Relacje pochodzą z książki Polityczni.

Joanna Szczęsna:

Komendy są obrzydliwe: brudne, cuchnące, nieprzystosowane do trzymania kogoś dłużej niż 48 godzin. A ja tam spędziłam sześć dni i marzyłam o Rakowieckiej, bo wiedziałam, że więzienie to własne łóżko, pościel, spacer, regularne posiłki, łaźnia, woda rano i wieczorem. Więc marzyłam o tej Rakowieckiej jak o ziemi obiecanej. Ale nie chcieli mnie tam zabrać, ponieważ właśnie nie miałam dowodu. W pałacu Mostow­skich musieli mi zrobić zdjęcie, które miało zastąpić dowód i to wszystko się przeciąga­ło i przeciągało. Taka typowa peerelowska biurokracja, a ja tymczasem siedziałam „na dołku”, gdzie w celi — dwa na trzy metry — jest siedem, osiem, nawet dziesięć osób.

Kartka noworoczna z 1982 roku, autor: Jan Bokiewicz / Mark Carrot* Gallery

Kartka noworoczna z 1982 roku, autor: Jan Bokiewicz / Mark Carrot* Gallery

Przez całą noc otwierają się drzwi i dopychają tam kobitki zgarnięte z miasta. Te pierwsze zajmują miejsca na drewnianym podeście, reszta kładzie się pokotem na ziemi. Trudno jest spać — ścisk, zaduch, w celi stoi cuchnący kibel. Nie można mieć żadnej osobistej rzeczy — ani zapałek, ani szczoteczki do zębów, ani grzebienia. 24 godziny na dobę w tych samych ciuchach.

Towarzystwo: kobiety, które nie mają „Kolskiej”, to znaczy bez badań wenerolo­gicznych, bez żółtej książeczki [szczepień], jakieś złodziejki, dziewczyny, które miesz­kają na dworcu i cały swój dobytek noszą na sobie — tak zwane giganty. Groźniejsze przestępstwa trafiają się rzadko, może częściej w pałacu Mostowskich, a ja siedziałam na Walicowie.

Sanitariaty — to się nie mieści w głowie. Wchodziłam tam na minutkę zatykając nos, nie myłam się w ogóle, ponieważ kran był tak brudny i tak strasznie cuchnęło, że to zaprzeczało idei mycia, przesiąkało się odorem nie do wytrzymania. Bardzo by­łam zadowolona, jak mnie brali na górę na przesłuchanie, bo można było obmyć sobie twarz, ręce i siąść na normalnym sedesie.

Ewa Heynar-Skowrońska:

Moi konwojenci wykręcali się od spisywania depozytu. Wreszcie ktoś z Wilczej to zrobił. A mnie kazano czekać ni to w celi, ni to poczekalni. Brudne, wymazane krwią i kałem ściany, jakaś ławka. Na ławce młoda dziewczyna. Przez wąskie okienko w mu­rze wpadało akurat tyle światła, żeby zobaczyć jej twarz.

Skuliłam się w kącie ławki, a ona — jakbyśmy siedziały przy stoliku w kawiarni — zapytała, czy może się przysiąść. Zdziwiłam się. Nie byłam pewna — może to coś znaczy w grypserze? Na wszelki wypadek powiedziałam: „Proszę bardzo”. Siadła obok mnie, przy­tuliła się i zaczęła opowiadać, jak ją zgarnęli. Mówiła szybko, bardzo nerwowo. Nie byłam pewna, czy jest po jakichś środkach odurzających czy po prostu po kilku kieliszkach.

Zaraz potem sprowadzili nas na dołek. Milicjant po kolei wyjmował moje rzeczy z torby i sprawdzał, czy zgadzają się ze spisem. Zostawił mi papierosy (reszta trafiła do depozytu) i pozwolił iść do celi w palcie — bo było zimno. Pamiętam szok. Dokładnie tak wyobrażałam sobie carskie kazamaty. Obrzydliwe mury, brudno, ciemno, smród. Niemal całą celę zajmowało podwyższenie z desek. Na nim siedziało kilka kobiet. Tam znajoma z poczekalni okazała się niezupełnie normalna: opowiadała wciąż nowe wer­sje wydarzeń, które jej się przytrafiły.

Wywołali nas do mycia: w łazience były jeszcze ślady krwotoków po „połykach”. Do wytarcia rąk zaproponowali mi jakąś brudną szmatę. Opłukałam twarz i ręce wodą — z obrzydzeniem.

W celi z maleńkim oknem, na mniej więcej 15 metrach było nas siedem czy osiem. Większość paliła. Jeden z milicjantów pozwolił uchylić drzwi na korytarz. Inny zapro­ponował, żebym go posprzątała. Korytarz był długi, trochę mniej śmierdział; było czym oddychać. Miałam straszną ochotę odejść choć parę kroków od celi. Ale odmówiłam.

Na noc dostałam brudny, lepki materac i chyba jakiś koc. Brzydziłam się wszystkie­go, zawijałam w palto.

W środku nocy przyprowadzili starszą, prawie niewidomą kobietę. Patrzyłam na nią — niemal bezradną przez to kalectwo. Wyobrażałam sobie siebie w takiej sytuacji. Ona też była polityczna. Później dowiedziałam się, że w jej mieszkaniu była drukarnia.

Włodzimierz Kowalski:

Na Mostowie w czteroosobowej celi siedziało nas 12, ale od biedy się mieściliśmy. Złodzieje szybko się zorientowali, że jestem z „Solidarności”, co mnie automatycznie ustawiło na innej, lepszej pozycji. Byłem jedynym, z którym ci, co dłużej tu siedzieli, podzielili się swoimi paczkami: „Chodź tutaj, solidarniak, jeść dostaniesz!”.

Zaczęliśmy rozmawiać. Kilku siedziało ponad miesiąc i nie bardzo wiedzieli, co się właściwie w Polsce dzieje. Ale zgodność co do faktu, że czerwony to świnia, była wśród nich niepodważalna. Z jednym wyjątkiem — był tu stary, przedwojenny złodziej, któ­ry utrzymywał: „To, kurwa jego mać, wszystko jedno, czy będzie rządził czerwony, zie­lony czy «Solidarność» — złodziej tak czy tak będzie siedzieć”. Natychmiast najechali na niego, dosłownie zakrzyczeli: „A paczki!”, „A żarcie!”, „A widzenia!”, „A warunko­we!”. Zamilkł przegłosowany.

Ewa Heynar-Skowrońska:

Wiedziałam, że „na Kamczatce”1 nie ma teraz politycznych, że będę siedziała z krymi­nalnymi. Z poradników, które kiedyś czytałam, wynikało, że mam przedstawić się w celi imieniem i paragrafem. Już wiedziałam — z dołka — że nie mam się co wygłupiać, bo kryminalne nie tak łatwo ujawniają powód odsiadki i nie są tego u innych ciekawe. Kiedy strażniczka prowadziła mnie korytarzem, myślałam, że powiem tylko „dzień dobry”.

Kiedy wepchnęła mnie do celi, nie zdążyłam powiedzieć nic. To było piekło. Sabat czarownic. Kilkadziesiąt podenerwowanych, bardzo głośno mówiących i wymyślających sobie kobiet, stłoczonych na niewielkiej przestrzeni. Nie miałam jak zrobić kroku. Tak jak stałam — przy drzwiach — usiadłam na ziemi, z tobołem przed sobą. Zanim się rozejrzałam, ktoś — potem się okazało, że celowa — wrzasnął: „Głowę sprawdzamy”. Chwilę potem na oczach wszystkich dziewczyna grzebała w moich włosach, sprawdza­jąc, czy nie przyniosłam wszy.

Celową wywołano na korytarz. Po chwili wróciła, poszeptała z dziewczynami. Któraś krzyknęła: „A co mnie to, kurwa, obchodzi, że ona jest magister”. Widocznie klawiszka powiedziała celowej coś o moim wykształceniu. To była kolejna bariera. Najeżyłam się, wystraszona, że przez te nieszczęsne studia będę gorzej traktowana w celi.

Nie płakałam w sądzie, kiedy po nocy na dołku zobaczyłam mamę, męża. Nie pła­kałam po wyroku. Tu nie wytrzymałam i się rozryczałam.

Zaraz potem klawiszka wywołała mnie na korytarz i bez słowa zaprowadziła do in­nej celi. Później okazało się, że ktoś pomylił się wpisując mi do jakiegoś formularza paragraf. Klawiszka zakwalifikowała mnie jako chuligankę i zaprowadziła — zgodnie ze zwykłą procedurą — do „przejściówki”, gdzie miałam czekać na przydział „normal­nej” celi. Kiedy zorientowała się, że to ja jestem tą jedyną polityczną na Kamczatce, zabrała mnie stamtąd.

Strony: 1 2 3

1Więzienie dla kobiet na Olszynce Grochowskiej w Warszawie.

Dodaj komentarz


Recenzje

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

FFFAMOUS

Od 25 października do 28 listopada 2017 roku

Piotr Leczkowski, Eva Calls 07, 2014 42 x 53 cm, fotografia cyfrowa, clothes & stylist By Björn (źródło: materiały prasowe organizatora)

Balkan Playground. Michał Korta

Od 25 października do 3 grudnia 2017 roku

Michał Korta, cykl „Balkan Playground” (Randa, egipska reprezentacja karate, Sutomore, Czarnogóra), 2014 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Kino-oko. Wokół Wiertowa i konstruktywizmu

Od 20 października do 30 listopada 2017 roku

Józef Robakowski, „Ćwiczenia na 2 ręce” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Cukiernia Europa

Od 19 października 2017 do 25 listopada 2017 roku

Aleksandar Stankoski, Ostatnia wyprawa, 100 x 70, olej na kartonie, 1992 (źródło: materiały prasowe organizatora)

8. Festiwal Krytyków Sztuki Filmowej Kamera Akcja

Od 19 do 22 października 2017 roku

 Festiwal Krytyków Sztuki Filmowej Kamera Akcja (źródło: materiały prasowe organizatora)

Festiwal im. Macieja Berbeki Inspirowane Górami

Od 19 października do 21 października 2017 roku

Festiwal im. Macieja Berbeki Inspirowane Górami (źródło: materiały prasowe organizatora)

Inwencja i naśladownictwo. Dawna grafika włoska

Od 17 października do 17 grudnia 2017 roku

Gaetano Cottafavi, „Wodospad na rzece Aniene koło Tivoli”, 1835 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Dziekanka artystyczna

Od 16 października do 24 listopada 2017 roku

Mirosław Bałka, „Good God” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Festiwal Tradycji Literackich

Rozdział I: Mickiewicz / Różewicz

Od 14 października do 16 listopada 2017 roku

Ballady i Romanse (źródło: materiały prasowe organizatora)

Modernizm udomowiony

Współczesna architektura chińska

Od 13 października 2017 roku do 7 stycznia 2018 roku

Projekt: Warsztat wyrobu cukru trzcinowego w gminie Zhangxi, powiat Songyang, Studio: DnA _Design and Architecture (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR