Nazywam się John Cale. Pochodzę z Garnant – małej osady górniczej w północnej Walii. Wraz z Lou założyliśmy Velvet Underground. Potem przestałem ukrywać się za nazwą zespołu. Napisałem piosenkę o tym, że strach jest najlepszym przyjacielem człowieka. Nie lubię oglądać się za siebie. „Nigdy nie pamiętam tego, co robię. Nigdy nie przejdę do historii.[1]. Już stał się jej częścią.

John Cale, Vooruit - Ghent - 1983, autor: Yves Lorson (źródło: Wikipedia. Wolna Encyklopedia – zdjęcie na licencji Creative Commons)

John Cale, Vooruit – Ghent – 1983, autor: Yves Lorson (źródło: Wikipedia. Wolna Encyklopedia – zdjęcie na licencji Creative Commons)

Autobiografia (pisana cudzymi słowami)

Wychodzi na scenę w ciemnych okularach. Kończąc utwór, wydaje z siebie przeraźliwy skrzek, po czym wstaje od fortepianu. Teraz trzyma elektryczną altówkę, niemiłosiernie piłując struny. Jeżą się włosy na karku. Drażniąca hipnoza. „Lśniące, lśniące, lśniące skórzane buty..”, śpiewa pierwsze zwrotki Velvetowego klasyka Venus in Furs. Przychodząc na kolejny koncert, zobaczycie już innego człowieka. Sięgnijcie po dowolne dwie płyty z obejmującego pięć dekad katalogu, a usłyszycie dwóch różnych muzyków, których występ sprzed kilku lat wydany został w 2007 roku na albumie Circus Live. Koncert napędzany jest przez zwięzłe kompozycje i pomysłowe aranżacje. Ich wykonanie to już akt sabotażu. Bunt w akademii czyni występ ciekawszym. Opuszczając Anglię dzięki stypendium Leonarda Bernsteina i rozpoczynając przygodę w Ameryce od gry w Theatre of Eternal Music Le Monte Younga, koncertów z Tonym Conradem i wykonywania kompozycji Johna Cage’a, Cale zamierzał rozwijać swój niepokój twórczy na nowojorskiej scenie awangardowej. Z dzisiejszej perspektywy, eksperymenty z muzyką stochastyczną i minimalistyczną były pierwszym z wielu etapów jego artystycznej ewolucji. Nowy Jork w latach 60. okazał się idealnym miejscem by pozostać w ruchu i rzucać wyzwanie przyzwyczajeniom. Działalność w Aksamitnym Podziemiu, a później kariera solowa, orbitowały wokół melodyjnych piosenek (Paris 1919, Vintage Violence), wyrafinowanych inkarnacji glam rocka (Fear, Slow Dazzle, Helen of Troy), intelektualnego punku (Sabotage/Live) oraz surowości no-wave’owej estetyki (Music for a New Society). Pobocznymi, choć nie poślednimi, są opery, ścieżki dźwiękowe, muzyka do przedstawień baletowych oraz działalność producencka. Pokolenie Johnny’ego Rottena chwaliło produkcję Cale’a, zachwycając się płytami Patti Smith Group i The Modern Lovers.

Wiele z jego charakteru zdradza za to sposób, w jaki interpretuje cudze kompozycje. Pracując nad debiutanckim albumem The Modern Lovers, Cale włączył Pablo Picasso, sztandarową kompozycję Jonathana Richmana, do własnego repertuaru koncertowego. W wersji z płyty Helen of Troy nadał jej wydźwięk neurotycznych skarg seksualnego frustrata. Co jeszcze? Niczym Norman Bates, rzucił się z nożem na Elvisowski Heartbreak Hotel. W trakcie występów na żywo, znad klawiatury wydzierał się obłąkany, bliski samobójstwa kochanek, ścigany przez świdrujący, burdonowy dźwięk syntezatora. Psychoza Bernarda Hermanna i przeciągłe „Umieram z samotności!”, to już nie żale lecz groźba. Hallelujah, z repertuaru Leonarda Cohena, nie ma niemal nic wspólnego z tamtymi pieśniami desperatów. Nawet głos Cale’a, choć nabiera ciepłej soczystej barwy, wydaje się niepewny[2], definiując tym samym sposób, w jaki interpretować go będą przyszli artyści, między innymi Tim Buckley i Rufus Wainwright. Dla Cale’a interpretacja to akt sabotażu. Wykonanie niespodziewanie przeradza się w grupową improwizację. Pablo Picasso rozciągany był do kilkunastu minut i zatapiał koncertowe bisy w dronie altówki. Taką wersję słychać na Circus Live.

Hałas: przedsionek, próg, pokój

Jak na awangardowego kompozytora epoki Xenakisa i Feldmana przystało, Cale pisywał partytury w formie instrukcji do gier. Ich wykonanie przemieniał w balansujący na ostrzu brzytwy happening. Jedna z kompozycji zaaranżowana była na 88 fortepianów. Umieszczone w tonących pośrodku jeziora łódkach, miały kolejno wydawać pojedynczą nutę. Woda pełniłaby przy tym rolę systemu nagłaśniającego, niosąc, zbliżające się do tafli dźwięki, na wiele kilometrów. Koncerty Velvet Underground, zespołu, którego koncepcję stworzył wspólnie z poznanym w 1965 roku kędzierzawym Nowojorczykiem i srebrnowłosą ikoną popartu, były mniej wymagające. Gitara Reeda i Sterlinga Morrisona, bas i altówka Cale’a, puszczone przez ten sam wzmacniacz, zatapiały publiczność w morzu zgiełku a przybyłych na zjazd psychoanalityków doprowadzały do szału. Andy Warhol – menadżer, producent, autor okładki debiutanckiego albumu (The Velvet Underground & Nico), oraz impresario, miał wystarczająco dużo nieszablonowych pomysłów na wypromowanie VU, czyniąc z niego kolejny ze swoich ekstrawaganckich projektów. O występie na konwencji psychiatrów pisano, że zniósł wszelkie podziały: pomiędzy muzykami a publicznością, melodią a hałasem, lekarzami a pacjentami.

Cale nie był naczelnym kompozytorem w zespole. VU to dziecko Reeda. Jednak bez wkładu Walijczyka: preparowanego spinaczami do papieru fortepianu w All Tomorrow’s Parties, smyczkowego jazgotu w Heroin, czy beznamiętnej recytacji absurdalnej historii o człowieku, który w przesyłce pocztowej nadał sam siebie, w The Gift, Velvet Underground nie byłoby tym samym kultowym klasykiem, na którego powołuje się każda szanująca się „alternatywna” kapela. Nic dziwnego, że reunion w latach 90. ściągnął więcej uwagi niż koncerty sprzed trzech dekad. W skomponowanym specjalnie na tą okazję wierszyku (Velvet Nursery Rhyme), Reed pointuje całą aferę wokół grupy z nowojorską dosadnością: „pretensjonalne gówno”. Pośmiertnie nadmuchana bańka mydlana nijak miała się do niestabilnej egzystencji formacji – także w jej reaktywowanej odsłonie. Po drugim albumie White Light/White Heat, zwieńczonym siedemnastominutową Sister Ray – zwiastunem sonicznej apokalipsy, Reed postawił ultimatum: „on albo ja”. W ten sposób Cale rozpoczął karierę solową. Wiele lat później współpraca obu artystów, choć burzliwa, doczekała się kontynuacji. W 1987 roku zmarł Andy Warhol. Cale dowiedział się o tym w impersonalny sposób, przeczytawszy artykuł w gazecie. Miał wyrzuty sumienia z powodu urwanego kontaktu. Reed także rozstał się z malarzem w nienajlepszych okolicznościach, zwolniwszy go z obowiązków producenta, menadżera.. przyjaciela zespołu. W 1989 roku założyciele VU skomponowali cykl piosenek dedykowanych Warholowi, niejako w odpowiedzi na ukazujące się lawinowo wspomnienia i refleksje na temat artysty. Muzyczna biografia, pisana z perspektywy „Velvetów”, miała swoją premierę w kościele Św. Anny na Brooklynie. Występ przerodził się jednak w serię koncertów, a nagrany materiał – w album Songs for Drella (jak też określano Warhola w Fabryce, „żeniąc” ze sobą kopciuszka [Cinderella] i Drakulę). Do projektu nie zaproszono nikogo innego. Cale’owski fortepian, altówka i kakofoniczna gitara Reeda w zupełności wystarczyły by stworzyć przejmującą biografię artysty, a zarazem osobiste postscriptum do wspólnej podróży. Kto inny, jeśli nie Drella, wyprodukowałby taką legendę jak VU?

  1. Słowa pochodzą z piosenki Autobiography, która ukazała się na albumie Live At Rockpalast, z koncertem z 1984 roku.
  2. Wykonanie to usłyszeć można na ścieżce dźwiękowej do pierwszej części Shreka.
Strony: 1 2 3

MACIEJ STASIOWSKI – doktorant na Uniwersytecie Jagiellońskim, przygotowujący rozprawę na temat architektury i filmu. Pisze do EKRAnów, Dwutygodnika, O.pl. Zainteresowany tendencjami w muzyce współczesnej i animacją.

Dodaj komentarz


Recenzje

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

JEMS Architekci. (RE)KOLEKCJE

Od 28 kwietnia do 20 sierpnia 2017 roku

Międzynarodowe Centrum Kongresowe w Katowicach, 2015 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Anna Przybył. Pragnienia

25 kwietnia 2017 roku

Anna Przybył, „Pragnienia” (źródło: materiały prasowe wydawcy)

14. Wiosna Jazzowa Zakopane 2017

Od 28 kwietna do 2 maja 2017 roku

Mateusz Gawęda Trio (źródło: materiały prasowe organizatora)

Zuza Golińska / Magdalena Łazarczyk. Niewidzialna ściana

Od 28 kwietnia do 1 czerwca 2017 roku

Zuza Golińska / Magdalena Łazarczyk, stopklatka z wideo „Niewidzialna Ściana”, 2017 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Sztuka w sztuce

Od 28 kwietnia do 1 października 2017 roku

Tezi Gabunia, „Włóż głowę do galerii (Luwr”), 2015–2016, instalacja, 50 × 82 × 50 cm, dzięki uprzejmości T. Gabunii, Popiashvili Gvaberidze Window Project, Tbilisi (źródło: materiały prasowe organizatora)

Tu jesteśmy

Wybrane prace z kolekcji Krzysztofa Musiała

Od 28 kwietnia do 15 sierpnia 2017 roku

Henryk Stażewski, „Kompozycja nr 33”, 1975, akryl, płyta, fot. Agata Ciołek (źródło: materiały prasowe organizatora)

Bratislava pro Wratislavia / Wratislavia pro Bratislava

Od 27 kwietnia do 3 czerwca 2017 roku

Martin Špirec, „Morze spokoju”, 2015 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Okupanci. Niemcy w Krakowie

Od 27 kwietnia do 29 października 2017 roku

Żołnierz niemiecki na moście Dębnickim pozujący do zdjęcia na tle Wawelu. Na rewersie odręczny podpis: „Przed wyruszeniem transportu z Krakowa do Berdyczowa” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Presja istnienia

Od 21 kwietnia do 12 maja 2017 roku

Piotr Ambroziak, „Urban cave III”, akryl, spray, 2017 (źródło: materiały autora)

Henryk Stażewski. Kolekcja sztuki XX wieku

Od 21 kwietnia do 11 czerwca 2017 roku

Henryk Stażewski, bez tytułu, poł 70. XX ., fot. © Muzeum Narodowe w Gdańsku (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR