W Europie, a może i na świecie (tego nie wiem), można było co pewien czas obserwować nasilenie przedziwnych zjawisk z pogranicza życia, sztuki i bajki. Zjawiska te nie miały nigdy charakteru ciągłego, lecz nasilały się raz po raz, w różnych miejscach.

Wspólna akcja Waldemara Majora Fydrycha z Pomarańczowej Alternatywy i grupy „The Krasnals”, Wrocław, 2012, fot. archiwum grupy „The Krasnals” (źródło: materiały kwartalnika Artluk)

Wspólna akcja Waldemara Majora Fydrycha z Pomarańczowej Alternatywy i grupy „The Krasnals”, Wrocław, 2012, fot. archiwum grupy „The Krasnals” (źródło: materiały kwartalnika Artluk)

I tak narodziny ruchu nazwanego Frontem Wyzwolenia Krasnali Ogrodowych[1] (fr. Front de libération des nains de jardin), powstałego we Francji w 1996 roku, poprzedził wzmożony popyt na krasnale w Polsce, zwłaszcza przy zachodniej granicy z Niemcami. Czy te dwa fakty są ze sobą powiązane – trudno udowodnić. Na pewno działania Partii Krasnoludków[2], powstałej w Amsterdamie w roku 1969, odbiły się echem w wielu środowiskach młodych aktywistów ruchu anarchistycznego, również tych w Polsce w latach 80.

Nie chce tu powracać do zamierzchłej przeszłości, w której ponoć poganie zakopywali na progach domostw swoje zmarłe dzieci. Stąd też w wierzeniach i baśniach do dziś istnieją gnomy, krasnale i inne stwory zamieszkujące obejścia domowe, a ich zadaniem jest – na przemian – pomaganie i psocenie. I takie one są: na pewno inne niż przedstawione w baśni Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków braci Grimm – dobroduszne, ale nie uległe władzy. W Polsce zawsze odgrywały pozytywną rolę – broniły uciśnionych i sprawiały kłopoty prominentom.

Wszyscy znają film Juliusza Machulskiego Kingsajz. To film rozrywkowy z końca lat 80. – może nie z górnej półki arcydzieł kinematografii polskiej, ale odbijający jak w zwierciadle naszą mentalność w latach epoki realnego socjalizmu. Bo kim właściwie byliśmy? Nałogowymi polokoktowcami. Każdy z nas marzył, żeby być w Kingsajzie. Jednym to się udawało, innym nie. Sprawa stawała się bardziej skomplikowana, jeżeli chodzi o ludzi sztuki. Tu było trudniej dostać się w wymarzoną krainę wielkiego formatu. Przyczyn było wiele: cenzura, brak kontaktu z wiodącą sztuką zachodnią, stan wojenny, ale przede wszystkim ograniczony dostęp do reglamentowanej kartkami polokokty. Władze zapewniały substytut w postaci innych napojów, ale miały się one jak sacharyna do cukru – smakowały ohydnie i wcale nie krzepiły. Można zadać pytanie, czy sytuacja się poprawiła? Chyba nie, bo nadal jak grasowały krasnale, tak grasują. Dlatego chciałabym, w imię starej zasady „Krasnale wszystkich czasów łączcie się”, porównać generację sprzed przeszło 30 lat z tą dzisiejszą.

Dziwnym trafem krasnale grasują przede wszystkim w rejonie starego zaboru niemieckiego. Wrocław i Poznań stały się głównymi ośrodkami ich działalności – historycznie i współcześnie. Na wschód od linii Konin – Kalisz – Wieluń są mniej popularne, a w Warszawie odnoszą się do nich wręcz z nieuzasadnionym obrzydzeniem. Polowanie i nagonki na krasnali stały się ulubioną rozrywką takich wybitnych krytyków, jak Marcin Krasny (uwaga! – nazwisko może mylić) czy Łukasz Gorczyca. Wśród krasnali chodzą słuchy, że przed spaniem pod swoimi łóżkami kładą pułapki na myszy, by jakiś krasnal w czasie snu nie wsunął im się pod kołdrę. Jedynie w Łodzi zanotowano w początku lat 80. bardzo duże spożycie polokokty w ramach tzw. Kultury Zrzuty, ale ponoć to nie były krasnale, a polokokta była nie najlepszej jakości.

Jacek Ponton Jankowski, „Rewolucja Krasnali”, plakat dla Pomarańczowej Alternatywy, 1989, fot. archiwum J. Pantona Jankowskiego (źródło: materiały kwartalnika Artluk)

Jacek Ponton Jankowski, „Rewolucja Krasnali”, plakat dla Pomarańczowej Alternatywy, 1989, fot. archiwum J. Pantona Jankowskiego (źródło: materiały kwartalnika Artluk)

Dlatego też warto by się przyjrzeć bliżej historii i czasom dzisiejszego krasnoludztwa na ziemiach odzyskanych po II wojnie światowej, gdzie napływowa ludność ze wschodnich rubieży II Rzeczypospolitej zasymilowała się z porzuconymi w ogródkach przez uciekających Niemców krasnalami. Te połączenie dwóch odległych kultur dało w efekcie coś na miarę hellenistycznej rzeźby – wysyp krasnali w latach 80. Tak było we Wrocławiu. Natomiast w Poznaniu, ze względu na niechęć autochtonicznej ludności polskiej do obcego kulturowo zaboru niemieckiego, rozwój krasnoludztwa odbywał się w sposób mniej dynamiczny, ale za to bardziej tajemniczy. Tu postacią kluczową stał się Paweł Łubowski, który od początku stanu wojennego portretował w ukryciu swoich ulubieńców (oficjalny ich pokaz odbył się w galerii ON[3] w Poznaniu dopiero po odwołaniu stanu wojennego w 1983 roku). Były to przeważnie obrazy w stylu fotorealistycznym, ale również naśladujące technikę ścierkową. Łubowski zakończył ten cykl w 1983 roku, nie zarzucając jednak tematyki. Rozpoczął cykl Transplantacje, w którym postacie z dzieł klasyki malarstwa europejskiego zmieniał w porcelanowe krasnale, tworząc symulacje nieistniejącej rzeczywistości – połączenia sztuki muzealnej z popartowska estetyką. Ten pierwszy poznański epizod z krasnalami miał bardziej „salonowy” charakter w przeciwieństwie do wrocławskiego, gdy na murach miasta pojawiały się też krasnale, ale innego chowu. Wyrosły one z buntu i myśli społecznej bliskiej ideologii Ruchu Provo[4] i Partii Krasnoludków z Holandii. Choć często porównuje się Pomarańczową Alternatywę do holenderskich poprzedników, to wypracowała sobie ona inny, specyficzny dla polskiej mentalności wymiar – stworzyła rasę rodzimych krasnali wyrosłych z naszej ziemi i naszej historii. Waldemar Major Fydrych (Komendant Twierdzy Wrocław) rozpoczął podobno krucjatę krasnali już w stanie wojennym, lecz działalność Pomarańczowej Alternatywy osiągnęła apogeum dopiero w drugiej połowie lat 80. rozlewając się na cały kraj i nie tylko. Wtedy to krasnale opanowały ściany i ulice Łodzi, Warszawy, a nawet Lublina, co można było uznać za ich duży sukces.

„Drang nach Osten”, czyli „parcie na wschód”, kontynuowane jest przez nie i współcześnie. Następne pokolenie krasnali przypuściło atak w tym kierunku innymi, bardziej wyrafinowanymi środkami. Już nie farba, pędzel, szablon i olbrzymi zapał, a nowy epokowy wynalazek – Internet – stał się narzędziem ich walki. Podobne cele przyświecają jednym i drugim. Jak zawsze: pomóc, ale i napsocić. Zabawa w politykę poprzez żarty z układów i władzy. Parodia, pastisz i groteska to podstawowe narzędzia krasnali. Grupa The Krasnals buszuje w sieci już od kilku lat z wielkim sukcesem ewolucyjnym. Świadczy to, że i prastare krasnale umieją przystosować się do nowej cyfrowej rzeczywistości. Nie tylko opanowały papierowe kartki ksiąg z bajkami, ogródki przydomowe, mury i ulice, ale i ekrany naszych monitorów. Cieszy też fakt, że najmłodsze z krasnali nie zrezygnowały z tradycyjnych form walki. Nadal malują obrazy i rozrabiają, nie dając się złapać. I jak dawniej nie można ich okiełznać. Ostatnio próbowali to zrobić prawicowi aktywiści wykorzystując krasnoludki jako oręż w walce z przeciwnikami politycznymi i nie udało się. Jak na kumotry przystało – nabroili i przysporzyli kłopotów tym, którzy ufali za bardzo w swoją przebiegłość. Brawo, krasnale. Tak trzymać. Nie da się przechytrzyć krasnali. Ostatnia akcja z Bitwą pod Grunwaldem świadczy o tym, że prawdziwi artyści zajmują się przede wszystkim sztuką, a nie polityką. Grupa The Krasnals musiała to przypomnieć.

Czy w obecnych czasach wzrosło spożycie polokoty? Co z tymi, co już dość się jej napili? Robią kariery i dostali się w wielki wymiar. O tym mogą świadczyć sukcesy naszych pobratymców – artystów i kuratorów, którzy wkroczyli w wielki świat sztuki. Sama jestem ciekawa, ile trzeba napić się polokoty, by zostać kuratorem Documenta w Kassel? Już nie są nam obce międzynarodowe kariery. Nasuwa się jednak refleksja: czy w demokracji wszyscy powinni dostać się w wielki wymiar? Ale wtedy zabraknie krasnali i to będzie ze szkodą dla sztuki.

  1. Front Wyzwolenia Krasnali Ogrodowych – francuska organizacja, której celem jest „przywrócenie krasnali ogrodowych ich naturalnemu środowisku – lasom”. Jej początki sięgają roku 1996, kiedy to grupa aktywistów dokonała pierwszych kradzieży ogrodowych krasnali z przydomowych ogródków i wywiozła je do lasu. Ruch  zyskał sporą popularność również w innych krajach; przez kilka lat aktywnie działał jego włoski odpowiednik.(za Wikipedią).
  2. Partia Krasnoludków – anarchistyczny ruch społeczno-artystyczny. Powstał w Amsterdamie w roku 1969 jako kontynuacja ruchu Provo. W lutym 1971 roku powołał do życia Wolne Państwo Pomarańczowe, które miało być alternatywą dla systemu kapitalistycznego. Najbardziej znanymi aktywistami Partii Krasnoludków byli Roel van Duijn i Robert Jasper Grootveld. Historia partii została opisana w książce Coen Tasman Louter kabouter, kroniek van een beweging (za Wikipedią).
  3. Galeria ON w Poznaniu należała do jednej z nielicznych „dobrych” galerii, których nie obejmował bojkot środowiska artystycznego. Ta nieistniejąca już instytucja powstała w 1978 roku i w okresie od powstania Solidarności do czasów po stanie wojennych skupiała artystów o poglądach będących w opozycji do panującego w tym czasie systemu totalitarnego.
  4. Provosi (Ruch Provo, Provotariat) – ruch kontrkulturowy, aktywny w Holandii w latach 1965-1967. Jego założycielem był Roel van Duijn, student filozofii zafascynowany anarchizmem, ideami Nowej Lewicy spod znaku Herberta Marcusego i artystycznymi dokonaniami dadaistów. Ruch nabrał dynamiki w maju 1965 roku, gdy przystąpił do niego uliczny artysta Robert Jasper Grootveld, znany malarz i autor licznych happeningów, aktywista występujący przeciw koncernom tytoniowym (za Wikipedią).

Tekst ukazał się w Kwartalniku Artluk nr 1-2/2014

Dodaj komentarz


Recenzje

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Daniel Pielucha. Nadrealizm polski

Od 24 lutego do 26 marca 2017 roku

Daniel Pielucha (źródło: materiały prasowe organizatora)

Urszula Tarasiewicz. Ogrodowa / Garden Street

Od 24 lutego do 31 marca 2017 roku

Urszula Tarasiewicz, „Ogrodowa/Garden Street” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Kupując oczami

Od 22 lutego do 11 czerwca 2017 roku

Projekty aranżacji wystawy sklepu Juliusza Grossego  w Krakowie autorstwa Franciszka Seiferta, autor fot. nieznany, lata 30. XX w., wł. Muzeum Historycznego Miasta Krakowa (źródło: materiały prasowe organizatora)

Andrzej Mitan. Sztuka (nie)zidentyfikowana

Od 18 lutego do 23 kwietnia 2017 roku

Andrzej Mitan, „W świętej racji”, płyta analogowa, proj. Ryszard Winiarski (źródło: materiały prasowe organizatora)

ABS_2067

Od 27 lutego do 17 marca 2017 roku

Philippe Rębosz, „And all my friends are dead”, akryl i olej na płótnie, 2017 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Nature morte

Od 19 lutego do 14 maja 2017 roku

Barnaby Barford „Do it again, I didn’t press record”, 2009, dzięki uprzejmości artysty, Fot. Noah Da Costa, © Barnaby Barford (źródło: materiały prasowe organizatora)

Alicja Bielawska. Jeśli nie tutaj, gdzie?

Od 17 lutego do 9 kwietnia 2017 roku

Alicja Bielawska, „Ćwiczenia na dwie linie”, 2014 ,fot. Bartosz Górka (źródło: materiały prasowe organizatora)

Szczęśliwej podróży

Od 17 lutego do 27 maja 2017 roku

3–4 marca 2017 roku, pokaz filmu „Exil Shanghai” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Martwa Natura

Od 15 lutego do 14 marca 2017 roku

Katarzyna Makieła-Organisty, „Czaszka jelonka”, 2014 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Skarby baroku. Między Bratysławą a Krakowem

Od 10 lutego do 23 kwietnia 2017 roku

„Widok Krakowa”, 1652, olej na płótnie, Muzeum Narodowe w Krakowie (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR