4 października do szerokiej dystrybucji trafi Wałęsa w reżyserii Andrzeja Wajdy. Biograficzna opowieść o twórcy Solidarności już od kilku miesięcy nie schodzi z medialnych afiszy. Przewidujemy, że podczas pokazów Wałęsy sale kinowe zapewne zapełnią się widzami. Ilu ich będzie i jakie motywacje będą przyświecać tej „wizycie”: powinność, szkolny obowiązek, ciekawość, czy może szczera potrzeba? Wreszcie, czym dla nas – współczesnych widzów – jest dzisiaj kino narodowe i czy rzeczywiście nadal chcemy je oglądać? Na te pytania szukamy odpowiedzi u krytyków, filmoznawców, kinomanów i kiniarzy.

Jako pierwszą prezentujemy wypowiedź Marcina Adamczaka – krytyka filmowego, filmoznawcy, adiunkta w Instytucie Kulturoznawstwa UAM w Poznaniu i wykładowcę Wydziału Organizacji Sztuki Filmowej PWSFTviT w Łodzi. Zapraszamy do lektury!

Redakcja O.pl

Kadr z filmu „Wałęsa” (źródło: materiały prasowe dystrybutora)

Kadr z filmu „Wałęsa” (źródło: materiały prasowe dystrybutora)

Przewidywanie frekwencji w kinach cechuje skuteczność podobna do przewidywania pogody oraz notowań giełdowych. Jak pisał William Goldman film to wszak biznes, w którym „nikt nic nie wie”. Mniemać można jednak, że Wałęsa widownię będzie miał sporą. Przypuszczam, iż na pewno przekroczy milion, ale na jakim wyniku w box-office zakończy swoją kinową drogę doprawdy trudno orzec. W wypadku Bitwy Warszawskiej było to ok. 1,5 mln widzów (podczas gdy spodziewano się wyników zbliżonych do Ogniem i mieczem oraz Pana Tadeusza, czyli 6-7 mln widzów). Nowy film Wajdy będzie również o tyle interesujący, że przyniesie okazję do weryfikacji przekonania, iż polska widownia jest w coraz mniejszym stopniu zainteresowana narodowym kinem historycznym.

Kto pójdzie do kin, by obejrzeć Wałęsę? Młodzież raczej nie, wyjąwszy oczywiście sytuacje przymuszenia obowiązkiem szkolnym, które będą tradycyjnie budowały wynik w box-office. Póki co w rankingu portalu „filmweb”, stanowiącym dobry miernik oczekiwań młodej widowni nie przymuszanej obowiązkiem szkolnym, Wałęsa zależnie od dnia znajduje się na miejscu dziesiątym lub wypada poza klasyfikacją dziesięciu najbardziej wyczekiwanych premier. Z kolei na seansach popołudniowych i wieczornych zapewne gołym okiem zauważalny będzie (jak ostatnio w wypadku Układu zamkniętego, a wcześniej choćby Katynia czy Popiełuszki) zupełnie inny skład widowni niż na zwyczajowych multipleksowych projekcjach o tych porach. Znajdziemy się w salach zdecydowanie zdominowanych przez klasę średnią w średnim wieku.

Czy nadal chcemy oglądać kino narodowe? Statystyki nie pozostawiają wątpliwości, że jak najbardziej tak. Od kilku lat kino polskie, zależnie od sezonu, zachowuje 15-30 procentowy udział w rynku wewnętrznym, co jak na realia europejskich kinematografii doby „globalnego Hollywood” jest wynikiem bardzo dobrym. Fakt iż w procesie deindustrializacji Polski akurat przemysł filmowy, dzięki ustawie z 2005 roku, udało się ocalić jest wielką zasługą, solidarnego wówczas jak nigdy, środowiska.

Kategoria „narodu” i przymiotnik „narodowy” w odniesieniu do twórczości artystycznej nie są ostatnimi czasy zbyt popularne. Twórczość „narodowa” kojarzy się z czymś homogenicznym i konserwatywnym. Tymczasem dobre kino „narodowe” to w istocie kino jak najbardziej różnorodne, zdywersyfikowane, pluralistyczne; kino, w którym odnaleźć swoje opowieści mogą przedstawiciele jak najszerszego spektrum grup społecznych, składających się na dany naród. Jako indywidualni widzowie możemy rzecz jasna doskonale identyfikować się z bohaterami kina amerykańskiego czy innych kinematografii europejskich. Na ponadindywidualnym poziomie przydaje się jednak tego rodzaju maszyna do opowiadania historii, ów „wehikuł magiczny”, który przy okazji zachowa też materialny wygląd naszego świata. Potrzebujemy więc tych celuloidowych i cyfrowych opowieści także dla ich scenografii, kostiumu, aktorskiego gestu, osobliwości językowych. A poza tym jakie inne kino potrafiłoby potencjalnie opowiedzieć o Kutnie i Koluszkach, o radomskim i rzeszowskim, o knajpach nad Wisłą i weselach na Podkarpaciu?

Marcin Adamczak

Czy chętnie oglądasz polskie filmy współczesne o tematyce historycznej / narodowej? Weź udział w naszej ankiecie, zamieszczonej w serwisie http://news.o.pl/

A czy Ty pójdziesz do kina na pokaz Wałęsy? Czym dla Ciebie jest współczesne kino narodowe? Podziel się swoim komentarzem!

Marcin Adamczak – wykłada w Instytucie Kulturoznawstwa UAM w Poznaniu, w PWSFTviT w Łodzi oraz na Uniwersytecie Gdańskim. Dyrektor festiwalu Cinemaforum w Warszawie. Stypendysta Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej (2010 i 2011). Laureat konkursu im. Krzysztofa Mętraka dla młodych krytyków filmowych (2011). Autor książek Globalne Hollywood, filmowa Europa i polskie kino po 1989 roku (2010) oraz Obok ekranu. Perspektywa badań produkcyjnych a społeczne istnienie filmu (2014). Publikował m.in. w "Odrze", "Kwartalniku Filmowym", "Panoptikum", "EKRANach", "Kinie", "Magazynie Filmowym SFP" oraz w kilkunastu tomach zbiorowych.

Komentarze (3) do artykułu “A czy ty tak naprawdę chcesz obejrzeć „Wałęsę”?”

  1. Marzena Beata Guzowska

    Tylko czy film o Walęsie to na pewno kino narodowe? Jest spora roznica między Panem Tadeuszem czy Ogniem i Mieczem, a filmem o Wałęsie. Moze jeszcze filmy o JPII mogą uchodzić za ‘narodowe’ (z naciąganiem pewnym) o tyle Walęsa to raczej film historyczno-polityczny.

  2. Karol

    Tekst Adamczaka całkowicie pomija kwestię jakości produktu lub
    pozimu artystycznego czy rzemiosła. Przytoczona kwestia Goldmana odnosi się prognozy box-office tylko i wyłacznie.
    Sledząc inne jego wypowiedzi i teksty można przekonać się jak wielką wagę przykładał do poziomu rzemiosła. A tego własnie Wałęsie wajdy brakuje najbardziej. Konstrukcja ramy dramaturgicznej jaką jest wywiad z Falacci jest całkowitą porażką. Oboje rozmówcy nudzą nas powtarzaniem tego co wszyscy wiemy. Dla ludzi młodych to dialog pyskatego wieśniaka ze światowej sławy dziennikarką nie niesie on niczego w warstwie informacyjnej ani dramaturgicznej. Na moim senasie ludzie wychodzili w trakcie projekcji. Nikt nie uwierzył, że ten półgłówek rozmontował śrubokrętem Imperium Zła

Dodaj komentarz

Wydarzenia

AKCES – 5. Konkurs Najlepszych Dyplomów Sztuki Mediów

Od 16 maja do 7 czerwca 2019 roku

Anastasia Pataridze, Happiness said don’t look for me, 2018 (źródło: materiały prasowe)

XIII Węgierska Wiosna Filmowa

Od 12 maja do 23 czerwca 2019 roku

Plakat festiwalu XIII Węgierska Wiosna Filmowa (źródło: materiały prasowe)

Czarno na białym. 200 lat rysunku w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych

Od 26 kwietnia do 29 września 2019 roku

Leon Wyczółkowski, Dziewczyna z okolic Krakowa, 1907, Muzeum Narodowe w Krakowie (źródło: materiały prasowe)

Aleksandra Simińska. Arché. Malarstwo

Od 26 kwietnia do 2 czerwca 2019 roku

Aleksandra Simińska, 1993, Pałac w Samostrzelu, 1993, technika mieszana na kartonie, 367×426 (źródło: materiały prasowe)

W nocy twarzą ku niebu

Od 27 kwietnia do 16 czerwca 2019 roku

Plakat wystawy W nocy twarzą ku niebu (źródło: materiały prasowe)

XXI Małopolskie Dni Dziedzictwa Kulturowego. Z dreszczykiem

18–19 maja oraz 25–26 maja 2019 roku

Wnętrze kościoła pw. Nawiedzenia NMP w Iwkowej, fot. K. Schubert (źródło: materiały prasowe)

Dzień Wolnej Sztuki w muzeach i galeriach w całej Polsce

27 kwietnia 2019 roku

27 kwietnia 2019 – Dzień Wolnej Sztuki w muzeach i galeriach w całej Polsce (źródło: materiały prasowe)

Prototypy 02: Codex Subpartum

Od 12 kwietnia do 9 czerwca 2019 roku

Joseph Beuys, Beuys by Warhol, grafika, 1980 (źródło: materiały prasowe)

Planetarium – wystawa Jiříego Kovandy

Od 11 kwietnia do 30 maja 2019 roku

Jiří Kovanda, Na ruchomych schodach… Odwrócony, wpatruję się w oczy osoby stojącej za mną…, performans, Praga, 1977 r. (źródło: materiały prasowe)

16. Festiwal Misteria Paschalia: kierunek Włochy

Od 15 do 22 kwietnia 2019 roku

Festiwal Misteria Paschalia, fot. Krakowskie Biuro Festiwalowe (źródło: materiały prasowe)

więcej wydarzeń