Bohdan Zadura: Zmartwychwstanie ptaszka. Biuro Literackie, Wrocław 2012

O tytule nowego tomu wierszy Bohdana Zadury mówiło się wcześniej i nim wziąłem książkę do ręki, miałem różne skojarzenia. „O, nie, ptaszku, jeszcze zmartwychwstaniesz, podniesiesz się” – słyszałem przekorny głos poety odnoszącego się do własnej twórczości, którą w pewnym sensie zamknął, tytułując poprzedni zbiór Wszystko. Krótko mówiąc: ponowne narodziny tego, który nie powiedział ostatniego słowa. Ponadto, znając skłonność autora do rubasznych gestów, już kreśliłem w wyobraźni obraz dżentelmena w słusznym wieku, któremu po okresowych kłopotach z opiewaną przez reklamy prostatą teraz wszystko układa się jak należy, o czym można barwnie, a w dwu słowach rzec: „zmartwychwstanie ptaszka”. Na to skojarzenie nakładało się jeszcze inne – zgodnie z nim słowo „ptaszek” oznaczałoby gagatka, łobuza, łapserdaka, któremu dane zostało jakieś zmartwychwstanie, podniesienie się, może nawet moralne. I w tym niemal oksymoronie byłby cały Zadura, zderzający sacrum z profanum, codzienność z dostojnymi ramami tradycji, wzniosłą aluzję religijną z czymś przyziemnym, prozaicznym.

Bohdan Zadura, „Zmartwychwstanie ptaszka”, okładka książki (źródło: materiały prasowe)

Bohdan Zadura, „Zmartwychwstanie ptaszka”, okładka książki (źródło: materiały prasowe)

Tak myślałem, zanim wziąłem książkę do ręki i przeczytałem tytułowy wiersz. Nie  powstałby, gdyby nie rzeczywisty, niewielkich rozmiarów, szary ptak leżący przez jakiś czas na balkonie Henryka Berezy, przyjaciela poety. Utwór ten zadedykowano właśnie znanemu krytykowi, obdarzając go łaską współautorstwa. Narracja poetycka wywodzi się tu wprost z opowieści tego, który nie ma już siły, żeby otworzyć i zamknąć balkonowe drzwi; mimo że bezradny i zniedołężniały, nadal doświadcza przeżyć o charakterze metafizycznym. Dzisiaj, już po śmierci Berezy, czytam utwór Zadury jako poruszające requiem, jako wzruszający pożegnalny portret samotnego człowieka, który otoczony książkami, zamknięty w czterech ścianach mieszkania na czwartym piętrze w centrum stolicy środkowoeuropejskiego państwa / przy ulicy Widok, wpływał na los literatów i literatury. I – jak rozumiem nowy kontekst dwa lata temu pisanego utworu – nadal będzie wpływać. Bo o takie zmartwychwstanie w literaturze chodzi: to, co wydawało się martwe, budzi się, otrząsa, na nowo porusza. „Bereza zmartwychwstały” jest do wyobrażenia, choć dla mnie i wielu tak naprawdę wciąż żyje.

Po lekturze tytułowego utworu poczułem się zażenowany swoimi kabotyńskimi przypuszczeniami. Jak mogłem pomyśleć o jakimkolwiek innym „ptaszku”… Usprawiedliwienia szukałem w innych wierszach i chyba je znalazłem. Trop rubaszny czy krotochwilny wciąż jest w tej poezji żywy i ważny. Już pierwsza linijka tomu, samotna na wielkiej, białej kartce papieru, potwierdza możliwość takiego czytania. Przy łacińskim, namaszczonym tytule Ius primae noctis skromnie przycupnęło stwierdzenie „geny poszły w lud”. Tak pewnie nieraz bywało po akcie dokonującym się w majestacie prawa pierwszej nocy. Wzniosłość i fizjologia? Jeżeli tak, to można rzecz rozumieć dialektycznie: fizjologia szuka uzasadnienia, czyli wzniosłości, zaś ta druga prędzej czy później w użyciu i konflikcie obnaża swoje fizjologiczne dno. A jeśli nie obnaża, to Zadura sprowokuje sytuację, w której do takiego obnażenia dojść może. Ciało ma wiele do powiedzenia w tych wierszach i prozach poetyckich, i to zarówno „ciało dzienne”, jak i „ciało nocne”.

Najpierw przyjrzałem się obrazowi ciała w świetle dnia i jupiterów, bowiem obraz ten, w formie bezceremonialnych, a niekiedy cynicznych wtrętów bywa źródłem specyficznej ironii przenoszącej się z tych utworów na coraz większe obszary współczesnej poezji. U Zadury ukazywane z humorem skłonności czy słabości ciała przeciwdziałają dydaktyzmowi obowiązujących abstrakcji. Zastanawiam się, czy nie działa tu mechanizm analogiczny do sytuacji opisywanych w Konopielce – tam nadmiernie wybujałe ciągoty retoryczne i propagandowe neutralizowane były przez bąki głośno puszczane na wiejskim zebraniu. Tu bardzo często sferą „wzniosłości do rozbicia” bywa telewizja czy w ogóle mass media. One stwarzają abstrakcje w stylu „nieustającego piękna” i „wiecznego zdrowia”. Cóż na to może powiedzieć biedne ciało, które „się położyło / z pilotem”? Zmienianie kanałów nie pomaga, wszędzie to samo. I nasuwa się pierwsza poważna odpowiedź na pytanie o to, kto się nami karmi.

[Czy kanibalizm]
Czy kanibalizm
nie dlatego stanowi
takie tabu
że to Bóg
żywi się
ludźmi?

Druga odpowiedź wynika z wiedzy, że nieraz karmimy się sobą nawzajem. I właśnie tu natrafiamy najczęściej na erotyczne subtelności wierszy Zadury. Kiedy pochylając się / starał się zrobić dobrze / takiej jednej czarnej. Nie rozpędzajmy się, chodzi o czarną porzeczkę okopywaną przed zimą. Bohater źle stąpnął, zahaczył o krzew i w rezultacie porzeczka wyprężyła się / trafiając w jego słabe / miejsce. Oto obrazek z ogrodu pełen szybko unieważnionego seksualnego napięcia, choć żartobliwa pointa niesie również poważne przesłania: i tak stracił prawo / do posługiwania się zwrotem / strzec jak źrenicy oka.

„Zrobić dobrze takiej jednej czarnej” znajduje przeciwwagę w nagłej zmianie punktu widzenia. „Takie jedne” radzą sobie same, a poeta przysłuchuje się ich szeptom i jękom, językowi niedomówień. W tym świetle „przyłożenie ucha do jej muszelki”, choć chodzi o niewinne wspomnienie z wakacji i słuchanie szumu morza w muszli, nabiera nowego znaczenia, otwierając się na idiomatykę pornograficznych zaklęć znanych miłośnikom nocnych programów. Obraz intymnej cielesności pogłębia się w tej serii wierszy przez gramatyczne i płciowe przedzierzgnięcie, familiarne i poufne użycie rodzaju żeńskiego: „Przyłożyła ucho do jej muszelki”, „gdyby wiedziała (…) rozścieliłaby”, „gdyby była / nie przypominałaby”, „wyprężyła się”. Ukoronowaniem tego ciągu lirycznej opowieści jest Modlitwa feministki, godna zacytowania w całości: „Boże jaka jesteś piękna”. A żeby odbiór tego wątku nie był jednostronny, musimy pamiętać o Jesieni Don Juana i jej „obosiecznym” znaczeniu. Z męskiego punktu widzenia to tylko konstatacja zblazowanego lowelasa, przekonanie, że otaczające go kobiety nie potrafią funkcjonować bez prochów – „wszystkie (…) na antydepresantach” – a to rzuca poważny cień na styl jego umizgów i poziom miłosnych umiejętności. Natomiast jeśli potrafimy zmierzyć się z nieco opaczną gramatyką, to usłyszymy, że „wszystkie damy / na antydepresantach”, z naciskiem na „dać”/ „dawać” w pierwszej osobie liczby mnogiej – „dawanie” cokolwiek wymuszone, obwarowane koniecznością zażycia określonych środków. Nie ma tu mowy o radosnym, oddalającym od depresji, spontanicznym seksie. Jawi się on raczej jako kwestia kłopotliwa dla obydwu zainteresowanych stron.

Strony: 1 2

Artykuł ukazał się w kwartalniku Akcent nr 4/2012

Dodaj komentarz


Recenzje

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Akcja Lublin! Rozdział 1

Od 24 lutego do 19 marca 2017 roku

„Akcja Lublin! Rozdział 1”, Galeria Labirynt (źródło: materiały prasowe organizatora)

Daniel Pielucha. Nadrealizm polski

Od 24 lutego do 26 marca 2017 roku

Daniel Pielucha (źródło: materiały prasowe organizatora)

Urszula Tarasiewicz. Ogrodowa / Garden Street

Od 24 lutego do 31 marca 2017 roku

Urszula Tarasiewicz, „Ogrodowa/Garden Street” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Kupując oczami

Od 22 lutego do 11 czerwca 2017 roku

Projekty aranżacji wystawy sklepu Juliusza Grossego  w Krakowie autorstwa Franciszka Seiferta, autor fot. nieznany, lata 30. XX w., wł. Muzeum Historycznego Miasta Krakowa (źródło: materiały prasowe organizatora)

Andrzej Mitan. Sztuka (nie)zidentyfikowana

Od 18 lutego do 23 kwietnia 2017 roku

Andrzej Mitan, „W świętej racji”, płyta analogowa, proj. Ryszard Winiarski (źródło: materiały prasowe organizatora)

ABS_2067

Od 27 lutego do 17 marca 2017 roku

Philippe Rębosz, „And all my friends are dead”, akryl i olej na płótnie, 2017 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Nature morte

Od 19 lutego do 14 maja 2017 roku

Barnaby Barford „Do it again, I didn’t press record”, 2009, dzięki uprzejmości artysty, Fot. Noah Da Costa, © Barnaby Barford (źródło: materiały prasowe organizatora)

Alicja Bielawska. Jeśli nie tutaj, gdzie?

Od 17 lutego do 9 kwietnia 2017 roku

Alicja Bielawska, „Ćwiczenia na dwie linie”, 2014 ,fot. Bartosz Górka (źródło: materiały prasowe organizatora)

Szczęśliwej podróży

Od 17 lutego do 27 maja 2017 roku

3–4 marca 2017 roku, pokaz filmu „Exil Shanghai” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Martwa Natura

Od 15 lutego do 14 marca 2017 roku

Katarzyna Makieła-Organisty, „Czaszka jelonka”, 2014 (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR