Magdalena Moskwa, Cielesność obrazu, Galeria Sztuki Wozownia w Toruniu, 19.04-2.06.2013 r., kurator: Marta Smolińska

Katarzyna Kowalska: W pracach prezentowanych w ramach wystawy Cielesność obrazu, można dostrzec zarówno kontynuację dotychczasowych Pani działań, ale też pewien dosyć radykalny krok w stronę sztuki niefiguratywnej. Skąd narodził się u Pani pomysł takiego wniknięcia w cielesność samego obrazu?

Magdalena Moskwa: Słusznie Pani zauważyła, że ostatnie obrazy są kontynuacją wcześniejszych działań. Wszystko, co stanowi rdzeń moich najnowszych obrazów, było już obecne we wcześniejszych. Teraz odseparowałam pewne elementy po to, żeby mogły działać z większą mocą. Podobne zabiegi stosuję od lat, mam na myśli te, których celem jest skondensowanie treści, jak kadrowanie, skróty myślowe, separacje, umieszczanie wyabstrahowanych elementów na neutralnym tle. Skróty w malarstwie bardzo silnie działają, stąd w moich obrazach jest tak wiele oddzielnych części ciała. Uważam, że nie ma sensu malować całego człowieka, skoro sama dłoń albo jeden palec, mogą powiedzieć więcej i mocniej o jego kondycji, charakterze, zamiarach czy uczuciach. Zresztą osobom znającym sztukę wotywną czy dawne malarstwo, takie skróty nie są obce – świetnym przykładem jest Chrystus zelżony Fra Angelica.

Autor: Magdalena Moskwa (źródło: materiały prasowe organizatora)

Autor: Magdalena Moskwa (źródło: materiały prasowe organizatora)

W moich obrazach można też zauważyć proces zbliżania się do obiektu i intencjonalnego kadrowania. We wcześniejszych obrazach kadrowałam postać np. malowałam ją od pasa w dół albo od kolan w dół, robiłam ciasne kadry np. dłoni złożonych na podołku. Te zabiegi pokazują sposób mojego myślenia. Można powiedzieć, że coraz bardziej przybliżałam się do postaci. Obecnie zbliżyłam się aż do powierzchni skóry, a nawet ją przekraczam – chociaż to też u mnie nic nowego – to przekraczanie widoczne jest w wielu wcześniejszych pracach.

Elementy, które teraz się „usamodzielniły”, występują w moich obrazach co najmniej od 2004 r., czyli od momentu, w którym płótno zastąpiłam zaprawą kredową na desce. To podłoże umożliwiło mi oddanie iluzji pulsowania, miękkości, ciepła ciała, a przede wszystkim pozwoliło na penetrację w głąb obrazu i umieszczanie w nim małych obiektów: włosów, błon, paznokci,  modeli organów. W kolejnych obrazach podobrazie staje się samym ciałem z otworami prowadzącymi w jego głąb i odsłaniającymi fragmenty wnętrza, z otworami zasnutymi błonami lub zatkanymi np. pękami włosów czy czopami z bandaża. Wszystkie te zabiegi mają dla mnie znaczenie symboliczne i może nawet magiczne. Obraz jest dla mnie sposobem na zaklinanie, ale też na oswajanie ciała, życia, lęków, uczuć, myśli…

Już we wcześniejszych obrazach występujące w moim malarstwie podłoże z zaprawy kredowej o ciepłej białawej barwie przypomina i nawiązuje do formy opłatka, który symbolizuje ciało, i na którego powierzchni przedstawione są sceny. Analogicznie w obrazach podobrazie, symbolizujące ciało, pokryte jest drobnymi, sugestywnie oddanymi otarciami i zranieniami oraz pulsującymi wypukłościami, a na tym podłożu rozwija się druga, bardziej narracyjna warstwa z przedstawieniem mniejszej postaci. W moich wcześniejszych obrazach figurom towarzyszyły dopełniające je elementy, które oczywiście nigdy nie stanowiły pustej dekoracji, nawet wówczas, gdy postać otaczały bujne motywy roślinne. Zawsze miały konkretne, a niektóre z nich zasadnicze znaczenie. Teraz, kiedy zniknęły figury, mocniej zabrzmiało reliefowo opracowane podobrazie wraz z symboliką, którą niesie i elementy dotychczas towarzyszące postaciom.

Najnowsze obrazy są wynikiem powolnego procesu, więc krok w stronę sztuki niefiguratywnej trudno mi nazwać radykalnym, a na pewno nie jest to jakiś zwrot, po prostu w swoich poszukiwaniach i dążeniu do uzyskania jak najmocniejszego przekazu, poszłam o krok dalej.

Wniknięcie w cielesność obrazu nie było więc kwestią pomysłu, po prostu się wydarzyło. Nie ukrywam, że jest to dla mnie nowy, ciekawy etap, a może nawet przełom. Obrazy zawsze były dla mnie czymś żywym, ale jeszcze nigdy tak bardzo jak teraz – zwłaszcza w procesie malowania.

Jakie były Pani motywacje do takiego sposobu przedstawiania cielesności?

Cielesność interesowała mnie od zawsze, a sposób jej przedstawiania ewoluował wraz ze mną. W moim bardzo wczesnym obrazie pojawiało się słowo „cielesność” w umieszczonym tam napisie: „Jestem cielesność smutnej przygody”, potem malując figury ludzkie starałam oddać ich cielesność w jak najbardziej iluzyjny, sensualny, dotkliwy sposób, co doprowadziło do rozwoju „gładkiej”, laserunkowej techniki, która w moim odczuciu najlepiej się nadaje do przedstawiania ciała ludzkiego. Technika ta pozwala budować warstwy, doskonale oddające skórę, śluzówki, ogólnie powłokę cielesną człowieka, jak najbardziej żywą tak, żeby w pierwszym kontakcie obraz wywoływał efekt cielesnego współodczuwania, czy nawet dreszcz (na mnie takie wrażenie robią gotyckie krucyfiksy albo obraz „Obdarcie ze skóry Sisamnesa” Gerarda Davida). Chciałabym, żeby oglądający poczuł obraz dosłownie ciałem, skórą, po to, żeby go zatrzymać i nawiązać relacje na wielu głębszych poziomach. Swoje ciało i skórę każdy z nas odczuwa bardzo dotkliwie, nieważne, czy tego ciała nienawidzi, czy się nim fascynuje, czy się o nie boi. Łatwiej więc nawiązać relację z odbiorcą na poziomie ciała. Ciało jest narzędziem, które pozwala pracować z duchem w ziemskich warunkach, jest jedynym medium, które umożliwia nam zbliżenie się do tego, co duchowe. Ten temat szeroko omówiła kuratorka mojej wystawy, Marta Smolińska, w bardzo trafnym tekście znajdującym się w katalogu wydanym przez Galerię Sztuki Wozownia w Toruniu.

Pani prace stanowią makrokosmos tego, co organiczne. W jaki sposób udało się Pani tchnąć w nie życie?

Tak jak mówiłam, obraz zawsze odczuwałam jako coś bardzo żywego. Sama do końca nie wiem, na czym to polega. Pewne jest, że kiedy maluję, czuję, że mam z obrazem realną wymianę. Ja po prostu oddaję siebie, a obraz mnie prowadzi wysyłając żywe impulsy. Nauczyłam się iść za obrazem i nie walczyć z nim. Z drugiej strony, nie czuję żeby obraz był czymś osobnym, oderwanym ode mnie. Trudno mi się do malowanego obrazu zdystansować, tak, jak trudno „wyjść z siebie” i stanąć obok. Bardzo trudno o tym mówić, ponieważ to wszystko jest subtelne, niełatwo uchwytne i dosyć złożone. Obraz jest dla mnie pewnego rodzaju przeniesieniem. Zilustruję to podając prosty przykład: zawsze mam krótko obcięte paznokcie, kiedyś miałam ochotę zobaczyć, jak moje dłonie wyglądałyby z długimi i kupiłam tipsy, które jednak natychmiast przykleiłam do dłoni na obrazie. To mnie całkowicie usatysfakcjonowało.  Kiedy je malowałam lakierem, to czułam się tak, jakbym malowała własne. Ponieważ nie mam wprawy w malowaniu paznokci, to niezbyt dokładnie mi to wyszło, co jest raczej dziwne, zważywszy na precyzję i dokładność, jakie potrafię osiągnąć w malarstwie. Często tak silnie jestem stopiona z obiektem, który maluję i jest on dla mnie tak realny, że mam bardzo silne odczucie, że nie maluję ciała czy twarzy tylko, że maluję po czyimś ciele czy po czyjejś twarzy, albo że rozgrzebuję realną ranę. Jedno jest pewne, w tych momentach farba przestaje być farbą, a malowanie – malowaniem.

Strony: 1 2 3

KATARZYNA KOWALSKA (1990) – historyk sztuki. W latach 2012–2015 redaktor O.pl Polskiego Portalu Kultury w działach sztuk wizualnych i fotografii. Od 2015 roku pracuje na stanowisku specjalistki ds. sponsoringu w lubelskich Warsztatach Kultury. Studia na Uniwersytecie Jagiellońskim (2009–2014) pozwoliły jej na postawienie pierwszych kroków na ścieżce kariery kuratora sztuki. Efektem była wystawa zbiorowa artystów z Kolekcji Małopolskiej Fundacji Muzeum Sztuki Współczesnej pt. Kukułcze Jajo w tarnowskim BWA (20.09–16.11.2014) oraz indywidualny kuratorski projekt – ekspozycja fotografii Zbigniewa Łagockiego pt. Pozdrowienia z Muszyny! w Galerii Starej Łódzkiego Domu Kultury (13.12.2014–17.01.2015). Aktualnie odbywa studia podyplomowe z Nowoczesnej Promocji w Szkole Głównej Handlowej (2014/2015).

Dodaj komentarz


Artykuły

Recenzje

Opinie

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Prabhakar Pachpute i Rupali Patil. Zwiastunki chaosu

Od 28 stycznia do 18 czerwca 2017 roku

Prabhakar Pachpute, „Góra ucieczki”, 2016 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Marek Starzyk. Gazetowe obrazki

Od 27 stycznia do 23 lutego 2017 roku

Marek Starzyk, Bez tytułu, 1999–2000 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Jacek Sempoliński. Obrazy patrzące

Od 21 stycznia do 26 marca 2017 roku

Jacek Sempoliński (źródło: materiały prasowe organizatora)

Ludwik Gronowski. Fotografie Krzemieniec/Wołyń 1930–1939

Od 19 stycznia do 19 marca 2017 roku

Ludwik Gronowski, „Na szybowisku” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Eksplozja litery

Ikonografia tekstualności jako źródła cierpień

Od 12 stycznia do 31 marca 2017 roku

Ireneusz Walczak, „Bartoszewski”, 2016 (źródło: materiały prasowe organizatora)

World Press Photo 2016

Od 14 stycznia do 12 lutego 2017 roku

Warren Richardson, Australia | „Hope for a New Life”, 28 August, Serbia/Hungary border (źródło: materiały prasowe)

Jan Kucz. Antoni Janusz Pastwa

Od 10 stycznia do 8 lutego 2017 roku

„Jan Kucz. Antoni Janusz Pastwa” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Nie, no to nie. Dźwiękowe działania obrazoburcze

Od 11 stycznia do 14 lutego 2017 roku

Ryszard Ługowski (źródło: materiały prasowe organizatora)

Urok prowincji w fotografii Jerzego Piątka

Od 10 stycznia do 2 lutego 2017 roku

Jerzy Piątek, „Smutek i urok prowincji”, koniec lat 70. i 1 poł. lat 80. XX w. (źródło: materiały prasowe organizatora)

Małgorzata Szymankiewicz. blank

Od 27 grudnia 2016 roku do 22 stycznia 2017 roku

Małgorzata Szymankiewicz, „Office Work 231”, 2016 (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR