Muzyka Fryderyka Chopina dawno przestała już być domeną klasycznych interpretacji i śmiało wkroczyła zwłaszcza na terytoria jazzu. Silne związki z dorobkiem naszego największego kompozytora wykazywała już twórczość praojca ragtime’u, Louisa Moreau Gottschalka (1829–1869), którego można określić, parafrazując tytuł powieści Michała Choromańskiego, mianem Chopina wysp tropikalnych[1]. Na kanwie szopenowskich motywów improwizowali wielcy pianiści jazzowi – np. Oscar Peterson czy Bill Evans. Istnieje też wiele opracowań utworów Chopina w historii polskiego jazzu: począwszy od Mieczysława Kosza i płyty Novi Singers (Novi Sing Chopin, 1971) z de facto mało jazzowymi, ale za to niezwykle błyskotliwymi wokalnymi transkrypcjami, poprzez wybitnie innowacyjną płytę Chopin (1993) Trio Andrzeja Jagodzińskiego, a skończywszy na chopinowskich impresjach Leszka Możdżera, Adama Makowicza i Krzysztofa Herdzina. O ile jednak jazz już w swej wczesnej fazie rozwoju został nobilitowany i podniesiony do rangi sztuki wysokiej choćby przez zainteresowanie, jakie okazywali mu kompozytorzy miary Ravela i Strawińskiego, o tyle rock do tej pory uchodzi za element kultury popularnej. Część krytyków twierdzi nawet, iż rock i muzyka klasyczna są jak ogień i woda – ze swej natury niemożliwe do połączenia i że istotą rocka jest prostota, a nawet swoisty prymitywizm. Czy zatem w jego obrębie można tworzyć ważkie artystycznie interpretacje muzyki Chopina? W niniejszym tekście spróbuję udzielić odpowiedzi na to pytanie. Na początek jednak uwaga natury ogólnej. Szopenowskie motywy w muzyce rockowej można podzielić ze względu na ich charakter formalny na cztery kategorie:

Muzeum Rock and rolla, Cleveland, Ohio, released by Kasia Wajda, © 2004 under GNU FDL (źródło: Wikipedia. Wolna Encyklopedia, zdjęcie na licencji Creative commons)

Muzeum Rock and rolla, Cleveland, Ohio, released by Kasia Wajda, © 2004 under GNU FDL (źródło: Wikipedia. Wolna Encyklopedia, zdjęcie na licencji Creative commons)

a) Cytatu, który pojawia się w obrębie zasadniczo nie-Szopenowskiego utworu. Taki cytat może mieć charakter zupełnie incydentalny, może też mieć silne uzasadnienie, akcentując np. programowy charakter utworu. Może być wykonany na innym instrumencie niż fortepian – np. elektrycznych organach, syntezatorze czy gitarze elektrycznej.
b) Parafrazy fragmentu szopenowskiego motywu wplecionego w autorską kompozycję. Bywa, iż taka parafraza stanowi lejtmotiw utworu.
c) Rockowej adaptacji całego utworu Chopina, względnie jego większego fragmentu i zaprezentowaniu go jako samodzielnej kompozycji.
d) Stylizacji partii fortepianu na Chopina bez uciekania się do cytatów czy parafrazy.

Natomiast w zasadzie nie występuje w rocku często stosowany w jazzie motyw szopenowski, służący jako punkt wyjścia do solowej lub zespołowej improwizacji[2]. Mimo iż powyższy podział uważam za istotny, to zrezygnowałem z prezentacji motywów szopenowskich w rocku wedle takiego schematu, gdyż mogłoby to być to dla czytelnika słabo zorientowanego w meandrach muzyki rockowej mało przejrzyste. Posłużę się natomiast kryterium podmiotowym: przedstawiając na początku krótką historię motywów szopenowskich w polskim rocku, następnie śledząc wpływ muzyki Chopina na twórczość wybitnych rockowych pianistów, a na koniec szukając szopenowskich reminiscencji na płytach mniej znanych zespołów z całego świata, zwłaszcza z kręgu rocka progresywnego.

W klasycznym polskim rocku nawiązań do muzyki Chopina jest zadziwiająco mało. Nie odwoływali się do niego ani Niemen[3], ani sięgający nad wyraz chętnie po cytaty z klasyków (Corellego, Borodina, Bacha, Musorgskiego) Skaldowie, ani mocno inspirujący się Corellim Jan Kanty Pawluśkiewicz z Anawą, ani żadna z doskonałych grup fusion (np. Extra Ball czy Laboratorium). Jest za to nieznośnie melodramatyczna piosenka Joanny Rawik Kocham świat z refrenem opartym na temacie Poloneza As-dur, której na szczęście do rocka zaliczyć nie sposób. W polskim rocku z tamtego okresu trzeba zatem szukać nawet dalekich szopenowskich refleksów, których wychwycenie przypomina czasem mozolne odcyfrowywanie palimpsestów. Szopenowskie zabarwienie ma np. krótkie fortepianowe solo w przeboju Wymyśliłem ciebie[4] grupy Dżamble pochodzącym z longplaya Wołanie o słońce nad światem (1971), a także quasi-nokturnowy akompaniament fortepianu w nieśmiertelnym Ocalić od zapomnienia Grechuty w wersji live z 1973 r. nagranym dla Radia Kraków[5]. Z najbardziej wyrazistym odwołaniem do Chopina w klasycznym polskim rocku mamy do czynienia w przypadku SBB – najwybitniejszej, obok zespołów Niemena[6] – grupy w historii polskiego rocka. Suitę Wolność z nami z ich drugiego longplaya Nowy horyzont (1975) wieńczy Preludium e-moll op. 28 wykonane przez Józefa Skrzeka na fortepian solo. Wiesław Królikowski słusznie określił je mianem perkusyjnego[7] (choć zapewne użył tego terminu bez pejoratywnej konotacji), bo faktycznie jest po prostu odbębnione i stanowi jeden z najsłabszych momentów w twórczości tego znakomitego przecież zespołu. Przede wszystkim brak w nim jakiegokolwiek pomysłu na odczytanie preludium przez pryzmat ambitnego rocka bądź fusion – nawet na najbardziej rudymentarnym poziomie, tj. aranżacji. Bezbarwność interpretacji Skrzeka uwidacznia się zwłaszcza w zestawieniu z nagraną parę lat wcześniej fascynującą jazzową interpretacją Preludium c-moll w wykonaniu Mieczysława Kosza. Ta zachowawczość dziwi zwłaszcza w kontekście umiejętności pianistycznych lidera SBB, który dał się poznać jako świetny, bardzo kreatywny improwizator. Być może zespół, który szokował zastygły w gnuśnym oportunizmie światek muzyki rozrywkowej PRL agresywnym, dysonansowym brzmieniem, bał się odważniej potraktować muzykę Chopina, obawiając się oskarżeń o szarganie narodowych świętości. O wiele lepsze wrażenie robi Preludium c-moll, wplecione w kompozycję Zbliż się do mego serca, zagrane przez Skrzeka na majestatycznych piszczałkowych organach podczas mszy za ojczyznę w 1983 r. w warszawskim kościele Świętego Krzyża[8]. Cytat z Chopina ma tu z jednej strony wymiar patriotyczny, z drugiej jest wyrazem tożsamości muzyki z miejscem, bo właśnie w kościele Świętego Krzyża znajduje się serce wielkiego kompozytora.

Lata 80. i 90. były okresem kryzysu dla wszelkich ambitnych odmian rocka, nie dziwota więc, że próżno w nich szukać szopenowskich śladów. Z tym większą uwagą trzeba przyjrzeć się płycie Rock loves Chopin (2008) – kolektywnemu projektowi polskich rockmanów poświęconemu muzyce Chopina na niespotykaną wcześniej skalę. Wzięli w nim między innymi udział: gitarzysta (i autor aranżacji) Radek Chwieralski, Jan Borysewicz (lider Lady Pank), Grzegorz Markowski z Perfectu, basista Wojtek Pilichowski oraz wybitny pianista i najmłodszy laureat w historii konkursu chopinowskiego Janusz Olejniczak (VI nagroda na konkursie w 1970 r.). Niestety sam album – mimo kilku interesujących epizodów – należy ocenić jako artystyczną porażkę i to zgoła niespektakularną, gdyż nie jest to upadek z wysokiego konia. Klęska leży już w jego genezie – płyta jawi się jako przedsięwzięcie nieprzemyślane i powierzchowne, wypływające głównie z pobudek komercyjnych, a nie artystycznych. Dlatego trudno mi zgodzić się ze stwierdzeniem Mirosława Pęczaka – autora eseju Chopin z gitarą, zamieszczonego w książeczce płyty iż album w swym mariażu rocka i muzyki klasycznej nawiązuje do estetycznego paradygmatu rocka progresywnego lat 70. Wprawdzie rock progresywny z tamtego okresu nie był wolny od wad, powodowanych głównie przez wybujałe ego niektórych muzyków, zarazem jednak w obrębie tegoż nurtu powstało mnóstwo płyt porywających i nowatorskich. Z fascynacji grupy Emerson Lake And Palmer Obrazkami z wystawy Musorgskiego (LP Pictures at an Exibition, 1971), King Crimson Planetami Gustava Holsta (Mars wykonywany na koncertach w okresie pierwszego składu zespołu) czy francuskiego zespołu Magma kantatą Carmina Burana Carla Orffa (album Mëkanïk Dëstruktïẁ Kömmandöh, 1973) narodziły się dzieła prawdziwie kontrowersyjne – do pewnego stopnia obrazoburcze, ale zarazem wytyczające nowe ścieżki we współczesnej muzyce, zuchwale ekstrawaganckie, lecz pełne autentycznej fascynacji dorobkiem wielkich mistrzów, nacechowane charakterystyczną dla rocka drapieżnością i intensywnością emocjonalną, ale też wysublimowane. Nawet po formacjach o ambicjach bez porównania mniejszych – choćby wspomnianym w eseju Pęczaka Procol Harum, tak chętnie korzystającym z dorobku Bacha – pozostały piękne, wysmakowane piosenki. Tymczasem na Rock loves Chopin nie ma ani jednego, ani drugiego – jest tylko wysoki profesjonalizm wykonawczy w służbie muzycznej konfekcji. Paradoksalnie o wiele bliższe naturze rocka progresywnego są niektóre epizody Sonaty b-moll w wykonaniu Trio Jagodzińskiego, np. kapitalny riff kontrabasu w skrajnych częściach Marsza żałobnego, wzmocniony ciężkim beatem perkusji Czesława Bartkowskiego.

  1. Urodzony w Nowym Orleanie, a mieszkający między innymi na Karaibach i w wielu krajach Ameryki Płd. Gottschalk znajdował się z jednej strony pod przemożnym wpływem muzyki Chopina (który zresztą wyraził się bardzo ciepło o technice młodziutkiego Gottschalka podczas ich spotkania w Paryżu), z drugiej – czerpiąc z karaibskiego folkloru i muzyki murzyńskich niewolników z Nowego Orleanu, wprowadził do klasycznej muzyki fortepianowej synkopowane rytmy antycypujące o kilkadziesiąt lat jazz. Fakt ten jednak można porównać do odkrycia Ameryki przez wikingów – Gottschalk został rychło zapomniany i nie miał żadnego wpływu na rozwój jazzu. Zob. S. Frederick Starr: Gottschalk and His Notes of a Pianist, Princeton University Press, 2006, passim.
  2. Taki charakter mają np. Preludium c-moll Mieczysława Kosza z płyty Reminiscence (1971), Preludium e-moll Jagodziński Trio z albumu Chopin czy Mazurek G op. 24. Możdżera (Chopin – Impresje, 1994).
  3. Chopinowska aluzja u Niemena pojawia się jedynie w tekście utworu Mój pejzaż z płyty Niemen (1970), nazywanej potocznie Czerwonym albumem. Autor tekstu, występujący pod pseudonimem Marta Bellan, operuje w nim przaśną, „peerelowsko-ojczyźnianą” symboliką: Gdzie płaczącym wierzbom nad rzeką śpiewa wiatr i gdzie Chopin śpiewów tych echo w nuty kładł (…).
  4. Natomiast refren tej bardzo udanej piosenki nawiązuje do słynnego Adagio g-moll Tomaso Albinoniego.
  5. Grechucie towarzyszyła wówczas jazz-rockowa formacja WIEM, ale akurat w tym utworze występuje solo z fortepianem. Jest to wykonanie znacznie różniące się od wersji studyjnej z płyty Korowód (1971) nagranej z udziałem Anawy. Utwór ukazał się jako jeden z bonusów do kompaktowej reedycji Magii obłoków (EMI 2000).
  6. W skład jednej z nich – Grupy Niemen – znanej z nowatorskich płyt Vol I i Vol II wchodziło zresztą trio (Józef Skrzek, Anthimos Apostolis, Jerzy Piotrowski), które utworzyło później SBB.
  7. Wiesław Królikowski: Polski rock. Przewodnik płytowy L-Ż. Res Publica Press, Warszawa 1998, s. 204.
  8. Zapis całego występu Skrzeka ukazał się na CD zatytułowanym Koncert Świętokrzyski nakładem Wydawnictwa 21.
Strony: 1 2 3

Artykuł ukazał się w Kwartalniku Akcent nr 3/2013

Dodaj komentarz


Recenzje

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Andrzej Mitan. Sztuka (nie)zidentyfikowana

Od 18 lutego do 23 kwietnia 2017 roku

Andrzej Mitan, „W świętej racji”, płyta analogowa, proj. Ryszard Winiarski (źródło: materiały prasowe organizatora)

ABS_2067

Od 27 lutego do 17 marca 2017 roku

Philippe Rębosz, „And all my friends are dead”, akryl i olej na płótnie, 2017 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Nature morte

Od 19 lutego do 14 maja 2017 roku

Barnaby Barford „Do it again, I didn’t press record”, 2009, dzięki uprzejmości artysty, Fot. Noah Da Costa, © Barnaby Barford (źródło: materiały prasowe organizatora)

Alicja Bielawska. Jeśli nie tutaj, gdzie?

Od 17 lutego do 9 kwietnia 2017 roku

Alicja Bielawska, „Ćwiczenia na dwie linie”, 2014 ,fot. Bartosz Górka (źródło: materiały prasowe organizatora)

Szczęśliwej podróży

Od 17 lutego do 27 maja 2017 roku

3–4 marca 2017 roku, pokaz filmu „Exil Shanghai” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Martwa Natura

Od 15 lutego do 14 marca 2017 roku

Katarzyna Makieła-Organisty, „Czaszka jelonka”, 2014 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Skarby baroku. Między Bratysławą a Krakowem

Od 10 lutego do 23 kwietnia 2017 roku

„Widok Krakowa”, 1652, olej na płótnie, Muzeum Narodowe w Krakowie (źródło: materiały prasowe organizatora)

Superorganizm. Awangarda i doświadczenie przyrody

Od 10 lutego do 21 maja 2017 roku

Marek Włodarski, „Pejzaż biologiczny”, 1930 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Piotr Zbierski. Push the sky away

Od 10 lutego do 3 marca 2017 roku

„Push the sky away”, fot. Piotr Zbierski (źródło: materiały prasowe organizatora)

Marek Rogulus Rogulski. Mu(e)seum. Dwie strzałki czasu

Od 4 lutego do 3 maja 2017 roku

Marek Rogulski (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR