Małe stłuczki, reż. Aleksandra Gowin, Ireneusz Grzyb, scen. Ireneusz Grzyb, Polska 2014, premiera: 05.09.2014 r.

Przybywają z innej planety. Z impetem wstępują w atmosferę polskiego filmu i lądują w rzadko zamieszkałych rejonach „kina młodych”. Nie wiedzą chyba, że to okolica o niezbyt szerokim horyzoncie – czasy jej triumfów minęły przecież pół wieku temu. Niewiedza okazuje się jednak zbawienna. Rzeczeni przybysze, twórcy Małych stłuczek, swoim niskobudżetowym debiutem, jak gdyby na przekór tytułowi, powodują eksplozję świeżości nie z tej ziemi. To wybuch tym chwalebniejszy, że tak pożądany. Czy ożywczy – czas pokaże, lecz po obejrzeniu filmu Ireneusza Grzyba (rocznik ’77) i Aleksandry Gowin (rocznik ’86) w głowie recenzenta pojawia się jeszcze inna, tym razem życzeniowa metafora: o komecie przynoszącej zagładę zastanemu i stwarzającej miejsce dla nowego; o Gwieździe Betlejemskiej kina młodych, zwiastującej początek lepszego ładu.

„Małe stłuczki”, reż. Aleksandra Gowin, Ireneusz Grzyb, scen. Ireneusz Grzyb, 2014 (źródło: materiały prasowe dystrybutora)

„Małe stłuczki”, reż. Aleksandra Gowin, Ireneusz Grzyb, scen. Ireneusz Grzyb, 2014 (źródło: materiały prasowe dystrybutora)

Zaprezentowany wyżej zachwyt wzbudzi zapewne konsternację swoją bezwstydną przesadą, dopóki nie uświadomimy sobie filmowego krajobrazu sprzed inwazji Grzyba i Gowin. Szlak dojrzewania młodych Polaków w ostatnich latach wyznaczały miłosno-muzyczne bunty jeszcze z epoki PRL-u (we Wszystko, co kocham Jacka Borcucha), skrajnie infantylne poczynania podlotków Katarzyny Rosłaniec (Galerianki i Bejbi blues), niegrzeszące subtelnością akty przemocy i erotyki w Big Love Barbary Białowąs, internetowe eskapady z Sali samobójców Jana Komasy. Do grona twórców dotykających jakoś progu dorosłości za sprawą podejmowanej tematyki należy również zaliczyć Tomasza Wasilewskiego i Leszka Dawida. Z przejrzeniem się w losach ich bohaterów większość młodych widzów z oczywistych względów może mieć jednak problem: ani homoseksualiści z Płynących wieżowców, ani młoda matka z Ki, przez kluczową dla ich fabularnej obecności dominantę, nie reprezentują doświadczenia pokoleniowego. Podobnie obcy jest przypadek tajemniczego mordercy i zafascynowanej nim bohaterki Hardkor Disko Krzysztofa Skoniecznego. Godna Pier Paolo Pasoliniego intryga, którą napędzają, nawet jeśli częściowo odbywa się na domówkach i w klubach stołecznych, przez swoją umowność nie zasługuje na miano zwierciadła odbijającego frustracje i pragnienia dorastających warszawiaków. W ostatnich dniach do tego ślepego korowodu tytułów dołącza Miasto 44 w reżyserii wspomnianego Komasy, co prawda skupiające uwagę na intymnych doznaniach młodzieży, lecz mowa o doznaniach urodzonych siedem dekad wcześniej Kolumbów.

Niniejsza litania może rodzić wrażenie krytykanckiego zblazowania, niesłusznie jednak. Inną bowiem kwestią jest (wśród wymienionych filmów bardzo zróżnicowany) poziom artystyczny, inną zaś realizacja tematu: młodość z jej faktycznymi trudami i urokami. Oczywiście, i w komedii geriatrycznej z powodzeniem szukać można sygnałów, pogłosów, metafor odnoszących się do codzienności współczesnego nastolatka i dwudziestokilkulatka, lecz nie o to chodzi. Pomijając już nawet powinności kinematografii, warto po prostu wyrazić pragnienie, wynikające z niezaspokojenia: chcemy, my – młodzi, móc przejrzeć się na ekranie i nie odnieść wrażenia przenosin do gabinetu figur woskowych – tyleż rozmaitych, co sztucznych. Znamienne jest, że więcej uniwersalnej prawdy o usamodzielniającym się pokoleniu zawierają Niewinni czarodzieje Andrzeja Wajdy, powstali jeszcze na progu lat 60., niż opowieści o mordercach, samobójcach i innych mniejszościach mające premierę w ostatnim dziesięcioleciu.

Wyrażony powyżej głód młodości wynika z czegoś jeszcze: kino to nie tylko prawda psychologiczna, którą oprócz Wajdy znakomicie uchwycił Jerzy Skolimowski w filmowych losach niepewnego swojej przyszłości Andrzeja Leszczyca (Rysopis, Walkower, Ręce do góry), lecz także bardziej prozaiczna rzeczywistość: moda, którą kultywujemy, używany przez nas język, nasze upodobania i grzeszki, właściwe każdej generacji rytuały codzienności.

„Małe stłuczki”, reż. Aleksandra Gowin, Ireneusz Grzyb, scen. Ireneusz Grzyb, 2014 (źródło: materiały prasowe dystrybutora)

„Małe stłuczki”, reż. Aleksandra Gowin, Ireneusz Grzyb, scen. Ireneusz Grzyb, 2014 (źródło: materiały prasowe dystrybutora)

Ten sam głód odczuli najwyraźniej twórcy Małych stłuczek. W ekranowych postaciach godzą więc zwyczajność, której ostatnio w kinie tak brakuje, i błyskotliwy ekscentryzm, dzięki czemu film nie zamienia się w typową dokumentację „młodości chmurnej i durnej”. Nie ma tu sztucznych katalizatorów akcji, nie ma też dewiacji rodem ze społecznych marginesów, tak łatwo przyciągających uwagę widza. Nawet trauma, z którą boryka się główna bohaterka, jest, a jakby jej nie było: wzięta w zabawny cudzysłów, prędzej rozśmiesza niż trwoży; staje się pretekstem do najlepszej od czasu filmów Stanisława Barei serii komediowych dialogów podanych z kamienną twarzą. To żart z jednej strony subtelny i ciepły, z drugiej – by sparafrazować rodzimą klasykę literackiego purnonsensu – osadzony w gęstych oparach absurdu. Opowieść o zwyczajnym szaleństwie w wydaniu Gowin i Grzyba mogłaby też przydarzyć się w świecie Petra Zelenki, czeskiego weterana humoru niedorzeczności.

Historia niby-romansu dwóch przyjaciółek, Asi (Helena Sujecka) i Kasi (Agnieszka Pawełkiewicz), z porzuconym przez żonę Piotrem (Szymon Czacki) wydaje się być pisana siłą przeznaczenia. Niełatwo wszak znaleźć lepszego partnera dla likwidatorek mieszkań, stałych bywalczyń pchlich targów i szalonych kolekcjonerek rzeczy niechcianych (tak zarobkują Asia i Kasia) niż pracownik fabryki pudełek. Ani one, ani on nie biorą udziału w wyścigu szczurów, są poza rywalizacją o stołek, pieniądze i stabilną przyszłość. Równocześnie wiedzą, że do krainy lat dziecinnych wrócić już nie mogą – pociechę i ukojenie, a także wikt i opierunek, muszą zapewnić sobie sami. One prowadzą więc nietypowy interes, słuchają opowieści o zmarłych właścicielach mieszkań, ratują z pustych domów małe i duże skarby, rekwizyty zawierające wspomnienia nieżyjących już osób. Dziewczyny otaczają się historiami innych ludzi i ich rzeczami, lecz same nie potrafią (nie chcą?) znaleźć stałego punktu oparcia. Podobnie samotny on, już pod trzydziestce, bez własnego mieszkania – skoro musi je wynajmować; czasem chwyta się jakiejś tymczasowej roboty. Gdy i pracy brakuje, postanawia przyłączyć się do dziewczyn.

„Małe stłuczki”, reż. Aleksandra Gowin, Ireneusz Grzyb, scen. Ireneusz Grzyb, 2014 (źródło: materiały prasowe dystrybutora)

„Małe stłuczki”, reż. Aleksandra Gowin, Ireneusz Grzyb, scen. Ireneusz Grzyb, 2014 (źródło: materiały prasowe dystrybutora)

Ich spotkanie ma w sobie coś ze wspomnianych Niewinnych czarodziejów (a także z Ostatniego dnia lata Jana Laskowskiego, Zaduszek Tadeusza Konwickiego czy Pociągu Jerzego Kawalerowicza – niemożność miłości ma w polskim kinie znakomitą tradycję). Podobnie jak Pelagia i Bazyli z filmu Wajdy, ta trójka również boi się zwolnić blokadę i podjąć ryzyko. Prowadzą psychologiczną grę, coś w rodzaju eksperymentu. Zamiast, zgodnie z romantyczną konwencją, zniszczyć dzielący ich dystans i dopuścić do dramatycznych uniesień, wolą testować na emocjonalnym ringu możliwości przeciwnika. Ireneusz Grzyb i Aleksandra Gowin lekce sobie ważą przyzwyczajenia widzów do ekstatycznych finałów oraz nagłych miłosnych powrotów. W Małych stłuczkach emocjonalna więź jedynie kiełkuje, uczucia niekoniecznie znajdują ujście. Trudno stwierdzić też, by bohaterowie dokonali jakiejś inicjacji, która miałaby na stałe ich odmienić. Ekranowa opowieść jest raczej skromnym epizodem z życia przeżywanego z dnia na dzień. W tym sensie pierwszoplanowy trójkąt przypomina postacie Richarda Linklatera, Jessego i Celine z tak zwanej słonecznej trylogii. Razem snują się po mieście, zbijają bąki, gdybają i fantazjują, jak gdyby nie mieli wyższego celu, powinności i zobowiązań. Jak gdyby spotkanie z drugą osobą było tym najważniejszym.

Może stąd właśnie wywodzi się iście bajkowy klimat filmu. Realizm magiczny stanowi bowiem najlepszą oprawę dla perypetii niepozornych oryginałów, tej zagubionej w codzienności trójki. Wyjęci z konkretnego czasu bohaterowie jeżdżą wysłużonym oplem po Łodzi, jakiej jeszcze nie oglądaliśmy. Nietrudno dać się porwać retro-urokowi przemysłowej estetyki miasta. Łódź pokazana na ekranie jest nie tylko zbiorowiskiem upadłych fabryk, wielkich magazynów, odrapanych tynków i pnących się kamienic. To równocześnie miasto pełne świateł i kolorów rodem z sundance’owego kina hipsterów. W Małych stłuczkach zdarzają się zresztą zgrabnie wplecione w fabułę teledyskowe momenty, z muzycznym trio Enchanted Hunters w roli głównej. Obecna również w uniwersum samych bohaterów gdańska formacja swoim soundtrackiem otula fabułę aurą baśniowej niesamowitości. Eteryczne kompozycje na skrzypce, gitarę, flet, dzwonki i dwa kobiece głosy trafnie oddają pragnienie twórców do opowiedzenia niekontrolowanej niczym historii, dziejącej się w niekontrolowanym przez nikogo świecie. Owa niezależność twórcza ujawniająca się w specyficznym humorze, stylistycznej rozmaitości i nierzadkim zastoju akcji niektórym widzom da się zapewne we znaki. Warto jednak zmilczeć ewentualne zarzuty i przypomnieć sobie krytykę Rejsu Marka Piwowskiego (polskiego opus magnum kina absurdalnego) w momencie premiery – argumenty były identyczne. Tym lepiej dla tych odbiorców, którzy pozwolą się przenieść do łódzkiej Nibylandii ekscentryków Grzyba i Gowin.

„Małe stłuczki”, reż. Aleksandra Gowin, Ireneusz Grzyb, scen. Ireneusz Grzyb, 2014 (źródło: materiały prasowe dystrybutora)

„Małe stłuczki”, reż. Aleksandra Gowin, Ireneusz Grzyb, scen. Ireneusz Grzyb, 2014 (źródło: materiały prasowe dystrybutora)

Wydawać by się mogło, że młodość niesie postęp myśli, jest sprawczynią nowości, lubi przesadę i szaleństwa. Twórcy dowodzą, że może być inaczej. Dziwaczne dialogi trójki głównych postaci przypominają raczej fantazje kilkuletnich marzycieli. Dla Asi, Kasi i Piotra potańcówka w klubie może okazać się za droga, a spontaniczna orgia po prostu się nie udać. Nawet ekspedycja poza miasto, którą sobie urządzają, przez chwilę rodząca w głowie widza skojarzenia z rebelianckim kinem drogi, w tym przypadku musi zakończyć się awarią samochodu. Zamiast gonić za sukcesem, nasza trójka woli podziwiać niebo z dachów łódzkich kamienic. Małym stłuczkom daleko zatem do filmowej „ody do młodości”.

Co warte wspomnienia, twórcy nie odnoszą się wprost do polskiej rzeczywistości XXI wieku. Asia, Kasia i Piotr nie biorą udziału w politycznych walkach o lepsze jutro (jak robiła to młoda Francuzka z Życia Adeli Kechiche’a), nie borykają się z trudną przeszłością własnego kraju (co zdarzyło się ich niemieckiemu rówieśnikowi z Oh, Boy! Gerstera). Mimo tego nietrudno przejrzeć się w losach tych bohaterów – wszyscy miewamy przecież pecha; większość z nas chce być z kimś, nawet jeśli ostatecznie nie zawsze nam to wychodzi. Grzyb i Gowin nie znęcają się przy tym nad bohaterami, patrzą na nich bez pretensji, z empatią. Właśnie ten humanizm jest największą siłą Małych stłuczek.

GABRIEL KRAWCZYK – rowerzysta, łasuch, student. Publikował lub publikuje m.in. w „Kulturze Liberalnej”, „Ekranach”, portalach „Esensja.pl”, „popmoderna.pl”. Autor bloga http://kinomanhipomaniakalny.blogspot.com/.

1 komentarz do artykułu “Absurdalny humanizm”

  1. Robert

    Świetna recenzja.
    Grtuluję

Dodaj komentarz


Artykuły

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Anita Owsianna. Defekt

Od 28 lipca do 27 sierpnia 2017 roku

Anita Owsianna, „Defekt” (źródło: materiały prasowe organizatora)

40. Europejska Konwencja Żonglerska

Od 22 do 30 lipca 2017 roku

Gandini (źródło: materiały prasowe organizatora)

Alfabet sztuki

Od 21 lipca do 3 września 2017 roku

Magdalena Abakanowicz, „La Seur” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Carnaval Sztukmistrzów

Od 27 do 30 lipca 2017 roku

Carnaval Sztukmistrzów (źródło: materiały prasowe organizatora)

Adriatycka epopeja. Ivan Meštrović

Od 25 lipca do 5 listopada 2017 roku

Ivan Meštrović, „Historia Chorwatów”, Zagrzeb, 1932, brąz, autor fotografii: Filip Beusan (źródło: materiały prasowe organizatora)

Stale o Nowej Hucie

Od 18 lipca do 8 października 2017 roku

Wnętrze mieszkalnia na osiedlu w Nowej Hucie, lata 50. XX w., aut. fot. nieznany, wł. MHK (źródło: materiały prasowe organizatora)

Monika Drożyńska. Kwas 2

Od 16 lipca do 10 września 2017 roku

Monika Drożyńska (źródło: materiały prasowe organizatora)

VISEGRAD4ART: Odkrywanie malarstwa

Międzynarodowa Wystawa Malarstwa Grupy Wyszehradzkiej

Od 15 lipca do 31 sierpnia 2017 roku

Tibor Urbán, „Arka”, 2017, technika mieszana / płyta pilśniowa, 57 x 76 cm (źródło: materiały prasowe organizatora)

Dionizos – ślad mitu

Od 14 lipca do 27 sierpnia 2017 roku

Natalia Bażowska „Kiełkowanie” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Pogrom w przyszły wtorek

Od 14 do 16 lipca 2017 roku

„Pogrom w przyszły wtorek” (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR