5. Al Este de Lima, komisarz: David Duponchel, Lima, 07.05.-17.05.2014 r.

Gdzie leży Polska? Na wschód od… Limy. W maju w Limie stwierdzenie to zawierało w sobie dozę trafności, bo w peruwiańskiej stolicy po raz piąty odbywał się festiwal kina Europy Wschodniej i Centralnej – Al Este de Lima. Czy po tej stronie Atlantyku można spodziewać się, że kinematografia z tak odległego regionu świata spotka się ze zrozumieniem, a festiwal ów będzie sukcesem? Po 10 dniach trwania festiwalu w Limie, a także po późniejszych pięciu przeglądach najlepszych filmów w głównych peruwiańskich miastach, wydaje się, że na pytanie można odpowiedzieć: jak najbardziej! Choć region jest odległy nie tylko geograficznie, ale przede wszystkim kulturowo, to przecież działa tu magia egzotyki. Tej samej egzotyki, która nas przyciąga do Ameryki Łacińskiej. Nie wiemy jak tam jest, ale na pewno jest inaczej niż tu, a nic nie fascynuje tak jak inność. Już od 2008 roku festiwal Al este de Lima daje możliwość poznania kinematografii właśnie tej dalekiej części świata, a co najważniejsze twórcy zdecydowali, że główną ideą festiwalu ma być nowość i aktualność. Ta nowość ma się przejawiać bądź w treści, bądź w formie filmowego utworu, który także powinien prezentować punkt widzenia społeczeństwa, z którego pochodzi. Warto też wspomnieć, że filmy festiwalowe bardzo często mają tutaj właśnie swą pierwszą projekcję w Ameryce Łacińskiej. W Peru, a nie w krajach takich, jak Argentyna czy Meksyk, które mają przecież bardziej rozwinięty zarówno cały przemysł, jak i kulturę filmową.

Kadr z filmu „Coś z Alicji” Jana Švankmajera (źródło: materiały prasowe organizatora)

Kadr z filmu „Coś z Alicji” Jana Švankmajera (źródło: materiały prasowe organizatora)

Twórcą i pomysłodawcą tego festiwalu jest Francuz – David Duponchel. W Rouen, z którego pochodzi, stworzył w 2002 roku festiwal – À l’Est, du Nouveau, który jest pierwowzorem limeńskiej edycji przeglądu kina Europy Wschodniej. Duponchel studiował kierunek łączący aktorstwo, teatr, kino, historię i reżyserią na paryskiej Sorbonie. W 1998 roku przeniósł się do Pragi, a tam zapisał się do słynnej FAMU, czyli wydziału filmowego Akademii Sztuk Scenicznych. Poza stworzeniem francuskiej i peruwiańskiej edycji festiwalu propagującego kino Europy Wschodniej, sam jest filmowcem. Zajmuje się przede wszystkim tworzeniem krótkich metraży, niektóre z nich na przykład wojenny Domov (2001) oraz Pout (2000) wygrały festiwale filmowe w Teheranie, Palm Beach oraz Pradze, a także były w sekcji konkursowej w Berlinie oraz Turynie. W 2008 roku Duponchel przeprowadził się do Limy i po tej stronie oceanu również postanowił propagować kino Europy Wschodniej. W peruwiańskiej stolicy jest bardzo lubiany, a środowisko niezmiernie go ceni za te pięć lat wysiłku i nieustannego rozwijania festiwalu. Pierwsza edycja była wydarzeniem skromnym i niepozornym, odbywała się w jednej salce projekcyjnej i zgromadziła niewielkie audytorium. Dziś Al Este de Lima odbywa się w dwunastu salach w najważniejszych punktach kulturowych miasta, takich, jak muzeum MALI, Ministerstwo Kultury, czy Teatr Miejski.

Tegorocznymi gośćmi specjalnymi festiwalu był jeden z ważniejszych współczesnych serbskich reżyserów, nagrodzony ostatnio w Sundance – Srdan Golubović, a także Dunja Kusturica, scenopisarz i dyrektor programowa festiwalu w Küstendorf, którego założycielem jest jej ojciec Emir Kusturica. O pokrewieństwie tym zresztą nieustannie przypominano podczas każdego festiwalowego wystąpienia. W trakcie trwania festiwalu goście, poza uczestniczeniem w konferencjach prasowych i udzielaniem wywiadów, zorganizowali też lekcję mistrzowską dotyczącą tworzenia scenariuszy. Dla organizatorów oczywiście najważniejsza  była sekcja konkursowa festiwalu. Z polskich filmów mogliśmy zobaczyć w Limie aż trzy produkcje: Idę (2013) Pawła Pawlikowskiego, Płynące wieżowce (2013) Tomasza Wasilewskiego oraz Papuszę (2013) Joanny i Krzysztofa Krauze. Kinematografia żadnego z krajów Europy Wschodniej nie miała w konkursie tak licznej reprezentacji. Spoza Polski w Limie pokazano: armeński Zmienię swoje imię (Aid es chem, 2012, reż. Maria Saakyan), czesko-słowacki Cud (Zázrak, 2013, Juraj Lehotský), słowacki Mój pies Killer (Môj pes Killer, 2013, Mira Fornayová), węgierski Duży zeszyt (A nagy füzet, 2012, János Szász), gruziński W rozkwicie (Grzeli nateli dgeebi, 2013, Nana Ekvtishmvili) oraz serbski Kręgi (Krugovi, 2013, Srdan Golubović). Główną nagrodę festiwalowe jury przyznało właśnie polskiemu filmowi, była to oczywiście Ida, obecnie wyróżniana i nagradzana na całym świecie. Nagrodę honorową otrzymał ponadto film Marii Saakyani Zmienię swoje imię, poetycka narracja ukazująca dorastanie i samotność młodej dziewczyny o imieniu Eurydyka.

Paweł Pawlikowski dziękuje za nagrodę (źródło: materiały prasowe organizatora)

Zdaje się, że nie sama sekcja konkursowa była największą atrakcją festiwalu. Bo to właśnie w pozostałych częściach można było zobaczyć arcydzieła i filmy kultowe z Europy Wschodniej. Najciekawsze „perełki” festiwalu? Zdecydowanie był nią film otwarcia Stokrotki (Sedmikrásky, 1966) Věry Chytilovej – ikony czechosłowackiej Nowej Fali lat 60-tych. Reżyserka odeszła w wieku 85 lat w marcu tego roku. Chytilová należy do tego samego pokolenia reżyserów, co Jan Nemec, Jirí Menzel, Ján Kadár oraz Miloš Forman, wszyscy oni wywodzą się właśnie z FAMU. Sam Duponchel podczas otwarcia żartobliwie opowiadał po hiszpańsku z ujmującym francuskim akcentem, jak Chytilová będąc jeszcze jego nauczycielką w FAMU, cały czas popychała kamerzystę krzycząc „Więcej ruchu!”. Sedmikrásky to bodajże najważniejszy film reżyserki, symbol całej jej twórczości. Opowiada historię dwóch dziewczyn, które w obliczu powszechnej demoralizacji społecznej lat 60-tych, buntują się i same postanawiają być niegrzeczne. Film Stokrotki jest idealnym połączeniem wizualnej awangardy i komentarza społecznego, nie tylko pozwala nam zachwycać się nietypowymi środkami filmowego wyrazu, ale również w swej treści obnaża ważne kwestie moralne współczesnego społeczeństwa.

Kadr z filmu „Stokrotki” Věry Chytilovej (źródło: materiały prasowe organizatora)

Kadr z filmu „Stokrotki” Věry Chytilovej (źródło: materiały prasowe organizatora)

Drugim z filmowych majstersztyków był prezentowany w retrospektywie Jana Švankmajera pierwszy pełnometrażowy film reżysera – Coś z Alicji (Něco z Alenky, 1988). Švankmajer postać sztandarowa czeskiego surrealizmu, jest reżyserem-artystą. Każdy jego film jest w warstwie wizualnej perfekcyjnie dopracowany, chyba dlatego wielu określa go surrealistą absolutnym. Poza tym jest mistrzem animacji poklatkowej, wykorzystywanej właśnie w Alicji. Coś z Alicji jest pewną formą zaprezentowania własnej historii zainspirowanej powieścią Lewisa Carolla Alicja w krainie czarów. Choć w retrospektywie Švankmajera pokazywano także wybitnego Fausta, to Alicja niewątpliwie zyskała większy aplauz tutejszej publiczności. Być może właśnie ze względu na odwołania do dzieciństwa. Sam Švankmajer zresztą mówił, że dla niego dzisiaj robienie filmów to forma spojrzenia oczami dziecka i rozliczenia się z brutalnym światem dorosłych. Mottem filmu mogą być słowa z sekwencji otwierającej, w których (oczywiście w typowym dla reżysera planie, czyli dużym zbliżeniu na usta aktorki) Alicja mówi: Alicja pomyślała sobie… Zobaczycie film… dla dzieci… być może. Prawie zapomniałam,… że musicie… zamknąć oczy. Inaczej… nic nie zobaczycie. Nieprzypadkowo obydwa wyróżnione tu filmy pochodzą z Czech. Oczywiście festiwal stawia sobie za cel pokazywanie filmów aktualnych, ale w tych starszych filmach mogliśmy dostrzec unoszący się w oparach absurdu istotny komentarz dotyczący człowieka i świata. Szczególnie podczas projekcji tych filmów zastanawiałam się, jak w kraju o tak odmiennej kulturze i historii, publiczność odbierze czeskie kino i Nową Falę. Wątpliwości były jednak nieuzasadnione. Publiczność, która decydowała się zobaczyć akurat te filmy, na pewno ma już wiedzę z zakresu filmowej edukacji. Poza tym, pomimo wywodzenia się z regionu tej „dalszej” Europy, filmy te są w różnych wymiarach uniwersalne i każdej publiczności pozwalają na pewien poziom utożsamienia się z filmowymi bohaterami.

Ceremonia otwarcia festiwalu Al Este de Lima (źródło: materiały prasowe organizatora)

Ceremonia otwarcia festiwalu Al Este de Lima (źródło: materiały prasowe organizatora)

Al Este de Lima dziś jest ważnym wydarzeniem na mapie kulturowej Limy. A trzeba tu wspomnieć, że jest to miasto, w którym jeszcze w 2000 roku był tylko jeden festiwal filmowy z prawdziwego zdarzenia. Począwszy od tej edycji Al Este de Lima gościł nie tylko w Limie, ale także w innych miastach peruwiańskiej prowincji. Długo po zakończeniu festiwalu w stolicy pokazy specjalne wybranych filmów odbywały się jeszcze w Arequipie, Cusco, Pucallpie, Chiclayo i Lambayeque. To wydarzenie nietypowe, a zarazem godne podziwu, bo prowincja z pewnością ma jeszcze mniej styczności z kulturą Europy Wschodniej niż sama Lima. Trzeba również przyznać, że podczas festiwalu sale audytoriów prezentujących filmy nie zawsze były pełne, ale być może nie wszyscy kinomani w Peru zdążyli się już przekonać do nie-hiszpańskojęzycznego kina. Mimo wszystko, ważne, że Limeńczycy w ogóle mają możliwość zobaczenia kinematografii z Europy Wschodniej. Rzecz ostatnia, tyczy się bardzo dziwnego uczucia odczuwanego podczas oglądania filmów, których rozpoczęcie obwieszcza logo Polskiego Instytutu Filmowego. Słysząc język polski z kinowego ekranu nie zapomina się przecież, że jest się przeszło 10 tysięcy kilometrów od domu. Wszystkie z filmów prezentowanych w sekcji konkursowej przedstawiały doświadczanie polskiej rzeczywistości z bardzo trudnej perspektywy. Ale może warto właśnie spojrzeć na siebie z kulturowo zdystansowanego punktu widzenia i tym samym spróbować zrozumieć własny kawałek świata używając zupełnie innej optyki? Podobno poznajemy siebie naprawdę przeglądając się w oczach innego.

Dodaj komentarz


Artykuły

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Karol Szostak

Rzeźba – Malarstwo 1988–2018

Od 20 stycznia do 25 marca 2018 roku

Karol Szostak „Kamienna głowa”, 2016 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Sergiei Tchoban. Kontrastowa harmonia miasta

Od 27 stycznia do 18 marca 2018 roku

Sergei Tchoban, „Kaprys architektoniczny. Forum Romanum albo Dwa Światy I”, projekt scenografii, piórko, pędzel, tusz chiński, akwarela, papier do akwareli na krośnie, 2013 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Przemek Branas – GÓRA/KOSMOS/GŁOWA

Od 25 stycznia do 16 lutego 2018 roku

Przemek Branas, „GÓRA/KOSMOS/GŁOWA”, Galeria Labirynt w Lublinie (źródło: materiały prasowe organizatora)

Zakłócenia / UMWELT

Od 18 stycznia do 2 lutego 2018 roku

Karolina Kardas, „Let him kiss me…/ Niech mnie pocałuje”, video, 2 min 49 sek  (źródło: materiały prasowe organizatora)

Pejzaże antropocenu

Od 18 stycznia do 30 marca 2018 roku

Diana Lelonek, „3 Wild Man” dzięku uprzejmości artystki i galeii lokal_30  (źródło: materiały prasowe organizatora)Diana Lelonek, „3 Wild Man” dzięku uprzejmości artystki i galeii lokal_30  (źródło: materiały prasowe organizatora)

Język jako Dźwięk. Tania Candiani

Od 19 stycznia do 4 marca 2018 roku

„Język jako Dźwięk” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Włóczęgi – malarstwo Majki Wójtowicz

Od 13 stycznia do 14 lutego 2018 roku

„Włóczęgi” – malarstwo Majki Wójtowicz (źródło: materiały prasowe organizatora)

Rosław Szaybo. Piękno użyteczne

Od 19 stycznia do 18 lutego 2018 roku

Proj. Rosław Szaybo (źródło: materiały prasowe organizatora)

Grzegorz Sztwiertnia: Ustawienia domyślne / Default settings

Od 11 stycznia do 11 lutego 2018 roku

Grzegorz Sztwiertnia, „Polskie miasteczka, Łańcut”, 2017 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Malując

Od 11 stycznia do 25 lutego 2018 roku

Urszula Wilk, Seria Bluemetrie nr 12, płótno, akryl, olej, 200 x 175 cm, 2016 (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR