Rozum oraz niektórzy krytycy literaccy ostrzegali przed zbyt dosłownym traktowaniem przypadku Edwarda Stachury jako przejawu „życiopisania”. Termin ten, w odniesieniu do Stachury, wylansował – jak wiadomo – Henryk Bereza. Poszło mu zadziwiająco łatwo nie tylko dlatego, że dla wielu był prorokiem przepowiadającym co chwilę pisarskie objawienia (niektórzy mówili: przywidzenia), ale także ze względu na marketingową atrakcyjność zgrabnej formuły, łatwo i chętnie kupowanej przez młodzieżowy zwłaszcza rynek czytelniczy.

Edward Stachura (źródło: materiały Miesięcznika ODRA)

Edward Stachura (źródło: materiały Miesięcznika ODRA)

Bereza „życiopisanie” wylansował, bo nie wymyślił, ponieważ pomysł jest stary, zrosty życia i twórczości znano już chyba w starożytności, a żeby sięgnąć nieco bliżej, to kilkanaście lat przed narodzeniem Berezy „życiopisania”, w roku 1963, z okazji Jednego dnia Stachury, Tadeusz Kłak (później uniwersytecki profesor, a wtedy początkujący krytyk i reporter) pisał: „U Stachury życie zostało utożsamione ze sztuką. Literatura jest wiernym zapisem życia” („Kamena” nr 12, rok 1963).

„Życiopisaniem” intelektualnie narozrabiał Bereza, ale odpokutowywał za nie Stachura, bo został skazany na celę o obostrzonym rygorze: odwiedzający mieli zakaz wnoszenia wysiłku umysłowego. Uwięziony w Berezie odbywał Stachura karę o tyle tylko zasłużoną, że jak rzadko który pisarz używał maksimum środków warsztatowych i technik pisarskich nie tylko zachęcających, ale momentami wręcz zmuszających do takiego „życiopisanego” odbioru (za kilkanaście zdań dam przykład, odrobina cierpliwości).

Słynne, szybko obrosłe legendą warszawskie spotkanie autorskie Edward Stachura miał 2 grudnia 1970 roku na Krakowskim Przedmieściu, w Domu Literatury, w którym na dole mieści się restauracja o nazwie „Literatka”. Przechodzącym obok turystom, a zwłaszcza warszawskim aborygenom jest obojętne, czy lokal nazwę zawdzięcza pani zajmującej się literaturą, za małemu jak na szklankę, za to dużemu w towarzystwie kieliszków naczyniu szklanemu, które tylko czołówka potrafi opróżnić jednym haustem.

Spotkanie słowem wstępnym zagaił Henryk Bereza i powiedział m. in.: „Naprawdę życie Stachury jest życiopisaniem. Jego pisarstwo jest tożsame z jego życiem, jedno z drugiego wynika, jedno jest drugim, jest to jedność, jedność nierozdzielna, jedność całkowita”.

Jeśli przyjąć za prawdę, że taka diagnoza jest trafna i oddaje istotę rzeczy, z konieczności ją upraszczając, to upraszczając we wcale nie większym stopniu można równie prawdziwie powiedzieć, że Edward Stachura uprawiał „pisaniożycie”, bo skoro jedno z drugiego wynika, to oddziaływanie musi być dwustronne, w dwu kierunkach biegnące: pisanie też może na życie autora oddziaływać, objawiając się nie tylko zmęczeniem i skoliozą od przesiadywania za biurkiem.

Stachura za biurkiem nie przesiadywał, wolał inne miejsca, ale to nie znaczy, że to, co pisał, akurat w jego przypadku nie zostawiało w nim samym coraz głębszych śladów. Na interpretacyjny pożytek z „pisaniożycia” naprowadziła mnie Pani Profesor Barbara Czochralska, oczywiście nie mając najmniejszego w tym kierunku zamiaru ani potrzeby. I tu jest ten przykład stawiania czytelnika przez Stachurę w kłopotliwej sytuacji wynikającej z intensywności i wręcz bezustanności przenikania się u niego realności z fikcją, postaci prawdziwych z figurami literackimi.

Pani Profesor Barbara Czochralska jest wybitnym naukowcem, na Uniwersytecie Warszawskim oraz zagranicznych placówkach naukowych, dostępnych jej za realsocjalizmu dzięki prestiżowym stypendiom, zajmowała się m.in. badaniami mechanizmów elektroredukcji pochodnych zasad nukleinowych, molekularnymi mechanizmami redukcji i utleniania analogów nukleozydów o działaniu przeciwnowotworowym i przeciwwirusowym, kinetyką ultraszybkich procesów fotolizy laserowej pochodnych puryn o znaczeniu biologicznym.

Ja wiem, że to nie tylko dla mnie jest abrakadabra, ale celowo przywołuję skomplikowaną, nawet w wymiarze nazewniczym, tematykę badawczą, aby podkreślić niezwykły kontrast między scjentystycznym światem Pani Profesor, a światem Stachury, penetrującego dostępne nam wszystkim rejony emocji, lęków, nadziei i tęsknot. Jak pozorny był ten kontrast świadczy fakt, że Panią Profesor i Edwarda Stachurę łączyła dość długa, serdeczna (zwłaszcza w listach) znajomość i intelektualne porozumienie, owocujące twórczym, obustronnie korzystnym spożytkowywaniem kontaktów osobistych, a szczególnie listownych.

Mój kłopot „życiopisaniowy” polega na tym, że w Stachury Wszystko jest poezja występuje postać literacka zwana Biofizykiem, o zainteresowaniach badawczych identycznych z Panią Profesor Barbarą Czochralska, która w późniejszych tekstach swego autorstwa nie tylko nie zaprzecza, że to ona jest Biofizykiem, ale to na liczne sposoby potwierdza, choć nie dla potwierdzenia te teksty pisze. I teraz ja, reporter drepcący za faktami, nie chcąc na włączonym przez krytyków literackich czerwonym świetle przebiegać na stronę utożsamiaczy życia i twórczości, nie mogę zapewnić, choć bardzo bym chciał, że narrator Wszystko jest poezja, wyrażając się z wielkim uznaniem o Biofizyku, pisze to jednocześnie o konkretnej Pani Profesor Barbarze Czochralskiej, która ma wszystkie ludzkie cechy, nawet PESEL. Biofizyk we Wszystko jest poezja otrzymuje od narratora Stachury wyrazy najwyższego uznania za stawianie nauce o materii pytań filozoficznych, za uznanie dla poetyckich narzędzi poznawczych, docierających niekiedy głębiej niż nauka.

Otóż Pani Profesor Barbara Czochralska zapytała kiedyś Edwarda Stachurę czy on sam jest bohaterem Siekierezady, na co on odpowiedział: „Chciałbym być taki jak mój bohater Michał Kątny.” (bold mój – M. B.)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7

Tekst ukazał się w Miesięczniku Odra nr 7-8/2014

Dodaj komentarz


Recenzje

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Sztuka w sztuce

Od 28 kwietnia do 1 października 2017 roku

Tezi Gabunia, „Włóż głowę do galerii (Luwr”), 2015–2016, instalacja, 50 × 82 × 50 cm, dzięki uprzejmości T. Gabunii, Popiashvili Gvaberidze Window Project, Tbilisi (źródło: materiały prasowe organizatora)

Tu jesteśmy

Wybrane prace z kolekcji Krzysztofa Musiała

Od 28 kwietnia do 15 sierpnia 2017 roku

Henryk Stażewski, „Kompozycja nr 33”, 1975, akryl, płyta, fot. Agata Ciołek (źródło: materiały prasowe organizatora)

Bratislava pro Wratislavia / Wratislavia pro Bratislava

Od 27 kwietnia do 3 czerwca 2017 roku

Martin Špirec, „Morze spokoju”, 2015 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Okupanci. Niemcy w Krakowie

Od 27 kwietnia do 29 października 2017 roku

Żołnierz niemiecki na moście Dębnickim pozujący do zdjęcia na tle Wawelu. Na rewersie odręczny podpis: „Przed wyruszeniem transportu z Krakowa do Berdyczowa” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Presja istnienia

Od 21 kwietnia do 12 maja 2017 roku

Piotr Ambroziak, „Urban cave III”, akryl, spray, 2017 (źródło: materiały autora)

Henryk Stażewski. Kolekcja sztuki XX wieku

Od 21 kwietnia do 11 czerwca 2017 roku

Henryk Stażewski, bez tytułu, poł 70. XX ., fot. © Muzeum Narodowe w Gdańsku (źródło: materiały prasowe organizatora)

2. Weekend Księgarń Kameralnych

Od 21 do 23 kwietnia 2017 roku

Warszawski Weekend Księgarń Kameralnych 2016 (źródło: materiały prasowe)

11. IN OUT Festival

Od 22 do 23 kwietnia 2017 roku

Festival IN OUT (źródło: materiały prasowe organizatora)

Zsolnay. Węgierska secesja

Od 20 kwietnia do 2 lipca 2017 roku

Dzban, 1898–1899, prawdopodobnie Tadeusz Sikorski, kamionka, eosyna, Janus Pannonius Múzeum (źródło: materiały prasowe)

Magdalena Dreścik. Ciepło, zimno. Nikogo tu nie ma

Od 18 kwietnia do 7 maja 2017 roku

Magdalena Dreścik, „Ciepło, zimno. Nikogo tu nie ma” (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR