Karol Maliszewski, Manekiny, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012

Karol Maliszewski w poprzedniej książce prozatorskiej, Sajgonie, zadał pytanie, czym powinna lub czym może być literatura. Narrator borykał się z uwięzieniem w schemacie „autotematycznej etiudy”, oscylując między iluzją a fragmentarycznością przedstawienia rzeczywistości.

Karol Maliszewski, „Manekiny”, okładka (źródło: materiał prasowy)

Karol Maliszewski, „Manekiny”, okładka (źródło: materiał prasowy)

Manekiny, najnowsza publikacja Maliszewskiego, wydaje się następnym etapem jego prozatorskiego eksperymentu. Tym razem autor, sięgając po schemat powieści inicjacyjnej, rozwojowej, zwraca się ku źródłom, ku – użyjmy wytartego terminu – krainie dzieciństwa. Stawką, o jaką tym razem gra Maliszewski, jest odtworzenie rodzącej się świadomości, a może lepiej – autonomizującego się stanu jednostkowej świadomości. I, co ważne, nie świadomość pisarska, twórcza, jest tu najistotniejsza. Chodzi przede wszystkim o świadomość jako taką. Po prostu – o życie. Jest to – jak się wydaje – najbardziej „życiowa” z książek Karola Maliszewskiego. Owa „życiowość” może w zasadzie stanowić całkiem udatną formułę opisującą Manekiny, bowiem obejmuje ona właściwie wszystkie najważniejsze problemy tu poruszane: opozycje życia i sztuki, biologii i duchowości; lęki egzystencjalne, freudowskie; determinizm jednostki, pęd ku kreacji oraz – excusez le mot – sens życia.

Ważna dla zrozumienia sensów powieści wydaje się fingowana rozmowa narratora z ojcem, w której padają kluczowe słowa opisujące życie: „intensywność”, „tło”, „rozdrabnianie”, „pozory”. I tu pojawiają się pewne problemy, ponieważ rozmaicie rozumiane pozory mają przesłonić niejednoznacznie pojmowane prawdziwe życie: Nie czytaj tyle, bo ci się obraz życia zaburzy, ułoży podług porządku słów. Porządek słów jest szlachetnym złudzeniem, tymczasem prawda o życiu jest organiczna, międzykomórkowa i w sposób co najmniej wątły wiąże się z porządkiem słów. Porządek słów jest elementem tła. (…) Kluby są po to, by was omamić, ukierunkować (…), by was zająć, powiązać, usadzić. Macie przy tym zapomnieć o bezsensie, o tragiczności losu, o rozdrabnianiu się. Perory ojca, które notabene recytowali bracia narratora, zdają się wyznaczać pewną dwubiegunowość „prawdziwego życia” i jego „pozorów” – z jednej strony, szeroko rozumiana działalność instytucjonalna, aktywizując na różne sposoby młodzież, ma ją odwrócić od bolesnej prawdy o tragicznej istocie egzystencji, mogącej wywołać metafizyczny dreszcz; z drugiej strony natomiast – „porządek słów”, a więc literatura oraz sztuka w ogóle, udają, że życie to coś innego niż ciąg powtarzających się gestów fizjologicznych. Ironicznym dopełnieniem wywodów ojca jest jego własne „prawdziwe życie”, na które składają się: odczucie tragiczności losu spotęgowane alkoholizmem, biologiczny wymiar egzystencji sprowadzony do znęcania się nad żoną oraz – to jakieś echo Schulzowskiego Jakuba – wrażenie intensywności życia zapewniane „polatywaniem” od czasu do czasu na lotni.

Bohater-narrator, przedwcześnie dojrzały, naznaczony piętnem dręczącej samowiedzy, i – jak mu się zdaje – doskonale rozumiejący prawa rządzące światem i ludźmi, będzie chciał za wszelką cenę wyrwać się spod ojcowskiego wpływu. Paradoksalnie owa nadświadomość paraliżuje go, uniemożliwiając wzięcie udziału w rytualnym mordzie kukły ojca, co nie stanowi problemu dla starszych braci: O, czysta nienawiści, co zatruwasz młodociane serduszko, a potem tak trudno cię usunąć, bo przedzierzgasz się w pokrętne formy zjadliwości i ironii. Być może nienawiść braci była bardziej prosta i serdeczna, ale moja krążyła ukrytymi kanałami, zatruwając krew niczym rtęć, paskudziła się. Oni wypchnęli ją z siebie, przełożyli na proste działania magiczne, ja stałem z boku i tylko patrzyłem.

Bohater, chcąc zintensyfikować swoje życie – nieustannie na przekór ojcu – rzuca wyzwanie światu. Prowokując konflikty, dostrzega w nich sens istnienia, dokonuje powtórzenia gestu romantycznego bohatera: Gdy walczy się w pojedynkę z całym światem, uruchamiają się w człowieku niespodziewane moce. To w ich świetle widzi się jak na dłoni poruszające ludźmi sznurki, a dojrzewanie staje się przejściem z pozycji bezwładnej lalki do świadomego swej roli lalkarza. Początkowo klecenie kukieł z resztek w krawieckim warsztacie ojca jest niewinnym, dziecięcym ćwiczeniem wyobraźni, przezwyciężaniem samotności, tworzeniem wyimaginowanych przyjaciół. Stopniowo jednak przeradza się w coś więcej. Narrator, odkrywszy w sobie talent do pisania, wstępuje do klubu literackiego. Tam, inspirowany poradami pana Szczepana, nie tyle szlifuje styl i umiejętność opowiadania, ile doskonali zdolności kreacyjne. Przekonuje się, że manekiny potrafi nie tylko obdarzyć formą, ale ma również moc, by tchnąć w nie życie. To, co pierwotnie nosiło znamiona trywialnej kompensacji, substytucji, zamieniło się w niebezpieczną zabawę w demiurga. Przypomnijmy znamienne przestrogi ojca z – nomen omen – Traktatu o manekinach Brunona Schulza: Materia nie zna żartów. Jest ona zawsze pełna tragicznej powagi. Kto ośmiela się myśleć, że można igrać z materią, że kształtować ją można dla żartu, że żart nie wrasta w nią, nie wżera się natychmiast jak los, jak przeznaczenie? Czy przeczuwacie ból, cierpienie głuche, nie wyzwolone, zakute w materię cierpienie tej pałuby, która nie wie, czemu nią jest, czemu musi trwać w tej gwałtem narzuconej formie, będącej parodią? Czy pojmujecie potęgę wyrazu, formy, pozoru, tyrańską samowolę, z jaką rzuca się on na bezbronną kłodę i opanowuje, jak własna, tyrańska, panosząca się dusza?[1].

I tu, jak się zdaje, dotykamy sedna powieści Manekiny: Maliszewski kontynuuje myśl Schulzowskiego Jakuba i prezentuje z pomocą swego narratora świadomość „cierpiącej pałuby”. W planie fabularnym odsłania się to, gdy poznajemy tekst opowiadania, jakie na konkurs literacki napisał bohater. Narratorem tego utworu jest jeden z manekinów – Łukasz Pancernik. Cytowane opowiadanie niepostrzeżenie wkrada się w główny tok narracji. „Ja” dotychczasowego narratora-bohatera zostaje wyparte przez „ja” manekina, a właściwie wielu manekinów. Dokonuje się proces zawładnięcia materią powieści przez wykreowane monstrum. Tekst staje się jakby bezradnym bełkotem, pełnym cierpienia kukieł, które nagle zostały rażone gromem świadomości i nie wiedzą, jak sobie poradzić. Dopada je coś, co można nazwać „nadzmysłowością” – nie selekcjonują bodźców, bo nie znają żadnej hierarchii. Wszystkie dźwięki, obrazy, szczegóły, smaki, erotyczne doznania zwalają się na nie z jednakową intensywnością. Pobrzękują w ich narracjach strzępy różnych jaźni, jakby same pałuby pełniły tylko funkcję medium – są niczym odbiorniki radiowe, które nagle obdarzono świadomością: Koń wyszedł zza zarośli, zza słońca. Pod wiatr. Podrygują kosmyki grzywy. Kiwają się słoneczniki. Dziecko uczepione sztachet. (…) Promienie słońca w przetaku wiatru. Miarowo kiwają się głowy kur. Zaduma indyków. Półsen prosiaków. Krowa milczy w zmowie z łańcuchem. Kosmiczna cisza, słychać głosy zza chmur. Najmniejsze szczegóły z dziką łatwością dopadają do oczu. Majestat wsi. (…) Usta poruszają się same. Trans. Nie biorę odpowiedzialności. W wojsku mówili na mnie poeta.

Ostatecznie okazuje się, że manekiny odgrywały określoną rolę w powieściowym planie i raczej nie wymknęły się spod kontroli. Przywoływane upiory „frankensteinów i golema” nie dokonały zemsty. Wręcz przeciwnie – chyba musiały się pojawić jako katalizatory oczyszczenia w czasie zajęć tzw. dram manekinowych, kiedy to leczony mógł pozbyć się wszystkich swych demonów, nazywając je i niszcząc przedstawiające je kukły. Manekiny stworzone przez bohatera zostają symbolicznie pogrzebane w pustych trumnach, które wypłynęły z miłogrodzkiego cmentarza po powodzi – tak dopełnia się ich przeznaczenie.

Motto Manekinów stanowi cytat z utworu Mariusza Grzebalskiego: Prowadzą mnie słowa. Jestem jak lalka / czekająca na zmartwychwstanie lalek. Dla bohatera-narratora słowa te mogły stać się przekleństwem, gdyby w porę nie uświadomił sobie, że każdy jest manekinem dopóty, dopóki siebie o to nawet nie podejrzewa: Ojciec, matka, Miłogród. No i bracia. Lektury, koledzy. To są te sznurki. A wstrząsany konwulsjami manekin zdaje się ich nie dostrzegać. Choć zapewne i on czeka na swoje zmartwychwstanie.

Manekiny to jeszcze nie ostatni etap prozatorskiego eksperymentu Karola Maliszewskiego. Wiedząc, że autor traktuje wyzwania poważnie, wypada powtórzyć za Szczepanem: Zatem liczę na ciąg dalszy i ten drugi tom zatytułuj „Ludzie”.

  1. B. Schulz: Proza. Kraków 1973, s. 66.

Tekst ukazał się w kwartalniku Akcent nr 1/2013

Dodaj komentarz


Artykuły

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Sergiei Tchoban. Kontrastowa harmonia miasta

Od 27 stycznia do 18 marca 2018 roku

Sergei Tchoban, „Kaprys architektoniczny. Forum Romanum albo Dwa Światy I”, projekt scenografii, piórko, pędzel, tusz chiński, akwarela, papier do akwareli na krośnie, 2013 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Przemek Branas – GÓRA/KOSMOS/GŁOWA

Od 25 stycznia do 16 lutego 2018 roku

Przemek Branas, „GÓRA/KOSMOS/GŁOWA”, Galeria Labirynt w Lublinie (źródło: materiały prasowe organizatora)

Zakłócenia / UMWELT

Od 18 stycznia do 2 lutego 2018 roku

Karolina Kardas, „Let him kiss me…/ Niech mnie pocałuje”, video, 2 min 49 sek  (źródło: materiały prasowe organizatora)

Pejzaże antropocenu

Od 18 stycznia do 30 marca 2018 roku

Diana Lelonek, „3 Wild Man” dzięku uprzejmości artystki i galeii lokal_30  (źródło: materiały prasowe organizatora)Diana Lelonek, „3 Wild Man” dzięku uprzejmości artystki i galeii lokal_30  (źródło: materiały prasowe organizatora)

Język jako Dźwięk. Tania Candiani

Od 19 stycznia do 4 marca 2018 roku

„Język jako Dźwięk” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Włóczęgi – malarstwo Majki Wójtowicz

Od 13 stycznia do 14 lutego 2018 roku

„Włóczęgi” – malarstwo Majki Wójtowicz (źródło: materiały prasowe organizatora)

Rosław Szaybo. Piękno użyteczne

Od 19 stycznia do 18 lutego 2018 roku

Proj. Rosław Szaybo (źródło: materiały prasowe organizatora)

Grzegorz Sztwiertnia: Ustawienia domyślne / Default settings

Od 11 stycznia do 11 lutego 2018 roku

Grzegorz Sztwiertnia, „Polskie miasteczka, Łańcut”, 2017 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Malując

Od 11 stycznia do 25 lutego 2018 roku

Urszula Wilk, Seria Bluemetrie nr 12, płótno, akryl, olej, 200 x 175 cm, 2016 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Drążenie miasta. Symbol

Święto Rynku Podziemnego

Od 9 do 28 stycznia 2018 roku

„Drążenie miasta. Symbol. Święto Rynku Podziemnego” (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR