Sztandar ekstazy (lata 70.) oraz Sztandar zielonej poetki (1972), jak i asamblaże utkane z najróżniejszych materiałów – głów lalek czy starych, zniszczonych ubrań, które tworzą niepokojący i dość przerażający w odbiorze krajobraz. Zebrane ze śmietnika i wysypisk bezużyteczne przedmioty, stały się dla Hasiora sposobem do zapisywania osobistych mitologii, jak i historii, które skazane są na pamięciowy niedowład. Pracami zapadającymi w świadomość są bez wątpienia realizacja Ochotnik (1965) z odłamkami szkła, które zostały wepchnięte w zniszczone ubranie, jak i praca  z zasztyletowanym Jezusem i bochenkiem chleba, odwołująca się bezpośrednio do religijnej symboliki. Hasior bez wątpienia przerabia własne traumy i wyobrażenia, pozwalając im wyjść na zewnątrz – przemienić się w dramatyczne prace, tchnące smutkiem i nieustannym zmaganiem się ze sobą. Nawet Anioł Stróż (1964) jego autorstwa niewiele ma wspólnego z bezpiecznym wyobrażeniem boskiego ochroniarza, który na pewno nie rzuci się na ratunek w przypadku ewentualnego niebezpieczeństwa. Ciemny obiekt Hasiora przypomina raczej demona, aniżeli dobrotliwego anioła.

Wystawa „Władysław Hasior. Europejski Rauschenberg?”, Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie MOCAK, 2014, fot. Rafał Sosin (źródło: dzięki uprzejmości Muzeum)

Wystawa „Władysław Hasior. Europejski Rauschenberg?”, Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie MOCAK, 2014, fot. Rafał Sosin (źródło: dzięki uprzejmości Muzeum)

Na kolejną część ekspozycji składają się fotografie Wojciecha Plewińskiego. W marcu 1962 roku fotograf odwiedził Hasiora w jego zakopiańskiej pracowni. Plewiński przyłapał artystę podczas twórczej pracy, dokumentując przy okazji realizacje, które zostały bezpowrotnie zniszczone. Artysta na odbitkach Plewińskiego pozuje na tle swoich asamblaży, smutnie, ale odważnie spoglądając w obiektyw lub paląc papierosa, leniwie odwracając głowę od aparatu. Ekspozycja została wzbogacona także o fotografie autorstwa Hasiora, których kolekcja składa się z ponad 20 tysięcy odbitek. Zdjęcia te miały odpowiadać kompozycji i symbolice jego prac –później prezentował je na specjalnych pokazach nazywanych „kinem”. Ostania odsłona ekspozycji składa się z fragmentów filmów Grzegorza Dubowskiego, który próbował stworzyć dokumentalną biografię artysty, czyli Żywioły Władysława Hasiora (1976), Wernisaż wśród jabłoni (1973) i Portret Władysława Hasiora (1968).

Wystawa w krakowskim MOCAK-u bez wątpienia próbuje przywrócić Hasiorowi pozycję należną w historii sztuki, zebrać w całość dorobek twórczy artysty. Jednakże, pomimo ogromnej ilości prac, zaproponowana narracja nie chce wciągnąć widza, który bezradnie przemierza galerię ze słowniczkiem symboli w dłoni. Ten niezwykły pod każdym względem artysta był twórcą i wizjonerem, który został przygnieciony przez własną wyobraźnię oraz otaczającą rzeczywistość. Tego wyraźnego akcentu brak całej ekspozycji, której głównym celem stało się tylko wystawienie ładnej laurki. Wystawa w MOCAK-u jest jak piękna książka – ma świetnie zaprojektowaną okładkę, jednakże jej treść wieje nudą. Szkoda, bo zapowiadało się ciekawie.

  1. K. Wincenciak, Władysław Hasior (1928-1999), „Gazeta. Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie”, 10 lutego 2014, s. 2.
  2. Tamże.
  3. Władysław Hasior – towar eksportowy Polski Ludowej [online], http://facet.onet.pl/znani/wladyslaw-hasior-towar-eksportowy-polski-ludowej/qeplb, [dostęp: 24.03.2014 r.].

ZUZANNA SOKOŁOWSKA (1982) – absolwentka historii i filozofii, wykładowca akademicki. Publikowała na łamach Arteonu, Polskiego Portalu Kultury O.pl, Rity Baum, artPapieru oraz czasopisma kulturalnego Fragile.

Dodaj komentarz


Artykuły

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Bownik. Wyobraź sobie czasy, w których wszystkie rekordy już padły

Od 20 stycznia do 23 lutego 2017 roku

Bownik, „Passage”, 2013 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Prabhakar Pachpute i Rupali Patil. Zwiastunki chaosu

Od 28 stycznia do 18 czerwca 2017 roku

Prabhakar Pachpute, „Góra ucieczki”, 2016 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Marek Starzyk. Gazetowe obrazki

Od 27 stycznia do 23 lutego 2017 roku

Marek Starzyk, Bez tytułu, 1999–2000 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Jacek Sempoliński. Obrazy patrzące

Od 21 stycznia do 26 marca 2017 roku

Jacek Sempoliński (źródło: materiały prasowe organizatora)

Ludwik Gronowski. Fotografie Krzemieniec/Wołyń 1930–1939

Od 19 stycznia do 19 marca 2017 roku

Ludwik Gronowski, „Na szybowisku” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Eksplozja litery

Ikonografia tekstualności jako źródła cierpień

Od 12 stycznia do 31 marca 2017 roku

Ireneusz Walczak, „Bartoszewski”, 2016 (źródło: materiały prasowe organizatora)

World Press Photo 2016

Od 14 stycznia do 12 lutego 2017 roku

Warren Richardson, Australia | „Hope for a New Life”, 28 August, Serbia/Hungary border (źródło: materiały prasowe)

Jan Kucz. Antoni Janusz Pastwa

Od 10 stycznia do 8 lutego 2017 roku

„Jan Kucz. Antoni Janusz Pastwa” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Nie, no to nie. Dźwiękowe działania obrazoburcze

Od 11 stycznia do 14 lutego 2017 roku

Ryszard Ługowski (źródło: materiały prasowe organizatora)

Urok prowincji w fotografii Jerzego Piątka

Od 10 stycznia do 2 lutego 2017 roku

Jerzy Piątek, „Smutek i urok prowincji”, koniec lat 70. i 1 poł. lat 80. XX w. (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR