Teatr Nowy im. Kazimierza Dejmka w Łodzi: Tadeusz Różewicz, Wyszedł z domu. Tak zwana komedia, reż. Michał Rzepka, premiera: 06.10.2014 r.

Teatr Nowy im. Kazimierza Dejmka w Łodzi rzuca rękawicę inteligentom za sprawą sztuki Tadeusza Różewicza Wyszedł z domu. Tak zwana komedia. Udowadnia, z ironicznym mrugnięciem oka, że wiedza to zbędny balast, stojący na drodze ku szczęściu.

Tadeusz Różewicz, „Wyszedł z domu. Tak zwana komedia”, reż. Michał Rzepka, Teatr Nowy im. Kazimierza Dejmka w Łodzi, 2014, fot. Janusz Szymański (źródło: materiały Teatru)

Tadeusz Różewicz, „Wyszedł z domu. Tak zwana komedia”, reż. Michał Rzepka, Teatr Nowy im. Kazimierza Dejmka w Łodzi, 2014, fot. Janusz Szymański (źródło: materiały Teatru)

Fabułę spektaklu osnuto wokół amnezji Henryka – „głowy rodziny” (dobra rola Gracjana Kielara). Przy czym „głową rodziny” pozostaje on tylko z nazwy, bo w rzeczywistości realną władzę sprawuje apodyktyczna małżonka Ewa (Katarzyna Żuk). Mężczyzna wychodzi rano do pracy, przewraca się i upada, wskutek czego traci pamięć. Dostaje jednocześnie niepowtarzalną szansę, by poznać od nowa smak życia, a co więcej – zatracić się w nim, zaznać przyjemności i szczęścia. Bliscy jednakże nie pozwolą mu na odejście od utartych ścieżek. Nie ma zgody na zmiany. Przyzwyczajenie, jako druga natura człowieka, nabiera w przedstawieniu makiawelicznego znaczenia. Każdy domownik obsadził już swoją rolę i ma ją grać do końca. Najpełniej uwidacznia się to na przykładzie tresowanego od najmłodszych lat syna Beniamina (świetny Michał Kruk), który jako rodzinny kozioł ofiarny nie ma w domu żadnych praw. Nic dziwnego, że od wewnątrz rozsadza go gniew, stopniowo przeradzający się w agresję, co, biorąc pod uwagę biografie niektórych przestępców, mogłoby się okazać naprawdę niebezpieczne.

Zabawnie, ale tylko z uwagi na stylizację aktorów, brzmią słowa piosenki Krzysztofa Krawczyka: „Wróć do mnie”. Owszem, wróć, ale taki, jak dotychczas. Skoro zatem Henryk był nieszczęśliwym pantoflarzem, to takim ma pozostać. Zadba o to ogarnięta obsesją przywracania zastanego porządku rodzina, rozporządzając nim, niczym marionetką, a właściwie kościotrupem (ciekawy pomysł scenograficzny z wykorzystaniem ludzkiego szkieletu). Wszak „on musi być tym, czym był, aby być tym, czym jest”.

Zalewająca powoli mężczyznę fala pamięci wywołuje fizyczny i psychiczny ból. Ból istnienia, a właściwie – człowieczeństwa. Przyglądając się bohaterowi można odnieść wrażenie, że niemo woła za Friedrichem Nietzsche: „Jam jest umęczony mą mądrością”. Wysoką bowiem cenę przychodzi zapłacić za dumnie brzmiącą etykietkę „homo sapiens”. W labiryncie umysłu ginie radość. Zdaje się, że smutek to rewers wiedzy, ale pojmowanej szeroko. Stanowiącej synonim mądrości, inteligencji. W opinii Ewy – człowiek dorosły jest nieszczęśliwy. Przy czym nie sam fakt dorastania nas załamuje, ale pogłębiający się proces analizy. Im więcej myślimy, tym bardziej cierpimy. Wkraczamy tym samym na drogę wiodącą ku depresji, powoli zatracając wolę dalszej egzystencji. Wyraz „samobójstwo” wprost nie pada z ust żadnego z bohaterów, lecz między słowami można wyczytać obawę rodziny Henryka, czy mężczyzna nie podjął jednak tej ostatecznej decyzji.

Tadeusz Różewicz, „Wyszedł z domu. Tak zwana komedia”, reż. Michał Rzepka, Teatr Nowy im. Kazimierza Dejmka w Łodzi, 2014, fot. Janusz Szymański (źródło: materiały Teatru)

Tadeusz Różewicz, „Wyszedł z domu. Tak zwana komedia”, reż. Michał Rzepka, Teatr Nowy im. Kazimierza Dejmka w Łodzi, 2014, fot. Janusz Szymański (źródło: materiały Teatru)

Z wyreżyserowanej przez Michała Rzepkę sztuki płynie gorzka prawda, że wprost proporcjonalnie do ilości przyswajanych informacji, przybywa niezadowolenia z egzystencji, z samych siebie, z innych osób. Parafrazując Kartezjusza należałoby powiedzieć – myślę, więc jestem nieszczęśliwy. Twórcy nie dają żadnego remedium. Trudno się zresztą dziwić. Nie cofniemy się przecież w ewolucyjnym rozwoju. Z pewnością też nie przestaniemy używać tak zwanych szarych komórek, a przynajmniej nie uczyni tego część z nas.

Spektakl, jak wspomniano, stanowi adaptację utworu Tadeusza Różewicza. Powstał on w 1964 roku i w dużym stopniu odzwierciedlał rzeczywistość Polskiej Republiki Ludowej, w której prześladowania na tle politycznym, tajemnicze zaginięcia, aresztowania, a nawet zabójstwa, stanowiły „tajemnicę poliszynela”. Przedstawienie dostosowano do współczesnych czasów. Generalnie pominięto też kwestie odnoszące się do poprzedniego ustroju, albowiem biorąc pod uwagę, że żyjemy, na szczęście, w demokratycznym kraju, tracą one rację bytu. Jedynie w rozmowie grabarzy przewija się wspomniany wątek, co wobec braku szerszego kontekstu, może pozostawać niezrozumiałe, przede wszystkim dla młodszej widowni. Nie można też wymagać, by każdy widz przed udaniem się na przedstawienie zaznajomił się z tekstem Różewicza i okolicznościami jego powstania.

Tadeusz Różewicz, „Wyszedł z domu. Tak zwana komedia”, reż. Michał Rzepka, Teatr Nowy im. Kazimierza Dejmka w Łodzi, 2014, fot. Janusz Szymański (źródło: materiały Teatru)

Tadeusz Różewicz, „Wyszedł z domu. Tak zwana komedia”, reż. Michał Rzepka, Teatr Nowy im. Kazimierza Dejmka w Łodzi, 2014, fot. Janusz Szymański (źródło: materiały Teatru)

Warto zauważyć, że mimo swojego przesłania, sztuka nie przygnębia. Wręcz przeciwnie. Twórcy stawiają bardziej na satyrę, pragnąc zabawić publiczność. Tematykę oddają w sposób lekki i przyjemny, aczkolwiek inteligentny. Humorystyczny charakter podkreślają, momentami groteskowe, kostiumy i charakteryzacja, stworzone przez Magdalenę Kut. Niebagatelne znaczenie odgrywa tu również ruch sceniczny, za co słowa uznania należą się Tomaszowi Dajewskiemu. Na największe oklaski zasługuje Tomasz Kubiatowicz, wcielający się z sukcesem nie tylko w klika różnych postaci (m.in. sierżanta, sanitariusza, grabarza), ale też w jadącą na sygnale furgonetkę, czym rozbawia publiczność niemal do łez.

Na spektakl Wyszedł z domu. Tak zwana komedia, można się wybrać, zwłaszcza w słotne, jesienne wieczory, aby nieco złośliwie pośmiać się z samych siebie.

Dodaj komentarz


Artykuły

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Bownik. Wyobraź sobie czasy, w których wszystkie rekordy już padły

Od 20 stycznia do 23 lutego 2017 roku

Bownik, „Passage”, 2013 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Prabhakar Pachpute i Rupali Patil. Zwiastunki chaosu

Od 28 stycznia do 18 czerwca 2017 roku

Prabhakar Pachpute, „Góra ucieczki”, 2016 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Marek Starzyk. Gazetowe obrazki

Od 27 stycznia do 23 lutego 2017 roku

Marek Starzyk, Bez tytułu, 1999–2000 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Jacek Sempoliński. Obrazy patrzące

Od 21 stycznia do 26 marca 2017 roku

Jacek Sempoliński (źródło: materiały prasowe organizatora)

Ludwik Gronowski. Fotografie Krzemieniec/Wołyń 1930–1939

Od 19 stycznia do 19 marca 2017 roku

Ludwik Gronowski, „Na szybowisku” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Eksplozja litery

Ikonografia tekstualności jako źródła cierpień

Od 12 stycznia do 31 marca 2017 roku

Ireneusz Walczak, „Bartoszewski”, 2016 (źródło: materiały prasowe organizatora)

World Press Photo 2016

Od 14 stycznia do 12 lutego 2017 roku

Warren Richardson, Australia | „Hope for a New Life”, 28 August, Serbia/Hungary border (źródło: materiały prasowe)

Jan Kucz. Antoni Janusz Pastwa

Od 10 stycznia do 8 lutego 2017 roku

„Jan Kucz. Antoni Janusz Pastwa” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Nie, no to nie. Dźwiękowe działania obrazoburcze

Od 11 stycznia do 14 lutego 2017 roku

Ryszard Ługowski (źródło: materiały prasowe organizatora)

Urok prowincji w fotografii Jerzego Piątka

Od 10 stycznia do 2 lutego 2017 roku

Jerzy Piątek, „Smutek i urok prowincji”, koniec lat 70. i 1 poł. lat 80. XX w. (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR