Po raz pierwszy oparłem piosenkę o refren, zapożyczając go z „I Fought the Law””, opowiadał Allen Ginsberg o utworze „Do the Meditation Rock”. W rzeczywistości nie był to ani pierwszy ani jedyny poemat, który skomponował do muzyki, albo komponował równocześnie z muzyką. Współpraca z Philipem Glassem z 1988 roku, której rezultatem była opera „Hydrogen Jukebox” okazała się dla autora trylogii „Qatsi” nie małym wyzwaniem. Ginsberg „…tworzy poetycki język skomponowany z rytmów i dźwięków jakie nas otaczają – amerykański język, który jest logiczny, zmysłowy, czasem abstrakcyjny, jednak zawsze nader ekspresyjny.”, opowiada Glass.

Allen Ginsberg, fot. Michiel Hendryckx (źródło: Wikipedia. Wolna Encyklopedia)

Allen Ginsberg, fot. Michiel Hendryckx (źródło: Wikipedia. Wolna Encyklopedia)

Wyliczanie muzycznych projektów w jakie angażował się Allen Ginsberg nakreśla orientalno-folkowy krajobraz II połowy XX wieku. Ten, obejmuje dwie drogi: przemierzoną przez poetę od inspiracji Blake’iem i Basho po zapoznawanie amerykańskich wykonawców z rytmiką sutr i mantrami oraz tą, która była świadkiem transformacji Ginsberga w regularnego muzyka, poruszającego się po nietypowych terytoriach: folk, psychodelia, calypso. Pisarza w „skowyczącego” pieśniarza. W muzycznej wędrówce poza Swamim Bhaktivedantą, był Bob Dylan – młodszy o ponad 10 lat – twórca „Blowin’ in the Wind” w Ginsbergu zobaczył intrygującą postać. Mentora i grouppie, jak żartowali sobie członkowie dylanowskiego anturażu. Łącznika między pokoleniami, kibica i patrona nowej twórczości, włącznie ze sceną punkową. Hałaśliwe akordy Strummera i rzężenie gitary Micka Jonesa zaskakująco dobrze współgrają z harmonią Ginsberga. „Ojciec kwiat”, aktywny uczestnik pokojowych protestów, rozpoczynający wielogodzinne mantry mające uspokoić policję pacyfikującą anty-wietnamskie zgromadzenia i odczyty i poetyckie wiece i koncerty. Działało. Nawet „Anioły Piekieł” wtórowały gardłowym om-om-om-om, kiedy w trakcie koncertu w Golden Gate Park grało The Grateful Dead. Jefferson Airplane też musiało nieco ustąpić miejsca na plakacie dla nazwiska wysłannika pokoju intonującego om-om. Beatlesi jeździli do Indii, pobierać nauki od krishnowskich mnichów. Ginsberg ściągał mentorów do Stanów Zjednoczonych, by pokazali Amerykanom inne drogi do oświecenia niż poprzez ekspansję terytorialną. Komponował. Zasięgał duchowej porady. Mistrzu Muktananda jak regulować oddech, by śpiewać poezję? Zaufaj własnym słowom, twórz spontanicznie. Potem Dylan pyta się „czy zawsze tworzysz w ten sposób?”. Zawsze. Poemat „September on Jessore Road” jest tego dowodem, oparty o dwa akordy mantry Vajra Guru i „On Another’s Sorrow” Williama Blake’a. Wschód spotyka się z Zachodem, a Lennon sugeruje, by zamiast gitarą, wesprzeć utwór orkiestrą, jak w „Eleanor Rigby”. I mija dwadzieścia lat, nim „September…” odnajduje właściwą formę, a Ginsberg uczy studentów „Eleanor Rigby”, ponieważ poezja nie znosi pośpiechu. Walczyłem z Dharmą, ale Dharma wygrała, mówi bitnik. Nauka jest obustronna. Dylan włącza w swoje teksty pejzaże „zbeatowanej” Ameryki („Desolation Row”, „Highway 61 Revisited”), a w „Subterranean Homesick Blues” pojawia się najwierniejszy guru-grouppie-hippie, który pożycza od Dylana bluesa i uczy się grać na harmonii i nagrywać. Nagrywać wszystko, gdziekolwiek by nie był. Są hinduskie ragi, plecione, długie, i są protest songi – folkowe, protestujące i proste i wzruszające. Na festiwalu w Newport rodzi się nowy, hałaśliwie elektryczny Dylan. Ginsberg widzi w nim marzenie Walta Whitmana i Ezry Pounda, zapewne – dlatego upewnia się, odwiedzając dom poety z płytami winylowymi pod pachą i mówi „to Bob Dylan, słuchaj”. Milczenie. Gdyby Poundowi się nie podobało, wyszedłby z pokoju. I kolejny mistrz akceptuje muzyczną transformację bhikku, praktykującego ucznia nauk Buddy, Allena Ginsberga. William Blake pojawia się mu we śnie. W „Kral Majales” Ginsberg wykrzykuje „W wizji usłyszałem głos Blake’a”. Jakiś czas później Ginsberg namawia Dylana w pokoju hotelowym, by nagrać muzykę do „Pieśni niewinności” i „Pieśni doświadczenia”. W sesjach bierze udział Bob Dorough i Don Cherry, ale chórek złożony z Orlovsky’ego i Ginsberga brzmi jak banda beczących hipisów. Czasem urokliwe, zawsze od serca, nie zawsze trafiając w dźwięki. Druga współpraca Dylana i Ginsberga jest bardziej udana i odbywa się, w 1971 roku, pod okiem Jacka Douglasa. „Pierwszy Blues” nie ukazuje się aż do 1983 roku, a od tego czasu dochodzą nowe nagrania, w tym sesje z 1981 roku, na których powstaje przepiękny „Father Death Blues”. Zawężony do najpotrzebniejszych instrumentów: gitary, harmonii, śpiewu. Obolały i przepełniony ulgą, gdyż ojciec Allena pozostawił już za sobą ziemskie cierpienia. Piosenki wesołe („CIA Dope Calypso”) mają w sobie zabarwienie satyry politycznej, jak zawsze trafnej i zderzającej dwa obrazy, jak w haiku. Wodorowa szafa grająca, muzyczna kakofonia „Vomit Express”.

Po tych regularnych płytach, Ginsberg pojawia się na koncercie Clashów i odczytuje muzyczny esej o sytuacji w Nikaragui. Powinien był trafić na wkładkę „Sandinisty!”, ale mamy już 1982 rok, czas „Combat Rock” na które trafia „Ghetto Defendant”, tym razem nagrane mniej spontanicznie, bo w studiu. Podobnie po bito-hipisa sięgnęli The Gluons, ale punk rock to nurt pokrewny politycznej kontestacji poety, a już mniej jego temperamentowi. Następne projekty będą diametralnie różne. Opera „Hydrogen Jukebox” poskładana zostaje z wierszy, istniejących już pieśni, ale przede wszystkim z muzyki jaka tkwi w samych wersach. Pieśń poświęcona cioci oparta została na powtarzającej się figurze rytmicznej, mającej przypominać stukanie protezy nogi. „Wichita Vortex Sutra” to bezchmurny dzień, w który Ginsberg od-powiada wojnę wypowiedzianą przez Stany Zjednoczone. „Father Death Blues” zostawiono na koniec, by nadać osobistą fizjologiczno-duchową skalę rozpętanej apokalipsie – zgrzyta. Dylanowsko-waitsowska aranżacja spisuje się lepiej i jest bliższa autorowi „Kadiszu”. Modlitwa narasta od wewnątrz. Sprawdza się to zarówno dla mniej poważnych kompozycji, takich jak „Broken Bone Blues”, napisany w 1973 roku, kiedy Ginsberg leżał w Cherry Valley ze złamaną nogą, i do tych złożonych, jak „Lion for Real”, muzyczny projekt nowojorskiej downtown scene z 1981 roku, chyba najbardziej przepełniona duchem poety płyta. Bill Frisell, Arto Lindsay, Marc Ribbot to nowi „podziemni”. Ich przyszłe projekty z Johnem Zornem przypominać będą już Burroughsowską składnię. Tu jeszcze pozostają ilustratorami. Na „Lion for Real” wyklejona zostaje z dźwięków mozaika wyraźnych skojarzeń: ksylofon akompaniuje tańcowi szkieletów („Complaint of the Skeleton to me”), scenę pościgu wpadającą na nowoorleańską procesję otrzymano w „The Shrouded Stranger”, a „Xmas Gift” to Heidi tańcząca na stokach Nepalu. Muzyczny portret tworzy idealne tło do modalnych recytacji Ginsberga, ale w niektórych momentach zbliża się do jazzowego hitu radiowego („Hum Bum”), gdyby tylko wylansował go Lester Bowie. Dopełnieniem jest ostatni singiel jaki nagrał Ginsberg. Kompozycja Philipa Glassa, ale to Paula McCartney’a na nim słychać. „Ballad of the Skeletons” wprowadza karnawałowy nastrój ballady z okazji „día de Muertos”, tyle, że traktującej o żywych i wciąż jątrzących i szkodzących politykach, ekonomistach, naukowcach. „September on Jessore Road” w 1988 roku wedle sugestii Johna Lennona nagrano w wersji z muzykami Mondrian String Quartet. „Ballad of the Skeletons” to inna w tonie, beatlesowska kompozycja, niemal zapraszająca słuchacza do wspólnego muzykowania. Choć to nagranie z 1996 roku, słuchać na nim ślad „wolnych” koncertów plenerowych lat 60-tych, folkowych melodii obdarzonych inteligentnym komentarzem politycznym. Aranżacja na chór i orkiestrę jest doniosła, ale gitara popędzana „niezgrabną” harmonią lepiej przekonuje o zaangażowaniu w sprawę.

***

Przeczytaj również:

Maciej Stasiowski, Beatsampler dla młodszych pokoleń Podziemnych, cz. 1.: Jazdy, zabawa i mrok. Jack Kerouac: http://magazyn.o.pl/2012/maciej-stasiowski-jazdy-zabawa-i-mrok-beatsampler-dla-mlodszych-pokolen-podziemnych-jack-kerouac/

MACIEJ STASIOWSKI – doktorant na Uniwersytecie Jagiellońskim, przygotowujący rozprawę na temat architektury i filmu. Pisze do EKRAnów, Dwutygodnika, O.pl. Zainteresowany tendencjami w muzyce współczesnej i animacją.

Dodaj komentarz


Artykuły

Recenzje

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Wydarzenia

JEMS Architekci. (RE)KOLEKCJE

Od 28 kwietnia do 20 sierpnia 2017 roku

Międzynarodowe Centrum Kongresowe w Katowicach, 2015 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Anna Przybył. Pragnienia

25 kwietnia 2017 roku

Anna Przybył, „Pragnienia” (źródło: materiały prasowe wydawcy)

14. Wiosna Jazzowa Zakopane 2017

Od 28 kwietna do 2 maja 2017 roku

Mateusz Gawęda Trio (źródło: materiały prasowe organizatora)

Zuza Golińska / Magdalena Łazarczyk. Niewidzialna ściana

Od 28 kwietnia do 1 czerwca 2017 roku

Zuza Golińska / Magdalena Łazarczyk, stopklatka z wideo „Niewidzialna Ściana”, 2017 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Sztuka w sztuce

Od 28 kwietnia do 1 października 2017 roku

Tezi Gabunia, „Włóż głowę do galerii (Luwr”), 2015–2016, instalacja, 50 × 82 × 50 cm, dzięki uprzejmości T. Gabunii, Popiashvili Gvaberidze Window Project, Tbilisi (źródło: materiały prasowe organizatora)

Tu jesteśmy

Wybrane prace z kolekcji Krzysztofa Musiała

Od 28 kwietnia do 15 sierpnia 2017 roku

Henryk Stażewski, „Kompozycja nr 33”, 1975, akryl, płyta, fot. Agata Ciołek (źródło: materiały prasowe organizatora)

Bratislava pro Wratislavia / Wratislavia pro Bratislava

Od 27 kwietnia do 3 czerwca 2017 roku

Martin Špirec, „Morze spokoju”, 2015 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Okupanci. Niemcy w Krakowie

Od 27 kwietnia do 29 października 2017 roku

Żołnierz niemiecki na moście Dębnickim pozujący do zdjęcia na tle Wawelu. Na rewersie odręczny podpis: „Przed wyruszeniem transportu z Krakowa do Berdyczowa” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Presja istnienia

Od 21 kwietnia do 12 maja 2017 roku

Piotr Ambroziak, „Urban cave III”, akryl, spray, 2017 (źródło: materiały autora)

Henryk Stażewski. Kolekcja sztuki XX wieku

Od 21 kwietnia do 11 czerwca 2017 roku

Henryk Stażewski, bez tytułu, poł 70. XX ., fot. © Muzeum Narodowe w Gdańsku (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR