Było u nas hrabalistów wielu i hrabalistów wielu jest u nas – a nie chcę tu wchodzić w żadne kwasy czy w relacje. Jako pilna czytelniczka Hrabala ze stażem niemal półwiecznym (pojedyncze opowiadania Hrabala były drukowane w studenckim czasopiśmie „itd.” w roku 1967), jego tłumaczka (w przełożonej przeze mnie biografii Hrabala pióra Moniki Zgustovej wpleciono wiele cytatów z jego dzieł, które z braku powiązania z konkretnym tekstem sama tłumaczyłam, bo szperanie w dotychczasowych tłumaczeniach byłoby żmudne, a termin naciskał), a także jako badaczka czeskiej literatury, postaram się choć trochę wyjść poza tzw. opłotki. Nie zrobię bynajmniej dziury w niebie (Hrabalowskim), wskażę tylko kilka nurtujących mnie kwestii.

Mural poświęcony Hrabalowi w miejscu, gdzie stał jego dom, ul. Na Hrazi 24, czyli Na Grobli – Hrabal dodawał – na „Grobli Wieczności”, Praga (źródło: Wikimedia Commons)

Mural poświęcony Hrabalowi w miejscu, gdzie stał jego dom, ul. Na Hrazi 24, czyli Na Grobli – Hrabal dodawał – na „Grobli Wieczności”, Praga (źródło: Wikimedia Commons)

Czeska koncepcja „lamezonu”

Koncepcję „lamezonu” łączy się w obiegowej opinii z pisarstwem Václava Svobody Plumlovskiego (1872-1956), autora naiwnego (bardzo naiwnego), poety in situ, którego dorobek bywa przedmiotem dywagacji raczej socjologicznych czy kulturoznawczych niż literackich. Z Bohumilem Hrabalem – intelektualistą i genialnym twórcą – niewiele ma on jednak wspólnego; nigdy się nie znali i nie spotkali, żadne fakty ich nie łączą. Václava Svobodę („Plumlovský” to nazwisko dodane od nazwy miasteczka Plumlov pod Prostějovem) nikt jako literata nie traktował poważnie. Jego kulawe rymowanki były przedmiotem łagodnych kpinek, obiektem jowialnego humoru, a autor zmarł w zakładzie dla obłąkanych. Za rzekomy dowód geniuszu z jego strony uznaje się pomysł „lamezonu” (z francuskiego la maison), instytucji, która miała być połączeniem kościoła (chramu, świątyni) z gospodą – w tej funkcji, jaką pełni hospoda w Czechach, czyli nieoficjalnego domu gminnego, świetlicy. Ze strony Plumlovskiego była to jednocześnie bardzo mocna potrzeba: chodziło mu o fizyczne istnienie takiego lokalu, aby poeta (u niego: człowiek wyjątkowy, natchniony) nie był pozostawiony sam sobie.

W „lamezonie” poeta gości codziennie, czuje się tu jak wśród swoich, odprawia swoje przeżywanie świata jak rytuał. Dążność do zachowania tego typu przybytku przejawia się również w całej twórczości Hrabala: uświęca on gospodę jako miejsce sakralne, wysuwa sugestię, że ceremoniał bycia w gospodzie przypomina rytuał chrześcijańskiej mszy. Blisko też stąd też do Hrabalowskiej deklaracji, że ulubione rzeczy zawsze święci wodą święconą… święconą przez samego siebie.

Jakże wspaniała jest kultura, która swym kręgiem obejmuje zarówno prowincjonalnego przygłupa, szaleńca, jak i wyrafinowanego i błyskotliwego twórcę…

Humor jako uniwersum

W artykułach o czeskim humorze (nad którymi moje studia przerodzić się miały kiedyś w książkę) wielokrotnie natykałam się na twierdzenie, że „humor jest najlepszym narzędziem poznania”. Przeważnie opinie te dotyczyły satyry, najczęściej satyry politycznej, głównie chodziło w nich o krytykę z pozycji socjalnych, choć czasem mogły wskazywać na specyfikę czeskiego „paradoksalnego” surrealizmu. Można jednak to spostrzeżenie doprecyzować: jeśli literatura jest poznaniem, to właśnie czeska literatura, częściej niż inne, realizuje poznanie przez humor, a także częściej jako literatura konstytuuje się przez humor (nie zawsze szczęśliwie).

Polska kultura, w której humor ma swoje ustalone, tradycyjne miejsce, wydaje mi się bardziej „kanciasta” od czeskiej, bardziej dosłowna, bez przymrużenia oka. Nawet kpina z topornego patosu czy demonstrowanie dystansu do wzniosłości wydają się ostentacyjne, drwiąco-bolesne. Polscy kabareciarze rozśmieszają publiczność, ale sami zbytnio rozbawieni nie są: sztuczne grymasy robią w nadziei, że krzywe zwierciadło je uzasadni, nada im sens. Humor jest w naszej kulturze wyraźnie, ceremonialnie oddzielony od tragizmu, powagi.

Natomiast w świecie Czechów kipi autentyczna radość, śmiech, jak to się mówi, wychodzi z trzewi. Produkcje kabaretowe, monologi typu „Hyde Park” równie jak publiczność cieszą swoich autorów i aktorów, nawet zdolnych amatorów. Odkryciem ostatniego dziesięciolecia stał się Zdeněk Izer, natchniony kawalarz, samorodek aktorski – z zawodu mechanik samochodowy. Z żartów, które telewidzom prezentuje, naruszając tabu i szargając autorytety, trudno wyłuskać coś subtelniejszego (ale zdarzają się perełki – zastrzegam), uśmiać się jednak można, choćby się człowiek wstydził, że go to aż tak śmieszy. Komików sięgających po „drastyczne” tematy nie brak też w naszych kanałach TV, ale raczej reprezentują oni doły gustów, wstydliwe niziny inteligencji. W czeskiej telewizji takie programy z humorem, wzbogacone dowcipami, to nie tylko rozrywka, ale codzienny komentarz.

Słynny czeski humor to coś więcej niż ozdoba ludowej proweniencji, to element świadomości, tło egzystencjalnego poznania, wbudowanego w widzenie świata.

Język Hrabala

Jak wielokrotnie stwierdzono (choć nie zawsze skalę tego twierdzenia dostatecznie sobie uświadamiamy), Hrabalowska proza nie jest w pełni przetłumaczalna na polski: w tłumaczeniu zawsze czytelników coś omija. Co? Otóż to, że jej potoczność konwersacyjna niesie ze sobą informacje, odcienie, smaczki, których polska kolokwialność nie dopuszcza. Nasz intelektualista, „wykształciuch”, który czyta Hrabala, inaczej niż czeski reaguje na drastyczne sformułowana i gry językowe: np. przetłumaczenie Hrabalowskiego wulgaryzmu na polski wulgaryzm nie załatwia sprawy odbioru świata kreowanego poprzez słowo, bo użycie tego słowa – tego języka – nie buduje takiego świata, jaki stworzył pisarz. Dlatego polskich badaczy Hrabala należałoby podzielić na tych, którzy poznawali jego utwory w oryginale, i na tych, którzy zapoznawali się z nimi tylko w polskich tłumaczeniach. Najcenniejsza jest oczywiście znajomość obu tych „wersji”, bo skłania do uogólnień wielce ważnych i ciekawych. Przytoczę tu refleksje pani profesor Krystyny Kardyni-Pelikánovej, polonistki, Polki osiadłej w Brnie, która trafnie to ujmuje: „Fascynuje mnie zwłaszcza jego [Hrabala] język: to płynne przechodzenie z potocznego do literackiego i na odwrót. Tu się okazał mistrzem. Odbiło się to potem pozytywnie i na konstrukcji narratora, i w ogóle instrumentacji rodzajowej jego utworów. Tego język polski nie jest w stanie oddać w pełni. Zbyt duży rozziew istnieje wciąż tutaj między kulturą wysoką i niską. Ta ostatnia odczuwana będzie pewnie jeszcze długo jako „wpadka” wulgarności i raczej prowokacja estetyczna niż charakterystyka pośrednia środowiska, nie mówiąc już o satysfakcji estetycznej. Czesi ów rozziew wspaniale łagodzą swoim sentymentalizmem (który oni raczej widza jako swoisty romantyzm klauna, wyśmiewanego nieudacznika, ale zwyciężającego w momencie swej zdawałoby się ostatecznej klęski)”.

Może Czesi, zwłaszcza Hrabal, nas również nauczą, jak sobie poradzić z tą nieuniknioną „wpadką wulgarności”? Nie przez drwinę i szyderstwo, nie przez traktowanie jej jak słabości, ale poprzez oswojenie, dowcipną pobłażliwość wobec tejże wulgarności?

Strony: 1 2

Tekst ukazał się w Miesięczniku Odra nr 3/2014

Dodaj komentarz


Recenzje

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Podróż do Edo

Japońskie drzeworyty ukiyo-e z kolekcji Jerzego Leskowicza

Od 25 lutego do 7 maja 2017 roku

Utagawa Hiroshige „Świątynia Gion w śniegu” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Akcja Lublin! Rozdział 1

Od 24 lutego do 19 marca 2017 roku

Zdzisław Kwiatkowski, fot. Andrzej Polakowski (źródło: materiały prasowe organizatora)

Daniel Pielucha. Nadrealizm polski

Od 24 lutego do 26 marca 2017 roku

Daniel Pielucha (źródło: materiały prasowe organizatora)

Urszula Tarasiewicz. Ogrodowa / Garden Street

Od 24 lutego do 31 marca 2017 roku

Urszula Tarasiewicz, „Ogrodowa/Garden Street” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Kupując oczami

Od 22 lutego do 11 czerwca 2017 roku

Projekty aranżacji wystawy sklepu Juliusza Grossego  w Krakowie autorstwa Franciszka Seiferta, autor fot. nieznany, lata 30. XX w., wł. Muzeum Historycznego Miasta Krakowa (źródło: materiały prasowe organizatora)

Andrzej Mitan. Sztuka (nie)zidentyfikowana

Od 18 lutego do 23 kwietnia 2017 roku

Andrzej Mitan, „W świętej racji”, płyta analogowa, proj. Ryszard Winiarski (źródło: materiały prasowe organizatora)

ABS_2067

Od 27 lutego do 17 marca 2017 roku

Philippe Rębosz, „And all my friends are dead”, akryl i olej na płótnie, 2017 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Nature morte

Od 19 lutego do 14 maja 2017 roku

Barnaby Barford „Do it again, I didn’t press record”, 2009, dzięki uprzejmości artysty, Fot. Noah Da Costa, © Barnaby Barford (źródło: materiały prasowe organizatora)

Alicja Bielawska. Jeśli nie tutaj, gdzie?

Od 17 lutego do 9 kwietnia 2017 roku

Alicja Bielawska, „Ćwiczenia na dwie linie”, 2014 ,fot. Bartosz Górka (źródło: materiały prasowe organizatora)

Szczęśliwej podróży

Od 17 lutego do 27 maja 2017 roku

3–4 marca 2017 roku, pokaz filmu „Exil Shanghai” (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR