Picie kawy w Polsce to trochę jak kąpanie się w Wiśle – niby można, ale po co. Przyjemność wątpliwa, a skutki uboczne mogą wkrótce dać się we znaki. To, co u nas nazywa się kawą, jest zazwyczaj lekko kwaśne, niezbyt dobrze wyprażone i cenowo nieadekwatne do jakości. Wiadomo, że czasami człowiek musi, bo inaczej się udusi; wiadomo, że jak się wie, gdzie szukać trafiają się i perełki, najczęściej proweniencji włoskiej, co nie znaczy, że oprócz włoskiej nazwy zachowują również pełnię włoskiego smaku.

Zestaw do picia kawy po turecku, fot. K. Włodarczyk

Zestaw do picia kawy po turecku, fot. K. Włodarczyk

Są też palarnie kawy. Jednak mimo licznych wypraw poszukiwawczych nie zdobyłam w żadnej z nich skarbu w postaci kawy nadającej się do przyrządzenia w dżezwie. Dżezwa, po polsku tygielek, to mały garnuszek, zwężający się ku górze, z długą rączką i dzióbkiem umożliwiającym takie nalewanie napoju, by fusy zostały na dnie garnuszka. Sam przedmiot jako taki bywa w kuchni bezcenny, można w nim ugotować mleko, jajko, sos, stopić czekoladę – dotychczas nie udało mi się tylko ugotować spaghetti. Tak wygląda garnuszek w wersji domowej. W wersji bośniackiej, kawiarnianej, rzeczony tygielek jest fikuśny, malutki, ozdobiony ornamentami. Do tego w komplecie tacka i malutkie filiżaneczki bez uszka. I koniecznie lokum, czyli lokalna odmiana rachatłukum.

Taka kawa w Bośni jest tania jak barszcz, dostępna nawet na stacjach benzynowych , niezmiennie przerażająco słodka i wybitnie aromatyczna. I oczywiście nazywana „bośniacką kawą” (czyli „kahvą”), chociaż większości rodaków skojarzy się (i słusznie) z kawą po turecku. Przyrządzenie tego cuda wymaga doświadczenia, ostrożności i czasu – kawę gotuje się w tygielku, czekając, aż pojawi się piana, która zacznie się podnosić. Wtedy należy błyskawicznie zdjąć dżezwę z gazu (niestety, kuchenka elektryczna w tym temacie pozostaje daleko w tyle, o płycie indukcyjnej nie wspominając), poczekać, aż piana trochę opadnie i postawić garnuszek z powrotem. Czynność tę powtarza się trzy razy.

Nie tylko Bośnia kawą stoi. W Bułgarii, w miejscowości Triawna kawę po turecku przygotowuje się na piasku. W Chorwacji kawy po turecku nie pije się w kawiarniach, ale robi się ją w domu. W dodatku chorwackie mieszanki, chociaż nie tak aromatyczne jak bośniackie, świetnie nadają się do tych celów, dlatego każdorazowy powrót z południa w moim przypadku oznacza dodatkowe obciążenie bagażu dwoma kilogramami mielonej kawy. Za to w Chorwacji, podobnie jak w Serbii, dzień zaczyna się od kawy w kawiarni. Lokale zapełniają się już o 8 rano i nie pustoszeją do wieczora. Wyjście na kawę jest najprostszym sposobem wypoczynku, spędzenia wolnego czasu z przyjaciółmi, złapania chwili oddechu w ciągu dnia, a powiedzenie „chodźmy na kawę” nierzadko występuje bezpośrednio po „cześć!”. Kawę pija się zawsze, do wszystkiego i ze wszystkimi. Herbata zarezerwowana jest dla chorych – pod warunkiem, że w ogóle jest w kawiarni dostępna, przy czym i tak będzie to herbata owocowa lub ziołowa, czarnej po prostu nie ma i koniec.

Ul. Tkalčićeva - kawiarniane serce Zagrzebia, fot. K. Włodarczyk

Ul. Tkalčićeva – kawiarniane serce Zagrzebia, fot. K. Włodarczyk

Pod względem finansowym dla miłośnika kawy rajem jest Bułgaria. Na ulicach miast i wsi stoją tam automaty, które mielą ziarno i przygotowują pyszną kawę, dosłownie za grosze. Espresso wypite w kawiarni jest o wiele droższe i bez porównania gorsze, trochę jak to nasze, północne. Chociaż to nie może być kwestia szerokości geograficznej, najwięcej kawy w Europie piją Finowie. Prawdopodobnie jest bardzo dobra. Prawdopodobnie.

Dodaj komentarz


Recenzje

Open'er Festival 2018 – legendy kontra młodzi

Wojciech Michalski

Open'er 2018, fot. M. Murawski (źródło: materiały prasowe organizatora)

Światy między ludźmi

Anna Michalik

Kornel Filipowicz, „Romans prowincjonalny i inne historie”, (wybór: W. Bonowicz), Wydawnictwo Znak, 2018

Fakap Misi-Cherysi

Aleksandra Kumala

Miranda July, „Pierwszy bandzior”, tłum. Łukasz Buchalski, Wydawnictwo Pauza, 2018 (źródło: materiały prasowe wydawcy)

Pojutrze

Sebastian Pytel

„Detroit. Become Human”, reż. David Cage, studio Quantic Dream (źródło: materiały prasowe dystrybutora)

Czarci Kamień

Monika Malessa-Drohomirecka

Monika Milewska, „Latawiec z betonu”, Wydawnictwo Mandu, Kraków 2018 (źródło: materiały prasowe wydawcy)
więcej artykułów

Rozmowy

Czytelnia

Wydarzenia

U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR