Oglądanie polskiego kina biograficznego niejednokrotnie nasuwa skojarzenia z lekturą Złotej legendy Jakuba de Voragine. Rodzimi filmowcy nie tylko dorównują średniowiecznemu pisarzowi żywotów świętych w liczbie portretów popełnianych na klęczkach, ale i w snuciu historii metodą „po bożemu”. Bohaterowie polskiej wyobraźni, choć w rzeczywistości przekraczali dotychczas nieprzekraczalne granice, na ekranie najczęściej okazują się więźniami filmowej konwencji, swoistymi realizatorami oczekiwań odbiorców. Prawie nieodłączna tej odmianie polskiego kina struktura dramatyczna – wyraźnie zaznaczony wieloletni konflikt porządkujący różne epizody z życia zgodnie z hagiograficznym schematem – zamiast stać się pretekstem do innowacji języka filmowego lub skłonić do reinterpretacji legendy biograficznej, częściej grzęźnie w historycznych kliszach, nie odkrywając niczego, co by uprzednio nie zostało już powiedziane. Chlubnym wyjątkiem jest Korczak (1990) Andrzeja Wajdy, w Starym Doktorze zgrabnie łączący żydowską i franciszkańską formułę świętości, przez co portret ten jest równocześnie uniwersalny i niejednoznaczny.

„Wałęsa”, reż. Andrzej Wajda, fot. Marcin Makowski (źródło: materiały prasowe dystrybutora – ITI Cinema)

„Wałęsa”, reż. Andrzej Wajda, fot. Marcin Makowski (źródło: materiały prasowe dystrybutora – ITI Cinema)

Trudno tu mówić o chorobie trawiącej polską kinematografię. Co prawda złośliwi ów stan rzeczy tłumaczyliby schedą po stalinizmie i PRL-u, kiedy to produkcja oraz dystrybucja filmowa funkcjonowały na usługach panującej ideologii i były przez nią ograniczane – lecz nie mieliby racji. Socrealistyczny epizod w dziejach polskiego kina ogranicza się przecież do ledwie czterech biografii[1], a zdolniejsi filmowcy tworzący po 1989 roku – z rzadka, ale jednak – udowadniali, że kamera pozwala na nieskrępowane życiopisanie, wolne od intelektualnej rutyny i taniego panegiryzmu. To nie czynnik historyczny odgrywa główną rolę w ujednolicaniu charakteru polskiego filmu biograficznego, a popularność medium i strategia dystrybucyjna panująca w kraju. Podczas gdy większość narodu stroni od książek, najużyteczniejszą społecznie odpowiedzią na głód wiedzy okazuje się twórczość filmowa. Robione na zamówienie telewizji i ministerstwa edukacji, kierowane najczęściej do bibliotecznego, szkolnego i telewizyjnego obiegu dokumenty[2] na pierwszym miejscu prezentują kanon kultury i – siłą rzeczy – wypełniają braki w popeerelowskiej zbiorowej świadomości Polaków. Zachowawczość realizatorów, treściowy dydaktyzm i sztywność konwencji nie powinny zatem dziwić.

Z drugiej strony chwila namysłu nad charakterem rzeczonego gatunku każe zapłakać nad marnowanym potencjałem fabrycznie produkowanych fabuł i dokumentów. Mówiąc „biografia”, nie mamy przecież na myśli ściśle określonych i nienaruszalnych prawideł, lecz podjęcie zagadnienia: życiorys jednostki. Niemożliwe jest jednoznaczne zdefiniowanie i ustalenie granic filmowego biopicu – raz dokumentalnego, innym razem fabularnego; zawieszonego między prawdą a zmyśleniem, faktem a hipotezą; wykorzystującego literackie wzory eseju, autobiografii, dziennika intymnego, legendy, apokryfu, sagi, egzystencjalnego dramatu itd.; łączącego w jedno najróżniejsze gatunki kina[3]. Problematycznym przykładem potwierdzającym to potencjalne bogactwo jest twórczość poświęcona Janowi Pawłowi II, zaiste – Napoleonowi polskiego ekranu. Papieska filmografia, wielkością zapewne dorównująca bibliografii z francuskim przywódcą w roli głównej, niby zlewa się w monolityczną, pochwalną całość, lecz jeśli pominiemy ów nadrzędny cel, rzuci się nam w oczy wielość przyjętych strategii. Mimo że filmy fabularne łączy pośpieszna kalejdoskopowość opowiadanych epizodów, to ponad setka dokumentów[4] bijących pokłony świętemu z Wadowic jest dowodem tego, że jeden życiorys może stanowić niewyczerpalną kopalnię pomysłów dla filmowców. Odkrywanie w sobie powołania kapłańskiego; papież-aktor; sportowiec; poeta; papież-wadowicka wizytówka; Wojtyła w oczach najbliższych przyjaciół; czynnik ekumeniczny w pontyfikacie JPII; Kraków w życiu JPII; modlitwa jako czynnik kształtujący osobowość JPII; papież w obiektywie fotografów; testament; JPII widziany oczami pracowników Watykanu; papież własnymi słowami; JPII cierpiący… I choć lista przyjmowanych kątów patrzenia jest wielokrotnie dłuższa, żaden z polskich portrecistów nie odważył się szukać skaz na obliczu świętego. Dyskrecja panująca w związku z tuszowaniem skandali pedofilskich, rzekomą współpracą Banku Watykańskiego z włoską mafią za pontyfikatu Polaka, czerpaniem przez Kościół zysków z działalności charytatywnej Matki Teresy z Kalkuty wciąż czeka na przełamanie. Krytyczne spojrzenie rodaków na postać „papieża z dalekiego kraju” byłoby niezastąpione. Póki co nie ma jednak chęci lub odwagi, by filmowo prześwietlić ów życiorys.

„Bogowie”, reż. Łukasz Palkowski, 2014, fot. Jarosław Sosiński/Watchout Productions/NEXT FILM (źródło: materiały dystrybutora – Next Film)

„Bogowie”, reż. Łukasz Palkowski, 2014, fot. Jarosław Sosiński/Watchout Productions/NEXT FILM (źródło: materiały dystrybutora – Next Film)

Nasz lubujący się w swadach naród o dziwo nie wykrzesał w sobie ekranowej błyskotliwości Christophera Hitchensa (Hell’s Angel, 1994), chełpliwości Billa Mahera (Wiara czyni czuba, 2008) ani zaczepności właściwej kontrowersyjnym demaskacjom w wykonaniu Michaela Moore’a. Wciąż czekamy, aż krytyczna fala zrodzona z literackich dokonań Artura Domosławskiego (na czele z odważnym, lecz merytorycznym Kapuściński non-fiction) wzburzy także polskie kino. Jakiś czas temu podobną propozycję wysunął wichrzyciel Krzysztof Kłopotowski w tomie pod znamiennym tytułem Obalanie idoli. „Dlaczego ten bohater opozycji antykomunistycznej stał się współtwórcą i obrońcą postkomunizmu, który niszczy państwo?”[5], pytał i narzucał interpretację krytyk, w filmie o Adamie Michniku dostrzegając pretekst do opisu skompromitowanej transformacji w III RP.

Jedyną w swoim rodzaju próbę zerwania z ideologicznym schematem – próbę, trzeba dodać, udaną, za którą spotkała go kara – podjął na okołobiograficznym gruncie Wojciech Wiszniewski, jeszcze na początku lat 70. W Opowieści o człowieku, który wykonał 552% normy i Wandzie Gościmińskiej – włókniarce życiorysy proletariackich bohaterów w sposób zamierzony potraktował skrajnie wybiórczo. Ich egzystencję sprowadził do figurowania w telewizyjnej propagandzie, biernego powtarzania dyktowanych formuł i spełniania agitacyjnych rytuałów – dziś już w widocznym stopniu pełnych fałszu i kiczowatości. Nie ma w tych dokumentach typowo dokumentalnej obserwacji, jest za to odautorska kreacja. Skrajna podniosłość wzorowana na realizmie socjalistycznym ujawniła krytyczną ironię ze strony autora. Wiszniewski rozumiał ideologiczną siłę filmowego przekazu: nie tylko wyśmiał socrealistyczny kod audiowizualny, ale artystycznie zniekształcił go w imię racji moralnych, politycznych. Dokumenty ujawniły tym samym stosunek twórcy do ówcześnie propagowanej „prawdy”.

Wśród kreujących własną ekranową personę przeciwny biegun zdobywa „Danuta Szaflarska w roli Danuty Szaflarskiej” – jak głoszą napisy początkowe Innego świata (2012). W przeciwieństwie do podległych reżyserskiemu zamysłowi Bugdoła i Gościmińskiej, legenda polskiego kina nie potrzebuje pomocy reżyserki Doroty Kędzierzawskiej, by skutecznie przyciągnąć uwagę widza. Gdyby wyciąć z filmu historyczną dokumentację jej życia i zachować sam wywiad, w momencie realizacji 97-letnia aktorka potrafiłaby równie zniewalająco przekonać do siebie odbiorców. Ta obdarzona doskonałą pamięcią mistrzyni anegdoty, której historia nie szczędziła cierpień, wigorem zawstydza młodych, humorem – mistrzów stand-upu, zaś babcinym ciepłem i naturalnością udowadnia, że w dokumentalnej narracji charyzmatyczny bohater może stanowić o większości filmowego sukcesu.

  1. Piotr Zwierzchowski, Legitymizacyjna funkcja filmu biograficznego w kulturze stalinowskiej, pod. red. T. Szczepańskiego i S. Kołos, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2007, s. 63.
  2. Mariola Marczak, Portrety dokumentalne – artyści wobec rzeczywistości, tamże, s. 287.
  3. Marek Hendrykowski, Biografizm jako dążenie kina współczesnego, tamże, s. 19.
  4. Ks. Marek Lis, Filmowe portrety Karola Wojtyły, tamże, s. 77.
  5. Krzysztof Kłopotowski, Obalanie idoli, Wydawnictwo Książkowe Twój Styl, Warszawa 2004, s. 65.
Strony: 1 2

GABRIEL KRAWCZYK – rowerzysta, łasuch, student. Publikował lub publikuje m.in. w „Kulturze Liberalnej”, „Ekranach”, portalach „Esensja.pl”, „popmoderna.pl”. Autor bloga http://kinomanhipomaniakalny.blogspot.com/.

Dodaj komentarz


Recenzje

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Bownik. Wyobraź sobie czasy, w których wszystkie rekordy już padły

Od 20 stycznia do 23 lutego 2017 roku

Bownik, „Passage”, 2013 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Prabhakar Pachpute i Rupali Patil. Zwiastunki chaosu

Od 28 stycznia do 18 czerwca 2017 roku

Prabhakar Pachpute, „Góra ucieczki”, 2016 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Marek Starzyk. Gazetowe obrazki

Od 27 stycznia do 23 lutego 2017 roku

Marek Starzyk, Bez tytułu, 1999–2000 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Jacek Sempoliński. Obrazy patrzące

Od 21 stycznia do 26 marca 2017 roku

Jacek Sempoliński (źródło: materiały prasowe organizatora)

Ludwik Gronowski. Fotografie Krzemieniec/Wołyń 1930–1939

Od 19 stycznia do 19 marca 2017 roku

Ludwik Gronowski, „Na szybowisku” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Eksplozja litery

Ikonografia tekstualności jako źródła cierpień

Od 12 stycznia do 31 marca 2017 roku

Ireneusz Walczak, „Bartoszewski”, 2016 (źródło: materiały prasowe organizatora)

World Press Photo 2016

Od 14 stycznia do 12 lutego 2017 roku

Warren Richardson, Australia | „Hope for a New Life”, 28 August, Serbia/Hungary border (źródło: materiały prasowe)

Jan Kucz. Antoni Janusz Pastwa

Od 10 stycznia do 8 lutego 2017 roku

„Jan Kucz. Antoni Janusz Pastwa” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Nie, no to nie. Dźwiękowe działania obrazoburcze

Od 11 stycznia do 14 lutego 2017 roku

Ryszard Ługowski (źródło: materiały prasowe organizatora)

Urok prowincji w fotografii Jerzego Piątka

Od 10 stycznia do 2 lutego 2017 roku

Jerzy Piątek, „Smutek i urok prowincji”, koniec lat 70. i 1 poł. lat 80. XX w. (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR