Vanity. Fotografia mody z kolekcji F.C. Gundlacha, 20.05-1.09.2013 r., Muzeum Narodowe w Krakowie

Fotografował takie sławy jak Jean-Luc Godard, Romy Schneider czy Hildegard Knef. Współpracował z jednym z największych magazynów dla kobiet w Europie – Brigitte. Jest właścicielem jednej z najliczniejszych kolekcji fotograficznych w Niemczech. Dziś ma 87 i wciąż z błyskiem w oku opowiada o pracach ze swojego zbioru oraz o własnych produkcjach. Niemiecki fotograf, galerzysta, kolekcjoner i kurator F. C. Gundlach w drugiej połowie XX wieku zjeździł niemal cały świat, Polskę po raz pierwszy odwiedził podczas tegorocznego Miesiąca Fotografii w Krakowie, żeby otworzyć wystawę  „Vanity”. Prace z kolekcji Gundlacha można oglądać w Muzeum Narodowym w Krakowie do 1 września.

F.C. Gundlach, „Moda w stylu op-art, Brigitte Bauer dla Sinza”, Vouliagmeni, Grecja 1966 © F.C. Gundlach (źródło: materiały prasowe Muzeum Narodowego w Krakowie)

F.C. Gundlach, „Moda w stylu op-art, Brigitte Bauer dla Sinza”, Vouliagmeni, Grecja 1966 © F.C. Gundlach (źródło: materiały prasowe Muzeum Narodowego w Krakowie)

Anna Maziuk: W 1956 roku wybrał się pan w pierwszą podróż do Nowego Jorku – co wtedy najbardziej zrobiło na panu wrażenie?

F. C. Gundlach: Kiedy tam przyjechałem i zobaczyłem, jak pracują słynni  nowojorscy fotograficy, byłem w szoku. Profesja fotografa była o wiele lepiej zorganizowana niż w Europie. Każdy z nich miał agenta i to agent załatwiał wszystkie biznesowe sprawy, znajdował klientów, negocjował. Artysta nie musiał się tym martwić, mógł w tym czasie zajmować się robieniem zdjęć.

Jak udało się panu przebić? Konkurencja w Nowym Jorku była przecież ogromna.

Już podczas pierwszej wizyty poznałem Eileen Ford, która w 1946 roku założyła jedną z najważniejszych agencji modelingowych tamtych czasów. Zostaliśmy przyjaciółmi, przyjaźniliśmy się przez 30 lat. Eileen znała wszystkich liczących się fotografów. Kiedy chciałem kogoś poznać, ona po prostu do niego dzwoniła. Jedną z takich osób był Erwin Blumenfeld. Eileen zaaranżowała spotkanie. Poszedłem z moim portfolio do jego pracowni. Kiedy wielki mistrz w końcu do mnie przyszedł, zaczął mówić płynnie po niemiecku, z berlińskim akcentem. Nie miałem pojęcia, że urodził się w Niemczech! Poślubił Holenderkę i szybko wyjechał do Amsterdamu. Ten niesamowity artysta, zanim zajął się fotografią, zainspirowany dadaizmem i surrealizmem, robił kolaże. W dzień prowadził sklep z damskimi torebkami, nocą pracował w ciemni. To było zabawne, bo pierwszą rzeczą, o jaką mnie po niemiecku zapytał, było – czy w Hamburgu jest sklep z wyrobami ze skóry krokodyla (śmiech).

Fotografował pan modę przez ponad 40 lat. Jak to się zaczęło?

Najpierw, jako niezależny fotoreporter, współpracowałem z różnymi czasopismami ilustrowanymi. Trafiłem do Paryża. Może bym tam został, ale dostałem ofertę współpracy od Film und Frau. To oni wprowadzili mnie w biznes filmowy. Francuskie kino, z filmem noir na czele, było wtedy bardzo dobre. To było jeszcze przed Brigitte Bardot, ale za czasów innych, świetnych aktorów takich jak Simone Signoret, Yves Montand czy Gérard Philipe. Pracowałem dla nich przez 12 lat. W 1958 kupiłem moją pierwszą Leicę, dzięki niej moje zdjęcia stały się o wiele żywsze. Lubiłem używać bardzo krótkich obiektywów. Chodziło o ostrość. Czasem jednak czułem się jak bajkopisarz, bo stroje, które fotografowałem, były niedostępne dla większości naszych czytelników. Mimo to lubili na nie patrzyć. Trzy lata temu, podczas przygotowywania jednej z wystaw, odwiedziła nas kobieta – około siedemdziesiątki – która przez 50 lat przechowywała kilka numerów Film und Frau. Przeprowadzała się i nie była w stanie ich wyrzucić, więc podarowała je nam.

Pamięta pan swoje pierwsze zdjęcie?

Mój pierwszy aparat firmy Agfa dostałam, kiedy miałem 10 lat. W moim archiwum znalazłem zdjęcie zrobione za pomocą samowyzwalacza, na którym ja, mój brat i nasz kolega pozujemy na drabinie. Zmusiłem ich do wejścia na tę drabinę i stania przez kilkanaście sekund bez ruchu. To było moje pierwsze zdjęcie pozowane, nie zwykłe pstryknięcie.

Do Berlina przyjechał pan w połowie lat 50. To bardzo istotne tło dla wielu pańskich zdjęć.

Berlin był centrum mody od XIX wieku. Zjeżdżali tam imigranci z różnych krajów – z Polski, Ukrainy. Ale żeby otworzyć własny biznes, trzeba było mieć obywatelstwo niemieckie. Dlatego imigranci często szyli we własnych domach i sprzedawali chodząc od drzwi do drzwi – to był początek przemysłu modowego w Berlinie! Dopiero Bismarck zmienił sytuację przybyszy z innych krajów. Około 1900 roku powstał pierwszy dom towarowy. W latach 20. XX wieku Berlin był kulturalnym centrum Europy, potem Hitler doszedł do władzy, ale przemysł modowy wciąż był silny. Nie było dużych firm, tylko niewielkie, rodzinne zakłady, skupiające maksymalnie 20 szyjących kobiet. To były rzeczy bardzo dobrej jakości i o świetnych krojach. W Niemczech powstawały uniformy dla armii okupacyjnych – angielskiej, francuskiej, amerykańskiej. Potem eksportowano także do Szwajcarii i Szwecji. Wszystko działało prężnie aż do postawienia muru berlińskiego w 1961 roku.

Ale na pana fotografiach nie zobaczymy podziałów i ruin.

Oczywiście, że nie. Ludzie, którzy przetrwali wojnę, chcieli o niej zapomnieć. Nigdy nie fotografowałem ran, nie można robić zdjęć mody na tle ruin. Szukałem miejsc, które nie zostały zniszczone. Tamta generacja naprawdę chciała żyć po tym wszystkim, co ich spotkało podczas wojny.

Fotografował pan wielu sławnych ludzi. Obok Jeana-Luca Godarda czy Hildegard Knef, również słynną francuską aktorkę Romy Schneider. Jej portrety pana autorstwa są dziś niemal ikonami.

Romy była bardzo nieśmiała i niepewna siebie. Zachowywała się wręcz śmiesznie. Znałem ją z filmów, była bardzo sławna, ale i młoda. Dlatego kiedy się poznaliśmy, zabrałem ją na pół dnia do mojego studia. Udało mi się zdobyć jej zaufanie, otworzyła się. Wtedy powstały te słynne portrety.

Pamięta pan jakąś szczególną sesję?

Było ich mnóstwo. Zwłaszcza w okresie, kiedy zacząłem podróżować po świecie. W pamięci szczególnie utkwiła mi jedna historia. Zostałem wysłany do Nowego Jorku, żeby sfotografować bieliznę dla dużej, niemieckiej firmy, która miała zamiar wejść na rynek amerykański. W Nowym Jorku trzeba mieć pozwolenie na fotografowanie. Zazwyczaj nie ma z tym problemu, ale kiedy usłyszeli, że to mają być zdjęcia dziewczyny w samej bieliźnie, powiedzieli, że w żadnym razie nie możemy zrobić tej sesji na ulicy. To był koniec lat 50. Zrobiliśmy zdjęcia w Central Parku, ale nie byłem zadowolony z efektów. Chodziło o to, żeby jak najlepiej pokazać Nowy Jork. Najpierw miałem pomysł, żeby zrobić zdjęcia na łodzi, ale ostatecznie wynająłem dwa helikoptery i wyjąłem z nich drzwi. Fotografowałem stojąc na płozie helikoptera 500 metrów nad ziemią! To było niesamowite.

Strony: 1 2

1 komentarz do artykułu “Fotografia mody jest świadkiem swoich czasów”

  1. Barbara

    Kocham modę i fotografę.Piękny wywiad.

Dodaj komentarz


Artykuły

Recenzje

Opinie

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Otwarcie Muzeum Podgórza

Od 26 do 29 kwietnia 2018 roku

Muzeum Podgórza, fot. Andrzej Janikowski, MHK (źródło: materiały prasowe organizatora)

Moc Natury. Henry Moore w Polsce

Od 21 kwietnia do 9 września 2018 roku

Henry Moore w swoim studiu z rzeźbą „Upright Internal/ External Form”, 1954 (źródło: materiały prasowe organizatora)

IV Międzynarodowy Festiwal Sztuki i Muzyki Incident / Accident

Od 21 kwietnia do 27 maja 2018 roku

Franz Sattler, Weiz, Austria (źródło: materiały prasowe organizatora)

Barwny świat wielu form – szkło artystyczne i użytkowe z huty w Ząbkowicach

Od 27 kwietnia do 30 września 2018 roku

Popielnica z zestawu „Asteroid”, Jan Sylwester Drost, Ząbkowice, 1960–1966, ze zbiorów Muzeum w Gliwicach, fot. B. Kubska (źródło: materiały prasowe organizatora)

Mykola Ridnyi. Twarzą do ściany

Od 20 kwietnia do 15 czerwca 2018 roku

Mykola Ridnyi, „Blind Spot” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Jarosław Kukowski i uczniowie

Od 5 do 30 kwietnia 2018 roku

Piotr Lemke, „No. 1”, akryl i olej na płycie, 100x80 cm (źródło: materiały prasowe organizatora)

Tu strzyka, tam łupie, ale rży. A sumienie kąsa. Tadeusz Brzozowski – inspiracje, konteksty, ślady

Od 22 kwietnia do 29 lipca 2018 roku

Tadeusz Brzozowski, „Spisa”, 1984, olej, płótno, własność prywatna (źródło: materiały prasowe organizatora)

12. IN OUT Festival Taniec/Obraz

Od 20 do 22 kwietnia 2018 roku

César Brodermann „Are you holding me, or am I holding myself?”, USA 2017 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Weekend Księgarń Kameralnych

Od 20 do 23 kwietnia 2018 roku

Warszawski Weekend Księgarń Kameralnych (źródło: materiały prasowe organizatora)

Projekt wystawienniczy Buddyzm

Od 15 kwietnia do 26 sierpnia 2018 roku

„Fudō Myōō”, Yamada Goro (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR