Tekst napisany w początku 2013 roku, cztery lata po śmierci Mikołaja Smoczyńskiego, do katalogu wystawy Mikołaj Smoczyński. Co outsider może nam powiedzieć o rzeczywistości? z udziałem Jarosława Kozakiewicza i Roberta Kuśmirowskiego, Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie, 22.03–9.06.2013, kurator: Ewa Gorządek

Kiedy namyślam się nad tym, co znaczą dla mnie dokonanie i życie Mikołaja Smoczyńskiego (usiłuję równocześnie wyobrazić sobie, co znaczą dla innych ludzi), nasuwają mi się skojarzenia z dawnej lektury rozważań Arthura C. Danto o tworzeniu w czasie „po końcu sztuki” (After the End of Art, Princeton 1997). O Smoczyńskim napisano wiele tekstów analitycznych i do nich tu nie będę wracał. Sam powstrzymam się  od analizowania, jak też odstąpię od próby opisywania morfologii pracy tego artysty. Wmyślam się tu raczej w takie stany, które wiążę z tym, co on robił, jak wewnętrzność, głębia, przemieszczenia (dislocation), przeniesienie (transformation) podniesienie (hoisting); te dwa ostatnie stanowiły tytuły realizacji Smoczyńskiego. Kiedy namyślam się nad dokonaniem i życiem tego człowieka,  odczuwam też smutek. Odczuwam nastrój Popielca – nastrój podobny temu, jaki wyczytuję z wierszy, które pisał Thomas Stearns Eliot: Środa Popielcowa (Ash-Wednesday), Wydrążeni ludzie (The Hollow Men), Jałowa ziemia (The Waste Land).

Mikołaj Smoczyński, „Labirynt (rekonstrukcja pod opieką Roberta Kuśmirowskiego)” 1993-2013 – dokumentacja z wystawy „Mikołaj Smoczyński. Co outsider może nam powiedzieć o rzeczywistości?” prezentowanej w CSW Zamek Ujazdowski w Warszawie (źródło: materiały prasowe)

Mikołaj Smoczyński, „Labirynt (rekonstrukcja pod opieką Roberta Kuśmirowskiego)” 1993-2013 – dokumentacja z wystawy „Mikołaj Smoczyński. Co outsider może nam powiedzieć o rzeczywistości?” prezentowanej w CSW Zamek Ujazdowski w Warszawie (źródło: materiały prasowe)

Czytam maszynopis zapisków Smoczyńskiego Czas przeszły. Komentarze do prac zrealizowanych w latach 1980-1999. To rozważania znaczące  dla historii myśli artystycznej, ważne również dla nas teraz. W maszynopisie Przedmowy do nich czytam, że jej autor, Stefan Morawski, nazwał te zapiski Smoczyńskiego „Spowiedzią”. Rozważania artysty na temat statusu obrazu (a właściwie rozmaitych statusów różnych obrazów) są bardzo inspirujące, ale też, podobnie jak wiele innych spraw wiążących się ze Smoczyńskim, są one czasem jedynie prowokacyjne, czasem neoawangardowo ortodoksyjne, nierzadko wewnętrznie kontradyktoryjne. Zastanawia mnie, w jaki sposób to, co on robił,  nastawało i trwa jako sztuka. Nieustanne dociekanie przezeń (tak w praktyce, jak i w refleksji) istoty obrazu, oscylowanie pomiędzy ukazywaniem tego co widzialne i niewidoczne, a w istocie między możliwym a niemożliwym do zobaczenia, dalej – zgłębianie uwarunkowań naszej orientacji w miejscu, a jeszcze pytania o relacje między przestrzeniami wystawienniczymi a pracownią, refleksja na temat metod eksponowania tego co zamyślone, rozważanie przemieszczeń, wreszcie praktykowana przemienność konstruowania, destruowania i rekonstruowania w działaniu i namyśle Smoczyńskiego, wszystko to pospołu pozwala, a nawet każe myśleć o diagnozie „końca sztuki”. Skłania  również do zastanawiania się nad motywacją takiego działania artysty – i pokrewnych mu, jak Robert Smithson, Gordon Matta-Clark, Andrzej Szewczyk, Marek Chlanda, Royden Rabinowitch, Mirosław Bałka, Richard Wilson, Urs Fischer, Koji Kamoji, Chris Burden, a trzej ostatni wymienieni są tu przeze mnie także ze względu na ich prace odkrywkowe, archeologiczne, kopalne, rekonstrukcyjne, bardzo w istocie bliskie praktyce stosowanej przez Smoczyńskiego przy jego Zdjęciach (Wall Prints), pracy polegającej na zdejmowaniu, odrywaniu zewnętrznej warstwy ścian. Całościowe przyglądanie się dokonaniu Smoczyńskiego zmusza jeszcze do pytań o motywacje działania polegającego na konfrontacji środków wypracowanych na gruncie sztuki postartystycznej w zderzeniu z barierą poznania rozumowego. Smoczyński w swojej pracy, to trzeba mocno podkreślić, nie posługiwał się metodami konceptualnymi, ale środkami materialnymi i surowymi, wręcz brutalnymi. Potem, po wykonaniu obiektu czy działania przestrzennego,  wykonywał zdjęcie,  mam teraz na myśli zdjęcie o naturze fotograficznej. Fotografie te cechują się – stanowiąc dokumentację materialnych i przestrzennych działań artysty – wysokimi walorami estetycznymi, harmonią kompozycyjną, subtelną grą światłocieniową, maestrią wykonania ujęcia i wydruku. Taka dwoistość i dwojakość w ogóle mocno cechowała osobowość i pracę Smoczyńskiego. Stworzony przezeń w 1980 roku Obiekt podwójny (Double Object) zdaje się ujmować – a według mnie symbolizuje zarazem – dwoistość całej tej twórczości oraz niejakie rozdwojenie jej sprawcy. Ów obiekt – Obiekt podwójny – był i pozostaje znakiem transgresji. W blaknącej historii on też istnieje obecnie jedynie w formie fotografii tego (w roku 1984 zaginionego) przedmiotu.

Robert Smithson podobno lubił place budowy jako „odwrotność ruin” („ruins in reverse”), podczas gdy Mikołaja Smoczyńskiego zajmowały głównie układy nieuporządkowane – stany częściowej ruiny, można by powiedzieć – jako odwrotność konstruowania. Wyraźnie ujawniło się to już w serii The Secret Performance, realizowanej w Lublinie od około 1983 roku, albo w jego Akcji równoległej (Parallel Action) w Galerii Starej BWA w Lublinie w 1992, czy też w ekspozycji Temporary Con Temporary, będącej wtargnięciem w przestrzenie Galerii ZPAP w Warszawie w  1992. Zjawiskom i stanom cechującym się nieuporządkowaniem artysta ten niestrudzenie się przypatrywał, docierał do nich, odkrywał je, doraźnie stany takie utrwalał w formie tworzonych przez siebie obiektów, obrazów, układów przestrzennych, interwencji, a dalej wszystkie te formy (nierzadko deformacje raczej) definitywnie utrwalał metodą fotograficzną. I w tym właśnie, w owych przetworzeniach wiodących do obrazu fotograficznego, wyrażał się głębszy jego imperatyw odnajdywania ładu. Mówię o imperatywie ładu w głębi, gdyż skrywał się on pod powierzchnią wyglądów cechujących się chaosem, czy to kiedy artysta posługiwał się w swych instalacjach supremą (materiałem budowlano-izolacyjnym, zwykle w płytach, powstającym ze związania cementem wielu warstw wiórów drewna), czy to gdy zrywał wierzchnie warstwy ścian bądź podłóg, kiedy prowadził te swoje roboty remontowo-budowlane o nastawieniu eksperymentalnym, a właściwie  o charakterze poznawczym.

Najistotniejsze działania Smoczyńskiego polegały na jego wnikaniu w stany ukryte we wnętrzach, dosłownie w ścianach wnętrz (rzadziej w murach), w których, albo wobec których działał, kiedy to niejako odwracał pierwszą stronę elewacji, jej recto, by ujawnić jej stronę przeciwną,– verso (jak prawa, od razu widoczna, i lewa, którą zawsze wpierw trzeba odwrócić, strona karty książki). Tak jakby wertował w tym postępowaniu widzialność, a polegało to na przemiennym ujawnianiu tego, co zazwyczaj jest nam dostępne i tego, co pozostaje zwykle skryte – w wypadku ściany lub posadzki na zawsze. Niektóre z tych działań, nazywanych przezeń  Zdjęciami, nabierały nie jedynie dramatycznego charakteru. Bywało, że okazywały się one, jak w wypadku manifestacji przeprowadzonej w 1999 roku w Galerii U Jezuitów w Poznaniu, monumentalne i zdumiewająco piękne. Mikołaj Smoczyński, jakkolwiek działał w lub na materialnej powierzchni rzeczy,  w istocie wnikał w nie głęboko, wpatrywał się, wczytywał i wczuwał w miejsce, także w zmienne historycznie losy danej lokacji oraz jej różnorakie konteksty. Podziwiałem tę głębię dociekań Smoczyńskiego, ale nigdy jej nie pojąłem w pełni. Dobrym przykładem takiego postępowania, chociaż pozostał on jedynie w fazie koncepcyjnej, było przygotowanie projektu dla klasztornego Zespołu Powizytkowskiego pod wezwaniem Zwiastowania Najświętszej Marii Panny i Najświętszego Serca Jezusa w Lublinie „przy ulicy Peowiaków 12 (dawniej Pstrowskiego, poprzednio Szpitalnej, a pierwotnie Wizytkowskiej)”, jak skrupulatnie uściślał w szczegółowym scenariuszu-opisie tego opartego na swoistej ekologii projektu do dawnego wirydarza klasztornego (broszura-wydruk: Mikołaj Smoczyński, Wirydarz powizytkowski (opis projektu), Lublin 2002).

Mikołaj Smoczyński kierował się w swym postępowaniu instynktem, chociaż nie stronił od rozważań teoretycznych, a wtedy nie unikał racjonalizowania. Postępował intuicyjnie, ale i potrafił ujmować swą aktywność w sposób analityczny. Był przy tym pragmatyczny. Smoczyński celowo mylił tropy, ale i  gubił się nieraz sam w zakamarkach budowanych przez siebie labiryntów – w zakamarkach własnego myślenia, tworzenia, snutego wciąż komentarza, opartego na sprzecznościach życia i takiegoż postępowania. Często zatracał się w pojedynkach z innymi ludźmi, kiedy jego orężem bywała bezlitosna drwina. Ale sięgał też nieraz piętrowej autoironii. Aura ironii albo zadziorności właściwie wciąż roztaczała się wokół niego. Bywało jednak też, że zapadał się w sobie. I w żalu. Albo melancholii. „Moje życie wygląda dosyć dziwnie i nie wiem jeszcze, czy to dobrze, czy może źle.” – napisał do mnie dokładnie trzynaście lat temu (rękopis listu z 29 marca 2000 roku).

sprawiał wrażenie, że dużo przeczytał, często cytował pisarzy, myślicieli,  artystów. Tu też postępował w sposób intuicyjny. Ale uderzała przy tym celność dokonywanego przezeń doboru odwołań służących wzmocnieniu jego własnych a to dociekań, a to mniemań. Myślę, że dokuczała mu własna inteligencja. Sądzę też, że nie zawsze znajdując partnera dla swoich gier, pozostawał ze sobą i z wyboru, i z konieczności coraz bardziej sam; wtedy, by od tego stanu wyzwolić się, przełączał się często na tryb przypadkowości, nieuporządkowania, wpadał w wahadłowo zmienną oraz krańcową emocjonalność, zmieniał swój stan świadomości, nasączając się alkoholem i męcząc bezsennością, upajał się czytaniem. Albo prowokował. Stosował też czasem swoistą mimikrę, wcielając się w kogoś innego . Wszystko to czynił w sposób autodestrukcyjny.  Był, bądź co bądź, majstrem i konstrukcji, i rozbiórki. Był on zarazem mistrzem autokreacji i rychło potem demontażu budowanych wpierw z pietyzmem sytuacji artystycznych oraz egzystencjalnych. Ale koniec końców jego wypowiedź brzmiała czysto, jego działanie było owocne, jego biografia twórcza – przynajmniej  oglądana  retrospektywnie – nizała kolejne fakty i osiągnięcia w ciągu pracy artysty w spójną sekwencję jednostkowego losu, w harmonijne wybrzmiewanie głosu autora Zdjęć. „Głos instynktu w pewien sposób ma zawsze rację, aczkolwiek nie nauczył się jeszcze dokładnie wyrażać siebie” – mówił w jednym ze swych wykładów Ludwig Wittgenstein (Wittgenstein’s Lectures. Cambridge 1930-1932. From the Notes of John King and Desmond Lee, Oxford 1982, 22).

Strony: 1 2

JAROMIR JEDLIŃSKI (ur. 1955) – niezależny kurator, krytyk. Wcześniej dyrektor Muzeum Sztuki w Łodzi oraz kierownik Galerii Foksal w Warszawie, członek AICA (Międzynarodowe Stowarzyszenie Krytyków Sztuki), członek CIMAM (Międzynarodowy Komitet Muzeów i Kolekcji Sztuki Nowoczesnej) przy ICOM-UNESCO, członek Stowarzyszenia Historyków Sztuki.

Dodaj komentarz


Recenzje

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Karol Szostak

Rzeźba – Malarstwo 1988–2018

Od 20 stycznia do 25 marca 2018 roku

Karol Szostak „Kamienna głowa”, 2016 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Sergiei Tchoban. Kontrastowa harmonia miasta

Od 27 stycznia do 18 marca 2018 roku

Sergei Tchoban, „Kaprys architektoniczny. Forum Romanum albo Dwa Światy I”, projekt scenografii, piórko, pędzel, tusz chiński, akwarela, papier do akwareli na krośnie, 2013 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Przemek Branas – GÓRA/KOSMOS/GŁOWA

Od 25 stycznia do 16 lutego 2018 roku

Przemek Branas, „GÓRA/KOSMOS/GŁOWA”, Galeria Labirynt w Lublinie (źródło: materiały prasowe organizatora)

Zakłócenia / UMWELT

Od 18 stycznia do 2 lutego 2018 roku

Karolina Kardas, „Let him kiss me…/ Niech mnie pocałuje”, video, 2 min 49 sek  (źródło: materiały prasowe organizatora)

Pejzaże antropocenu

Od 18 stycznia do 30 marca 2018 roku

Diana Lelonek, „3 Wild Man” dzięku uprzejmości artystki i galeii lokal_30  (źródło: materiały prasowe organizatora)Diana Lelonek, „3 Wild Man” dzięku uprzejmości artystki i galeii lokal_30  (źródło: materiały prasowe organizatora)

Język jako Dźwięk. Tania Candiani

Od 19 stycznia do 4 marca 2018 roku

„Język jako Dźwięk” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Włóczęgi – malarstwo Majki Wójtowicz

Od 13 stycznia do 14 lutego 2018 roku

„Włóczęgi” – malarstwo Majki Wójtowicz (źródło: materiały prasowe organizatora)

Rosław Szaybo. Piękno użyteczne

Od 19 stycznia do 18 lutego 2018 roku

Proj. Rosław Szaybo (źródło: materiały prasowe organizatora)

Grzegorz Sztwiertnia: Ustawienia domyślne / Default settings

Od 11 stycznia do 11 lutego 2018 roku

Grzegorz Sztwiertnia, „Polskie miasteczka, Łańcut”, 2017 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Malując

Od 11 stycznia do 25 lutego 2018 roku

Urszula Wilk, Seria Bluemetrie nr 12, płótno, akryl, olej, 200 x 175 cm, 2016 (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR