W całej swojej twórczości Werner Herzog przemawia pełnym głosem o świecie, naszym miejscu w nim, o przeszłości, ale i przyszłości, która nie zapowiada się zbyt optymistycznie. Przed 50 laty rozpoczął swoją próbę opisania świata: jednocześnie ogarnięcia całości, jak i zrozumienia podstawowych praw nim rządzących. Wszystkie filmy zdają się być realizacją tego planu, zapoczątkowanego jeszcze w 1962, bo nieporadny Heraklesbył też swoistą próbą opisania świata.

Werner Herzog, reżyser filmu „Szczęśliwi ludzie rok w tajdze” 2010, Copyright Aurora Films (źródło: materiały prasowe CSW Znaki Czasu w Toruniu, organizatora projektu Inne Światy Wernera Herzoga)

Werner Herzog, reżyser filmu „Szczęśliwi ludzie rok w tajdze” 2010, Copyright Aurora Films (źródło: materiały prasowe CSW Znaki Czasu w Toruniu, organizatora projektu Inne Światy Wernera Herzoga)

Czy jednak to dzieło jest możliwe do wykonania, czy też to kolejne niewykonalne zadanie dla Heraklesa? Herzog przeskakuje z tematu na temat, bardzo często podejmuje wątki, które podsuwa mu przypadek: raz możliwość pracy z wielkim producentem, raz pozyskanie grantu z dużej sieci telewizyjnej, raz zaproszenie z wielkiej opery. Wydawałoby się, że taki tryb pracy rozprasza filmowca-filozofa, który założył sobie przed 50 laty zadanie kompletnego opisania świata. Ale czy rzeczywiście możliwy jest taki kompletny opis w zakresie sztuk wizualnych? Można by sobie wyobrazić takie dzieło filozoficzne, może nawet cykl wierszy. Ale dzieło wizualne? Dziś, w erze wszechobecnych obrazków w telewizji, internecie i telefonie? Synteza też jest raczej niemożliwa, bo zakłada kondensację wszystkich informacji, ich analizę i podsumowanie. Może dlatego Herzog tak skacze z tematu na temat? Wie, że nie dokona niemożliwego, ale próbuje. Osiągnął do tej pory wspaniałe rezultaty. Pełne przedstawienie świata jest być może niemożliwe, ale to, co do tej pory ukazał reżyser i co stanowi pewne fragmenty z tego świata to blisko 70 filmów fabularnych i dokumentalnych. Są to owoce pasji i żądzy przygód, chęci posmakowania wszystkiego, oczywiście w ramach możliwości przeciętnego śmiertelnika. Każdym filmem Herzog stara się przekroczyć te ramy. Kiedyś w rozmowach z niesłyszącymi niewidomymi, z Indianami, pasjonatami wszelkich maści, ostatnio w osobami w sytuacjach ostatecznych – oczekujących na wykonanie wyroku śmierci.

Jaki ma plan? Czy dziś, gdy kończy 70 lat, znajduje się bliżej spełnienia idealnego planu opisania świata? A może nigdy takiego planu nie było? I może tylko my, odbiorcy jego filmów, zakładamy, że ten plan powstał w jego głowie? Podarował nam wiele wzruszeń i skłonił do refleksji, czy to za mało, czy miałby odpowiadać na wszystkie pytania i objaśniać nam kompleksowo świat? To niemożliwe i nikt nie jest w stanie tego dokonać w pełni. Jednak Herzog jest jednym z tych książąt sztuki, którzy próbują i dzięki mu za to.

W 1962 zaczął tworzyć esej o człowieku, dziś jest autorem prawdziwej wizualnej encyklopedii człowieczeństwa, której poszczególne tomy nie są ułożone systematycznie, nie od A do Z, lecz wyrywkowo: raz jest to K, raz N, a raz Ł. I nawet, jeśli nigdy nie zostanie skompletowana, bo raczej z założenia jest to niemożliwe, będzie stanowiła bardzo ważny wkład tego reżysera w artystyczne studia antropologiczne.

W wywiadzie, jakiego udzielił mi Herzog w 1993 w Krakowie, wspominał, ze jedyną książką, jaka wziąłby ze sobą na bezludną wyspę nie jest powieść, dzieło filozoficzne, ani Biblia, ani nawet nie encyklopedia, lecz Słownik Oxfordzki, wszystkie 20 tomów. A że Słownik Oxfordzki jest właściwie dziełem encyklopedycznym, skojarzenie ogólnych zamierzeń i praktyki twórczej Herzoga z taka właśnie formą, nie wydaje się zupełnie nieuzasadnione.

Swoje pierwsze teksty o autorze Zagadki Kaspara Hausera zacząłem pisać, gdy Herzog był w średnim wieku, a ja byłem początkującym młodym krytykiem filmowym, współpracującym z „Nowym Wyrazem” i tygodnikiem „Literatura”, a później „Kinem” i niesłusznie zapomnianym kwartalnikiem krakowskim „Powiększenie”. Wówczas, w 1978 roku, opublikowałem pierwszy tekst o nim i nowym kinie niemieckim, pewnie nie wyobrażając sobie nawet, że po latach powstanie z tych tekstów książka i to niejedna. Ponieważ obaj jesteśmy już w średnim wieku, odważę się wyznać, że był moją pierwszą dojrzałą miłością filmową. Nie wstydzę się tego. Zresztą nie tylko ja. Mój przyjaciel, wicedyrektor najpoważniejszej instytucji filmowej w kraju też bezwstydnie wyznaje, że „kocha tego faceta”. Drugi kolega, z którym przygotowywaliśmy pierwsze retrospektywy Herzoga w Polsce, również jawnie przyznaje się do wieloletniego zauroczenia. Herzog nieobojętny jest również szefowi najstarszego i najważniejszego festiwalu filmów krótkich w kraju, który przyznał mu nagrodę Smoka Smoków. Znam jeszcze bardzo wiele innych takich osób w Polsce. I wiem, że ich liczba rośnie, a nie maleje.

Werner Herzog na planie filmu „Cobra Verde”, Ghana 1987, Copyright Deutsche Kinemathek (źródło: materiały prasowe CSW Znaki Czasu w Toruniu, organizatora projektu Inne Światy Wernera Herzoga)

Werner Herzog na planie filmu „Cobra Verde”, Ghana 1987, Copyright Deutsche Kinemathek (źródło: materiały prasowe CSW Znaki Czasu w Toruniu, organizatora projektu Inne Światy Wernera Herzoga)

Dlaczego niemiecki reżyser wzbudził tak silne emocje wśród wielbicieli kina w Polsce? Pewnie z tego samego powodu, co w innych krajach.

W maju 2013 minie dokładnie 30 lat od pierwszej retrospektywy Herzoga w Polsce pt. Wernera Herzoga esej o człowieku. Można także przyjąć, że zrealizowany w 2012 projekt Inne światy Wernera Herzoga stanowi swoiste podsumowanie 30-letniej obecności tego twórcy w naszym kraju. Przed 1983 jego filmy sporadycznie trafiały do polskich kin, kilka z nich (4) znalazło się w oficjalnej dystrybucji pod koniec lat 70. Jednak naprawdę szersza falą zaczęły docierać nad Wisłę dzięki ruchowi DKFowskiemu. Publiczność Dyskusyjnych Klubów Filmowych pokochała Herzoga miłością czystą i od pierwszego wejrzenia. Na równi z innymi ulubieńcami: Michalangelo Antonionim i Andriejem Tarkowskim. To właśnie w środowisku kin studyjnych zrodziły się idee pierwszych przeglądów kina zachodnioniemieckiego i Herzoga w szczególności. Pierwsza retrospektywę przygotował DKF Hybrydy, obszerny zestaw filmów tego reżysera był prezentowany także na 3-miesięcznym (pokazy codziennie, ponad 100 pozycji fabularnych) seminarium Niemcy jesienią DKFów Hybrydy i Kwant. Korzystaliśmy z pomocy ambasady RFN i Inter Nationes w Bonn. Według danych tej ostatniej instytucji (dziś połączonej z Goethe Institut) tak obszernego przeglądu kina niemieckiego jak Niemcy jesienią do dziś nie było na całym świecie. Później, już w latach 90., inicjatywę w organizacji przeglądów Herzoga przejął nowopowstały w naszym kraju Instytut Goethego. Oddział GI w Krakowie wydał pierwszą w naszym kraju książkę o Herzogu (zbiór tekstów krytyków polskich i niemieckich). Przygotowana została także, przy współpracy z Filmoteką Narodową, retrospektywa filmowa, na którą Herzog przyjechał (1993), a kilka lat później starannie przygotowany przegląd dokumentów (2000). Warto przypomnieć retrospektywę i Smoka Smoków dla Herzoga w ramach Festiwalu Krakowskiego (2002), ostatnio Planete+ Doc pokazał dwukrotnie wiele jego filmów oraz zorganizował master class z udziałem tego twórcy.

Pewnie był i jest jakiś ważny unikalny powód, dla którego tak ukochaliśmy w Polsce Wernera Herzoga. Pewnie jego wizualna encyklopedia przemawia do nas wyjątkowo bezpośrednio, frapując nas i skłaniając do refleksji. Ale z pewnością tak samo mocno oddziałuje na widzów całego świata, bo to twórczość niezwykle uniwersalna, ponadnarodowa, ponadwyznaniowa i ponad światopoglądowa. My, widzowie w Polsce mieliśmy to szczęście obejrzenia większości jego filmów i goszczenia go kilkakrotnie w naszym kraju. Mam też nadzieję, że te pierwsze 30 lat obecności Herzoga w Polsce to dopiero udany początek…

Ateny, grudzień 2012
Krzysztof Stanisławski

Dodaj komentarz


Artykuły

Recenzje

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Bownik. Wyobraź sobie czasy, w których wszystkie rekordy już padły

Od 20 stycznia do 23 lutego 2017 roku

Bownik, „Passage”, 2013 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Prabhakar Pachpute i Rupali Patil. Zwiastunki chaosu

Od 28 stycznia do 18 czerwca 2017 roku

Prabhakar Pachpute, „Góra ucieczki”, 2016 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Marek Starzyk. Gazetowe obrazki

Od 27 stycznia do 23 lutego 2017 roku

Marek Starzyk, Bez tytułu, 1999–2000 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Jacek Sempoliński. Obrazy patrzące

Od 21 stycznia do 26 marca 2017 roku

Jacek Sempoliński (źródło: materiały prasowe organizatora)

Ludwik Gronowski. Fotografie Krzemieniec/Wołyń 1930–1939

Od 19 stycznia do 19 marca 2017 roku

Ludwik Gronowski, „Na szybowisku” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Eksplozja litery

Ikonografia tekstualności jako źródła cierpień

Od 12 stycznia do 31 marca 2017 roku

Ireneusz Walczak, „Bartoszewski”, 2016 (źródło: materiały prasowe organizatora)

World Press Photo 2016

Od 14 stycznia do 12 lutego 2017 roku

Warren Richardson, Australia | „Hope for a New Life”, 28 August, Serbia/Hungary border (źródło: materiały prasowe)

Jan Kucz. Antoni Janusz Pastwa

Od 10 stycznia do 8 lutego 2017 roku

„Jan Kucz. Antoni Janusz Pastwa” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Nie, no to nie. Dźwiękowe działania obrazoburcze

Od 11 stycznia do 14 lutego 2017 roku

Ryszard Ługowski (źródło: materiały prasowe organizatora)

Urok prowincji w fotografii Jerzego Piątka

Od 10 stycznia do 2 lutego 2017 roku

Jerzy Piątek, „Smutek i urok prowincji”, koniec lat 70. i 1 poł. lat 80. XX w. (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR