13. Międzynarodowy Festiwal Filmowy T-Mobile Nowe Horyzonty, 18-28.07.2013 r., Wrocław

Nowym Horyzontom, zakończonym właśnie we Wrocławiu, towarzyszy niezmiennie ambicja odkrywania przyszłych szlaków X Muzy, którą zdradza już sama nazwa festiwalu. Kilka pokazywanych w jego trakcie filmów skłania do napisania relacji nie będącej klasycznym sprawozdaniem z imprezy, lecz koncentrującej się na trendach możliwych do zauważenia na kinowym firmamencie. Prognozowanie jest aktywnością obarczoną sporym ryzykiem, ale festiwal dostarczył trzech mocnych przesłanek pozwalających wybiegać w przyszłość. Po pierwsze, neomoderniści wciąż trzymają się mocno, po drugie, dożyliśmy czasów, w których postmodernizm stał się estetyką anachroniczną, po trzecie, 3D wciąż pozostaje technologią równie obiecującą, co nie wykorzystaną w satysfakcjonujący sposób.

„Goltzious and the Pelican Company”, reż. Peter Greeneway – kadr z filmu (źródło: materiały prasowe festiwalu Nowe Horyzonty)

„Goltzious and the Pelican Company”, reż. Peter Greeneway – kadr z filmu (źródło: materiały prasowe festiwalu Nowe Horyzonty)

Odsłona pierwsza i druga: neomoderniści w formie

Młodym miłośnikom kina w latach 90. zdawało się, iż zatarcie granic między sztuką wysoką i niską, niechęć do lekceważenia ludycznego aspektu kina, żonglerka gatunkowymi formułami, ironiczny dystans wobec filmowej formy i świata przedstawionego, szybkie tempo narracji i dynamiczny montaż to szczyt rozwoju sztuki filmowej, której nie pozostaje nic innego jak powielanie ówczesnych osiągnięć Tarantino, Lyncha, braci Coen czy Greenawaya. Dość niespodziewanie kolejne stulecie przyniosło popularność (przynajmniej pośród festiwalowych jury, krytyków i filmoznawców) sytuującemu się w jaskrawej kontrze do wspomnianej estetyki zjawisku trafnie nazwanemu neomodernizmem. Termin ten o tyle dobrze oddaje istotę fenomenu, że odnosi się do, uznawanego w latach 90. za przebrzmiały, europejskiego modernizmu, co stanowi istotną przewagę nad konkurencyjnymi „Slow Cinema” czy „Contemporary Contemplative Cinema”. Kino spod znaku „neo” cechują – jakże odległe od postmodernistycznych fajerwerków – niespieszny rytm, minimalizm kinematograficznych środków, linearna narracja, rozciągnięta do granic percepcyjnych widza gra z czasem, kontemplacyjny nastrój, a także świadome ograniczenie przede wszystkim do publiczności festiwalowej i dyskursu krytyków, bez jakichkolwiek starań o uwagę szerszej widowni, skutkujące wygodnym zamknięciem w artystowskiej „wieży z kości słoniowej” i modernistycznym dyskursie autonomicznej „sztuki czystej”. Ta estetyka festiwalowe tryumfy święci już od dobrych kilku lat. Na ostatnich Nowych Horyzontach oglądać mogliśmy najnowsze filmy dwóch reżyserów, których z tak pojętym neomodernizmem można łączyć. Camille Claudel, 1915 Bruno Dumonta i Raj: nadzieja zamykający trylogię Ulricha Seidla przekonują, iż formacja ta nie weszła jeszcze w fazę swojego schyłku. Nawet nie zaliczając się do zwolenników tej estetyki, trudno kwestionować klasę tych akurat reżyserów.

Dumont umieszcza akcję swojego filmu w drugim roku pobytu francuskiej rzeźbiarki w zakładzie dla psychicznie chorych. W latach 80. poświęcony artystce głośny francuski film w reżyserii Bruno Nuyttena kończył się w momencie jej osadzenia w zakładzie – w tym sensie dzieło Dumonta podejmuje biografię Claudel w momencie niegdyś przez kino francuskie zarzuconym. Rzecz jasna nie sposób uznać go za kontynuację estetyczną tamtego filmu, będącego klasycznym historycznym filmem biograficznym. Autor Poza szatanem pozostaje wierny swojemu charakterystycznemu i konsekwentnie rozwijanemu stylowi. Snuje opowieść w nieruchomych kadrach, długich ujęciach, często sięgając po zbliżenia, uznając najwyraźniej starą zasadę, iż ludzka twarz jest najciekawszą kinematograficzną przestrzenią do sfotografowania. Osiąga dzięki temu nieprzeciętną psychologiczną gęstość i intensywne napięcie przenikające świat przedstawiony jego filmu. Grana przez Juliette Binoche rzeźbiarka wyraźnie odcina się od swych ciężko upośledzonych towarzyszek, gdyż jej jedyną przewiną względem „normalności” okazuje się megalomania oraz mania prześladowcza, dotyczące jej, jak się zdaje, w stopniu niewiele przewyższającym standardy środowisk artystycznych. Pozostałe pensjonariuszki zakładu, portretowane na podobieństwo złośliwych demonów, traktują Claudel niczym w klasycznych scenach filmów więziennych, pogłębiając jej rozpaczliwą frustrację i alienację. Świat, w jakim umieszcza tytułową postać reżyser, ukazany jest jako piekło, w którym znalazła się już za życia, piekło konstytuowane przez słynną Sartrowską formułę. Camille Claudel, 1915 oparty jest przy tym na opozycji artystki oraz postaci jej brata – odnoszącego sukcesy poety, dyplomaty i gorliwego katolika. Niestety Dumont konstruuje postać antagonisty tytułowej bohaterki  tak wyraziście, iż zbliża ją do granic groteski. Paul Claudel (Jean-Luc Vincent, aktor teatralny, po raz drugi na ekranie) – o okrągłej, lekko zaróżowionej i niezmiennie perfekcyjnie ogolonej twarzy, z twardością i żelazną pewnością wygłaszający swoje sądy – jest ucieleśnieniem mieszczańskiej kultury i instytucjonalnej religijności. Groteskowość tej postaci sprawia jednak, iż reżyser nie wykorzystuje zderzania dwóch racji. Paul może budzić jedynie reakcję gwałtownego odrzucenia, a wynik psychologiczno-ideowej konfrontacji rodzeństwa jest z góry rozstrzygnięty.

„Camille Claudel 1915”, reż. Bruno Dumont – kadr z filmu (źródło: materiały prasowe festiwalu Nowe Horyzonty)

„Camille Claudel 1915”, reż. Bruno Dumont – kadr z filmu (źródło: materiały prasowe festiwalu Nowe Horyzonty)

Niedoskonałość ta nie psuje jednak dzieła Dumonta, bo prawdziwym bohaterem tego filmu okazuje się światło. Oszczędnie dozowane, delikatne, nieśmiałe jak wczesną wiosną promienie słońca pojawiają się w kilku zaledwie scenach: wyjścia z kaplicy, spaceru w ogrodzie, oczekiwaniu na brata i wreszcie w scenie finałowej. Dumont instynktownie rozgrywa swój dramat nie w dialogu, ale w wizualnej koncepcji światła, w typowy dla siebie sposób, poprzez „agnostycką metafizykę”, lokując w świetle i przyrodzie aspekt nieuchwytnej boskości.

Strony: 1 2 3

Marcin Adamczak – wykłada w Instytucie Kulturoznawstwa UAM w Poznaniu, w PWSFTviT w Łodzi oraz na Uniwersytecie Gdańskim. Dyrektor festiwalu Cinemaforum w Warszawie. Stypendysta Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej (2010 i 2011). Laureat konkursu im. Krzysztofa Mętraka dla młodych krytyków filmowych (2011). Autor książek Globalne Hollywood, filmowa Europa i polskie kino po 1989 roku (2010) oraz Obok ekranu. Perspektywa badań produkcyjnych a społeczne istnienie filmu (2014). Publikował m.in. w "Odrze", "Kwartalniku Filmowym", "Panoptikum", "EKRANach", "Kinie", "Magazynie Filmowym SFP" oraz w kilkunastu tomach zbiorowych.

1 komentarz do artykułu “Nowe Horyzonty w pięciu odsłonach”

  1. Magda

    Fantastyczna końcówka. Nie przekonuje mnie nieco przydługie według mnie naświetlanie filmów stanowiących klu opisywanych przez Ciebie trendów*, ale końcówka, polemika z Cousinsem, Hegel, Fukuyama, wprost genialne. Mądre, bezpretensjonalne. Chapeau bas!!! No i Vince Vega spotykający wujka Boonmee – nic dodać nic ująć :)

    _____
    *zresztą aż by się prosiło wspomnienie choć o ‘tegorocznym’ neobaroku, który dopełnia tej pstrej mozaiki

Dodaj komentarz


Recenzje

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Podróż do Edo

Japońskie drzeworyty ukiyo-e z kolekcji Jerzego Leskowicza

Od 25 lutego do 7 maja 2017 roku

Utagawa Hiroshige „Świątynia Gion w śniegu” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Akcja Lublin! Rozdział 1

Od 24 lutego do 19 marca 2017 roku

Zdzisław Kwiatkowski, fot. Andrzej Polakowski (źródło: materiały prasowe organizatora)

Daniel Pielucha. Nadrealizm polski

Od 24 lutego do 26 marca 2017 roku

Daniel Pielucha (źródło: materiały prasowe organizatora)

Urszula Tarasiewicz. Ogrodowa / Garden Street

Od 24 lutego do 31 marca 2017 roku

Urszula Tarasiewicz, „Ogrodowa/Garden Street” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Kupując oczami

Od 22 lutego do 11 czerwca 2017 roku

Projekty aranżacji wystawy sklepu Juliusza Grossego  w Krakowie autorstwa Franciszka Seiferta, autor fot. nieznany, lata 30. XX w., wł. Muzeum Historycznego Miasta Krakowa (źródło: materiały prasowe organizatora)

Andrzej Mitan. Sztuka (nie)zidentyfikowana

Od 18 lutego do 23 kwietnia 2017 roku

Andrzej Mitan, „W świętej racji”, płyta analogowa, proj. Ryszard Winiarski (źródło: materiały prasowe organizatora)

ABS_2067

Od 27 lutego do 17 marca 2017 roku

Philippe Rębosz, „And all my friends are dead”, akryl i olej na płótnie, 2017 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Nature morte

Od 19 lutego do 14 maja 2017 roku

Barnaby Barford „Do it again, I didn’t press record”, 2009, dzięki uprzejmości artysty, Fot. Noah Da Costa, © Barnaby Barford (źródło: materiały prasowe organizatora)

Alicja Bielawska. Jeśli nie tutaj, gdzie?

Od 17 lutego do 9 kwietnia 2017 roku

Alicja Bielawska, „Ćwiczenia na dwie linie”, 2014 ,fot. Bartosz Górka (źródło: materiały prasowe organizatora)

Szczęśliwej podróży

Od 17 lutego do 27 maja 2017 roku

3–4 marca 2017 roku, pokaz filmu „Exil Shanghai” (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR