Frank McGuiness, Greta Garbo przyjechała, reż. Anna Augustynowicz, premiera: 19.04.2013 r., Teatr Współczesny w Szczecinie

Jakiś czas temu błysnęła gdzieś, w odmętach sieci, reklama biura podróży oferującego klientom zamaszyście zachwalane „wycieczki dla singli”. Zapachniało pewną nadzieją włóczęgom, którzy od lat, jeżdżąc po świecie, płacą całkiem niemałe niekiedy „dopłaty do jednoosobowego pokoju”, by potem smutnie wygniatać pościel z jednego tylko łoża, drugie pozostawiając nietknięte. I by generalnie czuć się odmieńcem niedopasowanym do turystycznego (a może i ogólnie cywilizacyjnego) standardu, zawierającego się w formule „pokój dwuosobowy, ewentualnie z dostawką”. Wizyta na stronie owego rzekomo przychylnego samotnikom touroperatora rozwiewała przedwczesne nadzieje. Oferta skierowana była do singli, które za wszelką cenę chcą przestać być singlami. Była, krótko mówiąc, obcesową propozycją matrymonialną z nastrojowymi kolacjami i spacerami w świetle księżyca w ramach programu. Dosyć chamską próbą porządzenia się w smutno subtelnym świecie samotników.

„Greta Garbo przyjechała”, reż. Anna Augustynowicz, fot. Bartłomiej Sowa (źródło: mat. prasowe Teatru Współczesnego w Szczecinie)

„Greta Garbo przyjechała”, reż. Anna Augustynowicz, fot. Bartłomiej Sowa (źródło: mat. prasowe Teatru Współczesnego w Szczecinie)

Czy teatr ma do powiedzenia coś o samotności? Ba, jak który. Nie ten, co chce tylko bawić i rozśmieszać, przedstawianych ludzi traktując beztrosko (a mógłby, gdyby sięgnął do dobrych wzorów; w końcu niknąca sylwetka odchodzącego w siną dal Chaplina była jednym z najbardziej przejmujących znaków samotnictwa). I nie ten, co ogranicza się do ilustrowania uogólnionych problemów współczesności, używając postaci scenicznych – albo bezpośrednio realnych aktorów – w funkcji mechanicznych rzeczników wykładanych tez. Żeby daleko nie szukać: dzisiejsza scena tematem artystycznych wypowiedzi czyni bardzo często kwestię społecznie wykluczonych; nie wchodźmy już w to, jak ją rozumie. Czy jednak przypomnicie sobie państwo choćby jedno widowisko skupiające się na kwestii wykluczonego? Jednego! Wykluczonego, w liczbie pojedynczej. Nie, „wykluczeni” są ex definitione kategorią zbiorową przeciwstawianą innej, jeszcze bardziej zbiorowej: statystycznej większości, z której mniejszość została wykluczona. Są tylko kategorią, wyłącznie kategorią, dyskursywnym pojęciem. No, może czasami społecznością jako tako indywidualnie rozróżnialnych jednostek. Ale nigdy nie ekstrapolacją losu jednostki – mimo że taka właśnie figura aż by się prosiła na scenę. I za taką się tęskni.

Dzisiejszy teatr daje się kochać wtedy, kiedy przestaje wybierać tematy z obowiązującego aktualnie katalogu. Kiedy przestaje prawić o wykluczonych, o uogólnionym „Innym” (liczba pojedyncza, ale kategoria też wbrew pozorom zbiorowa), o winach lub wielkościach narodu bądź narodów, o szowinizmie mężczyzn i ucisku kobiet, o przykładowym starym, przykładowym Żydzie i przykładowym geju. Kiedy zaczyna widzieć konkretnego człowieka na swojej scenie i raczy zauważyć coś oczywistego: że ów człowiek – jeśli jest naprawdę wart zainteresowania – nigdy się w ramach przyznanej kategorii bez reszty nie mieści. Zawsze z niej wystaje. A wystając wylatuje ze stada i zostaje sam na patelni. Taka osobnicza samotność ujawniała się dramatycznie w najlepszych spektaklach Krzysztofa Warlikowskiego, choćby w Aniołach w Ameryce, gdzie głębia bólu osamotnionych kochanków pozwalała wybaczyć histeryczny ton opowieści o aidsowskiej apokalipsie. Taka samotność była rzeczywistą dominantą Tęczowej trybuny Moniki Strzępki, spektaklu, wbrew łatwym czytaniom, nie o obłudnych rządach prezydent Warszawy i nie o prześladowaniu homoseksualnych kibiców, tylko o łatwości pękania grupowych więzów, o braku elementarnej lojalności ludzi bliskich, o czarnej rozpaczy singlowych atomów. Kiedyś, w klasycznej dramaturgii, taka rozpacz ukrywana była pod słowami dialogów, dziś wyraża się najczęściej w wydzielonych z akcji monologach. Mistrzem takich monologów na rodzimym rynku jest Paweł Demirski.

Ludzie rozpychający ciasne, przynależne im ramy wypełniali kiedyś przestrzeń widowisk Krystiana Lupy – ale sczeźli, przegnani stamtąd przez kiszące się we własnym sosie wspólnoty nudziarzy. Nie ma ich też w brawurowych teatrzykach marionetek Jana Klaty. Może tam kiedyś zawitają, może jeszcze nie czas?

***

Greta Garbo naprawdę odwiedziła irlandzką krainę Donegal, trochę później, niż opowiada o tym Frank McGuinness. Ale daty nie grają tu roli: tak czy owak przyjechała – piękna, choć już niemłoda, zatrzaśnięta w sobie, niedostępna. Jak zjawa z innej planety, wyrywająca ze stuporu powszedniości irlandzkich prowincjuszy. Właśnie w imię tej konfrontacji pisarz ją tu w swojej sztuce przysłał.

U Anny Augustynowicz Gretę Garbo gra Maciej Wierzbicki, łysy drągal z Montowni.

„Greta Garbo przyjechała”, reż. Anna Augustynowicz, fot. Bartłomiej Sowa (źródło: mat. prasowe Teatru Współczesnego w Szczecinie)

„Greta Garbo przyjechała”, reż. Anna Augustynowicz, fot. Bartłomiej Sowa (źródło: mat. prasowe Teatru Współczesnego w Szczecinie)

Po pierwszych recenzjach agencja reprezentująca McGuinnessa zażądała wyjaśnień; na Wyspach Brytyjskich takich ingerencji w tekst nie można dokonywać bezkarnie. Czysta złośliwość losu. W polskim teatrze, w którym reżyserskie zbrodnie na tekstach dramatycznych są na porządku dziennym – ostatnio Kuba Kowalski zrobił drag queen z gorzko błazeńskiego filozofa Clarina w Życiu snem – przyczepili się akurat do inscenizatorki, która żadnych decyzji inscenizacyjnych nie bierze z katalogu. Jej Greta w najmniejszym stopniu nie jest transgenderowa; Wierzbicki naprawdę zagrał zimną Szwedkę, niepokojącego, egzotycznego stwora o cudownym upierzeniu i odpychającym sposobie bycia, ptaka‑cudaka. Brak podobieństwa fizycznego jedynie eksponował to cudactwo, budując sceniczne napięcie.

Strony: 1 2

Tekst ukazał się w miesięczniku Odra nr 7-8/2013

Dodaj komentarz


Artykuły

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Bownik. Wyobraź sobie czasy, w których wszystkie rekordy już padły

Od 20 stycznia do 23 lutego 2017 roku

Bownik, „Passage”, 2013 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Prabhakar Pachpute i Rupali Patil. Zwiastunki chaosu

Od 28 stycznia do 18 czerwca 2017 roku

Prabhakar Pachpute, „Góra ucieczki”, 2016 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Marek Starzyk. Gazetowe obrazki

Od 27 stycznia do 23 lutego 2017 roku

Marek Starzyk, Bez tytułu, 1999–2000 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Jacek Sempoliński. Obrazy patrzące

Od 21 stycznia do 26 marca 2017 roku

Jacek Sempoliński (źródło: materiały prasowe organizatora)

Ludwik Gronowski. Fotografie Krzemieniec/Wołyń 1930–1939

Od 19 stycznia do 19 marca 2017 roku

Ludwik Gronowski, „Na szybowisku” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Eksplozja litery

Ikonografia tekstualności jako źródła cierpień

Od 12 stycznia do 31 marca 2017 roku

Ireneusz Walczak, „Bartoszewski”, 2016 (źródło: materiały prasowe organizatora)

World Press Photo 2016

Od 14 stycznia do 12 lutego 2017 roku

Warren Richardson, Australia | „Hope for a New Life”, 28 August, Serbia/Hungary border (źródło: materiały prasowe)

Jan Kucz. Antoni Janusz Pastwa

Od 10 stycznia do 8 lutego 2017 roku

„Jan Kucz. Antoni Janusz Pastwa” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Nie, no to nie. Dźwiękowe działania obrazoburcze

Od 11 stycznia do 14 lutego 2017 roku

Ryszard Ługowski (źródło: materiały prasowe organizatora)

Urok prowincji w fotografii Jerzego Piątka

Od 10 stycznia do 2 lutego 2017 roku

Jerzy Piątek, „Smutek i urok prowincji”, koniec lat 70. i 1 poł. lat 80. XX w. (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR